Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 6 maja 2013

1632 - Eric Flint

Wydawnictwo: ISA
Warszawa 2006
Oprawa: miękka z obwolutą
Liczba stron: 474
Przekład: Barbara Giecold i Michał Bochenek
ISBN: 978-83-7418-097-9



Z pewnością sama bym sobie tej książki nie kupiła, ponieważ okładka raczej mnie zniechęca. ot, stoi zakuty w hełm rycerz siedemnastowieczny, w tle widać jeepa, a cyfry składające się na tytuł utworzone są z kawałków... amerykańskiej flagi. Nie, to nie dla mnie – pomyślałabym w księgarni i przeszłabym obok tej pozycji. Nic jednak bardziej mylnego. Ponieważ nie szata zdobi człowieka, a książki nie powinno się oceniać po okładce... Teraz jestem o to doświadczenie mądrzejsza, a wiadomo, że człowiek uczy się jedynie na własnych błędach. Dobrze więc, że "1632" otrzymałam w urodzinowym prezencie i zanim zniechęciłam się przednią okładką, przeczytałam słów kilka na tylnej.
Co by się stało, gdyby niewielkie amerykańskie miasteczko końca dwudziestego, czy początku dwudziestego pierwszego wieku cofnęło się w czasie... w sam środek wojny trzydziestoletniej? Otóż... To właśnie się dzieje na stronicach tej niesamowitej powieści z gatunku historii alternatywnej. fantastyczna narracja, genialne pomysły, nietuzinkowi bohaterowie i wiedza o czasach, o których Flint pisze. Tak, chylę czoła, gdyż facet naprawdę przyłożył się do tego, co dzisiaj szumnie nazywamy z angielska researchem.
Pomyślcie tylko – trwa wojna trzydziestoletnia. Katolicy walczą z protestantami. Wolność religijna? To niezbyt chwytliwe hasło. Europa jest pogrążona w walkach, miasta i wsie palone są przez przeciwnika, który przecież tak niedawno mógł być sąsiadem. Do tego jeszcze dochodzi całkiem prężnie działająca Inkwizycja. A nawet – o, zgrozo – dwie: papieska i hiszpańska. Świat pogrążony w chaosie. Końca wojny nie widać, dla zwykłego zjadacza chleba nie ma światełka w tunelu. Nagle i niespodziewanie, z zupełnie niewyjaśnionych powodów w samym środku tego konfliktu pojawia się nowa siła. Niewielkie miasteczko, zamieszkane przez równie niewielu mieszkańców... Posiada jednak wiedzę z przyszłości. I choć zasoby szybko się kurczą, paliwo zostaje zarekwirowane właściwie na rzecz nowopowstających sił zbrojnych, ilość leków jest ograniczona, a znaczna część ludności to młodzież w wieku szkolnym... wojna nie jest im straszna. Mają bowiem hart ducha i iście amerykański styl życia. wolność religijna? Toż to przecież podstawa ich systemu! 
Amerykanie nie dadzą łatwo za wygraną i znajdą sprzymierzeńców, choć przyjdzie im stoczyć w tym celu niejedną batalie. Nie tylko w wojskowym tego słowa znaczeniu. Zupełnie inny światopogląd i podejście do życia, którym się charakteryzują czasami okaże się właściwie zbawieniem, czasami jednak stanie się przeszkodą. Czy jednak Amerykanom straszne są przeszkody W końcu mają swoją tradycję, swoje ideały demokratyczne i... nowoczesną broń, działającą elektrownię oraz transportery opancerzone.
Jak się zakończy ta przygoda? Nie wiem... Okazuje się bowiem, że Eric Flint zrobił rzecz niesamowitą. Jego powieść tak zachwyciła, że kolejni autorzy piszą historie w wykreowanym przez niego świecie. Tomów jest już niemal dwadzieścia i zastanawia jedynie, jaka jest szansa, że zostaną one przetłumaczone na język polski. Cóż, nazwiska autorów może zachęca polskiego wydawcę, ot, choćby Weber.
Jak już wcześniej zauważyłam – Flint wykonał kawał dobrej roboty. Realia czasu i miejsca, w które przenieśli się mieszkańcy Grantville są niesamowicie i pieczołowicie oddane Nawet sposób myślenia niemieckiego chłopstwa i mieszczaństwa wydaje się taki naturalny dla tamtych czasów. Może jedynie trochę dziwić szybkie przyzwyczajenie się do nowych okoliczności Rebeki Abrabanel, jednak była to wykształcona kobieta o otwartym umyśle...
Wartka akcja, częste zwroty akcji, dwutorowa narracja, która w pewnym momencie łączy dwa światy... Genialne!
Brakowało mnóstwa kropek w tekście. Można kropkę przeoczyć raz, czy dwa, ale tych braków było bez mała pięćdziesiąt. Dziwne niedopatrzenie korekty. Poza tym nie znalazłam większych błędów.
Cieszy również dwustronicowy słowniczek na końcu książki oraz mapki znajdujące się na jej początku. Pomagają się zorientować w sytuacji, jeśli ktoś nie jest specjalistą od tamtego okresu historycznego.
Ze swojej strony mogę jedynie tę powieść polecić. Sama zaś oczekuję pojawienia się na księgarskich półkach kolejnych części. Cóż, jeśli nie po polsku to pewnie zabiorę się do lektory w oryginale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz