Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Zwierciadło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Zwierciadło. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 października 2017

Ostatnia chowa klucz – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 307
ISBN: 978-83-65456-86-1








Pierwsza w dorobku Ałbeny Grabowskiej powieść kryminalna zapowiadała się od samego początku na prawdziwą perełkę. Czy rzeczywiście sprostała wymaganiom i spełniła oczekiwania?
Kto zna Pretty Little Liars ("Słodkie kłamstewka" vel "Kłamczuchy") ten z pewnością będzie miał takie same przemyślenie co do początku powieści. Cztery nastolatki zbierają się na opuszczonym strychu. Jedna z nich ma przystąpić do "paczki", ale czeka ją najpierw swoista inicjacja. Po zakończonym spotkaniu, które jest dość przerażające, następuje... porwanie. Która z dziewczyn zaginie i co się z nią później stanie? Tutaj już wszystko jest inaczej niż w PLL. 
Polska, nienazwana miejscowość w okolicy Warszawy. Można by się pokusić o jej znalezienie, bo często padają nazwy ulic i ich umiejscowienie względem siebie. Nie ma to jednak większego znaczenia. Jesteśmy w pobliżu Wisły, mamy początek XXI stulecia. Główne bohaterki na początku powieści mają szesnaście lat. Oznacza to, że jestem od nich niewiele starsza, może rok, może trzy. W każdym razie pozwoliło mi to na dodatkowe poczucie bliskości i ułatwiło wczucie się w klimat. Całkiem dobrze jeszcze pamiętam to, co czuły licealistki na początku millenium.
Historia opowiedziana jest z perspektywy jednej z uczestniczek feralnego spotkania, Marzeny.  Dzięki temu głębiej wchodzimy w jej umysł i serce, a jednocześnie nie wiemy wszystkiego, a jedynie to, co ona sama odkryje. Prywatne śledztwo prowadzi z różnymi skutkami, czasem wie (przynajmniej tak się nam i jej wydaje) więcej od policji, innym razem jakby przestaje się interesować przestępcą i skupia na własnym życiu, miłości, związku. Uważam jednak, że takie spojrzenie na sprawę jest bardzo dobre i narrator wszechwiedzący mógłby nam jedynie popsuć odbiór całej opowieści.
Każdy rozdział ma swoisty prolog i epilog. Prolog to słowa porywacza, epilog – kogoś, kto go zna i postanawia naprawić wyrządzone przez niego zło. Do samego końca nie wiemy, kim te postaci są. Odkryjemy to dopiero na dwóch ostatnich stronach.
Ałbena Grabowska, poza wyśmienitą akcją, daje nam również niesamowitą galerię barwnych postaci, z których każda, nawet najbardziej niepozorna, ma w tej historii do odegrania niebagatelną rolę. Niezapomniani na długo jeszcze pozostaną Świętszy Paweł, Pikuś, Mimoza i Adamsowa. Bo Marzena ma takie zboczenie – niemalże wszystkim w swym otoczeniu nadaje jakieś przezwiska.
W powieści codzienne przeżycia nastolatki – zakochanie, niezrozumienie się z rodzicami, szkoła, nauczyciele – przenikają się z iście kryminalną intrygą, w której samym środku znajduje się Marzena. Czy nastoletnia miłość okaże się silniejsza od przyjaźni? Czy może jednak to przyjaźń i lojalność zwyciężą? I jak cała ta historia wpłynie na dalsze życie, wchodzących w dorosłość, bohaterów?
Kto porwał i dlaczego? Kim była tajemnicza osoba, która postanowiła pokrzyżować porywaczowi szyki? Tego dowiemy się dopiero na dwóch ostatnich stronach. Stronach... zamkniętych w kopercie, którą należy rozciąć dopiero w ostatniej chwili. Ciekawy pomysł, który dodaje powieści smaczku i jeszcze bardziej trzyma w napięciu. Bo nie można poznać zakończenia od razu. no chyba, że postanowisz na początku otworzyć kopertę. Ale wówczas cała intryga i czytanie nie mają już większego sensu. Szkoda sobie psuć te kilka(naście w moim wykonaniu) godzin wyśmienitej lektury.
Sprawcę wykryłam dość szybko. A potem z 10 razy zmieniałam zdanie, by w końcu... przekonać się, że trafiłam, a Autorka nieźle potrafi zakręcić, by kryminał można było uznać za naprawdę udany. Bardzo spodobało mi się również to, że zakończenie jest współczesne  – ten przeskok o mniej więcej 15 lat wiele daje. Pozwala bowiem poznać dalsze losy wszystkich bohaterów i dopiero naprawdę na samiutkim końcu rozwiązać zagadkę. Dzięki niemu możemy przeczytać jak tamte tragiczne wydarzenia wpłynęły na kształtowanie się ich charakterów i losy ich wszystkich.
Znalazłam, niestety, kilka błędów logicznych i mam wrażenie, że w niektórych miejscach nastąpiło jakieś zagięcie czasoprzestrzeni. Poza tym żadnych krytycznych uwag. Należy zatem mieć nadzieję, że to nie ostatni kryminał Ałbeny Grabowskiej.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło

sobota, 8 kwietnia 2017

Alicja w krainie czasów. Czas odzyskany – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2017
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom III
Oprawa: miękka
Liczba stron: 305
ISBN: 978-83-65456-52-6








Trzeci, długo przeze mnie wyczekiwany, tom trylogii "Alicja w krainie czasów" dotarł do mnie, kiedy Dziewczynki ząbkowały, a na domiar złego właśnie nastąpiła zmiana czasu na letni. Może właśnie dlatego było mi tak ciężko i ta historia usatysfakcjonowała mnie mniej od poprzednich. Może byłam zbyt zmęczona i dlatego w pewnym momencie pogubiłam się już w kryminalnej intrydze. A może... coś jednak nie do końca wyszło.
Zakończenie trylogii to powieść sensacyjno-szpiegowska. W połowie dzieje się w czasie II wojny światowej, druga część akcji rozgrywa się po dwóch dekadach od zakończenia działań wojennych. Alicja, wciąż piękna, "młoda", potrafi nadal zakręcić wokół palca wielu mężczyzn. Przyciąga ich, wykorzystuje jak przystało na szpiega i robi swoje. Robi swoje bardzo dobrze, jest świetną agentką – szanowaną, cenną, wykorzystywaną w wielu delikatnych akcjach, w których poza doskonałym warsztatem niezmiernie przydaje się również wdzięk osobisty. I, oczywiście, wciąż pracuje w szpitalu, gdzie również przysługuje się dobrej sprawie.
Wciąż jednak jest samotna po śmierci ukochanego Daniela. Czy jeszcze kiedyś pokocha, czy na zawsze pozostanie wdową, przy której wiernie stać będzie jedynie "młodszy braciszek", Franek? Cóż, kilku mężczyzn się przy niej pojawia, ale czy któryś zawładnie sercem kobiety, której czas się nie ima? Musicie się przekonać sami. 
Bogata galeria nowych postaci w niczym nie ustępuje tym, które poznaliśmy i pokochaliśmy wcześniej. Są bohaterowie pozytywni i negatywni, są i tacy, co do których niemalże do ostatniej strony nie potrafimy się zdecydować. I ci są najciekawsi, to rzecz oczywista. 
Wzrusza w tej powieści wątek Kodorowa (choć wcale nie piszę, że Alicja wraca na "stare śmieci"), bawią próby znalezienia jej jakiegoś mężczyzny, na które to wpada rodzina Franka, wstrząsa praca w szpitalu dziecięcym w okupowanym Paryżu, powoduje przyspieszone bicie serca scena na pewnym moście. Wiele emocji towarzyszy najnowszym przygodom naszej Alicji vel Aliny. Wszystko to zaś opisane z polotem, ciepłem i pewną dozą dobrego humoru (tam, gdzie to możliwe, bo trudno żartować sobie na wojnie). 
Zachwycił mnie wątek bułgarski i aż żałuję, że nie było go więcej. Szkoda również, że historie dzieci ze szpitala nie zostały pociągnięte dalej, choćby w jakichś wspomnieniach czy niespodziewanych spotkaniach po latach. Aż chciałoby się przeczytać jeszcze jeden tom, w którym Autorka rozwinęłaby te tematy. Bardzo podobał mi się również epilog. Naprawdę rewelacyjny pomysł.
Podsumowując zatem – zakończenie trylogii jest ciekawe, ale trzeba je czytać naprawdę uważnie, bo można się pogubić. I, niestety, jest nieco słabsze od poprzednich tomów. Nie trzyma już tak w napięciu, choć to właśnie ta powieść ma wątki sensacyjne i jest osadzona w najciekawszym okresie. Liczyłam na coś trochę bardziej porywającego, bo można się tego było spodziewać po dwóch wcześniejszych tomach. Choć nadal polecam, bo Autorka ładnie pozamykała wszystkie wątki. I czekam na kolejną jej powieść.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło

sobota, 8 października 2016

Alicja w krainie czasów. Czas opowiedziany – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2016
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom II
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 377
ISBN: 978-83-65456-23-6








Mówią, że drugi tom cyklu jest zawsze najsłabszy. Ałbena Grabowska udowadnia, że nie warto używać takich określeń jak "zawsze". "Czas opowiedziany" nie tylko w niczym nie ustępuje pierwszemu tomowi "Alicji w krainie czasów", on jest po prostu jeszcze lepszy. 
Alicja, po wybuchu, w którym próbowała zakończyć swe życie, zostaje wysłana do Wiednia, do kliniki neurologicznej. To tam naprawdę zacznie się prawdziwa przygoda dorastającej panny. Niegościnność i bariera językowa nie tylko jej nie zniechęcą, ale spowodują, że znajdzie w sobie siłę, by walczyć. O co? O dalsze życie. O osiągnięcie czegoś. O spełnienie marzeń, odnalezienie prawdziwej siebie. A pomoże jej w tym nie kto inny, jak Sigmund Freud we własnej osobie. To pod jego wpływem, za jego namową i za jego wstawiennictwem Alicja Księgopolska – kobieta, Polka – rozpocznie studia medyczne na wiedeńskim uniwersytecie i nie raz, nie dwa pokaże zaborcom, że nie warto z nią zadzierać.
Wiedeń okaże się dla Alicji na długi czas dość łaskawym miejscem i bezpieczną przystanią, choć niestety wszystko pewnego dnia ulegnie zmianie. Jakiej? Tego nie napiszę. Dość zdradzić, że jej status społeczny zmieni się diametralnie, kiedy Europę ogarnie wojenna zawierucha. Zanim to jednak nastąpi Alicja przeżyje zawód miłosny, utratę kilku bliskich osób i niemalże całkowite zerwanie więzów z tymi, których przez długie lata miała za swych rodziców.
Więcej z fabuły nie zdradzę. Napiszę jedynie, że "Czas opowiedziany" toczy się na przestrzeni około czterech dekad i pięknie pokazuje ówczesną Europę zachodnią – Austrię i Francję (to z Wiednia Alicja zawędruje do Paryża, choć po drodze odwiedzi jeszcze kilka innych miejsc).
Drugi tom cyklu to opowieść o sile intelektu i dobrym sercu. O przyjaźniach, miłościach, zdradach. To wspaniale zilustrowana "wielka historia" widziana oczami zwykłej (choć naprawdę niezwykłej) kobiety. To w końcu opowieść... szpiegowska. Tak, dobrze przeczytaliście. 
Na stronicach książki znajdziecie całą plejadę ciekawych postaci, zarówno fikcyjnych, jak i rzeczywistych. Oprócz Freuda największy wpływ na życie Alicji będzie miała... Coco Chanel, choć i Alicja dla niej będzie bardzo ważną osobą. Poza tym wspaniała ciotka Kundzia, tajemnicza Emily, kochający Franek, zakochany Jacob i... Alina, o której więcej ani słowa.
Autorka wspaniale snuje swą opowieść, raz zwalniając, innym razem przyspieszając akcję. Choć przyznam, że ostatnie 30 stron powieści przeleciało zbyt szybko. Chyba jednak wolałabym się bardziej rozkoszować latami '30. Miałam wrażenie, że wszystko jest takie w pośpiechu, jakby to miał być jakiś epilog do całości, a nie końcówka drugiego tomu. Z drugiej jednak strony, przygotowywałam się na wielkie "bum" na zakończenie i... dostałam je. Dorównuje wybuchowi kończącemu pierwszy tom, choć jest zupełnie innego rodzaju. I to jest naprawdę cudowne.
Wyśmienite są nawiązania do literatury światowej opisywanych czasów. Bohaterowie, nie tylko Alicja, czytają książki i można niemalże poczuć ówczesny klimat, to, co ludzi zajmowało, fascynowało, co było w literaturze swoistą nowością. Zresztą aspekty społeczno-obyczajowe są w tej powieści bardzo ważne i przeplatają się z historiami różnych osób. Bo "Czas opowiedziany" to już nie tylko opowieść o Alicji, to wiele równoległych historii i to jest chyba największy plus tej powieści. Płynne przechodzenie od jednej do drugiej opowieści, a wszystkie pięknie połączone niesamowitą obecnością naszej rodaczki.
Podobają mi się również uśmiechy do czytelników, którzy Autorkę znają trochę lepiej. Na stronicach powieści pojawiają się Alina (imię jej córki), Franek (synek Autorki i bardzo ważna osoba w całej tej historii; Pani Ałbeno – czy możemy liczyć na książeczkę o prawdziwym Franku?), Bułgaria (stamtąd pochodzi rodzina Grabowskiej). To tylko niektóre takie "perskie oczka", które puszcza do nas, a które udało mi się odnaleźć. 
Jednym słowem – nie mogę się doczekać zakończenia cyklu. Jeśli Ałbena Grabowska nie zawiedzie – a wątpię, by miało to miejsce – "Czas odzyskany" może się okazać jeszcze ciekawszy. Przynajmniej takie mam wrażenie po zakończeniu lektury drugiego tomu. Zatem pozostaje mi jedynie czekać z cierpliwością (a o to w tej sytuacji trudno) na tom trzeci.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło

czwartek, 9 czerwca 2016

Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty – Ałbena Grabowska


Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2016
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 333
ISBN: 978-83-64776-95-3








W końcu doczekałam się kolejnej sagi spod pióra Ałbeny Grabowskiej. Niezmiernie jestem szczęśliwa i już nie mogę się doczekać drugiego tomu tej fascynująco zapowiadającej się trylogii.
Koniec XIX stulecia. Polska pod zaborami. Prawdopodobnie jakieś okolice Warszawy, choć nie wiadomo, gdzie dokładnie znajduje się majątek Kodorów, w którym mieszka hrabia Księgopolski z małżonką. Ale zaraz, zaraz, to nie jego rodowe ziemie, lecz jej. On tam "jedynie nastał", kiedy został jej poślubiony. Czy to ważne? Niekoniecznie, choć może i tak.
Powieść napisana jest w bardzo ciekawy sposób, początkowo trochę niechronologicznie, co sprawia, że czyta się ją z jeszcze większym zainteresowaniem. Bo już prolog wywołuje u czytelnika napięcie i wielką ciekawość. Jak do tego doszło, co się właściwie wydarzyło? Dowiemy się za chwilę. A później... później przeczytamy, co miało miejsce jeszcze wcześniej, co doprowadziło do tych wszystkich nieszczęsnych wydarzeń. Dalej już po kolei śledzimy losy hrabiego Jana i Elżbietki. I oczywiście Natalki, bohaterki prologu, która w życiu tytułowej Alicji odegra niebagatelną rolę.
Romans szlachcica i podkuchennej może i nie wyszedłby na jaw, gdyby nie jego owoc. Dzieciątko ma jednak tego pecha, że – nie dość, że jest bękartem – ma się urodzić w tym samym czasie, co prawowity dziedzic majątku. Wszystko jednak układa się zupełnie niespodziewanie dla każdego z bohaterów, a to za sprawą... magii, w którą głęboko wierzyła Natka i która sprowadzi jeszcze na wszystkich całe mnóstwo nieszczęść, łez, żałoby i... dość, bym nie napisała zbyt wiele. 
Mijają lata, Alicja dorasta, próbuje zrozumieć, dlaczego rodzice nie kochają jej tak, jakby tego chciała. Niezwykłe dziecko, które po prostu pochłania wiedzę, ma wiele zdolności i jednocześnie jest po prostu dzieckiem. A niełatwo być dzieckiem w XIX wieku, szczególnie dziewczynką. Nie mówiąc już o dziewczynce, która marzy o nauce, a nie o balach, o mądrych książkach, a nie adoratorach i w końcu o zrozumieniu świata, a nie o modnych i drogich sukniach. 
Poza fascynującą fabułą i wyrazistymi postaciami, Ałbena Grabowska wskazała wiele przywar ówczesnej szlachty. Choć warto zauważyć, że spora ich część jest aktualna nawet dzisiaj i to nie tylko wśród wyżej urodzonych. Swoista dulskość jest tu na porządku dziennym. Bogaci ludzie z towarzystwa boją się skandalu (którym może być nawet wyjście z teatru po antrakcie) chyba bardziej niż własnej śmierci, a wiejska ludność, choć paniczne obawia się działania diabelskich mocy, nie ma większych oporów, by brać udział w dziadach i chadzać po zioła do szeptuchy. Taka wiejska religijność... Panu Bogu świeczkę, a diabłowi ogarek. Nie dziwi zatem, że Natalia wierzyła w magię i to do diabła wznosiła gorące prośby o to, by Jan ją kochał, a ich dziecko było niezwykłe.
Początkowo łatwo wyrobić sobie zdanie, kto jest kim, kto jest dobry, a kto zły, kogo polubimy, a do kogo nie będziemy pałali sympatią. Z każdą kolejną stroną jednak dochodzimy do wniosku, że bohaterowie tej powieści są ludźmi – każdy ma swe wady i zalety, ukształtowało ich życie i różne doświadczenia, że świat nie jest jedynie biało-czarny, ale ma wiele odcieni szarości. 
Znakomite zakończenie sprawia, że z ciarkami na plecach odkładamy książkę i żałujemy, że nie możemy natychmiast chwycić za kolejny tom. Na niego, niestety, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
"Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty" to opowieść o miłości i trudnym dorastaniu. O szukaniu siebie i akceptacji. O trudnym losie kobiet w dziewiętnastowiecznej Polsce pod zaborami. O pięknie bajek i baśni, o magii przemieszanej z codziennością. To w końcu rewelacyjnie opisani bohaterowie, ciekawy sposób wyjaśniania kolejnych wydarzeń (zarówno poprzez retrospekcje autorskie, jak i wspomnienia bohaterów). To tajemnice, które prowadzą do grobu. I Alicja, której nie można nie pokochać.
W tle dziewiętnastowieczna Warszawa z "wynalazkiem pana Bella", "wynalazkiem ana Edisona", brukowanymi ulicami, gazowymi latarniami i seansami spirytystycznymi. Tło zaiste wyśmienite.
Dużymi plusami powieści, gdyby komuś było jeszcze mało, są nieprzewidywalność (a niełatwo mnie zaskoczyć) i wspaniała okładka, na której zdjęcie samej Autorki jako Alicji. Chyba dwa błędy w całej książce to wystarczająco mało, by powiedzieć, że korekta i redakcja spisały się na medal. Nic dodać, nic ująć. Czytać, czytać, czytać.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło




wtorek, 17 maja 2016

Lot nisko nad Ziemią – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 335
ISBN: 978-83-63014-83-4






Trudna, wymagająca, niesztampowa, wprowadzająca w nieco ponury nastrój – taka jest powieść Ałbeny Grabowskiej zatytułowana "Lot nisko nad Ziemią". 
Weronika zawsze miała pod górkę. Nie dlatego, że jej rodzice byli szczególnie wymagający i oczekiwali od niej nie wiadomo jakich osiągnięć. Wręcz przeciwnie. Jak się jednak okazuje – życie bez wychylania się również może być trudne. Bo Weronika w pewien sposób chciała dopasować się do świata, w którym ludzie cenią swoje osiągnięcia i do czegoś w życiu dążą.
Gdy wreszcie zdawało się, że znalazła szczęście i uwolniła się spod wpływu nieco toksycznych rodziców... zdarzył się wypadek, który znisczył, i tak nadwątloną, psychike młodej kobiety. Mąż zmarł, dzieci nie mieli, choć długo sie o nie starali. Kolejne bolesne doświadczenia.
Czy odnajdzie spokój w rozmowach z coraz to nowymi lokatorami wynajmującymi od niej mieszkanie? Czy będzie potrafiła zdystansować się od ich prywatnych spraw? Szukanie bratniej duszy czy kogoś potrzebującego wsparcia i opieki stanie się dla Weroniki drogą do szczęścia. Czy jednak lokatorzy są rzeczywiście zdolni sprawić, że kobieta podniesie sie po tragedii i wróci do zdrowia psychicznego?
Powieść czytałam powoli, co chwilę zatrzymując się na którymś fragmencie. Postać głównej bohaterki – z jednej strony budzi zainteresowanie, z drugiej zaś listość. Weronika nie jest papierowa, każda z nas mogłaby się znaleźć na jej miejscu. I to powód, dla którego, w moim odczuciu, jest tym bardziej bohaterką tragiczną. Jej świat – świat żalu, bólu, złudzeń – tak bardzo jest inny od tego, który dziś jest kreowany przez szeroko pojęte media. To nie kobieta sukcesu, nie piękna i zdolna, ambitna bizneswoman, to nawet nie ikoniczna matka-Polka. Na pierwszy rzut oka zdaje się być bezbarwna, choć jej umysł jest bogaty i, na swój specyficzny sposób, piękny. 
Autorka stworzyła postać nietuzinkową. Udało jej się ukazać psychikę kobiety całkowicie zatraconej w swym własnym świecie, kobiety zagubionej, nie potrafiącej poradzić sobie z bólem spowodowanym stratą. Kobiety, która wbrew temu, czego nas dzisiaj uczą – nie potrafi zamknąć rozdziału i zacząć życia od nowa. Ba, ona tego nawet nie chce. Ten ból zdaje sie ją napędzać, być jedyną pożywką na kolejne lata. I to jest naprawdę niesamowite. Bo tak, owszem, są wśród nas ludzie, którzy wolą cierpieć, dla których własne cierpienie ma nieocenioną wartość, których cierpienie wręcz definiuje. I żadne starania, leczenia, terapie, czy inne działania otoczenia nie są w stanie tego zmienić. Jednak nikt dzisiaj, poza Ałbeną Grbowską, nie ma chyba odwagi o nich pisać. Mainstream popłynął w zupełnie odwrotnym kierunku.
Żeby nie było za kolorowo, mam uwagi co do redakcji tekstu. Znalazłam za dużo błędów jak na tak dobre wydawnictwo. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że kiedy, pewnego dnia, ukaże się kolejne wydanie powieści, błędy te zostaną poprawione. Poza tym polecam powieść każdemu, kto szuka książki mądrej i wyjątkowej, a nie przeszkadza mu, że jest ona trochę, no cóż, dołująca...

piątek, 13 maja 2016

Coraz mniej olśnień – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 293
ISBN: 978-83-64776-46-5





Kolejna powieść Ałbeny Grabowskiej, którą dane mi było przeczytać, jest zamkniętą, jednotomową historią kilku doświadczonych przez los kobiet i ich najbliższych. "Coraz mniej olśnień" zachwyca, wciąga, zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, w końcu... szokuje. Ostatnie zdania natomiast pozostawiają czytelnika z uczuciem totalnego zaskoczenia i myślą, że Autorka przez całą powieść grała z nim w ciuciubabkę i... wygrała. Uczucie to pozostaje przynajmniej na kilka dni i sprawia, że czytelnik wciąż na nowo analizuje przeczytaną właśnie książkę.
Lena myślała, że znalazła w końcu swoje miejsce na ziemi i ma pewną sytuację zawodową. Wszystko zmienia się, gdy pracę traci. Co teraz? Ano, poszuka nowej. Jest młoda, atrakcyjna, ma doświadczenie. Jakże więc zdziwi ją fakt, że w dzisiejszych czasach znalezienie pracy nie jest proste, a ambicje trzeba nieraz schować za pazuchę. Tym sposobem Lena zostaje opiekunką, pomocą domową i towarzyszką niewidomej Eli, którą zaczyna nazywać Ślepelą.
Alina pewnego dnia uciekła. Nie tak normalnie, z domu, z listem pożegnalnym. Skorzystała z okazji i w bardziej wyrafinowany sposób zamknęła kilkudziesięcioletni rozdział swego nieszczęśliwego życia. Los jakby sam dał jej podpowiedź, gdzie szukać samej siebie. Jednak czy rzeczywiście znana i wyśmienita lekarka odnajdzie się w roli zupełnie innej, prostej kobiety? I czy na pewno przeszłość jest już zamkniętą księgą?
Maria jest samotną i zgorzkniałą kobietą, która poniekąd sama zniszczyła sobie życie. Wciąż jednak liczy na to, że uda jej się rozwiązać zagadkę śmierci najbliższej (i jedynej) przyjaciółki. Bo choć przez lata uważała, że ta zmarła w tragicznym wypadku, to przypadkowe spotkanie na ulicy pewnej kobiety zainicjuje ciąg wydarzeń, które poczatkowo zdadzą się Marii być pod jej kontrolą, a doprowadzą ją do odkrycia, którego zupełnie nie spodziewała.
I w końcu Ela – młoda poetka, która straciła wzrok w wyniku traumy powypadkowej. Próbująca wyrazić siebie poprzez wiersze i odnaleźć szczęście w ramionach wymarzonego mężczyzny. Krucha, a zarazem silna. Czy pojawienie się w jej życiu Leny może cokolwiek zmienić?
Kobiety z różnych środowisk, z różnymi historiami, doświadczeniami, marzeniami. Mniej lub bardziej pogubione i poranione. Takie jak każda z nas. Szukają szczęścia, spełnienia, pragną same kreować swoją tożsamość, rządzić własnym życiem i wizerunkiem. Ich losy przeplatają się w niespodziewany sposób, tkając piękny portret współczesnej Polki. W to wszystko zaś, jak to zwykle bywa, wplątani są mężczyźni – ojcowie, mężowie i kochankowie. Oraz on, poeta Piotr Nowak, bez którego znajomość Leny i Eli straciłaby wiele pikantności.
W tle współczesna Polska, świat mediów i poezji. Fakt, ta ostatnia (moim zdaniem), niezbyt wysokich lotów. Wciągająca opowieść, która sprawia, że kolejne strony po prostu się pożera.
Plusem jest również przejrzystość rozdziałów, z których tytułów od razu widać, z czyjej perspektywy poznamy świat i czyją historię opowiada Autorka w danej chwili. Tajemniczości dodaje książce równiez wysmienita okładka.
Minusy? Niestety są. Redakcja, zdaje się, trochę przysnęła. Irytują błędy stylistyczne i pewne niekonsekwencje pomiędzy paragrafami. Można było tego uniknąć. Jednak to jedyne, do czego mogę się przyczeić.
Jako że "Coraz mniej olśnień" przeczytałam już ponad dwa miesiące temu, moge z czystym sercem przyznać, że powieść na długo pozostaje w pamięci. Wryła się we mnie i wciąż wracam do niej myślami. To chyba najlepsza rekomendacja.




piątek, 29 maja 2015

Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli – Ałbena Grabowska




Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2015
Cykl: Stulecie Winnych
Tom III
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 356
ISBN: 978-83-64776-40-3








W końcu doczekałam się zakończenia sagi o brwinowskiej rodzinie Winnych i nie zawiodłam się. Książkę po prostu pochłonęłam za jednym zamachem. Nie dało się oderwać, a sen nie tylko zdawał się zupełnie zbędny (i to mówię ja, Pierwszy Śpioch III RP), ale nawet nie chciał przyjść. Ałbena Grabowska po raz kolejny udowodniła, że dobra historia jest warta znacznie więcej niż odpoczynek, a zaczerwienione od niewyspania i wzruszeń oczy wcale nie są takie brzydkie, jeśli igra w nich iskierka radości z przeżytej literackiej uczty.
Ostatni tom "Stulecia Winnych" opowiada o czterdziestu latach Polski i Polaków. Bo Winni to często typowi przedstawiciele naszego narodu. Choć zasady, jakimi się kierują i prawdy, w które wierzą zdają się powoli tracić na wartości. Czy zatem stulecie Winnych przeminęło bezpowrotnie?
Zacznę trochę od końca, ponieważ tam właśnie zostało umieszczone drzewo genealogiczne rodu, które to Autorka już wcześniej czytelnikom obiecała. Ucieszyłam się niezmiernie, że mogłam je w końcu zobaczyć, tym bardziej, że były momenty, kiedy rzeczywiście bardzo się przydawało. W czasie rodzinnych zjazdów pojawiało się nagle tylu przedstawicieli młodego pokolenia Winnych, o których wcześniej nie było mowy, albo wspomnieni zostali jedynie raz, że gdyby nie ta pomoc dydaktyczna, można by się pogubić. Na szczęście Ałbena Grabowska pomyślała o wszystkim.
Po straszliwym i trzymającym w napięciu zakończeniu drugiego tomu, przychodzi pewna (tylko pewna) ulga. Basia rodzi kolejne bliźniaczki – Urszulę i Julię, czyli Ulkę i Julkę. W domu oczekuje ich już starszy brat, Karol. Czy czeka ich już teraz spokój i pełnia szczęścia? Zaraz, zaraz, przecież to powieść o życiu prawdziwych Polaków, na dodatek mamy początek lat 70. Choć wszyscy cieszą się z przyjścia na świat dziewczynek, to rodziną wciąż wstrząsają mniejsze i większe tragedie. Ewa ciężko przeżyła wydarzenia marca 1968 roku. Teraz mieszka w Izraelu i próbuje odnaleźć swoje prawdziwe miejsce na ziemi. Takich jak ona jest mnóstwo, wszak z Polski do Izraela wyjechali nie tylko Ewa i Benek. 
Akcja powieści jest wartka i wciągająca, a nieraz tak przyspiesza, jakby Autoska zapomniała, że u nas TGV nie ma, raczej długo jeszcze nie będzie, a już z pewnością nigdy dotąd nie było. W kilku momentach byłam na nią trochę zła, bo chciałam jeszcze podelektować się pewnymi chwilami, a bohaterowie mi na to nie pozwalali.
Ulka i Julka są do siebie bardzo podobne, ale, jak to bywa wśród bliźniaczek Winnych, tak naprawdę zupełnie inne. I nie chodzi jedynie o to, że Julka ma każde oko w innym kolorze. Różne charaktery, oczekiwania i pasje zaprowadzą je w życiu w różne miejsca, ale zawsze będą mogły na siebie liczyć. Czy to samo mogą o sobie powiedzieć Kasia i Basia, albo Ania i Mania? Nie zapominajmy, że one nadal żyją, nadal są ważnymi członkami rodziny, ich słowo, ich zdanie wciąż się liczą. Szczególnie zanim dziewczynki urosną i będą mogły decydować o sobie.
Autorka zakończyła wszystkie rozpoczęte dotąd wątki. Dowie się więc czytelnik choćby tego, co się przez lata działo z Pawłem i jak ułożyło mu się życie na swoistym wygnaniu. Pozna też dalsze dzieje Łucji i jej dość smutny koniec (niestety, do ostatniej chwili nie potrafiłam jej polubić). A co z Jankiem i jego miłością do Łucji? Czy w końcu znajdzie szczęście? I czy Ignacy wyjawi im prawdę o tym, jak blisko są ze sobą spokrewnieni, czy jednak zabierze tę tajemnicę do grobu? Sami widzicie, że wątków jest mnóstwo, z pewnością na palcach (nawet rąk i nóg łącznie) nie dałoby się ich zliczyć. Winni walczą więc z szarością komunistycznej Polski, z alkoholizmem i tajemnicami sprzed lat. Nie ominie ich ból spowodowany rakiem u kogoś bliskiego i porzuceniem, w końcu i powstająca po transformacji ustrojowej mafia pruszkowska nie oszczędzi pewnych dwóch kochających się serc.
Autorka przeniosła znaczną część akcji do Pruszkowa, co pozwoliło jej na pokazanie tego, jak mafia powstawała i jak łatwo było w niej utonąć nawet dobremu człowiekowi. Jak łatwo można było kogoś zmanipulować i nim pokierować, jeśli tylko wiedziało się, że ma słaby punkt.
Jedną z najtragiczniejszych postaci tego tomu jest bez wątpienia Jeremi, któremu Autorka poświęciła mnóstwo scen i opisów. Dzięki temu poznajemy go dogłębnie, obserwujemy, jak kształtuje się jego charakter, widzimy jak na dłoni, co nim kieruje. Choć serce krzyczy, by się jednak zastanowił dwa razy, to jednak w pewnym stopniu rozumiemy jego wybory. I to właśnie jest niesamowite.
Z Winnymi wędrujemy ku współczesności, ku naszym czasom, by dopełnić stulecie, które minęło od narodzin Ani i Mani. Pomyślcie tylko – sto lat od chwili, gdy wybuchła Wielka wojna. Jak wiele się od tego czasu w Polsce i Polakach zmieniło... Dwie wojny światowe, odzyskanie niepodległości, komunizm, w końcu przystąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Wszystkiemu temu mogła się przyglądać Anna z Winnych. Jak bardzo się zmieniła, ile pozostało w niej z tej dziewczynki łażącej po drzewach, a ile w niej dostojnej matrony? Przekonajcie się sami. Spotkajcie kolejnych niesamowitych Winnych, którzy być może są jedynie wytworem wyobraźni Ałbeny Grabowskiej, a może mają swe prawdziwe pierwowzory. Poczytajcie o pruszkowskiej mafii, o trzecim pochówku tego samego człowieka, o ucieczce sprzed ołtarza, rozmowach z Lechem Wałęsą, czy śmierci w samolocie, który pewnego dnia uderzył w WTC w Nowym Jorku. Bo przez te ostatnie czterdzieści lat również wiele się wydarzyło.
Uwagi? Kilka błędów, których mogłoby nie być, a jednak nie potrafię się czepiać, tak bardzo wciągnęła mnie ta historia. I chciałabym jedynie... by to nie był koniec, by jednak Autorka postanowiła napisać coś więcej. Choćby krótką nowelkę w stworzonej przez siebie rzeczywistości, z bohaterami, którym z takich czy innych względów nie mogła poświęcić tyle literackiej przestrzeni, ile by chciała. Pani Ałbeno, możemy mieć choćby nikłą nadzieję na powrót do Brwinowa czy Pruszkowa i na spotkanie z rodziną Winnych?








Książka przeczytana w ramach Wyzwania: