Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo PETRUS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo PETRUS. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2020

Ojcowie Kościoła i starożytne sobory – Ks. Marek Starowieyski

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 340
ISBN: 978-83-7720-557-0









 
Dzisiaj kolejne – jak zawsze oszałamiające i intrygujące – spotkanie z twórczością księdza profesora Starowieyskiego. 
Tytuł książki może sugerować, że będzie ona w jakiś sposób podzielona na dwie części. Słusznie, chociaż nie do końca, ponieważ podział istnieje, ale na trzy części. Pierwsza z nich to krótkie przedstawienie Ojców Kościoła, druga rzeczywiście dotyczy starożytnych soborów, w trzeciej natomiast ksiądz Starowieyski dotyka tematu aborcji.
Z przedmowy czytelnik dowiaduje się, że zawarte w tej książce teksty to zbiór pogadanek wygłaszanych w Radiu Watykańskim w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Publikowano je później w różnych czasopismach, a nawet w formie książkowej, teraz jednak, poddane przeróbce i uzupełnione, wydane zostały ponownie nakładem Wydawnictwa PETRUS. Jak zaznacza sam autor, nie miał on zamiaru przedstawiać całości problematyki starożytnego Kościoła, ani też robić jej syntezy. Zarówno część dotycząca Ojców Kościoła, jak i starożytnych soborów zawierają wiadomości podstawowe, są jednak opatrzone bogatą bibliografią, do sięgnięcia po którą Autor zaprasza. Każdy rozdział kończy się, krótszą bądź dłuższą, listą propozycji do dalszej lektury. Ksiądz profesor zwraca uwagę, że książka składa się z trzech różnorodnych rodzajów tekstu: z pogadanek radiowych (w niewielkim zaledwie stopniu dostosowanych do formy drukowanej), artykułów oraz studium naukowego.
Zanim jednak dojdziemy do części poświęconej Ojcom Kościoła warto przeczytać wstęp. Nie jest on krótki, ale pięknie wyjaśnia, dlaczego tak ważne jest poznanie Kościoła pierwszych wieków, jak wiele możemy się dowiedzieć, studiując pierwszych chrześcijan, ludzi tworzących podwaliny teologii, tych, którzy brali udział w synodach i soborach, w końcu, cały lud Boży pierwszych wieków. Choć skrótowo, to jednak w bardzo zgrabny sposób, ukazuje nam się ten pierwotny Kościół na arenie dziejów, wśród pogańskich  kultur, głównie judaistycznej oraz  dominujących w owym czasie: greckiej i rzymskiej. Wskazuje na znaczenie choćby hellenizacji chrześcijaństwa, co będzie również bardzo ważne przy zrozumieniu różnych aspektów w czasie dalszej lektury. W końcu, w bardzo skrótowy sposób opisuje gminę wczesnochrześcijańską i jej liturgię, która przecież była podstawą dla tychże.
Przechodząc do pierwszej części – to pięćdziesiąt portretów ludzi, których obecnie nazywamy Ojcami Kościoła. Od twórców Didache począwszy, a na św. Janie Damasceńskim kończąc. Inaczej mówiąc od początku II wieku do połowy wieku VIII. Wszystkie te portrety to teksty od 2,5 do 4 stron, a więc rzeczywiście niedługie. Jest to oczywiście wynikiem tego, że pogadanka radiowa nie może być zbyt długa, Autor natomiast nie chciał za bardzo zmieniać tekstu. Czy to dobrze? Oczywiście i tak i nie. Można te portrety czytać dość szybko, dowiemy się z nich najważniejszych rzeczy, ewentualnie ciekawostek, ale można poczuć niedosyt. Na szczęście, jak już wspominałam, pod każdym z nich znajduje się lista dodatkowych lektur do przeczytania, więc jeśli któryś z Ojców Kościoła szczególnie Was zainteresuje nic łatwiejszego, jak poszukać wymienionych pozycji i wiedzę pogłębić. Ta książka to taki aperitif – bardzo nam potrzebny, ze świetną bibliografią, co jest jej wielkim plusem. 
Wbrew zdaniu większości historyków Kościoła, jako pierwszy powszechny sobór profesor Starowieyski wymienia Sobór Jerozolimski, a więc zebranie samych apostołów które miało miejsce około roku 50. W kolejnym punkcie krótko wyjaśnia pojęcie Kościoła przedsoborowego, zwracając uwagę przede wszystkim na liczne synody lokalne, prowincjonalne i regionalne, których zadaniem było kolegialne rozwiązywanie problemów Kościoła. Ostatnim jest Sobór Konstantynopolitański  V. Wszystkie omówione sobory są wspólne dla Kościoła Zachodniego i Wschodniego. Tu również każdy rozdział kończy się proponowanymi lekturami do uzupełnienia. Rozdziałów jest już jedynie dwanaście i są nieco dłuższe od poprzednich – od 4 do 7 stron.
W ostatniej części poruszona została tematyka aborcji. Przedstawiono tę problematykę zarówno w starożytności chrześcijańskiej, jak i niechrześcijańskiej, co jest bardzo ważne dla zrozumienia ówczesnego spojrzenia na sprawę. Na omówieniu tematu i wyciągnięciu jedynego słusznego wniosku jednak nie poprzestano. Ta część składa się jakby z dwóch mniejszych, a druga to nie tylko wskazanie literatury do lektury, ale jej podanie na tacy. Wykorzystano liczne dokumenty, z którymi warto się zapoznać, aby wyrobić sobie pogląd na to, jak w starożytności podchodzono do aborcji, tego kogo można nazwać człowiekiem, czy jaki jest status dziecka w łonie matki. Autor zwraca również uwagę, że powoływanie się w dyskusjach na treść przysięgi Hipokratesa może się wiązać z różnymi nieścisłościami. Jasno odpowiada na pytanie, czy polscy lekarze składają rzeczywiście tę przysięgę i czym składana przez nich przysięga różni się od oryginału.
Książka jest tak skonstruowana, że można ją czytać jako jedną całość, albo zaglądać jedynie do tych punktów, które nas akurat interesują. W związku z tym jest w niej dużo powtórzeń, ponieważ każdy temat traktowany jest osobno. Dla osób czytających ciurkiem nie powinno to jednak być problemem – łatwiej ugruntują sobie wiedzę, a przy okazji być może dostrzegą powiązania, z których nie zdawali sobie sprawy.
"Ojcowie Kościoła i starożytne sobory" to porządnie wydana pozycja, która może zachęcić do dalszego poznawania wczesnochrześcijańskiej problematyki. Tematycznie idealna. Ładnie napisana, dzięki czemu czyta się ją jak dobrą powieść, choć jest przecież tekstem naukowym. Dodatkowo została bardzo porządnie wydana – twarda oprawa, grube, lekko żółte karty, szyte, a nie klejone. Szkoda jedynie, że jest w niej sporo błędów – literówek, niepotrzebnych znaków przestankowych albo ich brak. To jedyny  minus całości. Na szczęście nie jest w stanie zepsuć przyjemności lektury.
 






 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

czwartek, 30 kwietnia 2020

Czego mogą nas nauczyć Ojcowie Pustyni? – Ks. Marek Starowieyjski

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 210
ISBN: 978-83-7720-578-5











Choć na Dune Fairytales nie znajdziecie na razie (tylko na razie, bo to wszystko jeszcze do nadrobienia) żadnych pozycji autorstwa księdza profesora Marka Starowieyskiego, to nie pierwsze moje z nim spotkanie. Książek napisanych przez niego przeczytałam już kilka, a nadto mam wielki zaszczyt być również jego studentką. To, kolejne już, spotkanie jest jednak wyjątkowe, bo dotyka tematu bardzo bliskiego memu sercu.
Kim byli Ojcowie Pustyni i czy w ogóle mogą nas czegoś nauczyć? Pustelnicy, ludzie, którzy porzucali domy, rodziny, urzędy... jednym słowem wszystko, co trzymało ich w miastach i wsiach i udawali się na pustynię, by być bliżej Boga. Ludzie, których doczesne szczątki zasypał piach pustyni, ale o których pamięć przetrwała, bagatela, nawet 1700 lat! W czym są nam podobni, czym się różnią? Jak to w ogóle możliwe, byśmy my – ludzie XXI wieku – mogli nauczyć się czegoś od nich? Odpowiedź jest prosta – bo byli wielkimi ludźmi. Ludźmi wielkimi w swej małości i pokorze. 
Ilu ich mogło być? Kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu? Całe setki! W samej książce księdza Starowieyskiego poznajemy pokrótce kilkudziesięciu. Niektórych znamy z imienia, innych nie. Bo nie imię jest najważniejsze, ale myśl, która po nich pozostała. Myśl, która nie tylko przetrwała wieki, ale wciąż niesie świeżą i aktualną prawdę.  Bo Prawda jest tylko jedna.
Nazywano ich abba, choć były wśród nich i kobiety, na które mówiono amma. Już bowiem za życia gromadzili się wokół nich ludzie, którzy chcieli ich słuchać, uczyć się od nich. Od tych zasłuchanych w Boga. To właśnie oni dali początek monastycyzmowi. Nie możemy zapalić świeczki na ich grobach, ale pozostawili nam po sobie coś znacznie ważniejszego. Swoje apoftegmaty. Nie tylko możemy je teraz przeczytać. Autor bowiem szeroko je komentuje, pokazując nam wyraźnie jak bardzo są aktualne, osadzając je we współczesności i z nią konfrontując. To wielki plus tej pozycji, ponieważ samo zebranie apoftegmatów, choć to i tak wielka i wyjątkowa praca, to jedno, ale i ukazanie ich w dzisiejszym świetle, pokazanie przez pryzmat tego, czym obecnie żyjemy, to coś znacznie więcej.
Ksiądz profesor już we wstępie zauważa jak ważną rolę w tej mrówczej pracy miała również siostra Małgorzata Borkowska OSB, którą być może znacie jako autorkę (recenzowanej przeze mnie swego czasu) powieści "Gar'Ingawi". To ona dokonała przekładu niezwykłego dzieła "Gerontikon", czyli "Księgi Starców". To właśnie zawarte tam sentencje stały się niejako bazą niniejszej książki.
O czym zatem mówią Ojcowie Pustyni? O problemach duchowych, z którymi boryka się chyba każdy wierzący. Opierając się na życiowej praktyce, a nie tylko wielkiej filozofii i teologii (niczego im nie ujmując), Ojcowie Pustyni szukali sposobów na pokonanie tych problemów. I te sposoby znajdowali. W większości prości ludzie, choć zdarzali się też tacy "na stanowiskach", często niepiśmienni, docierali do ludzkich serc i nakierowywali je na miłość Boga i miłość do Boga. I nadal to robią. Wobec każdego, kto zechce ich wysłuchać.
Abba Agaton powie nam o gniewie i przebaczeniu, abba Arseniusz o prostej wierze, abba Mios o posłuszeństwie, abba Pojmen o milczeniu i łagodności, abba Sisoes Wielki o szukaniu człowieka i Boga, abba Zenon o czystym sercu. W końcu najbardziej znany szerokim kręgom abba Antoni m.in. o codzienności, pokorze i konieczności wytchnienia. To tylko kilka przykładów z kilkudziesięciu omówionych apoftegmatów. Sami spójrzcie, jaka rozbieżność tematów, jakie ich bogactwo i jak bardzo są one współczesne!
Książkę czyta się bardzo przyjemnie i refleksyjnie. Język pozwala nam się nie zmęczyć, ale nie umniejsza wielkości głoszonych prawd. Idealnie wyważona jest też długość. Na tyle, by pokazać prawdę, by wskazać jej aktualność, ale nie przegadać. 
Minusem są, dość liczne niestety, błędy – głównie literówki. Mimo ich występowania i tak bardzo gorąco polecam tę budującą lekturę – szczególnie w tym trudnym dla nas wszystkich okresie pandemii.




 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

czwartek, 16 kwietnia 2020

Złoty kluczyk. Opowiastki, wiersze i scenki dla dzieci – Lucyna Szubel

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2020
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
ISBN: 978-83-7720-566-2











Jak wiecie, od przynajmniej dwóch lat każda moja recenzja książki dla dzieci to właściwie wypadkowa trzech opinii – mojej i moich córek. Na ogół są one do siebie  podobne. Wygląda na to, że mamy podobny gust. Jednak nieraz nieznacznie się one różnią. Wynika to pewnie z  różnych temperamentów, ale i też z etapu  rozwoju, w jakim w danej chwili są Aria i Rebeka. Nigdy jeszcze nie pisałam recenzji książki, która spotkała się z tak rozbieżnymi "opiniami" i tak niesamowicie spolaryzowanym odbiorem. Wiem jednak z czego on wynika i wszystko Wam za chwilę wyjaśnię. Przedstawiam zatem "Złoty kluczyk. Opowiastki, wiersze i scenki dla dzieci".
Na początek kilka słów o autorce. Lucyna Szubel jest poetką, autorką licznych artykułów kulturalnych, recenzji oraz prozy poetyckiej. Urodzona w latach 30. ubiegłego wieku ma na swoim koncie zarówno tomiki poetyckie, jak i liczne antologie.
W recenzowanym tomiku, jak zresztą widać już po tytule, znajdziemy zarówno krótkie opowiastki, wierszyki oraz scenki dla dzieci.  
Po kolei zatem. Opowiastki są króciutkie. Naprawdę krótkie. Mieszczą się na stronie (a format książeczki jest niewielki), nieraz nawet na jej połowie. To ciekawe spojrzenie na świat. Zarówno rzeczywistość, jak i krainę bajek. Spotkamy tu bowiem i Kopciuszka i Królewnę Śnieżkę i tytułowy Złoty Kluczyk. Nie są jednak takie, jak znamy od lat. Nie takie, jak poznają na co dzień nasze dzieci. Patrzymy na nie innymi oczami. Dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie. Przyjemne, odświeżające. Moje Córki natomiast zupełnie nie były zainteresowane. Bajka, która nie ma nawet trony to nie dla nich. Na dodatek bez dialogów i bez rysunków. Myślę, że te opowiastki są idealne właśnie dla mam – żebyśmy odsapnęły od bajek codziennie czytanych naszym dzieciom i miały coś dla siebie. Jednocześnie coś ładnie napisanego, bo choć prozą to poetycko i bardzo refleksyjnego. 
Wierszyki zostały przyjęte z większym entuzjazmem ze strony dzieci. Natomiast mnie przypadły do gustu nieco mniej niż opowiastki. Nie przeczytałyśmy wszystkich, ale podobały się te wielkanocne. Pewnie dlatego, że wpadły akurat w okres przygotowań do Świąt. Wierszyki są różnej długości, ale mieszczą się na dwóch stronach, czyli idealnie dla kilkulatków i starszych dzieci. Niektóre są rymowane, większość to wiersze białe. Tu na uwagę zasługuje ich układ. Niektóre mają bardzo ciekawe kształty, np. choinki czy strumyka, co pięknie komponuje się z tekstem i dodaje mu polotu (którego, swoją drogą, samym wierszykom wcale nie brakuje).
Najbardziej spodobały nam się scenki do inscenizacji. To gotowe scenariusze różnych przedstawień i będziemy z nich pewnie, nie raz i nie dwa, korzystały. Są oczywiście jasełka, ale też i scenki na okres wielkanocny, na lato. Są religijne i świeckie. Z ludźmi, aniołami, diabłami i zwierzakami. Co kto lubi. Jedynym zastrzeżeniem, jakie mogę zgłosić to błędy jeśli chodzi o zapis obsady w tych scenkach, ponieważ nie zawsze występujące w niej głosy pokrywają się z listą osób występujących zamieszczoną na początku każdej scenki. Trzeba się dokładnie wczytać w tekst zanim rozdzieli się role.
Książeczka jest bardzo ciekawą pozycją  zupełnie inną od wszystkich, jakie dotychczas spotkałam na rynku. Jest jednak bardzo zróżnicowana i wydaje mi się, że ten jej podział na gatunki to również podział na grupy wiekowe. Scenki dla dzieci przedszkolnych, wierszyki dla wczesnoszkolnych, a opowiastki to już dla nastolatków i dorosłych. Czy to źle czy dobrze, oceńcie sami. Ja polecam, choć warto najpierw zapoznać się z nią samemu, a dopiero potem czytać dzieciaczkom, szczególnie tym najmłodszym, bo można je zrazić do naprawdę przyjemnej lektury, jeśli zaproponuje się im – szczególnie opowiastki – za wcześnie.



 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

czwartek, 24 października 2019

Alicja Biedrzycka o królowej Jadwidze

"Najpiękniejsze opowiadania i legendy o św. Jadwidze"
Wydawnictwo: PETRUS
  Kraków 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40
Ilustracje: Halina Nowakowska
ISBN: 978-83-7720-486-3
 
 
 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
"Królowa Jadwiga. Marzenia i rozterki"
Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Ilustracje: Halina Nowakowska
ISBN: 978-83-7720-481-8








Tym razem moje córeczki zostały obdarowane przepięknymi książkami Alicji Biedrzyckiej, która opisała życie Jadwigi Andegaweńskiej. Jadwigi, która zawsze była w pewnym stopniu bliska memu sercu, nie tylko dlatego, że przez długie lata mieszkałam na ulicy noszącej jej imię. Kiedy więc tylko zauważyłam, że te książki pojawiły się na rynku wydawniczym, od razu zamarzyło mi się czytanie ich moim ciekawym świata dzieciaczkom.
Na początku myślałam, że jedna z nich jest dla dzieci młodszych, a druga dla nieco starszych. Okazało się jednak, że wiek odbiorcy jest raczej podobny, a po prostu "Królowa Jadwiga. Marzenia i rozterki" to opowieść o dalszych losach Jadwigi, czyli o tym, co wydarzyło się po zakończeniu książki "Najpękniejsze opowiadania i legendy o św. Jadwidze".  Tak  więc książki stanowią całość (choć z  pewnością można je czytać niezależnie, choć wówczas wiele można stracić), jedną piękną, niesamowitą opowieść o naprawdę nietuzinkowej postaci.
Jadwiga to o nie tylko jedyny król Polski będący kobietą, i nie tylko królowa i żona Jagiełły. Tak bardzo pomijana w szkole, spychana niemalże na margines. Nie dała mężowi dziedzica, więc niewiele się o niej właściwie wspomina (tak przynajmniej było za moich czasów). A jeszcze mniej osób wie, jak wyglądała jej historia zanim została koronowana w Krakowie czy poślubiona Jagielle. Tym ciekawsze są więc rozdziały, w których poznajemy jej rodziców, siostry, pierwszą miłość, z która wiązała tyle nadziei... To barwna, pięknie napisana opowieść, która jednocześnie jest naprawdę ważną lekcją historii.
W obu książkach, napisanych lekkim, przyjemnym dla dziecka językiem, rozdziały są niedługie – można je dziecku przeczytać "na jedno posiedzenie", dzięki czemu młody czytelnik nie ma czasu się znudzić. Moje Dziewczynki były naprawdę zainteresowane tym, co będzie dalej. No i najbardziej podobały im się, oczywiście, ilustracje. Musiałam długo o nich opowiadać, robiąc całe mnóstwo dygresji, co było ciekawym wstępem do różnych tematów związanych ze średniowieczem ogólnie oraz życiem dziewczynek i kobiet w dawnych czasach. Ilustracje są doprawdy przepiękne i dodają książkom delikatności, subtelności i są doskonałym ich uzupełnieniem. Przypominają mi nieco kreskę z książki "Historia Polski dla Piotrka", w której zaczytywałam się całymi godzinami, dniami i miesiącami, kiedy chodziłam do podstawówki i zaczynałam pasjonującą przygodę z historią.
Dodatkowo warto jeszcze zauważyć, że "Najpiękniejsze opowieści i legendy o św. Jadwidze" można nabyć również w formie audiobooka, jeśli ktoś woli słuchać zamiast czytać. Na stronie Wydawnictwa PETRUS można odsłuchać przykładowe fragmenty, by przekonać się, czy audiobook  przypadnie nam do gustu.
Osobiście jestem obiema książkami całkowicie zauroczona. Mam nadzieję, że takich pozycji na naszym rynku wydawniczym będzie coraz więcej. To właśnie dzięki nim można rozkochać dzieciaki w historii i pomóc im zrozumieć świat. I przyznajmy szczerze, wielu rodzicom również się taka lektura przyda. Dla uzupełnienia wiedzy, nadrobienia zaległości, czy choćby przypomnienia – i to w naprawdę pięknej odsłonie. Gorąco polecamy!


 
 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/


piątek, 11 października 2019

Szekspir, róże i Święty Graal, czyli gdzie jest skarb esesmana? – Robert M. Rynkowski

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2019
Oprawa: miękka
Liczba stron: 210
ISBN: 978-83-7720-406-1









Tym razem w moje książkolubne ręce wpadł trzeci tom przygód Karioki i jej gangu. Dwóch poprzednich dotąd nie znam, ale całkiem prawdopodobne, że te braki nadrobię za kilka lat z moimi córkami. Jest to bowiem powieść, którą spokojnie można zaklasyfikować do grupy young adult, choć i dla mnie czytanie jej to była czysta przyjemność.
Nie bójcie się zatem, jeśli i Wy nie znacie wcześniejszych dwóch tomów. Wszystko, co potrzebne zostało tu wyjaśnione (w pewnym momencie wydarzenia z drugiego tomu okazują się niezmiernie ważne dla akcji tomu trzeciego), czy to w dialogach, czy w narracji. Dlatego zapoznanie się z poprzednimi przygodami Karioki i jej zwariowanej ekipy może kusić jedynie dlatego, że jest to naprawdę przyjemna lektura. Przygodówka, obyczajówka, opowieść z Historią w tle. Może nieco bardziej dla dziewczyn, choć wydaje mi się, że i chłopakom może przypaść do gustu.
Wszystko zaczyna się od wyjazdu w Bieszczady, który miał na celu między innymi doprowadzić do kilku ważnych rozmów z członkami gangu. Niestety, nic nie idzie zgodnie z planem Karoliny, zwanej przez znajomych Karioką. Gang się od niej odwraca, przyjaciółka wybiera chłopaka ponad przyjaciółkę, pozostali również są coraz bardziej niechętni szalonym pomysłom swojej przywódczyni. Kiedy wydaje się już, że wyjazd okaże się totalnym fiaskiem, Karioka spotyka Emilkę i... natrafia na ślad kolejnej niesamowitej tajemnicy, która zaprowadzi ją zupełnie nie tam, gdzie by się tego można spodziewać. Natomiast tajemnice i przygody to jet dokładnie to, co Karioka lubi najbardziej.
Jeśli i Was zaintrygował tytuł powieści to dobrze. Bo kto przy zdrowych zmysłach połączyłby cytaty z szekspirowskich sztuk, róże i Świętego Graala? Na dodatek jeszcze esesmana, powstanie warszawskie i jakiś zakopany, pewnie w ruinach powstańczej Warszawy, skarb? Takie rzeczy tylko u Karioki. A jednak wszystko to trzyma się przysłowiowej kupy. Zasłyszana raz opowieść, podarowany przez starego mężczyznę pamiętnik esesmana... Cytaty z Szekspira, jakieś dziwne rysunki. Znów powrót do odnalezionych przed rokiem piwnic kamedulskich. Wykopaliska, podejrzani archeologowie. Róża... I jeszcze rozpad  gangu, poznanie nowych znajomych, zauroczenie chłopakiem. Dużo jak na jedne wakacje, nawet dla tak zwariowanej czternastolatki, jaką jest Karolina. 
Bardzo ciekawym zabiegiem było uczynienie dwóch weteranów, od których zacznie się całe poszukiwanie skarbu, żołnierzami... hitlerowskimi. Pobudza to do myślenia, choć wydaje mi się, że można było ten wątek trochę pogłębić. Tak, żeby i Karioka i Emilka trochę więcej czasu poświęciły na przemyślenia dotyczące tego, dlaczego i w jaki sposób ktoś w czasach wojennych stawał po tej czy drugiej stronie barykady. Rozumiem jednak, że jest to raczej powieść przygodowo-sensacyjna, a nie filozoficzna, więc się nie czepiam.
Bohaterowie powieści są wyraziści, od razu wiadomo, kto jest kim. Choć jest ich całkiem sporo, a na dodatek członkowie gangu noszą przezwiska, nie miałam żadnych problemów, żeby ich ogarnąć. Narracja prowadzona w przyjemny sposób, dialogi wypadają bardzo naturalnie. To duży plus, szczególnie, że rzeczywiście czuć, iż rozmawiają ze sobą nastolatki, a nie dorosłe osoby, które tylko w dokumentach mają wpisane "lat czternaście".  Sceneria zmienia się dość często, młodzi dużo podróżują. Poza Bieszczadami mamy Warszawę, Stary Róg, Suwałki. Młodzież jeździ w tę i z powrotem. I to chyba jedyny mankament powieści. Coś za często jak na czternastolatki. Te zmiany mają jednak i plusy – widzimy  kilka naprawdę ciekawych miejsc i być może młody czytelnik sam zechce się o nich nieco więcej dowiedzieć (jak i ja uczyniłam), a może nawet je odwiedzić.
Książkę mogę szczerze polecić młodemu i starszemu czytelnikowi, choć wydaje mi się, że najlepiej zostanie przyjęta przez młodzież na przełomie podstawówki i liceum.  Dla tej zresztą grupy została chyba napisana i może stać się miłą, lekką, a jednocześnie ciekawą odskocznią od szkolnej codzienności.




 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

czwartek, 8 sierpnia 2019

Niezwykłe przygody aniołów – Robert M. Rynkowski

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków  2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 112
Ilustracje: Agnieszka Korfanty
ISBN: 978-83-7720-424-5









 
Już od najmłodszych lat należy uczyć dzieci o tym, co w życiu najważniejsze. A jedną z takich właśnie kwestii jest odwieczna walka dobra ze złem. Walka tocząca się od zarania dziejów, w każdej chwili naszego życia. Zawsze. Naprzeciw potrzebom dzieciaków (a może raczej ich rodziców) wyszedł Robert Rynkowski w swej pięknej książce zatytułowanej "Niezwykłe przygody aniołów".
Na książkę tę składa się 19 rewelacyjnie napisanych opowiadań. Głównymi bohaterami są: dziewczynka Karolinka, jej Anioł Stróż Karolina i jej diabeł Kamil. Znajdziemy tu jednak również całą plejadę postaci drugoplanowych, które odegrają znaczącą rolę w poznawaniu przez Karolinkę świata, a w nim tego, co dobre i złe. Jak to bowiem w życiu bywa, dziewczynka wchodzi w liczne interakcje, głównie ze swoimi rodzicami i koleżankami. Ale i anioł z diabłem nie są osamotnieni. Pojawiają się więc i anioły i diabły "przypisane" innym dzieciom, a nawet sam Lucyfer.
Opowiadania Rynkowskiego napisane są językiem doskonale zrozumiałym dla dzieci (nawet moich trzylatków), a jednocześnie nie w sposób infantylny. Nawet ja, wyrobiony, dorosły czytelnik, odczuwałam prawdziwą przyjemność z lektury, co nie zawsze mogę powiedzieć przy czytaniu książek przeznaczonych dla dzieci. Poza tym tematyka kolejnych opowiadań jest bardzo aktualna, dotyczą one niebanalnych przypadków, omawiają niebezpieczeństwa współczesnego świata, z których rodzice muszą sobie coraz wcześniej zacząć zdawać sprawę. W pierwszej chwili byłam mocno zaskoczona tematem pornografii, ale uświadomiłam sobie, że rzeczywiście, w dobie Internetu, już najmłodsze dzieciaki mogą się z nią spotkać i trzeba umieć o tym z nimi rozmawiać. "Niezwykłe przygody aniołów" zaś to wyśmienity przyczynek do wielu rozmów.
Na kolejnych stronach książki Karolinka przeżywa mnóstwo przygód. Ale wiele dzieje się także u Karoliny i Kamila. Przy czym nie bez znaczenia, szczególnie dla młodego czytelnika, pozostaje fakt, że Karolina to mądry, roztropny anioł, który osiąga sukcesy dzięki temu, że jest dobry, Kamil z kolei to nieco fajtłapowaty, wciąż żyjący w stresie i strachu przed Lucyferem diabełek raczej niż diabeł, który co i rusz przegrywa, ponieważ reprezentuje zło. Moje Dziewczyny dzięki tej książce nauczyły się, że zawsze mają Anioła Stróża obok, bardzo blisko siebie. I że to on podpowiada im takie rzeczy, jak bycie grzecznym, czy przeproszenie, gdy się coś przeskrobie. Jednocześnie to diabeł, który jest po drugiej stronie głowy, szepce do drugiego ucha same złe rzeczy i namawia do bycia nieznośnym.
Rewelacyjny  humor, który dodaje wszystkiemu lekkości, a nie odbiera powagi poruszanym tematom oraz bardzo ładne ilustracje to dodatkowe atuty ten niezwykłej, mądrej książki. Rodzinnie polecamy!



 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

czwartek, 25 lipca 2019

Dwie wersje Dziejów Apostolskich – Michał Wojciechowski

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2018
Oprawa: miękka
Liczba stron: 176
ISBN: 978-83-7720-465-8









 
"Dwie wersje  Dziejów Apostolskich" –  brzmi to  niemalże sensacyjnie? Nie ma się co dziwić, przywykliśmy już do sensacji nawiązujących do historii Kościoła. Nie wiem, czy zaczęło się od Dana Browna, ale z pewnością rozwinął on tę "gałąź" literatury. A na nim, za ciosem, poszli licznie inni. Cóż, sama lubię sobie poczytać takie książki, jeśli są dobrze napisane. Tym razem jednak nie piszę o żadnej sensacji, żadnej porywającej powieści, ale... o Piśmie Świętym. Michał Wojciechowski jest bowiem nie powieściopisarzem, ale świeckim teologiem, który ma już na swoim koncie ponad 40 książek dotyczących Biblii, starożytności, chrześcijaństwa i etyki społecznej.
Jedni z Was być może zdziwią się zatem, jak to możliwe, że Dzieje Apostolskie mogą mieć różne wersje. Wszak Biblia jest jedna. Inni machną ręką, twierdząc, że to żadna nowość i wszystko zależy od tłumaczenia (choć w tym przypadku nie o różnice w tłumaczeniu chodzi, o czym dalej). Znajdą się pewnie i tacy, którzy podsumują – bujda i tyle, w końcu każda religia opiera się na bujdach. Cóż, nie miejsce i nie czas na tego typu dyskusje. Nie chodzi tu ani o sensację, ani o bujdę, ani o błędne tłumaczenie. Historie znane nam z Pisma Świętego były początkowo opowiadane, przekazywane ustnie. Przecież niewielu umiało czytać. Oczywiście, były i zapisy, już bardzo wczesne, ale nie mamy chyba czasu na lekcje archeologii biblijnej. Wprost zatem – pisma przepisywano, kopiści uzupełniali, kopiści  usuwali, kopiści w końcu zmieniali. Stąd wiele starożytnych pism zawiera różnice, jeśli je ze sobą porównać. Szczególnie, jeśli były to pisma tak "popularne" i ważne jak Biblia. Dlaczego zatem przyjęła się oficjalnie jedna z wersji, a nie inna? O tym między innymi dowiemy się czytając wstęp do niniejszej książki.
"Dwie wersje  Dziejów Apostolskich" to praca naukowa zajmująca się tzw. wersją zachodnią Dziejów Apostolskich, nazywaną również kodeksem D. Tekst przedstawiono w dwóch kolumnach – po lewej ten, który dobrze znamy, po prawej kodeks D. Od razu widać różnice, choć niektóre nie od razu rzucają się w oczy. Wersja zachodnia jest dłuższa. Zmiany natomiast Autor dokładnie oznaczył typograficznie, używając pogrubionej czcionki, kursywy, różnych typów nawiasów. Jednocześnie już we wstępie zaznaczył, że tłumaczenie ma oddawać bardziej dosłowne znaczenie wyrazów. Ot choćby słowa apostoł, które zanim stało się wyrazem oznaczających (niemalże podświadomie) ucznia Jezusa, znaczyło tyle, co wysłannik. Cytując Wojciechowskiego, ma to pomóc w "odświeżeniu odbioru tekstu biblijnego" i od razu mogę napisać, że spełnia swoją rolę. Pozwala bowiem zwrócić uwagę na pewne kwestie, do których tak bardzo już przywykliśmy, że na co dzień zupełnie się nad nimi nie zastanawiamy, czy wręcz nie zwracamy na nie uwagi.
Poza samym tekstem dwóch wersji Dziejów książka zawiera komentarze. Do każdego wersetu Księgi, a to oznacza ponad tysiąc komentarzy. Niektóre są zwięzłe, inne mają nawet kilkanaście wersów. Wszystkie pomagają lepiej zrozumieć zarówno różnice pomiędzy wersjami prezentowanych tekstów, jak i wskazują na pewne szczegóły, o których warto pamiętać, czytając Dzieje Apostolskie. Jednak, należy tu zwrócić uwagę, że komentarze odnoszą się głównie do wersji D, i dobrze byłoby mieć pod ręką również jakiś komentarz do ogólnie przyjętej wersji Dziejów. Komentarzy takich jest dostępnych sporo, można w nich przebierać, nie powinno być z tym zatem większego problemu. 
Na ogół wstępy do prac stanowią... właśnie – wstępy. W tym przypadku wstęp jest raczej czymś pomiędzy wprowadzeniem do tematu, jego rozwinięciem i wyjaśnieniem, skąd w ogóle "pomysł" zestawienia tych konkretnych wersji. Ilość danych, które w tym wstępie znajdujemy może przyprawić o zawrót głowy, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To prawdziwa kopalnia wiedzy. Bo przecież warto zadawać sobie pytania, a naukowcy zajmujący się tematem, od wielu, wielu lat zastanawiają się nad kilkoma podstawowymi kwestiami. Ot, choćby nad tym, czy wersja D jest tekstem pierwotnym, czy wtórnym, ku czemu skłania się większość z nich, w tym i Wojciechowski. Czy obie wersje wyszły spod pióra tego samego autora? Wygląda na to, że tak, niezależnie od tego, czy był nim rzeczywiście święty Łukasz. Dlaczego? O tym, musicie już przeczytać sami. Autor nie omieszkał wspomnieć nawet o teorii, że być może początkowo istniały... osobno Dzieje Piotra i Dzieje Pawła.
Podsumowując zatem – książka jest wyczerpującą próbą porównania dwóch wersji Dziejów Apostolskich – głównie na płaszczyźnie językowej, choć nie tylko. Pozwala w łatwy i przystępny sposób dostrzec różnice i bardzo szczegółowo omawia każdą z nich. Jednocześnie poprzez bardziej dosłowne tłumaczenie, zmusza do spojrzenia na opisywaną historię "na świeżo", co może się w pierwszej chwili wydawać niemożliwe, jeśli zważyć na to, jak dobrze znamy dużą część Dziejów Apostolskich choćby z niedzielnych czytań mszalnych. 
Polecam "Dwie wersje Dziejów Apostolskich" każdemu, kto chce trochę lepiej poznać tę księgę Nowego Testamentu. Jednocześnie przypominając, że jest to publikacja stricte naukowa i nie ma co szukać w niej jakiejś taniej sensacji.


 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/

wtorek, 16 lipca 2019

Moje przedszkole – Elżbieta Bielak

Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 100
Ilustracje: Halina Nowakowska
ISBN: 978-83-7720-383-5







"Moje przedszkole" to coś więcej niż tylko zbiór opowiadań wspierających adaptację dzieci w przedszkolu. To pięknie napisane, życiowe historie z życia dzieciaków (i ich nauczycieli przedszkolnych oraz rodziców). Na dodatek fantastycznie zilustrowane. Czyta się je z naprawdę wielkim zainteresowaniem.
My co prawda nie planowaliśmy nigdy przedszkola i raczej nadal nie planujemy, ale Dziewczynki są przedszkolem bardzo zainteresowane w ostatnim czasie. Jak z nieba zatem spadła nam ta książka, która wciągnęła je w wir przygód. Czytamy codziennie po śniadaniu (moim, kiedy Córeczki jeszcze jedzą). Kiedy tylko widzą, że kończę posiłek, dopytują, czy teraz im poczytam. Dotąd nigdy się to jeszcze nie zdarzało z takim nasileniem i tak regularnie. Widać gołym okiem, że "Moje przedszkole" to książka, która bardzo przypadła im do gustu.
Główną bohaterką całości jest Mania Skalska (cóż za piękne podobieństwo nazwisk!). Razem z nią słuchamy opowieści jej mamy o tym, że Mania wkrótce zacznie chodzić do przedszkola i jak jest tam fajnie. Razem z nią przeżywamy pierwszy dzień, który jest pewnie najtrudniejszy – rozstanie z mamą na dłużej niż kilka minut. Na szczęście Mania wie od początku, że mama po nią wróci i razem pójdą do domu. I tak będzie już odtąd codziennie. Rano mama przyprowadzi Manię do przedszkola, a tam będzie się działo. Nowi koledzy i koleżanki. Zupełnie inne zabawki. Panie, Ewa i Asia (i znów zbieżność, wszak jestem Ewa Joanna Skalec), które całymi dniami czuwają nad bezpieczeństwem dzieci oraz wymyślają dla nich coraz to nowsze atrakcje. Wspaniały plac zabaw z samolotem, o zabawie w którym marzy każdy przedszkolak. Przygody, poznawanie świata, wiele radości. Ale i kłopoty, ot choćby wtedy, kiedy Gabrysi tajemniczo zniknie podwieczorek, Marcinek i Kubuś pokłócą się o samochodzik, albo kiedy w przedszkolu pojawi się nowy chłopiec, który będzie bardzo, ale to bardzo płakał za swoją mamusią. Bo w przedszkolu, tak jak w życiu, czasem słońce, czasem deszcz. 
Książka składa się z 26 opowiadań. Większość z nich ma niecałe trzy strony (idealna długość), a każde z nich opatrzone jest przepiękną ilustracją. Ariunia i Rebeczka uwielbiają je oglądać i dopytywać o szczegóły. Język jest w pełni zrozumiały dla trzylatków, a przypuszczam, że to właśnie do dzieci w tym wieku jest ta pozycja głównie kierowana. W końcu wiele dzieci właśnie wówczas po raz pierwszy idzie do przedszkola. Myślę jednak, że jest ona doskonała także i dla tych, które nie idą. Nie tylko dlatego, że jest interesująca i naprawdę edukacyjna. Również dlatego, że oswaja z rozstaniem z rodzicami na dłuższy czas. Nawet jeśli nie wysyłamy maluchów do przedszkola, to czasem sami musimy się od nich nieco oderwać. Ja sama doskonale wiem, że nie jest to łatwe. Kiedy przed rokiem  zaczynałam kolejny kierunek studiów, byłam przerażona tym, jak dzieci zareagują na to, że mamy nie będzie w domu przez prawie cały dzień, dwa razy w miesiącu. Mąż oczywiście świetnie sobie radzi, ale... Teraz Dziewczynki rozumieją już lepiej, że czasami dzieci spędzają dużo czasu poza domem, z osobami innymi niż ich rodzice czy dziadkowie. Samo mówienie o tym nie dawało żadnego pozytywnego odzewu. Książka pomogła. Ciekawe, jak będzie to wyglądało w rzeczywistości. Pożyjemy, zobaczymy. 
W "Moim przedszkolu" są nie tylko treści mające oswoić z samym przedszkolem, czy rozłąką z rodzicami. U nas na przykład pomaga czasami odwołanie się do tego, co czytałyśmy. Kiedy Dzieci się kłócą o zabawkę, mówię, że jak nie przestaną, to zrobię tak jak pani Asia w przedszkolu. I wiedzą już, że kłótnie mają konsekwencje nie tylko u nich w domu. Że kłócić się nie wolno, bo pani Asia w przedszkolu wówczas musi podjąć kroki. A przecież lepiej bawić się razem. Zachowania dzieci i pań w przedszkolu stały się dla nas kluczowe w wielu rozmowach i widzę, że w ciągu zaledwie tygodnia wiele kwestii się u nas unormowało właśnie dzięki temu, że poznaliśmy Manię i jej grupę przedszkolną.
Plusów jest naprawdę sporo i mogę z czystym sercem polecić tę książkę. Jednak... Jest ona przeznaczona tylko dla uważnego czytelnika. Rodzica, który uważnie czyta swojemu dziecku. Niestety, błędów jest naprawdę sporo. Nawet jeśli pominąć notorycznie pojawiającą się złą odmianę słów, to już opcja, że w połowie opowiadania Kubuś staje się nagle Krzysiem, a pani dzieląc grupę na dwie mówi, że jedna jest po prawej, a druga... po prawej, nie jest fajna. Redakcja chyba trochę przysnęła. Nie dałabym do czytania dziecku, które właśnie się uczy, czy niedawno nauczyło czytać. Zbyt często muszę na bieżąco poprawiać błędy. Szkoda, bo za samą treść i oprawę graficzną chciałoby się przyznać jakąś nagrodę, a tu taki redaktorski bubel.

 
 
 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/