Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2013

Światła września - Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA
Warszawa 2011
Oprawa: miękka
Liczba stron: 255
Przekład: Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodan Casas
ISBN: 978-83-7495-994-0




I została mi już tylko jedna powieść Zafóna do przeczytania – "Więzień nieba" z 2012 roku...
"Światła września" to trzeci tom cyklu "Trylogia mgły". Żeby było śmiesznie ta trylogia składać się ma ostatecznie z czterech części (sic!). Cóż, czegóż to ludziska nie wymyślą. W każdym razie poprzedzają "Światła września": "Książę mgły" oraz "Pałac Północy". Każda z nich jest o innych bohaterach, innych czasach, innym miejscu. Łączą je tajemniczość, nieznane siły, które kierują światem, magia i fantasmagoryczny klimat. 
Czym tym razem zachwyca Zafón? Francja – początkowo Paryż, następnie plaże Normandii – właściwie w przededniu II wojny światowej. Jest rok 1937 kiedy Simone Sauvelle, wdowa z dwójką dzieci  przybywa do Błękitnej Zatoki. Dostała całkiem dobra posadę gospodyni w majątku Cravenmoore. Jako, że od śmierci męża nie tylko klepała biedę, ale była co dzień dręczona przez wierzycieli – praca ta jest dla niej wielką szansą. Szansą na odzyskanie spokoju, pewności siebie, a także na zapewnienie lepszego startu dla nastoletniej Irene oraz jej młodszego brata, Doriana. Trafiają więc do tajemniczego miejsca, w którym zamieszkuje fabrykant zabawek, Lazarus Jann (a także jego małżonka, której nikt nie widział od przynajmniej dwóch dekad).
Majestatyczny budynek i otaczający go las pełen niespodzianek... Zachwycająca Błękitna Zatoka, piękna Plaż Anglika i nad wyraz interesująca Irene... Grota Nietoperzy. Wszystko to doprawione znalezionym w morzu pamiętnikiem z dawnych lat, pierwsza miłością, okrutnym morderstwem i potwornym Cieniem, który z jakichś powodów pragnie zniszczyć naszych bohaterów. Do tego urocze widoki, klimat końca lat trzydziestych oraz przepysznie opisane zabawki i machiny konstruowane przez Lazarusa. Straszliwa przeszłość,która kładzie się cieniem na jego osobowości jest prawdziwym kluczem do rozwiązania makabrycznej zagadki.
Uwodzicielska narracja, która pozwala się zatopić w odległych marzeniach właściwie już o pierwszego zdania. "Światła września" to kolejna powieść, którą Zafón porywa nas do świata magii, który tak niedostrzeganie przenika do naszej szarej rzeczywistości. Jak cienka jest linia między tymi dwoma światami... Pięknie poprowadzona narracja, urzekający monolog Almy Maltisse oraz... niespodzianka – Andreas Corelli we własnej osobie. Postać znana każdemu fanowi twórczości Zafona. 
Przenikanie się światów to specjalność hiszpańskiego pisarza. Potrafi ją ubrać w słowa, jak mało kto. W jego powieści wartkiej akcji jest niewiele (właściwie chyba jedynie w czasie gonitw za Cieniem i ucieczek przed nim). "Światła września" nie niosą, jak rwąca rzeka. Czytając tę książkę płyniecie po spokojnym morzu, zupełnie, jakbyście żeglowali razem z przyjacielem Irene, Ismaelem na jego łodzi, Kyaenosie.
Błędów znalazłam cztery, czy pięć, ale zupełnie nie popsuły mi odbioru tak niesamowitej opowieści. Podoba mi się okładka, która w naturalny sposób nawiązuje do treści "Świateł września" – tak samą latarnią morską, jak i kolorystyką.
Czym są tytułowe światła września? Przeczytaj i dowiedz się sam. Gorąco polecam te niesamowitą przygodę, która właściwie jeszcze się nie zakończyła... 

czwartek, 15 marca 2012

Gra anioła - Carlos Ruiz Zafon




Piąte już moje spotkanie z prozą Carlosa Ruiza Zafona. Powieść, jak wszystkie jego dzieła, pełna tajemnic, intryg i więcej jeszcze magii, niż poprzednie (zdecydowanie więcej, niż “Cień wiatru”). Opasłe tomisko, które jest drugim jakby tomem zaplanowanej tetralogii.
Rzecz cała dzieje się jeszcze przed narodzeniem Daniela Sempere i spotykamy jego rodziców i dziadka. Nie oni jednak są tu głównymi bohaterami. Pierwszoplanową postacią, z resztą piszącą o sobie w pierwszej osobie, jest David Martin – młody i utalentowany człowiek, pragnący napisać książkę, która pozostanie w pamięci czytelników na zawsze. Odkąd bowiem pamięta – kocha książki. Tę miłośc rozbudził w nim nikt inny, jak właśnie stary Sempere – przemiły pan prowadzący od lat księgarnię, który zaprowadził go również do Cmentarzyska Zapomnianych Książek. Tam właśnie David odnajdzie księgę Lux Aeterna (czy może ona odnajdzie jego?). Tajemnicze inicjały autora, które są takie, jak Davida, dziwna treść księgi, dom z wieżyczką, który pewnego dnia kupi nasz bohater, a który okaże się własnością właśne zmarłego przed laty Diega Marlaski (autora Lux Aeterna) i mnóstwo tajemniczych postaci, które umierają, ale pozostają wiecznie żywe w pamięci oraz ten, który kusi… Adnreas Corelli... To on pewnego dnia, gdy David dowie się, że ma przed sobą już nie życia, zaoferuje mu napisanie dzieła życia i… uleczenie ze wszelkich dolegliwości oraz niebotyczną fortunę. Postaci, które są wyraziste, a jednoczesnie do końca niepoznane jest tu zbiorowisko przeogromne, acz nie przytłaczające. Mamy więc, poza wspomnianymi, Christinę Sagnier – wielką miłość Davida i Izabellę Gispert – jego uczennicę i pomocnicę, która pewnego dnia wyjdzie za młodego Sempere. Są tak różne, a jednak to one są w dużym stopniu wyznacznikami dla życia naszego bohatera i obie je darzy gorącymi uczuciami, do których nie zawsze potrafi się przyznać. Spotykamy też spadkobiercę wielkiej fortuny, Pedro Vidala, który zajął się Davidem po nagłej i tragicznej śmierci ojca chłopca. Vidal również marzy o tym, by napisać książkę, którą wszyscy pokochają. Spotykamy pana Barcelo, znanego już nam z “Cienia wiatru” i całe mnóstwo drugo- i trzecioplanowych bohaterów, którzy doprowadzają Davida na skraj szaleństwa.
To powieść o marzeniu i ambicji oraz o cenie, jaką trzeba za nie zapłacić. Bowiem David postanowi zaryzykować (zaufać byłoby zbyt mocnym słowem) i podjąć się wyzwania tajemniczego paryskiego wydawcy, Corellego i napisać dla niego nową Biblię. To zadanie jednak przerośnie młodego pisarza, ponieważ odkąd zaczyna pisać tę – jak ją nazywa – baśń dla dorosłych, zaczną się wokół niego dziać naprawdę dziwne i niewyjaśnione rzeczy, a trupów w tej powieści nie zabraknie.
„Nie kusi pana stworzenie opowieści, - pyta go ów wydawca - dla której ludzie gotowi będą żyć i umierać, dla której gotowi będą zabijać i iść na śmierć, poświęcać się i skazywać siebie na potępienie, oddawać dusze? Czy jest większe wyzwanie dla pisarza niż stworzenie obdarzonej mocą historii, która pozwoliłaby przekroczyć granice fikcji i przeistoczyć ją w prawdę objawioną?” – tymi właśnie słowami Corelli będzie zachęcał Davida do napisania dzieła jego życia. Kuszące? Z pewnością, szczególnie dla młodego jeszcze pisarza, który zasłynął z pisania powieści w odcinkach, „Tajemnice Barcelony”, a następnie całej serii o niemniej wdzięcznym tytule „Miasto przeklętych” (z resztą pod pseudonimem Ignatius B. Samson). David jednak nie jest tylko pisarzyną, który tworzy pod barcelońską publiczkę – ma większe ambicje. Cały czas ma w pamięci lekturę "Wielkich nadziei" Karola Dickensa, podarowanych mu z resztą swego czasu przez pana Sempere (którego trakował, jak swego ojca i szczerze podziwiał). Pisze więc swoją własną powieść, starając się udowodnić wszystkim, sobie, a chyba przede wszystkim ukochanej Christine, na ile naprawdę go stać. Jednocześnie wplątuje się w spisek z piękną dziewczyną i pomaga jej napisać powieść za swego przyjaciela Vidala. Ona to właśnie zostanie pewnego dnia wychwalona przez krytyków i wydana na szeroką skalę, ta natomiast, którą sygnował własnym nazwiskiem – skrytykowana i zapomniana, by pewnego dnia jej ostatni bodaj egzemplarz znalazł swoje miejsce na Cmentarzysku Zapomnianych Książek (nadal pozostaję pod całkowitym urokiem tego magicznego miejsca i mam szczerą nadzieję, że istnieje rzeczywiście i jakimś dziwnym zrządzeniem losu będzie mi dane do niego trafić).
Jak ułoży się jego związek z ukochaną i kim stanie się dla niego Izabella? Czy rozwiąże tajemnicę domu z wieżyczką i Andreasa Corellego? Czy Pedro Vidal pozostanie jego przyjacielem i czy uda mu się nawiązać kontakt z matką, która zostawiła go w dzieciństwie pod opieką ojca-nieudacznika? Czy napisze w końcu powieść swego życia? Wiele pytań, na wszystkie znajdziecie odpowiedzi na 600 stronach powieści “Gra anioła”. Porównanie z innymi dziełami Zafona? W “Grze anioła” powracamy do świata wykreowanego w “Cieniu wiatru”, aczkolwiek znacznie bardziej tajemniczego, magicznego i gotyckiego. Spotykamy niektórych bohaterów, tyle że we wcześniejszych latach ich życia. “Gra anioła” jest powieścią typowo dla dorosłych i z pewnością nikt nie zakwalifikuje jej jako literatury dla młodzieży, jak choćby “Marinę”, czy “Księcia mgły”, chociaż natężenie magii jest w nim bardziej zbliżone do nich właśnie niż do “Cienia wiatru”. Czy mi się podobało? Owszem, chociaż “Cień…” zrobił na mnie znacznie większe wrażenie. Nie drżałam tym razem, przelałam mało łez i sądzę, że w powyższej recenzji ominęłam kilka istotnych kwestii, które po prostu wyleciały mi z głowy. Oczywiście – “Gra anioła” jest napisana pięknie i poetycko, niemal baśniowo, jednak – mimo wszystkich tych dziwnych i niewyjaśnionych śmierci i postaci, co do których ma się cały czas wątpliwość, czy żyją, czy umarły, czy może są jedynie wymysłem chorego już umysłu Davida – brakowało mi trochę dreszczyku… Zakończenie… Kurcze – nie pojmuję. Dumam i dumam i nie wiem, o co w nim chodziło. Było tak zakręcone, nielogiczne, że nawet nie można go określić magicznym. W ogóle nie potrafię go połączyć z resztą opowieści, chociaż cieszę się, że autor postanowił wytłumaczyć historię dziwnego zdjęcia, które Christina przez całe życie trzymała na pamiątkę dnia, którego nie pamiętała. Domyślałam się go poniekąd, ale ta druga część jest dla mnie zagadką. Może kiedyś do niego dorosnę.
Na zakończenie jeszcze jeden cytat, który zapamiętam chyba do końca życia, ponieważ w stu procentach się z nim zgadzam: ”Ponoć niemal wszyscy adwokaci potajemnie marzą o tym, by porzucić swój zawód i zostać pisarzami...”. Dotyczy mnie, jako prawnika i wiem, że nie jestem odosobniona w tym marzeniu. Z resztą wiele zmagań Davida odczuwałam jako własne, ponieważ Wena Twórcza jest marudną i niewdzięczną przyjaciółką.

czwartek, 24 listopada 2011

Pałac Północy - Carlos Ruiz Zafon



Kolejna powieść Carlosa Ruiza Zafona zaskoczyła mnie swoją scenerią. Przywykłam już, że autor swe historie umiejscawia w Hiszpanii, skąd pochodzi. Pałac Północy z kolei rozgrywa się w dalekich Indiach, należących jeszcze do Korony Brytyjskiej (historia opowiada o wydarzeniach pomiędzy 1916 a 1932 rokiem).
Tym razem zacznę od krytyki, a zakończę wisienkami na torcie czekoladowym. Najbardziej nieprawdopodobne w tej powieści zdają mi się sceny, które autor z pewnością zaplanował sobie jako realne. Z punktu widzenia jako takiej wiedzy historyczno-społecznej nie mogę sobie zupełnie wyobrazić, jak to się stało, że:
- jesteśmy w Indiach
- mamy pierwszą połowę dwudziestego wieku
- nasi bohaterowie zamieszkują dom dziecka…
a jednocześnie mają dostęp do archiwów miasta, potrafią czytać w językach obcych i nieraz czynią nawiązania do europejskiej kultury, których nie powstydziłby się dobrze wykształcony, współczesny nam dorosły. Oj, chyba wodze fantazji tym razem pana Zafona zapędziły w kozi róg. Trudno sobie wyobrazić nawet nastolatki z bogatych domów, które maja taką wiedzę i znajomości, a co dopiero wychowanków domu dziecka, czyli w tamtych czasach i tamtym kraju – przechowalni dla biednych, pokrzywdzonych losem istot, które po wyjściu z niej skazane były na dozgonne żebractwo.
Tyle moich krytycznie niepochlebnych uwag. Poza tym powieść jest urzekająca i prawdziwie magiczna, a nadto bardzo wzruszająca. Otóż paczka szesnastolatków ma wkrótce opuścić dom dziecka, w którym się wychowali. Od lat zbierają się po nocach w tajemniczym Pałacu Północy, jako Chowbar Sociey – klub młodych, którzy poprzysięgli sobie zawsze pomagać. Klub ma właśnie zostać rozwiązany, a nasi bohaterowie rozjechać się po kraju. Tymczasem u dyrektora placówki pojawia się stara kobieta z wnuczką i tej nocy wszystko ma ulec zmianie.
Tajemnice rodzinne, kłamstwa dla dobra sprawy, groza oraz bezgraniczna i bezwarunkowa miłość córki do ojca, którego nie miała okazji spotkać… wszystkiego tego dostarczają nam kolejne stronice powieści, pokazując jednocześnie mroczną Kalkutę, w której za każdym rogiem czyha niebezpieczeństwo.
Jak zakończy się ta przygoda i czy rodzina zostanie w końcu zjednoczona i uratowana przed wiszącą nad nią od szesnastu lat klątwą? Zapraszam do lektury.

czwartek, 10 listopada 2011

Książę Mgły - Carlos Ruiz Zafon



To wzruszający, ujmujący i pięknie napisany realno-magiczny triller jednego z najlepszych współczesnych powieściopisarzy.
Rzecz dzieje się w 1943 roku w małym miasteczku nad Atlantykiem. Tego lata Max i Alicja Carverowie odkryją, że magia naprawdę istnieje.
Przez całą powieść poznajemy fragmenty tajemniczej śmierci małego Jacoba Fleischmana, który kiedyś mieszkał w domu, do którego rodzina dzieci właśnie się przeniosła (z powodu szalejącej wojny ojciec, Maxymilian Carver, uznał, że rodzina będzie tam bezpieczniejsza) oraz starego latarnika, Victora Kraya i podejrzanego typka – Kaina, zwanego również Księciem Mgły.
Informację o przeprowadzce Max przyjmuje ze zdziwieniem w dniu swoich trzynastych urodzin. Otrzymuje również od ojca niesamowity prezent – zegarek z tarczą pełną pięknych księżyców (ojciec chłopca jest zegarmistrzem). Upominek jest dla Maxa bardzo ważny i za każdym razem, gdy na niego patrzy, jest nim zauroczony. Tym bardziej dziwi go zegar na stacji kolejowej, którego wskazówki… działają do tyłu. To jedynie pierwszy symptom, że coś w tej rybackiej osadzie jest niezgodne ze znanymi wszystkim prawidłami wszechświata. Czy jednak na pewno? Być może jednak tajemniczy Kain ma rację i czas nie istnieje, jest jedynie iluzją.
Razem z Maxem, Alicją i ich nowym kolegą, Rolandem, zwiedzamy latarnię morską, zaczarowany ogród pełen dziwnych posągów, grobowiec Jacoba Fleischmana i statek zatopiony lata temu podczas sztormu. Słuchamy również tragicznej opowieści latarnika, przybranego dziadka Rolanda. To dzięki niemu dowiadujemy się, jakim potwornym oszustem i zbirem jest Kain, który podobno… utonął wraz z Orfeuszem, do którego teraz młodzi ludzie nurkują w poszukiwaniu skarbów.
To fascynująca podróż po zaczarowanym wybrzeżu, z dala od wojny, której cień jednak co jakiś czas zawisa nad młodymi bohaterami, przypominając o zagrożeniu nią. Niczym jest ona jednak w porównaniu z niebezpieczeństwami, na które narażają się Max, Alicja i Roland.
Jak naprawdę zginął mały Jacob Fleischman i co się dzieje w ogrodzie rzeźb? Kim jest tajemniczy klaun, który od lat śni się Rolandowi? Czy Irina, najmłodsza z rodzeństwa dojdzie do siebie po straszliwym wypadku spowodowanym przez kota-przybłędę?
Nie sposób nie polecić – mimo, że już jakiś czas temu przestałam zaliczać się do młodzieży. Rewelacyjny i urzekający debiut.



wtorek, 8 listopada 2011

Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafon

„Cień wiatru” był moją pierwszą książką Zafona, a także pierwszą podróżą po Barcelonie (później dopiero zabrałam się do „Mariny” tegoż autora i „Antykwariusza” Juliana Sancheza). Podróżą magiczną, tajemniczą, pełną niewiadomych, toczącą się w wąskich i urokliwych uliczkach Barcelony, wypełnioną sekretami i niesamowitą historią miasta, które tętni życiem, a jednocześnie leniwie przesypia porę sjesty.
Gruby tom mnie nie zniechęcił, chociaż również nie zachęcał. Zaintrygowała za to ciekawa okładka. Otworzyłam. Obejrzałam mapę na wklejce. Zapoznałam się ze wszystkimi informacjami zawartymi na pierwszych stronach – datą wydań, nazwiskami tłumaczeń, autorem okładki itd., co zazwyczaj robię. Przerzuciłam strony i… miałam wrażenie że zapadłam w niesamowity sen. Opisy były tak łatwe do zwizualizowania, a Cmentarzysko Zapomnianych Książek, które odwiedzamy z głównym bohaterem na początku powieści, tak ujmująco magiczne, że nawet nie zauważyłam, kiedy u dołu strony pokazała się liczba 100.
Głównym bohaterem jest Daniel i to on jest narratorem tej szkatułkowej powieści, w której sekret goni sekret, a żaden z bohaterów nie jest naprawdę taki, jak się wydaje na początku. Jako dziesięcioletni chłopiec zostaje na Cmentarzysko zaprowadzony przez – samotnie go wychowującego – ojca. Zgodnie z rodzinną tradycją ma wybrać jedną z książek i ocalić ją od zapomnienia. Krąży po zakamarkach, niekończących się korytarzach, których ściany zdają się zbudowane z grubszych i cieńszych tomiszczy. Czuje się przywołany przez jedno z nich i ostatecznie wybiera właśnie „Cień wiatru” Juliana Caraxa – książkę, która całkowicie odmieni jego życie.
Prawdziwa historia zaczyna się, gdy Daniel dorasta i zapomniana przez wszystkich książka znów staje się dla niego ważna, jakby sama upominała się o przypomnienie. Tajemniczy autor, który nagle zniknął, człowiek w masce, który śledzi chłopaka i depczący im po piętach iniektor barcelońskiej policji to tylko niektóre z głównych postaci, które poznamy w długiej wędrówce Daniela prowadzącej do prawdy. Zanim jednak ją pozna, spotka go jeszcze wiele przygód.
Kim jest włóczęga, z którym zaprzyjaźni się chłopak i jakie jest jego miejsce w tej historii? Kogo pochowano w dwóch grobach z białego marmuru? Jak potoczą się losy Daniela i Beatriz? Żadna z odpowiedzi nie padnie, póki nie zamkniemy książki po przeczytaniu ostatniej strony. Rozwiązanie bowiem jednej zagadki rodzi jeden tylko możliwy w tej powieści skutek – odkrycie kolejnej tajemnicy do rozwikłania.
Czyta się nastrojowo i niemal na bezdechu. Czy można przeczytać w jedną noc? Nie wiem, nie polecam. Zmęczenie może spowodować, że umkną nam niektóre smaczki – zapachy, gorąco i przejmujący chłód, ciemność spowijająca Cmentarzysko Zapomnianych Książek, czy sekretne groby w piwnicach posiadłości Aldaya’ów, namiętności młodego Daniela względem kobiet, więzy łączące go z ojcem. To zaczarowana podróż, która na długo pozostaje w pamięci.
Pamiętam szczególnie jeden moment, kiedy siedziałam w kuchni w mieszkaniu moich Rodziców i chciałam skończyć rozdział. Nie znoszę przerywać w połowie strony, czy jakiegoś mniejszego segmentu, więc na ogół staram się zakończyć rozdział zanim zrobię sobie przerwę. Nagle podniosłam rękę i kazałam wszystkim siedzieć cicho. Przygryzając wargi, z wypiekami na twarzy i chłodnymi od potu plecami czytałam, jak Daniel opisuje chwilę… swej śmierci. Co było dalej – nie zdradzę, warto jednak było ich wszystkich uciszyć, by nadać chwili odpowiedni nastrój.

niedziela, 6 listopada 2011

Marina - Carlos Ruiz Zafon




Piękna, tajemnicza, trzymająca w napięciu, brawurowo napisana historia o dwójce młodych bohaterów, którzy próbują zrozumieć przeszłość.
Oscar i Marina to para nastolatków, którzy pewnego dnia postanawiają dowiedzieć się, kim jest tajemnicza czarna dama raz w miesiącu składająca kwiaty na bezimiennym grobie. Nie spodziewają się, że te dziecinen podchody zakończą się dla nich wielomiesięcznym badaniem zapomnianej historii Barcelony. Stanie się również początkiem pięknej i - jak to w życiu bywa - czasami bardzo trudnej przyjaźni.
Tajemnicza postać poprowadzi ich ulicami Barcelony, każe zwiedzić opuszczone pałace, ciemne zaułki i nigdy nie dokończony Gran Teatro Real, a także poznać mroczne sekrety ogarniętego szaleńczą chęcią życia Michala Kolvenika, jego żony Evy Irinowej i doktora Shelleya. Jednym z głównych bohaterów powieści jest również Barcelona - Zafon proponuje nam spacer po niej począwszy od lat trzydziestych aż do końca powieści, czyli roku 1980. To tajemnicze miasto, pełne starych, rozsypujących się kamienic i pałacyków, zapomnianych rzeźb i zaniedbanych ogrodów, teatrów, na deskach których śpiewały kiedyś Eva i matka Mariny. To również niekończące się podziemne korytarze, gdzie azylu szukał Kolvenik.
To także niesamowita, refleksyjna powieść o miłości, pasji, przyjaźni, zaufaniu i zdradzie oraz chorobliwej walce o przeżycie. Nie sposób nie zastanawiać się, jak my zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji, jak Michal Kolvenik. Czy bylibyśmy doktorem Shelley'em, czy może jednak Evą Irinovą? Sam Oscar w pewnym momencie mówi, że już nigdy nie wzgardzi Kolvenikiem, ponieważ sam zrozumiał, jak to jest znaleźć się w skórze biednego lekarza.
I zakończenie - smutne, wzruszające, prawdziwy wyciskacz łez. Szczególnie po trwającej 300 stron pogoni za tajemniczymi stworzeniami, mordercami i damą w czerni, płonących pałacach, sekretach, policyjnych poszukiwaniach i w końcu spotkaniu z Kolvenikiem, który stał się... A nie, nie. To już pozostawmy czytelnikowi.
Marina z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci - być może została zakwalifikowana jako powieść młodzieżowa, jednak dorosłego również potrafi w pełni usatysfakcjonować, a nawet bardzo zaskoczyć. Polecam z całego serca.