Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Otwarte. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Pretty Little Liars. Zepsute – Sara Shepard

Wydawnictwo: Otwarte
Kraków 2012
Tom 5. cyklu
Oprawa: miękka
Liczba stron: 312
Tytuł oryginału: Wicked. A Pretty Little 
Liars Novel
Przekład (z angielskiego): Mateusz Borowski
ISBN: 978-83-7515-194-7




 
 
Lada chwila rozpocznie się proces Iana Thomasa. Dziewczyny zaczynają się już naprawdę poważnie stresować. W końcu zeznawanie przed sądem to żadna przyjemność, a wiadomości, które wciąż otrzymują, wskazują niemalże jednoznacznie, że Ian im grozi. Dlaczego więc Wilden upiera się, że to niemożliwe i smsy są pisane przez kogoś innego?
Być może wszystko by się uspokoiło, a Kłamczuchy znalazłyby w końcu jakiś kąt dla siebie, jednak wystarczy kilka wydarzeń, by całkowicie zniszczyć ich nastoletnie życie. Na dodatek rozprawa okaże się znacznie bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać. 
Do Rosewood sprowadza się ojciec Hanny razem z narzeczoną i jej córką. Czy Kate i Hanna znajdą w końcu wspólny język, zakopią topór wojenny i się zaprzyjaźnią? W końcu wkrótce mają zostać przyrodnimi siostrami, a Hannie przydałaby się teraz oddana przyjaciółka. Utrata Mony to dla niej naprawdę coś strasznego.
Sporo dzieje się również w życiu Arii. Nie dość, że Meredith jest w ciąży, to jeszcze Ella znalazła sobie "chłopaka". Niby Aria się cieszy, że matka zaczyna układać sobie życie, tylko czy musi to robić akurat z Xavierem, który wpadł w oko również Arii? Nareszcie doczekałam się jakiegoś nieco głębszego rysu charakterologicznego Arii. Dotąd uważałam, że jest przez Autorkę potraktowana trochę po macoszemu, najpłyciej ze wszystkich dziewczyn.
Skład rodzin się zmienia, a tymczasem serduszko Emily znów zaczyna drgać. Maya jest już przeszłością. Widują się czasem przelotem na szkolnym korytarzu, jednak ich związek nie przetrwał. Czy nowe zauroczenie Emily ma większe szanse? Ta dziewczyna jeszcze wszystkich zaskoczy, a najbardziej chyba siebie samą. Aż nie mogę się doczekać, co też nowego będzie się z nią działo w kolejnych tomach powieści.
Książkę, jak i poprzednie, właściwie połyka się za jednym razem. Coraz mniej też przypomina ona serial, a w bohaterkach już naprawdę ciężko widzieć dziewczyny z małego ekranu. To akurat dobrze, bo nie da się nudzić, chociaż... zdecydowanie bardziej lubię kłamczuchy serialowe, bo te nastolatki, które opisała Shepard są czasami straszliwie denerwujące. A i ich rodzicom daleko do choćby średniej, o ideałach nie wspominając. 
Niestety znów napotkałam się na pewne nieścisłości i brak konsekwencji w stosunku do poprzednich tomów powieści. Szkoda, bo przecież można je na ogół wyeliminować usunięciem czy zmianą dwóch, trzech słów. A tak pozostaje pewien niesmak. Trudno, nic nie poradzę. I tak z chęcią sięgnę po szóstą część Pretty Little Liars.
 





wtorek, 22 grudnia 2015

Pretty Little Liars. Niewiarygodne – Sara Shepard

Wydawnictwo: Otwarte
Kraków 2011
Tom 4. cyklu
Oprawa: miękka
Liczba stron: 322
Tytuł oryginału: Unbelievable. A Pretty Little 
Liars Novel
Przekład (z angielskiego): Mateusz Borowski
ISBN: 978-83-7515-175-6






Jeśli myśleliście, że akcja w powieściach o Kłamczuchach jest wartka, to się dopiero zdziwicie, sięgając do czwartego tomu. Tutaj przyspiesza jeszcze bardziej, a strony przemykają między palcami niczym wichura. Dzieje się, oj dzieje...
Hanna jest w bardzo ciężkim stanie, leży w szpitalu i nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. Dziewczyny oczywiście boją się przyznać, że w potrąceniu jej samochodem palce maczał(a) A, policja kwalifikuje więc zdarzenie jako wypadek, choć Wilden nie jest przekonany, że nastolatki czegoś nie ukrywają. Wciąż też próbuje wydobyć z nich jakieś nowe informacje dotyczące Alison.
Nagle i niespodziewanie okazuje się, że dobrze nam znana czwórka to nie jedyne osoby, które otrzymują tajemnicze wiadomości od A. Do grupy terroryzowanych i zastraszonych nastolatek dołącza Mona. Czy można jej ufać, czy może jednak Lucas miał rację, przestrzegając przed nią Hannę?
Emily przeżywa swoją przygodę w Iowa, choć nie jest jej łatwo. Wygnanie nigdy nie należy do przyjemnych, choć może mieć piękne momenty. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą siebie i przekonać rodziców do zaakceptowania jej taką, jaką jest?
O Spencer robi się naprawdę głośno. Nominacja do Złotej Orchidei jest na językach wszystkich w Rosewood. Kibicują jej nawet nieznani ludzie, a ona przecież doskonale wie, że praca, dzięki której te nominację otrzymała, została napisana kilka lat temu przez Melisę. Co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw? Przecież A na pewno nie odpuści i znajdzie jakiś sposób, by pokrzyżować szyki Spencer i jej rodzinie. Szczególnie, że Melisa zdaje się również ukrywać straszliwy sekret, a jej młodsza siostra podejrzewa, że może to mieć związek ze śmiercią Alison. Czy doniesie na Melisę?
Aria zagmatwała się kompletnie. Ezra stracił pracę, Sean z nią zerwał. Teraz mieszka u ojca i jego kochanki. A Meredith zdaje się również mieć jakieś tajemnice, których wolałaby nie ujawniać przed Arią. Co ma na sumieniu i czego się obawia?
Hanna powolutku wraca do zdrowia, choć rekonwalescencja jest dla niej bardzo trudnym okresem. Przy jej boku wciąż jest Mona, a teraz również dawne przyjaciółki. Czy uda się pogodzić ze sobą te kontakty? I czy przypomni sobie, kim jest A? 
Dziewczyny czeka naprawdę ciężki okres, a zakończenie całej tej afery okaże się niespodziewane. Szczególnie, że po drodze podejrzenia padną na Spencer, Melisę, Iana... Aria polubi się z Jenną i odkryje mroczne tajemnice Alison. 
Czy rozwiązanie zagadki, którą Autorka rozpoczęła serię, sprawi czytelnikom satysfakcję? I co dalej, bo przecież PLL nie kończą się na czwartym tomie?
Powieść jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i naprawdę coraz mocniej widoczne są różnice pomiędzy nią a serialem. Tym lepiej, nie sposób się bowiem nudzić, nawet jeśli serial oglądało się całkiem niedawno.
Korekta, redakcja – bez zastrzeżeń. Wieli plus za przepiękną okładkę.





poniedziałek, 21 grudnia 2015

Pretty Little Liars. Doskonałe – Sara Shepard

Wydawnictwo: Otwarte
Kraków 2011
Tom 3. cyklu
Oprawa: miękka
Liczba stron: 291
Tytuł oryginału: Perfect. A Pretty Little 
Liars Novel
Przekład (z angielskiego): Mateusz Borowski
ISBN: 978-83-7515-173-2




Trzecie spotkanie z Kłamczuchami wywołało we mnie wiele emocji. Najwięcej tych niekoniecznie pozytywnych. Jednym słowem – ten tom straszliwie mnie zirytował. Na dwóch płaszczyznach – zarówno ogólnie, jak i w porównaniu z serialem. Po kolei jednak.
Toby nie żyje. Pierwszy wielki minus, ponieważ jest on jedną z dwóch moich ulubionych postaci w serialu. W powieści nie ma jednak wątpliwości, że śmierć, której świadkami byliśmy pod koniec drugiego tomu to nie jakaś zmyłka. Toby nie żyje, a Emily obwinia się za to, że tak żałośnie i wcześnie zakończyło się jego niezbyt szczęśliwe życie. Jest jej coraz trudniej, szczególnie że uczucia, którymi darzy Mayę stają się coraz silniejsze, a przyjaciółka delikatnie naciska, by przestać się ukrywać i pokazać światu miłość, jaka łączy dziewczyny. Oczywiście A nieźle tu namota, ale o tym musicie już sami poczytać.
Aria spotyka się z Seanem. wygląda na to,  że ich związek ma szanse na szczęście, ale... przecież wciąż nie zamknęła do końca rozdziału zatytułowanego "Ezra". Na dodatek w domu dzieje się nie najlepiej, odkąd ojciec wyprowadził się do kochanki, a matka ma pretensje do córki o to, że ukrywała przez lata jego zdradę.
Spencer też nie przeżywa swych najlepszych chwil. Ciągłe napięcia z rodzicami i siostrą są w stanie wykończyć nawet ją. Chęć bycia najlepszą potrafi zniszczyć każdego. Jakby tego było mało, w sprawy wciąż miesza się A, a Spencer zaczyna sobie przypominać wydarzenia, które dawno wymazała z pamięci. Będzie się działo.
Hanna też ma niemało problemów. Przyjaźń z Moną wisi na ostatnim włosku. Raz się pokłóciły, drugi raz Hanna popełniła faux pas, w trzecim przypadku do całej awantury wmieszał(a) się A. Kończy się naprawdę bardzo, bardzo źle i... od razu chwytasz kolejny tom, by się dowiedzieć, co dalej. Szczególnie, jeśli Hanna jest Twoją ulubioną postacią. No dobra, książkową Hannę dość ciężko polubić, nawet jak kocha się tę serialową. Ostatnie strony książki nie wskazują jednak, że dziewczyna będzie miała szansę się zmienić. 
Aria wylatuje z domu, bo nie powiedziała matce, że mąż ją zdradzał. Emily zostaje wysłana do wujostwa na jakiejś zapadłej wsi, bo całe Rosewood wie już, że jest lesbijką. Spencer czuje, że nienawidzi ją cała rodzina, a Hanna... wciąż nie może się pozbierać po tym, jak potraktował ją ojciec.
Jednym słowem – A udało się naprawdę sporo namieszać. Na dodatek w pewnym momencie do Hanny dociera, kto jest tajemniczą, dręczącą je postacią i to odkrycie nie będzie przyjemne. By nie zdradzać jednak zbyt wiele, zakończę w tym miejscu. Czekajcie na recenzję kolejnego tomu, która to ukaże się niebawem.
Jeśli chodzi o samo wydanie to nie mam większych zastrzeżeń. Czyta się lekko, szybko, literówek nie zlokalizowałam. 




piątek, 16 października 2015

Pretty Little Liars. Bez skazy – Sara Shepard

Wydawnictwo: Otwarte
Kraków 2011
Tom 2. cyklu
Oprawa: miękka
Liczba stron: 314
Tytuł oryginału:Flawless. A Pretty Little Liars Novel
Przekład (z angielskiego): Mateusz Borowski
ISBN: 978-83-7515-172-5







Drugi tom serii już w znacznie większym stopniu różni się od serialu. Ci, którzy nie byli przekonani do lektury, ponieważ nie mieli ochoty na powtórkę historii z małego ekranu nie muszą się zatem martwić. Autorka wielokrotnie ich zaskoczy.
Akcja przyspiesza. Już nie oglądamy tak wiele wspomnień, teraz poznajemy teraźniejszość. Co dzisiaj dzieje się w Rosewood i jaki ma to wpływ na życie głównych bohaterek. Czy nadal uważają, że nic ich już nie łączy, a znajomość z Alison i "sprawa Jenny" to odległa historia, jakby z innego życia?
Pojawiają się nowi bohaterowie, którzy wprowadzą co nieco zamieszania do, i tak już zagmatwanych, życiorysów amerykańskich nastolatek i ich rodzin. Nawiążą się nowe romanse, będą się łamały kolejne serca. Przy okazji, jakby na poboczu, rozegra się kolejna krwawa opowieść niczym nie ustępująca najlepszym kryminałom. Kto umrze? Tego Wam nie zdradzę, ale wiedzcie, że się zdziwicie. Ja przeżyłam prawdziwy szok, mimo że przecież doskonale znam serial!
Dalszy ciąg już wkrótce, tymczasem szykujcie się na opowieść o kilku nastolatkach z niewielkiego miasteczka, które kiedyś popełniły błąd. Zaprzyjaźniły się z niewłaściwą osobą i pozwoliły jej sterować swoimi sprawami. Teraz będą płacić... gorzkimi słowami, słonymi łzami, nieustającym strachem o siebie i najbliższych. Żadna z nich na końcu tego tomu nie będzie mogła powiedzieć, że choć na chwilę odetchnęła z ulgą. Każda zakończy tę historię raczej w kiepskim stanie. 
Uwagi? Owszem. Pojawiają się niekonsystencje pomiędzy pierwszym a drugim tomem. Niewielkie, właściwie to drobiazgi, ale dla uważnego czytelnika denerwujące. Nadal też napotykałam na błędy, które powinny zostać wyeliminowane już w "Kłamczuchach". Poza tym książka wciąga całkowicie i nie sposób się od niej oderwać. Polecam.





Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

poniedziałek, 21 września 2015

Pretty Little Liars. Kłamczuchy – Sara Shepard

Wydawnictwo: Otwarte
Kraków 2011
Tom 1. cyklu
Oprawa: miękka
Liczba stron: 282
Tytuł oryginału: Pretty Little Liars
Przekład (z angielskiego): Mateusz Borowski
ISBN: 978-83-7515-168-8





Jako wielkiej fance serialu Pretty Little Liars bardzo trudno będzie mi recenzować książki z tej serii. Po pierwsze dlatego, że się różnią (serial nie jest ich ekranizacją, a mniej lub bardziej dosłownym nawiązaniem do nich). Po drugie nawet jeśli akcja i bohaterowie się pokrywają, trudno jest nieraz uniknąć porównań. Po trzecie w końcu – mam wielkie oczekiwania w stosunku do powieści Sary Shepard i trochę się obawiam, czy te książki są w stanie tym oczekiwaniom sprostać.
Wróćmy jednak do tematu, czyli do pierwszego tomu serii (składającej się na dzień dzisiejszy z aż 18 książek).
Niewielkie miasteczko Rosewood w pobliżu Filadelfii. Piękne domy z wielkimi ogrodami, farmy, prywatna szkoła. I pięć nastolatek: Hanna, Aria, Emily, Spencer i Alison. Ich przyjaźń ma przetrwać aż do grobowej deski. Dzielą się ze sobą największymi sekretami – swoimi i cudzymi. Te tajemnice je łączą. Jak to bywa wśród młodzieży – dziewczyny się lubią, ale czasem sprzeczają. Szczególnie, że rola przywódczyni grupy należy bezdyskusyjnie do Alison, co nie wszystkim przyjaciółkom się podoba. 
Wakacje. Dziewczyny urządzają imprezę we własnym gronie. Wszystko zapowiada wspaniałą noc, pełną kolejnych zwierzeń. Spencer pokłóci się jednak z Alison, a ta, obrażona, wyjdzie do ogrodu. Już nie wróci. Następnego dnia policja rozpocznie poszukiwania. Dawne przyjaciółki, pogrążone w smutku, próbują sobie poradzić z nową sytuacją. Ich drogi się powoli rozchodzą. Mija kilka lat.
Policja odnajduje ciało Alison. Sprawa jest poniekąd wyjaśniona. Teraz poszukiwania nastolatki zmieniają się w poszukiwania jej mordercy. Co na to tytułowe kłamczuchy? Czy mają jakieś podejrzenia? Czy jest im źle? A może cieszą się, że Alison już nigdy więcej nie będzie miała nad nimi władzy i nikt nie pozna ich najskrytszych tajemnic, które dzieliły jedynie z nią? 
Książka Shepard to wyśmienity kryminał połączony w powieścią obyczajową traktującą o współczesnej młodzieży. Lekkość narracji idealnie komponuje się z tym gatunkiem, choć przyznaję, że w niektórych momentach miałam wrażenie, iż język jest zbyt prosty. Szczególnie w przypadku rozmów dorosłych. Wypowiedzi Ezry są raczej na poziomie polskiego gimnazjalisty, a nie nauczyciela wykładającego literaturę angielską w prywatnym liceum. Czy to wina autorki czy tłumacza, nie jestem jednak w stanie orzec, ponieważ do oryginału nie sięgałam.
Akcja powieści wciąga od samego początku, a kiedy kończycie ostatnie zdanie, nie możecie się opanować, by nie chwycić kolejnego tomu. Czyta się bardzo szybko, przeskakując z rozdziału na rozdział. A każdy z nich opowiedziany jest z perspektywy innej dziewczyny. I jak i one – każdy jest inny. Spencer to dość spokojna, bardzo ambitna osóbka, dla której wyniki w nauce są niezmiernie ważne, choćby dlatego, że chce udowodnić rodzicom, iż jest lepsza od starszej siostry. Szkoda jedynie, że ma takiego pecha w dobieraniu sobie partnerów. Hanna jest lekkoduchem. Dla niej najważniejsza jest opinia otoczenia. Z grubej świnki, po śmierci Alison, przeistoczyła się w jedną z najpiękniejszych dziewczyn w Rosewood. Dlaczego więc jej chłopak nie potrafi tego docenić? Aria jest wolnym ptakiem, artystką, która całkowicie źle ulokowała swe uczucia. Na dodatek o mieszkańcach rodzinnego miasteczka ma raczej złe zdanie i stroni od nich, rozpamiętując jak to cudownie mieszkało się na Islandii. Emily natomiast próbuje zrozumieć, kim naprawdę jest i czego pragnie w życiu. 
W takim momencie zastaje je pogrzeb Alison i... pierwsze smsy od tajemniczego A. Kim jest ta osoba, która zna ich sekrety? Skąd wie o "sprawie Jenny"? Dlaczego szantażuje dziewczyny? Może być każdym, może być wszędzie. Wszystko widzi, wszystko słyszy, wszystko wie. Czy zrujnuje życia czterech nastolatek?
"Pretty Little Liars. Kłamczuchy" to fascynująca opowieść o przyjaźni, nienawiści, lojalności. O marzeniach i szukaniu siebie, a także o tym, jak trudno jest utrzymać powierzoną tajemnicę. W czasie lektury poczujecie zazdrość, strach, niedowierzanie. Będziecie się zastanawiać, czy bohaterkom powieści rzeczywiście należy się taka kara za to, co kiedyś przeskrobały. I z pewnością nie odłożycie książki na półkę póki nie skończycie jej czytać.
Czy ludzie się zmieniają? Sprawdźcie sami.
Od pierwszych stron wiadomo już, że serial różni się od powieści. A im dalej w las, tym więcej drzew. Robi się coraz mroczniej i coraz mniej przewidywalnie. Jeśli więc znacie serial i obawiacie się "powtórki", to bez obaw możecie sięgać po książkę.
Ciekawostką jest coś, co można by chyba nazwać lokowaniem produktów. Bohaterowie powieści Shepard nie noszą białych bluzeczek i czerwonych sukienek. Zakładają spodnie od Versacego i sandałki od Jimmy Choo, noszą torebki Birkin i marynarki od Armaniego. Dziewczyny i chłopcy. Nie ma znaczenia. Każdy ma na sobie same firmowe ciuchy, a każdy, kto go spotka, jest w stanie od pierwszego rzutu okiem ocenić, od jakiego projektanta wyszło to małe dzieło sztuki i ile kosztowało. Oto świat bogatej, nieco rozpieszczonej młodzieży z amerykańskiej wyższej klasy średniej i ich codzienne problemy.
Na koniec słów kilka o wydaniu. Bardzo klasyczna i elegancka okładka pięknie prezentuje się na półce i jest o niebo lepsza od wydań zagranicznych. Dodatkowo świetnie zrobiona korekta. Nic dodać, nic ując. Poza tymi kilkoma zdaniami, które wydawały się zbyt infantylne w ustach dorosłych – nie mam żadnych zastrzeżeń. Idę czytać kolejne tomy.




Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

środa, 12 grudnia 2012

Kiedy król gubi swój kraj - Maurice Druon

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2011
Cykl: Tom VII (ostatni)
Oprawa: twarda
Liczba stron: 341
Przekład: Adriana Celińska
ISBN: 978-83-7515-161-9




Wiecie doskonale, że przy poprzednich sześciu tomach piałam z zachwytu. Mogło się to nawet wydawać dziwne i nienaturalne – a jednak, każda z tych książek była wyśmienita, niesamowita, genialnie napisana i powodów do zachwytu było wiele. Tym razem – niestety, ich nie będzie.
Druon napisał wspaniałą sagę i w szóstym tomie zakończył wszystkie wątki, nie zostawiając czytelnikowi żadnego niedosytu. Rzadko kiedy udaje się przy tak rozbudowanej fabule nie zapomnieć o którymś bohaterze – jemu się udało. Tak powinno zostać – "Królowie przeklęci" winni byli się zakończyć na powieści "Lew i lilie". Cóż podkusiło autora, by po siedemnastu latach napisał kontynuację? Nie mam pojęcia. Nie wyszła jednak i pozostawia pewien niesmak, jak niezbyt udany deser po naprawdę wyśmienitym daniu głównym.
Początkowo zapowiada się ciekawie – nowy typ narracji, interesujące podejście do tematu. Trochę bawi, trochę rozczula, jednak po kilkunastu stronach zaczyna nużyć i czekamy, aż opowieść dobiegnie końca i znów napotkamy wartką akcję znaną nam z poprzednich części. Czekamy, czekamy, strony lecą, a tu nic... I tak już niemal do końca.
Mnogość informacji powala – nawet dobre akademickie podręczniki do historii były bardziej zrozumiałe. Gdy bowiem w jednej scenie spotykamy czterech królów i niestety przynajmniej dwóch z nich nosi to samo imię... zaczynamy się lekko gubić. Każdy z nich przecież nosił po kilka tytułów i autor, by nas nie znudzić (sic!) używa ich zamiennie, co jedynie potęguje zamieszanie.
Opowieść snuta przed kardynała de Perigord jest po części jego wspomnieniami, po części zasłyszaną przez niego historią. Z pewnością miało to ubarwić narrację, niestety tylko ją skomplikowało. Powtarzanie tego, co gdzieś od kogoś usłyszał, nie wychodzi mu najlepiej i jest nienaturalne. Ploteczki, plotki, zasłyszane informacje... Każdy natomiast przedstawia historię tak, by najlepiej w niej wypaść, co sprawia, że opowieść jest wielokrotnie subiektywna.
Niestety, nie spotykamy na kartach ostatniego tomu znanych nam bohaterów – zmarli wszakże wszyscy w poprzedniej części. Nie jesteśmy do nikogo przywiązani, a mnogość nowych bohaterów mąci w głowie.
Genialne – temu nie można zaprzeczyć – jest zakończenie, czyli opis wielkiej bitwy pod Poitiers i to jest moim zdaniem jedyny wielki plus tej powieści. Poza nielicznymi błędami i naprawdę świetną korektą.
Czytałam z wysiłkiem i dotarłam do końca właściwie tylko z szacunku dla autora i dlatego, że głupio byłoby zostawić te niewiele stron nieprzeczytanych, skoro zmierzyłam się z całą sagą. Przykro mi, jednak nie polecę z serca tej książki. Oczywiście, warto ją przeczytać dlatego, że jednak jest częścią całości (bardzo luźno nawiązującą, moim zdaniem). Ciekawy jest początek – jakieś pierwsze kilkanaście stron, kiedy ujmuje narracja i zakończenie. Środek spokojnie możnaby wyrzucić, wtedy jednak powstałaby co najwyżej nowelka, a z pewnością nie o to chodziło.

wtorek, 4 grudnia 2012

Lew i lilie - Maurice Druon

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2011
Cykl: Tom VI
Oprawa: twarda
Liczba stron: 400
Przekład: Adriana Celińska
ISBN: 978-83-7515-160-2






Genialna szósta część cyklu o królach przeklętych skupia się tym razem na postaci nietuzinkowej, barwnej, specyficznej, brutalnej i chamskiej, a jednocześnie takiej, której nie sposób jakoś nie polubić, czyli na Robercie d’Artois.
Zmiany frontów, spiskowanie, a nawet morderstwo- nic nie jest obce temu olbrzymowi ubierającemu się w czerwień, kiedy może dzięki nim osiągnąć sukces. Odebranie ziemi, którą uważa za swoją jest celem, a cel przecież w jego mniemaniu utwierdza środki. Dlatego posunie się do najgorszego, by tylko go osiągnąć.
Dzięki temu osadzi na tronie Francji – przekupstwem, szantażem, podstępem – Filipa II Walezjusza, by – gdy tylko popadnie w królewską niełaskę – odwrócić się od niego. Zdrada stanu? Czemuż nie, skoro król angielski może mu dać upragnione Artois…
Nie uczy się Dostojny Pan Robert na cudzych błędach, ani nawet na swoich. A przecież każdy wie, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Natomiast znalezienie się u szczytu może bardzo łatwo i szybko zakończyć się bolesnym upadkiem. Tym boleśniejszym, im wyżej się zaszło. Najlepszym przykładem jest przecież lord Mortimer, który w „Lwie i liliach” nie jest już tym wspaniałym rycerzem, który z porywu serca przeciwstawia się swemu władcy. Staje się apodyktyczny, chce wszystkim sam kierować i nie dopuszcza swoich przeciwników do słowa. Zapłaci za to słono.
Jak bardzo autor przywiązany był do tego wielmoża, pokazują ostatnie słowa przed epilogiem. Co mówią i w jakiej chwili – nie zdradzę. Pisnę jednak słówko, że są wzruszające.
No i epilog w końcu. „Lew i lilie” to powieść skierowana na wielkich bohaterów – na postaci historyczne, które zmieniły oblicze czternastowiecznej Europy, to w końcu wybuch wojny stuletniej, epidemia dżumy… Nie ma tu miejsca na Marie de Cressay, ani Guccia Baglioniego. Raz tylko pojawia się wzmianka o Spinello Tolomeim. Jednak w epilogu dowiadujemy się, jakie były dalsze ich losy po tym, jak zostawiliśmy ich w poprzednim tomie. Właściwie poznajemy losy Jana, znanego w Siennie pod imieniem Gannino, który nagle w wieku ponad czterdziestu lat dowiaduje się, że jest rzekomo Janem I Pogrobowcem i to jemu należy się francuska korona, o którą od lat toczą się walki pomiędzy potomkiem Filipa VI Walezjusza a Edwardem III, królem Anglii.
Jak się potoczy ta historia? Choćby dla niej warto byłoby przeczytać „Lwa i lilie”. Jednak z drugiej strony – gdyby tego epilogu zabrakło – historia nadal byłaby pasjonująca, jak sama postać Dostojnego Pana Roberta.
Miałam oczywiście cały czas świadomość, że jest jeszcze jeden tom, stał w końcu na półce i czekał. Jednak wrażenie jest nieodparte, że dla Druona to miał być tom zamykający serię. Z resztą pisał kolejne części właściwie co roku, a pomiędzy tym, a ostatnim minęło… siedemnaście lat! Widać wyraźnie, że chciał w „Lwie i liliach” zamknąć wszystkie ważne wątki, co musie udało. Ciekawe więc, o czym i o kim będzie „Kiedy król gubi swój kraj”. Już nie mogę się doczekać.
Jeśli chodzi o stronę korektorską – sześć błędów, które jakoś specjalnie nie raziły. Jak zwykle rewelacyjna praca na okładce i świetnie wykonane noty historyczne, biograficzne i drzewa genealogiczne.

środa, 17 października 2012

Wilczyca z Francji - Maurice Druon

Cóż, możecie być znudzeni moim pianiem zachwytów nad kolejnymi tomami cyklu „Królowie przeklęci”. Nawet się Wam nie dziwię. Trochę przynajmniej. W końcu ileż razy można czytać, że to doskonałe powieści, wybitny autor, fascynujące postaci i porywająca fabuła? Gdzieś tam w głębi serca chyba chciałabym napisać, że piąty tom nie sprostał wyzwaniu, że jest znacznie słabszy od poprzednich, że nawet Druon stracił już polot. Chciałabym? Może… Jednak tego nie napiszę, ponieważ musiałabym skłamać, a tego nie lubię. Szczególnie w kwestii książek.
„Wilczyca z Francji” w niczym zatem nie ustępuje poprzednim czterem tomom serii. Jest tak samo zachwycająca, inteligentna i wciągająca. Na dodatek autor zastosował bardzo ciekawy chwyt, by czytelnik nie miał szans się znudzić. Otóż nadal spora część akcji rozgrywa się na dworze francuskim, jednak mniej więcej jedna trzecia powieści przenosi nas do Londynu, na dwór króla Edwarda, małżonka Izabeli (która jest córką Króla z żelaza).
Dzieje się, oj dzieje. Izabela od szesnastu lat żyje w nieudanym małżeństwie. Choć starała się być przykładną żoną i dała swemu królowi czwórkę dzieci – nie może powiedzieć, że czuje się spełniona. Jej zacny małżonek zdecydowanie bowiem woli w łóżku towarzystwo mężczyzn. Poniżana, odtrącona, szykanowana przez nowego królewskiego faworyta, chce wydostać się z Anglii, gdzie niewiele jej już pozostało poza dziećmi. Królewski kochanek powoli otrzymuje wszystkie jej dobra – ziemie, klejnoty, nawet jej ukochane woluminy.
Izabela znajduje więc sposób, by – wykorzystując polityczną sytuację po śmierci swego brata – króla Francji, Filipa Długiego – dostać się na dwór francuski. Tam natomiast czeka już na nią wierny sługa Roger Mortimer – jeden z największych antagonistów jej małżonka, człowiek, któremu pomogła w ucieczce z londyńskiej Tower, wieży, z której przecież nie ma ucieczki.
„Wilczyca z Francji” to przede wszystkim powieść o miłości – pięknej, czystej, wiernej, ale także odtrąconej i wzgardzonej. Wielka polityka jest tu jedynie przyczyną takich, a nie innych kroków, czasami wymówką, by móc o czymś powiedzieć, by móc pokazać światu prawdziwe ja. Oczywiście – mamy tu wielkie intrygi pałacowe, do których przywykliśmy w powieściach Druona, jednak zdaje się, że są tym razem zdecydowanie drugoplanowe. To uczucia Izabeli są najważniejsze. Później także Guccia, który jednak pojawia się dopiero w drugiej połowie tomu.
W dzisiejszym świecie być może postępowanie władców byłoby odmienne. Być może Edward pozwoliłby Izabeli odejść i znaleźć szczęście, które on znalazł w ramionach Hugo Despencera. Być może Izabela nie gardziłaby małżonkiem tak bardzo tylko dlatego, że woli mężczyzn. Być może… Jednak powieść dzieje się wtedy i tam. A wtedy i tam… nie było litości dla takich królów. Wtedy i tam nie było litości dla takich faworytów. Wtedy i tam… pokazuje nam w niesamowity sposób Maurice Druon, opisując czasy, w których za zdradę zamęczano winnego na śmierć w straszliwych katuszach. Czasy, kiedy złożony przed Bogiem ślub miłości i wierności był najważniejszy. Czasy okrutne, ale mające w sobie pewną prostotę życia i przez to chyba właśnie urzekające. Gdzie zasady były znacznie prostsze, a ludzie bardziej biali i czarni, a mniej szarzy.
Dreszcz przechodzi po plecach w czasie kaźni królewskiego faworyta. Niesmak budzi scena śmierci zdetronizowanego Edwarda. Śmieszy z pewnością jego epistografia do koronowanych głów i papieża, w której żali się, że żona nie chce do niego wrócić, choć przecież on ją miłuje i za nią tęskni. Chwilę głębokiego przemyślenia i zastanowienia się nad ludzką duszą powoduje długie umieranie Karola Walezjusza. Wreszcie nadzieją napawa powrót Guccia do Paryża i jego spotkanie z synem, który przecież nie jest jego dzieckiem. Aż świerzbi ręka, by sięgnąć po kolejny tom i dowiedzieć się, czy Guccio kiedykolwiek pozna bolesną prawdę, która na zawsze rozłączyła go z ukochaną kobietą.
Czytało mi się „Wilczycę z Francji” tym lepiej, że sporą część powieści miałam okazję przeczytać właśnie w samolocie do Paryża i w drodze powrotnej. Czytałam więc często o miejscach, które miałam lada chwila zobaczyć, lub które przed chwila widziałam. Tym głębszy odbiór, tym bardziej rzeczywista historia. Na bieżąco niemal chadzałam ścieżkami bohaterów. Mogę gorąco polecić nie tylko samą powieść, ale także taki sposób czytania. Przyjdzie mi poważnie się zastanowić, jaką książkę zabiorę ze sobą w podróż do Londynu.
O edycji i szacie graficznej nie mogę za wiele nowego powiedzieć. Jak poprzednie cztery tomy – mało błędów (chyba nawet jeszcze mnie, niż poprzednio), okładka elektryzuje i muszę przyznać, że wprost uwielbiam na nią patrzyć.
Druon jest pisarzem wybitnym i z pewnością w obecnej chwili jednym z moich ulubionych. Kiedy zaś skończę „Królów przeklętych” w formie książkowej, obejrzę z miłą chęcią serial.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Prawo mężczyzn - Maurice Druon


 
Muszę przyznać, że liczyłam się z tym, iż czwarty tom będzie średni. Tak to już zazwyczaj jest, że każdy kolejny jest nieco słabszy. Przeliczyłam się – na szczęście. Nie tylko tom czwarty nie jest kiepski, jest nawet chyba lepszy od drugiego i trzeciego Tak genialny , jak pierwszy, który przecież ma tę przewagę, że zaskakuje zawsze świeżością.
Ktoś mógłby zarzucić Druonowi, że przecież nie on napisał Historię. że losy potomków Filipa IV Pięknego zostały przypieczętowane wieki temu, a on jedynie z tego korzysta. Nie o fabułę tu jednak chodzi, a przynajmniej nie tylko. Historia jest monumentalna i temu nikt nie zaprzeczy. Autor genialnie potrafi to wykorzystać i chwała mu za to. Natomiast sposób, w jaki pisze jest już prawdziwym majstersztykiem.
Kłótnik nie żyje i na tronie francuskim nie zasiada nikt. Jego potomek jeszcze się nie urodził. Czy zatem władać w imieniu nienarodzonego dziecka powinna królowa? Co, jeśli nie ma na to ochoty i spędza cały czas opłakując ukochanego małżonka? Zakusy na władzę mają również inni – brat Kłótnika, Filip V Długi i brat Filipa Pięknego, Karol Walezjusz. Któremu z nich uda się zostać regentem?
Do tego wszystkiego mamy jeszcze konklawe, które trwa już od lat i nadal nie wybrało papieża. Tym razem się uda, a niemałe znaczenie będzie tu miał podstęp, spisek i… Guccio Baglioni.
No właśnie, co się dzieje u Lombarda? Czy uda mu się uchronić ukochaną Marię przed jej rodziną? Poniekąd, ale niezbadane są ścieżki przeznaczenia, które zawiedzie piękną kobietę, która właśnie została matką na królewski dwór.
Wszystko się zazębia, historie się ze sobą przecinają, a bohaterowie coraz bardziej toną w oceanach walki – tak tej na miecze, jak i tej na przebiegłość, spiski i trucizny.
Do końca jeszcze trzy tomy, więc nadal nie wiem, jak się ta historia zakończy. Na razie jestem bardzo ciekawa zmian, które mają zapanować w Kościele. To taki mój konik, a przemyślenia nowego papieża – nie zdradzę, kto nim został, z resztą łatwo to nawet w sieci znaleźć – są naprawdę fascynujące.
Dlaczego taki tytuł? Ponieważ średniowieczna Francja chce jeszcze bardziej ograniczyć prawo kobiet do posiadania głosu w jakiejkolwiek kwestii. Wszakże kobieta została stworzona, by służyć mężczyźnie, piastować dzieci i być piękną, a nie po to, by zasiadać na tronie i podejmować decyzje. Trzeba więc zapisać to prawo, by przypadkiem żadna z niewiast nie zapałała chęcią pozyskania zbyt wielkiej władzy. niemożliwością jest przecież, by białogłowa wydawała rozkazy i rządziła tak wielkim i silnym królestwem, choćby dlatego, że co miesiąc ma te złe dni, gdy jej mózg nie byłby w stanie sobie z tym poradzić, nieprawdaż???
Książeczka, jak cała seria – poręczna, zgrabna, z bardzo ładną okładką – chyba nawet najładniejszą ze wszystkich. Pomocne drzewa genealogiczne i notki biograficzne z tyłu. Pod każdym względem godna polecenia.