Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

poniedziałek, 10 października 2016

Musza góra – Bohdan Głębocki

Wydawnictwo: Media Rodzina
Poznań 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 559
ISBN: 978-83-8008-009-6





Trochę mi ta lektura zajęła. Jednak nie dlatego, że źle się czyta. Po prostu permanentny brak czasu młodej matki Bliźniaczek (ja młoda może nie jestem, ale mamą zostałam niedawno), a także brak sił (fizycznych i mentalnych). Kto nie ma dzieci, ten nie pojmie. Mówię Wam – nawet, kiedy są takie kochane jak Aria i Rebeka (czyli nasze Księżniczki), nawet jeśli przesypiają praktycznie całą noc i niewiele płaczą to wysysają energię do upadłego. I rzeczywiście po całym dniu zabaw, spacerów, karmienia, przewijania, przebierania, tańczenia dla nich (np. do Smerfnych hitów) i czytania im bajeczek i wierszyków... człowiek zamyka oczy na stojąco. Albo odmiennie – zasnąć nie może, ale jak tu włączyć lampkę i czytać skoro obok śpi drugi zmęczony rodzic. Tak więc trwało to długo (ponad dwa miesiące), ale się udało i jestem zadowolona. Czułam, że to będzie ciekawa lektura i się nie pomyliłam. Przejdźmy zatem do meritum.
W powieści przeplata się kilka historii. Z początku trochę trudno się połapać w bohaterach, ale z czasem nie tylko z łatwością ich rozpoznajemy, ale odkrywamy,że ich losy w różny sposób splatają się. Wszystkich łączy Poznań w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Właściwie w powietrzu czuć już zbliżający się konflikt zbrojny. Na pewno przeczuwają go mundurowi, których na stronicach "Muszej góry" przewinie się wielu.
Do grona głównych bohaterów należy z pewnością detektyw Kaczmarek, były poznański policjant, który, chcąc podleczyć nieco firmowy budżet, przyjmuje nowe zlecenie. Do głowy mu nie przyjdzie, że to kiepska sprawa, którą wielu zapłaci własną krwią i już nie ujrzy wschodzącego słońca. Nie lada rolę będzie miała do odegrania również jego wychowanica i pracownica. Ich śledztwo zazębi się w pewnej chwili z postępowaniem prowadzonym przez aspiranta Szuberta. A co z kapitanem owianej sławą :dwójki", Mieczysławem Apfelbaumem? Jakie będzie jego miejsce w tej zagmatwanej, trochę przerażającej, trochę zabawnej, z pewnością dostarczającej mnóstwo wrażeń opowieści? 
W "Muszej górze" jest właściwie wszystko – rzeczowo odmalowane przedwojenne miasto (dlaczego nikomu z bohaterów się ówczesny Poznań nie podoba i wszyscy na niego narzekają?!), wiele różnych perspektyw (polska, żydowska, niemiecka), zagadka, której czytelnikowi nie sposób rozwikłać. Zarysowany mocno problem polskiego antysemityzmu tuż na przednówku wojny, nazistowski tajny projekt, tajemnicze moce i... kopanie na cmentarzu. 
Czy są jakieś minusy? W pewnym momencie poczułam jednak pewien przesyt. Autor chciał dobrze, ale za dużo magii jak dla mnie – golem, duchy, demony, wilkołak, berserkerzy... Można by spokojnie połowę z nich usunąć, a powieść nie tylko nadal byłaby wciągająca, ale wręcz ciekawsza. Sądzę jednak, że wielu się to niecodzienne połączenie spodoba.
Niestety to nie wszystko. Autor popełnił również kilka błędów. Uparcie nazywa poznaniaków poznańczykami, po czym nagle, ni stąd ni z owąd czytamy o poznaniakach. Lekarz, bądź co bądź człowiek z pewnej wyższej klasy, inteligent (pamiętajmy, że jeszcze wtedy nie każdy mógł iść na studia) w rozmowie z Kaczmarkiem wypowiada się językiem typowym bardziej dla ejbra z Rybak niż pana doktora. Dlaczego Autor pisze o Niemcach szwaby zamiast Szwaby też nie potrafię pojąć. Kwiatków takich jest nieco więcej, nie miejsce jednak, by zabierać chleb redaktorom Wydawnictwa. Sprawia to niestety, że – bądź co bądź – bardzo zajmującą książkę czyta się, wciąż zastanawiając się, czy przypadkiem i w warstwie społecznej i historycznej nie ma jakichś podobnych błędów, których czytelnik, nie będący zaznajomionym z owym okresem na poziomie historyka, po prostu nie wyłapie.
Ogólnie rzecz ujmując – "Muszą górę" naprawdę warto przeczytać. Polecam. Myślę jednak, że dobrze by było zapoznać się nieco lepie z ówczesnym Poznaniem i panującym w nim klimatem. Na szczęście dla nie-poznaniaków jest z tyłu książki słowniczek zawierający wyrażenia gwarowe, niemieckiego pochodzenia, a także w jidysz i określenie współczesnych nazw miejsc, które nazywają się inaczej niż w dwudziestoleciu międzywojennym (to akurat przydatne nawet dla rodowitych poznaniaków).


sobota, 8 października 2016

Alicja w krainie czasów. Czas opowiedziany – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2016
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom II
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 377
ISBN: 978-83-65456-23-6








Mówią, że drugi tom cyklu jest zawsze najsłabszy. Ałbena Grabowska udowadnia, że nie warto używać takich określeń jak "zawsze". "Czas opowiedziany" nie tylko w niczym nie ustępuje pierwszemu tomowi "Alicji w krainie czasów", on jest po prostu jeszcze lepszy. 
Alicja, po wybuchu, w którym próbowała zakończyć swe życie, zostaje wysłana do Wiednia, do kliniki neurologicznej. To tam naprawdę zacznie się prawdziwa przygoda dorastającej panny. Niegościnność i bariera językowa nie tylko jej nie zniechęcą, ale spowodują, że znajdzie w sobie siłę, by walczyć. O co? O dalsze życie. O osiągnięcie czegoś. O spełnienie marzeń, odnalezienie prawdziwej siebie. A pomoże jej w tym nie kto inny, jak Sigmund Freud we własnej osobie. To pod jego wpływem, za jego namową i za jego wstawiennictwem Alicja Księgopolska – kobieta, Polka – rozpocznie studia medyczne na wiedeńskim uniwersytecie i nie raz, nie dwa pokaże zaborcom, że nie warto z nią zadzierać.
Wiedeń okaże się dla Alicji na długi czas dość łaskawym miejscem i bezpieczną przystanią, choć niestety wszystko pewnego dnia ulegnie zmianie. Jakiej? Tego nie napiszę. Dość zdradzić, że jej status społeczny zmieni się diametralnie, kiedy Europę ogarnie wojenna zawierucha. Zanim to jednak nastąpi Alicja przeżyje zawód miłosny, utratę kilku bliskich osób i niemalże całkowite zerwanie więzów z tymi, których przez długie lata miała za swych rodziców.
Więcej z fabuły nie zdradzę. Napiszę jedynie, że "Czas opowiedziany" toczy się na przestrzeni około czterech dekad i pięknie pokazuje ówczesną Europę zachodnią – Austrię i Francję (to z Wiednia Alicja zawędruje do Paryża, choć po drodze odwiedzi jeszcze kilka innych miejsc).
Drugi tom cyklu to opowieść o sile intelektu i dobrym sercu. O przyjaźniach, miłościach, zdradach. To wspaniale zilustrowana "wielka historia" widziana oczami zwykłej (choć naprawdę niezwykłej) kobiety. To w końcu opowieść... szpiegowska. Tak, dobrze przeczytaliście. 
Na stronicach książki znajdziecie całą plejadę ciekawych postaci, zarówno fikcyjnych, jak i rzeczywistych. Oprócz Freuda największy wpływ na życie Alicji będzie miała... Coco Chanel, choć i Alicja dla niej będzie bardzo ważną osobą. Poza tym wspaniała ciotka Kundzia, tajemnicza Emily, kochający Franek, zakochany Jacob i... Alina, o której więcej ani słowa.
Autorka wspaniale snuje swą opowieść, raz zwalniając, innym razem przyspieszając akcję. Choć przyznam, że ostatnie 30 stron powieści przeleciało zbyt szybko. Chyba jednak wolałabym się bardziej rozkoszować latami '30. Miałam wrażenie, że wszystko jest takie w pośpiechu, jakby to miał być jakiś epilog do całości, a nie końcówka drugiego tomu. Z drugiej jednak strony, przygotowywałam się na wielkie "bum" na zakończenie i... dostałam je. Dorównuje wybuchowi kończącemu pierwszy tom, choć jest zupełnie innego rodzaju. I to jest naprawdę cudowne.
Wyśmienite są nawiązania do literatury światowej opisywanych czasów. Bohaterowie, nie tylko Alicja, czytają książki i można niemalże poczuć ówczesny klimat, to, co ludzi zajmowało, fascynowało, co było w literaturze swoistą nowością. Zresztą aspekty społeczno-obyczajowe są w tej powieści bardzo ważne i przeplatają się z historiami różnych osób. Bo "Czas opowiedziany" to już nie tylko opowieść o Alicji, to wiele równoległych historii i to jest chyba największy plus tej powieści. Płynne przechodzenie od jednej do drugiej opowieści, a wszystkie pięknie połączone niesamowitą obecnością naszej rodaczki.
Podobają mi się również uśmiechy do czytelników, którzy Autorkę znają trochę lepiej. Na stronicach powieści pojawiają się Alina (imię jej córki), Franek (synek Autorki i bardzo ważna osoba w całej tej historii; Pani Ałbeno – czy możemy liczyć na książeczkę o prawdziwym Franku?), Bułgaria (stamtąd pochodzi rodzina Grabowskiej). To tylko niektóre takie "perskie oczka", które puszcza do nas, a które udało mi się odnaleźć. 
Jednym słowem – nie mogę się doczekać zakończenia cyklu. Jeśli Ałbena Grabowska nie zawiedzie – a wątpię, by miało to miejsce – "Czas odzyskany" może się okazać jeszcze ciekawszy. Przynajmniej takie mam wrażenie po zakończeniu lektury drugiego tomu. Zatem pozostaje mi jedynie czekać z cierpliwością (a o to w tej sytuacji trudno) na tom trzeci.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło

środa, 31 sierpnia 2016

31 sierpnia czyli... święto blogerów


Dzisiaj Dzień blogerów. Wypada coś napisać... Czy tylko wypada? Nie, bardzo chciałam napisać. Od dawna, ale... wciąż nie mam czasu. Podziwiam wszystkie blogujące matki. Naprawdę, jesteście niesamowite! I nie ma co mówić, że mnie jest trudniej, bo mam bliźniaki. Są również blogujące mamy bliźniaków. Zresztą mamy, które rodziły pojedynczo, często mają kilkoro dzieci w różnym wieku, często też dawno już wróciły do pracy. Nie, nie jest trudniej. Po prostu jeszcze nie opanowałam tej umiejętności. Nie mam czasu na czytanie, a nawet gdy go znajdę – czasu na recenzowanie naprawdę brakuje. Najpierw był płacz na mleko i tulenie. Teraz czas poświęcam na spacery, zabawy, lulanie z powodu płaczu wywołanego ząbkowaniem... No i oczywiście na czytanie – bajek. Dziewczynki uwielbiają słuchać. Przeczytałyśmy już mnóstwo książeczek z wierszykami, kilkanaście bajek, kilka książeczek z opowieściami biblijnymi. Teraz na tapecie jest powieść "O czym szumią wierzby", a także... "Dzieci Diuny". Bo "Diunę" i "Mesjasza Diuny" już Aria i Rebeka poznały. Także powolutku, po kawałku czytamy. Nieraz dwie strony na dzień, nieraz dwadzieścia. Nadal jednak brakuje czasu na pisanie o książkach. Dlatego chciałam Wam dać krotko znać, co może Was czekać do końca roku – o ile się wyrobię. Tzn. pokazać Wam książki, które już za nami. Co jeszcze nas czeka – to wielka niewiadoma, chociaż mam już kilka pozycji na oku :)
Oto okładki tych książek, które zamierzam zrecenzować dla Was do końca 2016. Jak Wam się podobają?













Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają. Również za to, że nie odlubiliście bloga tyko dlatego, że ostatnio niewiele się na nim dzieje. Kochani, w ciągu tych niespełna pięciu lat powstało łącznie 506 postów. Jest co czytać. Dzięki za cierpliwość i... trzymajcie kciuki, żebym jeszcze wiele książek zrecenzowała.



wtorek, 23 sierpnia 2016

Bóg liczy łzy kobiet – Małgorzata Okrafka-Nędza

Wydawnictwo: Fronda 
Warszawa 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 180
ISBN: 978-83-8079-081-0






Przyznaję, że się trochę bałam. Ja, młoda matka, miałam przeczytać książkę o zgwałconej dziewczynie i tym, jak walczyła o życie dziecka pochodzącego z tego gwałtu. Miałam czytać o tym, jak na takie "sowieckie bękarty" patrzyli ówcześni Polacy. Tak, obawiałam się, że może mi to zająć sporo czasu, że wciąż będę robiła przerwy, ryczała jak głupia... Książkę przeczytałam "za jednym zamachem". Nie dało się oderwać. I nic, że zarwałam noc (a sen przecież przy niemowlakach jest święty). Po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej. To chyba najlepsza rekomendacja tej pozycji, wypada jednak napisać coś więcej.
Pelagia była młoda, zakochana, prawie szczęśliwa. Na tyle przynajmniej, na ile można być szczęśliwą dziewczyną, żyjąc w ogarniętym wojną kraju. Ukochany był u boku, w domu rodzice i rodzeństwo. Bieda, jak to w czasie wojny, ale radość z tego, że najbliżsi żyją i mają się wcale nieźle. I ten Groszek – taki niepozorny, ale taki obrotny, taki niby cichy, ale dający nadzieję na tyle radości w przyszłym życiu. Niestety wszystko się zmieniło, kiedy jego aresztowano, a ona stała się ofiarą sowieckiego oficera. Najgorsze miało jednak dopiero nastąpić. Niechciana ciąża, dziecko, które rosło w środku, a do którego nie czuła miłości. A jednak... nie usunęła, choć wszyscy ją namawiali. Choć w majestacie prawa wolno jej było, choć zdawała sobie sprawę, że będzie naprawdę ciężko. I okazało się, że tak naprawdę nie urodzenie i wychowanie córki było najtrudniejsze w życiu Peli.
Leżąc na przysłowiowym łożu śmierci (choć o łożu nie ma tu mowy, nie w przypadku Peli), opowiada swą historię ukochanej wnuczce. Nie potrafi powiedzieć prawdy córce, która była owocem gwałtu. Liczy, że wnuczka zrobi to za nią. Opowie o tamtym wydarzeniu sprzed wielu dekad, ale i o późniejszych losach Pelagii. O nieszczęśliwej miłości, o wierności, marzeniach, nadziejach, ranach zadanych przez drugiego człowieka. O tym całym bólu, o trudnościach, upokorzeniach, strachu. I o ciągle pogodnej kobiecie, która mimo wszystko szła do przodu – dla siebie i swojego dziecka, które kochała ponad wszystko. I o bezgranicznej miłości matki do córki, o dobru wbrew wszystkiemu i wszystkim. 
Wzruszająca, pouczająca powieść Okrafki-Nędzy to książka, którą powinien przeczytać każdy Polak. Bo mamy to do siebie, że uwielbiamy narzekać. Na bolące plecy, na zbyt niskie zarobki, na głupiego sąsiada, na to, że za ciepło albo za zimno... Tymczasem żyją wśród nas (a przynajmniej żyli) ludzie, których los potraktował naprawdę okrutnie, a którzy nigdy złego słowa na nikogo i na nic nie powiedzieli. Którzy są zawsze uśmiechnięci, serdeczni, pomocni, tryskają dobrym humorem. Chowają swój ból wewnątrz, nie chcąc nim bez potrzeby powodować litości czy smutku u innych. Taka była Pelagia. Nikt nigdy by się nie spodziewał, ile w życiu przeszła. Należy brać z niej przykład.
To również ważny głos w debacie dotyczącej aborcji. Myślę, że naprawdę warto go poznać i zastanowić się, o czym często jest w ogóle mowa...
Książka jest niesamowita. Fabuła cały czas trzyma w napięciu. Czytelnik po prostu czuje, że ci ludzie naprawdę żyli, że to wszystko wydarzyło się rzeczywiście. I choć ta relacja jest przecież prawdziwa to mogłaby zostać napisana inaczej – sucho, nudno, jak wiele biografii, Tymczasem jest porywającą opowieścią o walce o dobro. 
Jedynym negatywem z mojej strony jest ocena okładki. Zupełnie nie pasuje do historii, jest taka jakaś... lekka, zbyt współczesna, zbyt kolorowa. Wygląda trochę jak okładka romansidła, którym powieść "Bóg liczy łzy kobiet" z pewnością nie jest. 
Czytajcie!





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Fronda

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wojownicy. Las tajemnic – Erin Hunter

Wydawnictwo: Nowa Baśń 
Poznań 2016
Część 3. cyklu Wojownicy
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 364
Tytuł oryginału: Forest of Secrets
Przekład (z angielskiego): Katarzyna Krawczyk
ISBN: 978-83-65122-08-7







Trzeci tom wspaniałej kociej sagi już za mną i muszę przyznać, że chyba trzyma w napięciu jeszcze mocniej niż poprzednie. To ponad 35 0 stron wypełnionych bohaterstwem, miłością, odpowiedzialnością, przyjaźnią, zdradą, marzeniami i wspomnieniami. Jak się okazuje właściwie każdy kot skrywa jakieś sekrety, dlatego zamieszkiwany przez las jest pełen tajemnic.
Miłość Szarej Pręgi i Srebrnego Strumienia kwitnie, jednak koty wiedzą, że swój związek muszą utrzymywać w sekrecie. Ich klany nie mogą się dowiedzieć o zakazanym uczuciu. Wszystko się jednak skomplikuje i to nie tak, jakbyście przypuszczali. Ogniste Serce znów znajdzie się w oku cyklonu. I to nie raz! Otrzyma też karę, którą bardzo dotkliwie odczuje. A to wszystko za sprawą... jego dobrego serca i chęci niesienia pomocy słabszym. Czy uda mu się jakoś pozbierać i ponownie zyskać szacunek i zaufanie Błękitnej Gwiazdy?
Chmurka rośnie i liczy na to, że lada moment zostanie uczniem. Jak zareaguje na wieść o tym, że jest domowym kotem i wcale nie urodził się w Klanie Pioruna? 
Tajemnica, którą skrywała Żółty Kieł ujrzy światło dziennie, ale Autorki powieści znów Was zadziwią. Na dodatek w opozycji do Uzdrowicielki (teraz nazywanej Medyczką, o czym nieco później) postawią samą przywódczynię Klanu. Jej sekret i odkrycie konsekwencji jej działań z lat młodości ukażą tę postać w zdecydowanie innym świetle. Ogniste Serce ponownie będzie musiał przewartościować to, co wie o swojej nowej rodzinie.
W końcu Tygrysi Pazur... pokaże swoje prawdziwe "ja". Czy rudy domowy kociak miał rację, nie wierząc zastępcy przywódczyni? A może się pomylił i to opowieść Kruczej Łapy była podkolorowaniem prawdy, a Błękitna Gwiazda miała rację ufając swemu zastępcy? Ogniste Serce kilka razy zmieni zdanie na temat pręgowanego kocura. Jaki będzie tego finał? 
Wojownicy zaskakują czytelnika wiele razy. I dobrze, o to w końcu w literaturze popularnej chodzi. O emocje, a tych w tej powieści nie brakuje. Rozstania, pożegnania, łzy. Zawzięte walki, litość, dobro. Kodeks wojownika i zwyczajna codzienność. Polityka, zdrada, tajemnice, które po latach mogą zmienić bieg historii całych klanów. Wszystko to znajdziecie na kartach kolejnej powieści z cyklu "Wojownicy". I jeszcze dużo, dużo więcej. To nieprzespane noce i pełne napięcia popołudnia. A może wyczekiwane poranki, mimo tego, że jesteście raczej sowami.
Okładka, jak zawsze, wyśmienita. Chyba najlepsza z dotychczasowych, choć naprawdę trudno jest wybrać. 
Tłumaczka pozostaje ta sama, choć zmieniło się trochę nazewnictwo. Jest to dokładnie wyjaśnione w nocie wydawcy, chociaż mnie osobiście nie przekonuje. Mimo wszystko wolałam poprzednie terminy. A Wy jak uważacie – Uzdrowiciele czy Medycy, Królowe czy Karmicielki?
Książka ma tylko jeden minus – trochę za dużo w niej błędów. Na szczęście historia jest tak pasjonująca, że nic nie jest w stanie zepsuć wspaniałej lektury. Liczę jednak, że w kolejnych tomach korekta poradzi sobie lepiej.
Dalsze losy wojowniczych kotów już jesienią, czekam więc z niecierpliwością. Tymczasem gorąco polecam Wam zapoznanie się z "Lasem tajemnic".





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Nowa Baśń


oraz Wydawnictwa Zysk i S-ka http://www.zysk.com.pl/

piątek, 1 lipca 2016

Harda – Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 590
ISBN: 978-83-7785-959-9






Kolejna fascynująca opowieść o moich ukochanych Piastach. Zresztą nie tylko moich – co doskonale widać po tym, jak chętnie i dużo pisze o nich Cherezińska.
Nie dokończyliśmy jeszcze trylogii "Odrodzone Królestwo", a Autorka postanowiła przedstawić nam jeszcze wcześniejsze czasy. Rzeczywisty początek, kiedy Polska nie jest jeszcze nawet królestwem, które może się odrodzić. Czasy Mieszka I i Bolesława Chrobrego oraz jego niesamowitej siostry, Świętosławy zwanej Hardą. 
Świętosława, Harda Pani, Sigrida Storrada. Matka i babka królów. Piastówna, dzięki której słowiańska krew popłynęła w żyłach skandynawskich władców. To również dzięki niej Cherezińska mogła połączyć dwa swe ukochane tematy – Piastów i Skandynawię. Jak jej to wyszło?
Początki polskiego państwa, które dopiero przyjęło chrzest. Mieszko, polański książę, oddalił swe pogańskie małżonki, ochrzcił się w Warcie i przyjął na swą jedyną księżną ukochaną Dobrawę. Ta dała mu dwoje dzieci – następcę tronu, Bolesława oraz córkę, Świętosławę. Córki zaś są radością ojców, jak z przekąsem powie pewnego dnia książę. Są również kartą przetargową w wojnach, to nimi "opłaca" się sojusze. Czy i Świętosławę czeka taki los? Jak się na to zapatruje harda dziewczyna z niewyparzonym językiem, której nic nie wydaje się straszne?
To oczywiście nie tylko historia jednej dziewczyny, ale całego narodu. Choć nastały czasy księży i kościołów, lud wciąż czci w lasach pogańskich bożków. Wciąż ważne jest puszczanie wianków, ogniska w noc kupały, szukanie kwiatu paproci, który ma dać dziewczynie miłość i bogactwo. Zresztą nie tylko na polskich ziemiach trwa ciągła walka między starym a nowym. Szwecja, Dania, Norwegia – wszędzie tam "zimny Chryst" wypiera lokalne wierzenia i chrzest jest kartą przetargową. Czasami dla zwycięzców, czasami dla przegranych. Bo czyż religia nie jest doskonałym pretekstem, by pociągnąć za sobą zastępy dzielnych wojów i bić przeciwnika?
To barwna opowieść o tym, jak kształtują się nowe państwa, ale również o tym, na czym polega władza, honor, miłość. Wyobraźcie sobie, że książęcy orszak przemierza trasę od Poznania aż na Węgry, by oddać ziemi zmarłą księżniczkę. Nie dzisiaj, ale w tamtych czasach. Wiele tygodni w siodle, z taborem, z trumną wiezioną na wozie. By oddać honor ukochanej małżonce i jednocześnie... A nie, to już musicie doczytać sami.
Cherezińska znów porywa samym tematem i rozmachem opisywanej historii. Bohaterowie są naturalni, jakby zaraz mieli wyskoczyć z kart książki. Kochają, nienawidzą, boją się, mają marzenia. Przy tym wszystkim są wplątani w wielką politykę, która stała u zarania dzisiejszej Europy. Trwa walka papiestwa z cesarstwem, Kościoła katolickiego z pogaństwem różnych ludów, w końcu najzwyczajniejsze w świecie podchody pomiędzy władcami sąsiadujących z sobą ziem. Dzisiaj wiemy, kto odniósł zwycięstwo, wtedy jednak nic nie zdawało się być przesądzone i to napięcie czuć na każdej stronie "Hardej".
Cherezińska świetnie poradziła sobie z napisaniem powieści o tych odległych czasach. Przy tym główną i tytułową bohaterką uczyniła kobietę, o której prawie nic nie wiadomo. Zresztą nawet gdyby pisała o kimś, na temat kogo można znaleźć bogate źródła – mimo wszystko średniowiecze kojarzy się raczej z etosem rycerskim, a nie kobiecym. Pamiętajcie jednak, że "Harda" to nie jest typowa powieść historyczna, to raczej – podobnie jak cykl "Odrodzone Królestwo" – powieść z granicy historii i fantastyki. Być może to jedyny gatunek, który pozwala zapełnić luki w historii początków naszej państwowości..
Minusem są drzewa genealogiczne zamieszczone z tyłu książki. Minusem? Na ogół to wielki plus. Nie tym razem. Co z tego, że ukazują pewne połączenia między bohaterami, skoro nie ma na nich żadnych dat. Na dodatek małżeństwa są zaznaczone w dziwaczny sposób i na pierwszy rzut oka żony zdają się być córkami... Wszystko się miesza. Może to dlatego, że tak naprawdę nikt nie potrafi ze stuprocentową pewnością potwierdzić, że Świętosława... w ogóle istniała.
Jesienią kontynuacja opowieści. Zatem niecierpliwie oczekujemy nadejścia złotej polskiej jesieni i "Królowej".





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

czwartek, 23 czerwca 2016

Powstanie Warszawskie. Wędrówka po walczącym mieście – Marcin Ciszewski

Wydawnictwo: WARBOOK
Warszawa 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 223
ISBN: 978-83-64523-53-3







Powstanie Warszawskie. Każdy z nas uczył się o nim w szkole. W podstawówce, gimnazjum, liceum, technikum. Dzisiaj, przed dekadą, cztery dekady temu. Słuchaliśmy o tym, że było kiepsko zorganizowane, uderzało w komunistyczną władzę, że było zrywem młodych ludzi. W końcu, że było wspaniałym dowodem polskiej waleczności. Co czas, co ustrój, to inna opinia. Czym było rzeczywiście? Oceni historia. Kiedyś, pewnego dnia. Dziś jeszcze za świeże rany wywołują te wspomnienia. Tak to już bywa z najnowszą historią, że powoduje wiele wzruszeń, wiele animozji, wiele nieprzystających do siebie wzajemnie opinii. 
W 2014 na ekrany polskich kin wszedł jedyny w swoim rodzaju film – opowiadające o powstańczych dniach kroniki filmowe. Żywe obrazy z tamtych dni. Pokolorowane, udźwiękowione. Film niesamowity, wbijający w fotel. Film... Zaraz, zaraz, przecież to blog o książkach. Cóż, książka, o której za chwilę Wam opowiem, nie powstałaby bez tego filmu. Jest dla niego wspaniałym uzupełnieniem. Dopełnieniem całości. Film bez książki istnieje i porusza o głębi. Książka fascynuje i wciąga bez znajomości filmu. Jednak, gdy poznać oba te, bez wątpienia, dzieła – dopiero wówczas czujemy się nasyceni.
Słowo pisane i wielki ekran to dwa różne media, które opowiadają tę samą, wstrząsającą historię tamtych tragicznych dni. Film ukazuje nam je bezpośrednio. Choć należy pamiętać, że celem tworzenia kronik było informowanie obywateli o przebiegu zdarzeń oraz propaganda. Książka jest "jedynie" opisem – choć jest bogata w liczne fotografie (kadry z filmu), to jednak wiele czytelnik musi sobie wyobrazić. Jej plusem jest jednak spojrzenie na temat z dzisiejszej perspektywy. Choć rzadko, to jednak Autor robi co jakiś czas wtrącenia, dzięki którym współczesny czytelnik może lepiej zrozumieć tamte czasy, postaci, wydarzenia, a także poznać ułamek skutków, jakie dane działania przyniosły. Stąd też tak różne media tak doskonale się uzupełniają – mówiąc dokładnie o tym samym – mówią zupełnie inaczej.
Skupmy się jednak na książce. Jest to, niewątpliwie poruszająca, opowieść o jednym z najtragiczniejszych polskich zrywów niepodległościowych. O tym sierpniowych i wrześniowych dniach, kiedy to mieszkańcy Warszawy postanowili odbić swe miasto. Z uśmiechami na twarzach, często z symboliczną bronią w ręku, szli wyrzucić Niemca z ukochanego miasta, ze swej stolicy, ze swego domu. Ciszewski pięknie opowiada kolejne sceny. Idzie przez miasto wraz z operatorem kamery, który kręci kronikę. Odwiedza przeróżne części Warszawy – Starówkę, Żoliboż, Powiśle, Śródmieście. Wraz z nim widzimy euforię pierwszych dni, gdy nadzieja w zwycięstwo jest duża, gdy powstańcy osiągają pewne sukcesy. Razem z nim i z tymi młodymi ludźmi, wędrujemy do szpitali polowych, do zbrojowni, do żołnierskich stołówek. Widzimy jak się śmieją, jak zawierają śluby, jak grają w karty. Widzimy jak grzebią zmarłych. W końcu wraz z nimi idziemy śmierdzącymi, dusznymi, mokrymi kanałami, cały czas w ciszy, bo przecież Niemcy czuwają i zrzucają do kanałów granaty.
Narracja Ciszewskiego przerywana jest co jakiś czas bezpośrednimi opowieściami powstańców. Wykorzystano tu zapisy z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest to wspaniałe uzupełnienie całości. Jednocześnie dodaje książce jeszcze więcej dramaturgii – w końcu "słyszymy" relacje z pierwszej ręki. 
Książka jest bogato zilustrowana kilkudziesięcioma kadrami z filmu, a więc z kronik nakręconych w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Oczywiście, jak w kinowym filmie (swoją drogą – nominowanym do Oscara) – kolorowych. Przybliża to współczesnemu czytelnikowi tamte dni, sprawia, że bohaterowie książki są nam zdecydowanie bliżsi. To już nie tylko stare, biało-czarne fotogragie – nagle, przez dodanie im koloru, zaczynają przypominać wczoraj i dzisiaj, a nawet jutro. To przecież mogło się wydarzyć  każdym czasie. Każdemu z nas. Tamten żołnierz to mógł być mój brat. Tamta kobieta – moja matka. To leżące w gruzowisku dziecko – moja mała córeczka. 
Wstrząsający obraz pięknie ubrany w słowa. To chyba najlepszy opis tej niesamowitej pozycji, która powstała dzięki współpracy Muzeum Powstania Warszawskiego i Marcina Ciszewskiego. Dziękuję za to, że mogłam ją przeczytać. Wam natomiast gorąco polecam zapoznanie się zarówno z książką, jak i z filmem.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu WARBOOK 

sobota, 18 czerwca 2016

Wojownicy. Ogień i lód – Erin Hunter

Wydawnictwo: Nowa Baśń
Poznań 2016
Część 2. cyklu Wojownicy
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 388
Tytuł oryginału: Fire and Ice
Przekład (z angielskiego): Katarzyna Krawczyk
ISBN: 978-83-65122-06-3






Dalsze losy rudego kota domowego, który stał się wojownikiem porywają chyba jeszcze bardziej niż te opowiedziane w pierwszym tomie. 
Ognista Łapa nosi teraz dumne imię Ognistego Serca i jest już pełnoprawnym wojownikiem Klanu Pioruna. Czy znalazł w końcu pełnię szczęścia, o której marzył, kiedy opuszczał ciepły i przytulny kąt w domu Dwunożnych, by wyruszyć na przygodę życia? Cóż, każdy medal ma dwie strony, nieprawdaż?
Klan Wiatru został przegoniony ze swego terenu, co komplikuje poniekąd rozkład sił w kocim świecie. Również zmiana w Klanie Cienia będzie miała niemałe znaczenie dla bezpieczeństwa pozostałych kotów. Zresztą zmian będzie więcej i to nie tyko w sojuszach między klanami, ale również w samych bohaterach. Konflikty narastają, sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Na dodatek zaczyna się pora nagich drzew, czyli po naszemu zima, która niesie ze sobą zmniejszone racje żywnościowe oraz choroby. Również członków Klanu Pioruna nie ominie epidemia śmiertelnego zielonego kaszlu.
Czy sprowadzenie Klanu Wiatru z powrotem na ich tereny łowieckie zażegna rosnący konflikt, czy może go wręcz nasili? Co knuje Tygrysi Pazur? Z jakiego powodu przyjaźń Ognistego Serca i Szarej Pręgi zostanie wystawiona na próbę i czy przetrwa? Mnóstwo pytań, a szukanie odpowiedzi na nie to prawdziwa literacka przyjemność.
Drugi tom cyklu o kocich wojownikach jeszcze bardziej skupia się na poszukiwaniu siebie i swojego miejsca w świecie. Kto stara się odnaleźć siebie? Oczywiście przede wszystkim Ogniste Serce. Ma właściwie wszystko, o czym marzył. Jest wojownikiem, został przyjęty do klanu. Poluje, śpi z innymi, przywódczyni klanu go szanuje. Dostaje nawet swego pierwszego ucznia. Dlaczego więc zaczyna odczuwać pewną pustkę, kiedy na swej drodze spotyka domową kotkę, która bez wątpienia niedługo się okoci i na dodatek pachnie czymś przyjemnym, czymś wywołującym miłe wspomnienia... domu? Gdzie właściwie jest dom i czy Ogniste Serce przypadkiem na zawsze nie pozostanie w pewnym sensie domowym kociakiem o imieniu Rdzawy?
Miłość, zdrada, kłamstwa, okropna choroba zbierająca straszliwe żniwa. Nowe sojusze, przyjaźnie wystawione na próbę. Potrzeba zdefiniowania samego siebie. I w końcu rozliczenie się z własnymi marzeniami. Do tego wszystkiego fantastycznie poprowadzona, emocjonująca i bardzo dynamiczna akcja, która cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Powieść dla każdego – niezależnie od wieku i tego, czy ktoś lubi koty, czy też za nimi nie przepada. Mądra, błyskotliwie opowiedziana historia. Tak można napisać w olbrzymim skrócie. Jednak to tylko niewielka część, bo niełatwo tak na szybko opowiedzieć, o czym jest "Ogień i lód".
Tak jak poprzednio, dodatkowym atutem wydania jest mapka, dzięki której czytelnik może się rozeznać, gdzie mieszka który klan oraz gdzie znajdują się najważniejsze dla opowieści miejsca, takie jak Droga Grzmotu czy Cztery Drzewa.
Jedynym minusem całości są błędy. Nie jest ich wiele, ale niestety trochę znalazłam. Mam więc nadzieję, że kolejny tom, który już się ukazał na rynku, ma ich mniej. Osobiście nie mogę się doczekać, kiedy trafi w moje ręce i znów przeniosę się do pewnego lasu, w którym żywot wiedzie Klan Pioruna.






Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Nowa Baśń