Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

środa, 28 września 2022

Skąd najlepiej widać całe piękno świata


 

 

Moje kolejne spotkanie z twórczością Dominiki Buczak utwierdziło mnie w przekonaniu, że to autorka z najwyższej półki, która potrafi wciągnąć czytelnika w akcję, a jednocześnie pięknie pokazać ludzką psychikę i uwikłanie człowieka w otaczający go świat. Jednak lektura „Całego piękna świata” w dużej mierze różniła się od moich wcześniejszych doświadczeń. To bowiem powieść zgoła inna od „Placu Konstytucji” i „Dziewczyn z Placu”.

Polska powojenna, świeżo liżąca swe rany. Czy jednak na pewno Polska? Czy Lichtenwalde może ot, tak, z dnia na dzień, stać się Porębą? Tylko dlatego, że ktoś wydał odpowiedni dokument? A co z ludźmi, którzy tam od lat mieszkali, uprawiali ziemię, chowali swoich zmarłych? W jak sposób odpowiadają za okrucieństwo tych, którzy szli mordować, rabować, niszczyć? Zaraz, zaraz… ale przecież wysyłali na front swych synów. Głosowali na Kanclerza. Cieszyli się z niemieckich zwycięstw. Dzisiaj boją się radzieckiego wojska, tych wygłodzonych, wyposzczonych, zdziczałych hord, które przychodzą, by palić, by zabierać, by gwałcić. Ten horror niemieckich kobiet, ale i polskich przecież, tych „wyzwalanych” przez sojuszników, bardzo mocno w tej powieści wybrzmiewa, o czym jeszcze wspomnę później.

Wróćmy zatem… Polska tuż po wojnie. Kotlina kłodzka. Piękne widoki, góry, lasy, ciągnące się jak okiem sięgnąć, obfitujące w dary przyrody i będące owocem pracy ludzkich rąk pola i sady. Całe piękno świata widziane z ogrodu przy domu Evy i Petera. Domu, który ma się teraz stać nowym początkiem dla Dorki i Stacha. Dwie rodziny, dwa światy, dwa zgoła odmienne doświadczenia, również te wojenne. Niemieckie małżeństwo z trójką dzieci, dumne ze swej ziemi, z potomków, których poczęli dla Fuhrera. I to polskie, bez dzieci, których Dorka nie może donosić. Bo choć marzy o zostaniu matką, żadne dziecko nie chce poczekać na swój czas i odchodzi jeszcze zanim przyszło. Dramat osobisty w połączeniu z rodzinną tragedią, z którą nie potrafi sobie poradzić. Dwa małżeństwa: jedno młodziutkie, drugie starsze. Niemcy i Polacy. Nienawidzą się, choć właściwie się nie znają. Niemcy nie mogą pogodzić się z tym, że Polacy zajmą ich dom. Polacy w Niemcach upatrują całego zła świata. Jedni i drudzy mają swoje racje. A przyjdzie im żyć razem, zanim ci pierwsi nie zgodzą się w końcu wyprowadzić, opuścić rodzinnej wsi, jak zrobiło to już większość ich sąsiadów. Dwie rodziny, dwie historie (choć historii w tej powieści jest znacznie więcej) i jeden dom. Dom, nie tylko dom. Bo Dom to coś więcej niż budynek i okoliczne zabudowania. To coś więcej niż sad, ogród, pola. Dom to zapach świeżo upieczonego chleba. To biała pościel rozwieszona na wietrze i słońcu. To śliwki z sadu. To „dzień dobry” wypowiedziane z uśmiechem i „dobranoc” od ukochanej osoby. To poczucie bezpieczeństwa. Och, tego ostatniego nie zaznaje żadna z tych rodzin.

Polska ludowa zapewnia Dorkę i Stacha, że spełni ich marzenia. Własny kąt, dobra praca, usamodzielnienie się. Poczucie, że są częścią społeczności i że od nowa tę Polskę budują. Taką, która będzie dla nich prawdziwą ojczyzną. Nie zabraknie więc w powieści Buczak aparatczyków, zmieniana rzeczywistości (ot, choćby poprzez zawieszanie nowych szyldów z polskimi napisami – brzydkich i niechlujnych, ale przecież polskich), czy w końcu rozliczania Niemców ze zbrodni dokonanych na narodzie polkim.

Na pierwszy plan wysuwają się tu dwie żeńskie postaci: Dorka i Eva, choć Buczak nie pomija i mężczyzn. Petera również przychodzi nam bardzo dobrze poznać. Obserwujemy też zmiany w dorastającej, prawdopodobnie autystycznej, córce Evy i Petera. Poznajemy w końcu historię niektórych z ich sąsiadów, głównie tych niemieckich, ale nie tylko.

Wojna zmieniła wszystko i wszystkich. Ale po wojnie wcale nie nastał pokój. Choć podpisano traktaty, choć podzielono ziemie, wojna wcale się nie skończyła. Szczególnie dobitnie i boleśnie odczuły to zgwałcone kobiety, którym przyszło urodzić, a potem przez lata wychowywać dzieci sowieckich zwycięzców. Kwestia gwałtów popełnianych przez idącą ze Wschodu armię jest tu poruszana w wielu historiach. Poznajemy losy kilku kobiet i ich zmagania z macierzyństwem. Mamy Evę, która, jak przystało na dobrą Niemkę, dała swemu krajowi synów. Córka raczej się Rzeszy na wiele nie przyda, bo żyje we własnym świecie, ale synowie… Mamy Helgę, która rodzi dziecko niepełnosprawne i zostaje poddana przymusowej sterylizacji. Przeżywa prawdziwy dramat, gdy przed wysokim trybunałem zapada wyrok. Jest Dorka, która nie może donosić ciąży, a tak bardzo pragnie zostać matką. Są kobiety, które uległy urokowi Stacha i z pewnością ich dzieci są i jego. W końcu mamy Weronikę, która stara się być radosną i spokojną, a przecież co noc tuli do snu swego synka, który ma czarne włoski i czarne oczy, zupełnie jak ci mężczyźni, którzy pewnego dnia zhańbili ją w piwnicy jej własnego domu. Strach kobiet przed poruszaniem tego tematu jest niemal tak wielki jak strach przed samymi Rosjanami. I to budzi nasz sprzeciw, nas, dzisiaj. A jednocześnie wydaje się zrozumiałe, że wolały o tym nie mówić, być może nawet temu zaprzeczać. Pokazuje to, jak straszna jest wojna, nawet jeśli nie zabiera życia ukochanych nam osób. Ba, nawet jeśli czasami daje nowe życie.

Niezmiernie ciekawie czytało mi się fragmenty, w których Buczak przedstawiała spojrzenie na świat oczami Evy. Niby ten sam świat, niby te same miejsca i ta sama sytuacja, a jakże inaczej rozumiana przez Niemkę. Nie jestem przyzwyczajona do takiej narracji. Tym bardziej więc było to dla mnie świeże doświadczenie. Dało dużo do myślenia. Istotna jest też opowieść o wypadku Petera – ukazanie jak zwykły wypadek, który zdaje się być niesamowitą tragedią, może później uratować komuś życie. Bo czyż, w obliczu takiej hekatomby jak druga wojna światowa, nie lepiej było nie mieć ręki i móc zostać w domu z rodziną, zamiast iść na front i ginąć? Historia Petera pokazuje jasno, że nieraz niepotrzebnie się czymś zamartwiamy i wyolbrzymiamy problemy, by potem przekonać się, że wcale nie były tak poważne, a być może miały nawet jakiś cel.

Ważnym tematem powieści jest również dojrzewanie bohaterów. Do akceptacji zmian, do samodzielności, do podejmowania decyzji i liczenia się z ich konsekwencjami. Symboliczne niemalże staje się tu przeistoczenie Dorki w Dorotę.

Buczak, zdaje się, stara się pokazać czytelnikowi, że ludzie są do siebie często bardziej podobni, niż przypuszczają. Dzielą nas sztuczne granice, wojny wypowiedziane na szczytach władzy, traktaty i dyrektywy wydane przez rządzących. Wszyscy jednak zdajemy się szukać w życiu tego samego: bezpieczeństwa, miłości, spełnienia. To jest całe piękno świata.

Powieść napisana jest pięknym, subtelnym językiem. Delikatność formy kontrastuje z brutalnością treści, kontrast ten jednak wypada na plus. Lekkość pióra Buczak jest bardzo mocną stroną tej książki, podobnie jak wykonana przez nią historyczna kwerenda. Czułam się tak, jakbym rzeczywiście przebywała czas jakiś w Porębie, widziałam to, na co każdego ranka spoglądała Eva, co miało stać się codziennością Doroty. Czułam zapachy z ich kuchni, widziałam choinkę niemieckiej rodziny i sypialnię, w której zamieszkali Polacy. W końcu przytłaczał mnie ból, jaki niektórzy bohaterowie w sobie nosili.

„Całe piękno świata” to powieść do bólu prawdziwa, trudna, a jednocześnie będąca tak subtelnie i delikatnie opowiedzianą historią, że chylę czoła. To książka wyjątkowa. No i ta okładka, która urzekła mnie od pierwszego wejrzenia. Nic dodać, nic ująć, tyko czytać.

 

 

Całe piękno świata – Dominika Buczak

Wydawnictwo Literackie

Kraków 2022

Ebook na Legimi

Liczba stron: 291

ISBN: 978-83-08-07750-4

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz