Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 12 marca 2019

Weźmijcie Ducha Świętego. Ikony Dziejów Apostolskich – Mirosław Piątkowski SVD

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2019
Oprawa: miękka
Liczba stron: 126
ISBN: 978-83-8144-121-6








Wielki Post to czas postanowień. Odmawiamy sobie czegoś, co lubimy. Obiecujemy pracę nad sobą i poprawę. Nieraz bierzemy udział w rekolekcjach bądź sięgamy po książki, które mają nam pomóc jakoś głębiej wejść w pojmowanie Bożych tajemnic. Można to jednak robić przez cały rok. Ja sięgnęłam po medytacje nad ikonami Dziejów Apostolskich tuż przed rozpoczęciem nowego okresu liturgicznego. Czy proponowana przez wydawnictwo Jedność książka pomogła mi na dobre wejście w Wielki Post?
"Weźmijcie Ducha Świętego" to nie pierwsza pozycja werbisty, ojca Mirosława Piątkowskiego dotycząca medytacji nad ikonami. Na ile jest to kontynuacja, trudno mi rzec, ponieważ nie zetknęłam się wcześniej z książką "Otrzymacie moc Ducha". Myślę jednak, że w pewnym momencie nadrobię zaległości.
Przedstawiana książka skupia się, jak zresztą sam tytuł wskazuje, na Dziejach Apostolskich.  Wydawać by się mogło, że jest to księga znana, ja jednak (mimo że przerabiałam już Dz.A. na kursie biblijnym) odkryłam, że znam ją zdecydowanie za słabo. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że galeria występujących na jej kartach postaci jest tak bogata i interesująca. I już za to samo warto zapoznać się z "Weźmijcie Ducha Świętego."
Po krótkim wstępie i wprowadzeniu do medytacji nad ikonami Dziejów Apostolskich przechodzimy do ośmiu kolejnych ikon. Na początku jest oczywiście zesłanie Ducha Świętego, jedna z najbardziej cenionych ikon w prawosławiu. Dalej ikony przedstawiające kolejne biblijne postaci: świętego Pawła Apostoła, świętego Łukasza Ewangelistę, świętych Pryscyllę i Akwilę, świętego Filipa diakona, świętą Febę, świętego Apollosa i w końcu świętą Lidię z Tiatyry. 
Układ rozważań jest taki sam przy każdej ikonie. Pierwsza jest oczywiście sama ikona. Na dobrym kredowym papierze reprodukcje wyglądają naprawdę ładnie. Można na nie patrzyć i patrzyć. Może to tylko moje odczucie, ponieważ ikona towarzyszy mi od późnego dzieciństwa i jest dla mnie bardzo ważna. można powiedzieć, że mam do ikon słabość, choć wiem, że to coś znacznie więcej. Ikony znajdują się zawsze na stronie po lewej, a po prawej zaczyna się tekst. Najpierw cytat z Pisma Świętego traktujący o danej postaci. Następnie Modlitwa. Dalej słów kilka(set) o postaci w Biblii i tradycji. Niezwykle ciekawe te opowieści, często opierające się na bardzo wielu dziedzinach nauki i sztuki. Następnie mamy krótki tekst o pojmowaniu ikony, i w końcu właściwą medytację nad nią, która rozpoczyna się wyczerpującym opisem wszystkich detali znajdujących się na ikonie. To również świetna pomoc do nauki o tym, jak w ikonografii przedstawia się kolejnych świętych, z jakimi elementami się ich łączy, jak wygląda "konstrukcja" takiej ikony – jakimi prawami się rządzi, jakich zasad należy się trzymać i dlaczego. Na końcu każdej z ośmiu części jest odniesienie do współczesności, a więc trochę o tym, jaki wpływ wywarł dany święty na świat. Ot, choćby o małżeństwach konsekrowanych przy Pryscylli i Akwili, czy o diakonacie permanentnym przy Filipie diakonie.
Na samym końcu książki znajduje się wyczerpujący spis wykorzystanej i zalecanej bibliografii.
"Weźmijcie Ducha Świętego" można traktować na wiele sposobów. Jako książkę  o ikonach. Jako wprowadzenie do nauki o nich. W końcu jako pomoc w modlitwie. Nie jest to bogato ilustrowany album (ikon jest jedynie osiem, plus dziewiąta na okładce), ale książka która o ikonie traktuje. W sposób bardzo głęboki łączy wiedzę z wiarą. Naukę z mistyką. Wprowadza w świat sacrum, którego nie sposób nie musnąć, gdy tylko spojrzy się na piękne ikony. Jednocześnie to pięknie opisana historia początków Kościoła, ludzi, którzy go tworzyli, którzy mieli olbrzymi wpływ na jego, również dzisiejszy, kształt. A poprzez nawiązanie do teraźniejszości również wskazówka – czego można się nauczyć od pierwszych chrześcijan, by lepiej głosić Słowo Boże (słowem i czynem).
Jest to książka wyjątkowa, do której jeszcze nie raz i nie dwa razy powrócę. Zupełnie inna od wszystkich, do których dotąd sięgałam. Codzienna medytacja była wielką radością i wyśmienicie prowadziła mnie przez ostatnie dni karnawału. 
Eleganckie wydanie, choć w miękkiej oprawie. Piękne ikony. Mądry, napisany ładną polszczyzną, oryginalny tekst. Naprawdę warto się w tę książkę zaopatrzyć. Polecam.
 







Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność

czwartek, 28 lutego 2019

Maski księżniczek oraz Maski zwierząt – Irene Mazza

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2018
Oprawa: miękka
Liczba stron: 38 (w tym dwie strony naklejek)
ISBN: 978-83-7971-890-0














Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2018
Oprawa: miękka
Liczba stron: 38 (w tym dwie strony naklejek)
ISBN: 978-83-7971-891-7









Karnawał dobiega powoli końca (dzisiaj tłusty czwartek), tym bardziej więc czas, by trochę zaszaleć. A jeśli nie teraz, to przecież Post trwa zaledwie do 20 kwietnia, a potem znów można się bawić do upadłego. O tak, dzieci właśnie tak się bawią. Zaś z najnowszymi książeczkami od wydawnictwa Jedność ich zabawy mogą stać się jeszcze ciekawsze i bardziej kolorowe.
Każda książka zawiera 8 stron z instrukcjami oraz (na końcu) dwie strony z naklejkami Instrukcje są jasne, przejrzyste, od razu można zabierać się do pracy. Każda instrukcja poza tekstem jest również krok po kroku zilustrowana. To dla młodszych dzieci, które jeszcze dobrze nie czytają. Choć mogę iść o zakład, że i dorośli będą podpatrywać, choćby dlatego, że – nie tylko w Internecie – coraz częściej stosujemy i wykorzystujemy piktogramy. Poza tym przy każdej instrukcji znajdujemy jeszcze kilka propozycji dotyczących reszty kostiumu. Nie zostajemy więc tylko z maskami, ale Autorka podpowiada nam, jak stworzyć całą kreację.
Poza naklejkami każda z książeczek zawiera również 5 stron z różnymi ozdobami – do wycięcia, ewentualnego pokolorowania i następnie doklejenia do masek.
No i same maski. Jest ich łącznie 20, czyli po 10 w każdej książce. Siedem "gotowych" i trzy białe. Te ostatnie są bazą do własnej twórczości dzieciaków. Maski są naprawdę prześliczne. A jeśli – zgodnie z radami zawartymi w książeczkach, skopiujemy je na grubszy papier, to można z nich korzystać wielokrotnie i tworzyć bajeczne kreacje. 
W książce o zwierzakach znajdujemy krowę, żabę, kotka, motyla, świnkę, pieska i królika – tak więc stworzenia, które dzieci znają doskonale od maleńkości i dzięki temu są im one bliskie. Autorka proponuje też następujące księżniczki: mórz, lasu, słońca, kwiatów, księżniczkę serce, śnieżną księżniczkę i księżniczkę ze snów. Maski są tak piękne, że oglądam je i oglądam i nie mogę zdecydować się, która podoba mi się najbardziej. Myślę, że kiedy zaczniemy je z Dziewczynkami robić, nie ograniczę się do dwóch, ale od razu pójdziemy na całość i zrobimy trzy. Ja też chcę mieć swoją maskę. Teraz przydałaby się jeszcze książeczka typowa dla chłopców, o kosmitach, czy dinozaurach, sama nie wiem. Liczę, że przed kolejnym karnawałem coś takiego się pojawi i urozmaici – i tak już bardzo bogatą – kolekcję masek. Tak czy siak, czeka nas wyśmienita zabawa.
Do każdej książeczki dołączona jest paczuszka z dwiema kolorowymi gumkami. Trochę szkoda, że tylko z  dwiema, bo do pozostałych masek trzeba już poszukać jakichś ładnych tasiemek. Ale... nasze mamy miały znacznie trudniejsze zadanie, bo nie posiadały tych wspaniałych książek i wszystko musiały robić od zera.
Jestem przekonana, że książki z tej serii będą nieocenionym wsparciem dla rodziców i opiekunów, a dla samych dzieciaków przyczynkiem do fantastycznej przygody, dobrym ćwiczeniem motoryki małej. Z pewnością też niesamowicie rozwiną ich zdolności artystyczne. Polecam gorąco!









Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność

piątek, 22 lutego 2019

Stworzenie świata – Barbara Żołądek

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 16
Ilustracje: Ola Makowska
ISBN: 978-83-7971-955-6 
 
 
 
 
 
 
Ta niewielka objętościowo (zaledwie 16 stron) książeczka to naprawdę fantastyczna lektura dla maluchów. Moje Dziewczyny są nią całkowicie oczarowane. Ja zresztą również.
Grube kartonowe strony (z zaokrąglonymi rogami) są doskonałe już dla najmłodszych miłośników książek. Starsze dzieciaki też je lubią. Ja natomiast, jako mama, nie muszę się martwić, że Córki pobiją się o książkę i w związku z tym połowa stron będzie podarta. Nie dadzą rady. Książa niezniszczalna. Zupełnie jak dobry świat, o którym opowiada.
Piękne kolorowe ilustracje Oli Makowskiej (czegóż innego można by się po niej spodziewać?) tworzą rewelacyjną kompozycję z wierszowanym, wpadającym w ucho tekstem Barbary Żołądek. Stworzenie świata staje się niesamowitą przygodą, o której... każdy może się nauczyć opowiadać. Od razu przypomina mi się książka o Wielkanocy (tych samych autorek), którą po roku wciąż umiem wyrecytować z pamięci. 
Myślę, że dla kilkulaktów stworzenie świata może być ciekawym wyzwaniem jeśli chodzi o deklamowanie tekstu. Natomiast dla młodszych dzieci to po prostu urocza, mądra, ciekawie przedstawiona opowieść o Bogu i świecie, który właśnie powstaje. Może stać się punktem wyjścia do nauki o zwierzętach, roślinach, porach roku i dnia. Naprawdę można z nią wiele zrobić. Zarówno dzięki temu, że tekst szybko wpada w ucho, jak i z racji przepięknych, barwnych ilustracji.
Jeśli więc chcecie opowiedzieć dzieciakom, jak powstał świat, jeśli lubicie czytać im wierszyki, w końcu jeśli ważna jest dla Was szata graficzna czytanych książek – to jest to pozycja must have. Nawet jeśli macie już jakieś wydanie Biblii dla dzieci. My mamy kilka różnych i ani przez chwilę  nie żałuję tego, że do naszej biblioteczki trafiła kolejna pozycja. 
Nic dodać, nic ująć. Polecam z całego serducha.









Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność

 






Seria Książkożercy od wydawnictwa Wilga

"Super Marian nad jeziorem"
Tekst: Barbara Wicher
Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2019
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 26 
Ilustracje: Edyta Karaban
ISBN: 978-83-280-6542-0
 
 
 






"Akcja Jogi"
Tekst: Barbara Wicher
Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2019
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 34
Ilustracje: Nina Jaworowska-Duchlińska
ISBN: 978-83-280-5124-9
 
 
 
 
 
 
 
"Bomberka"
Tekst: Grażyna Nowak Balcer
Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2019
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 50
Ilustracje: Edyta Karaban
ISBN: 978-83-280-5074-7
 

 
 
 
 
Proponowane przez wydawnictwo Wilga książki Książkożercy to trójstopniowa seria przeznaczona dla dzieciaków rozpoczynających swoją przygodę z nauką czytania. Oczywiście ciekawa jest również i dla tych maluchów, którym nadal czytają rodzice, dziadkowie, czy starsze rodzeństwo.
W obecnej chwili dostępne są trzy tytuły, wkrótce ukazać się mają kolejne trzy, choć może – jeśli seria spotka się z pozytywnym przyjęciem – będzie ich ostatecznie więcej. Na każdej z okładek jest wyraźne oznaczenie, do którego poziomu nauki przewidziana jest dana książka. Poziomy, jak już wspomniałam, są trzy i oznaczono je pierwszymi literami alfabetu. Tak więc, dla zupełnie początkujących dzieci jest A (dla Książkogryzaków), następnie B (dla Książkołasuchów). Książki z poziomu C (dla Książkożerców) to już właściwie nowelki dla dzieciaków, które całkiem dobrze radzą sobie ze składaniem słów i zdań i wiele rozumieją z tego, co czytają.
Czym charakteryzują się książki z serii Książkożercy? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na ich treść. To ciekawa fabuła, wciągająca nawet dużo mniejsze dzieci (np. moje niespełna trzylatki) i sympatyczni bohaterowie, których nie sposób nie polubić. Ponadto duże, naprawdę wyraźne litery, których nie mąci kolorowe tło. Czarno na białym. Klasycznie. I bardzo dobrze. Ilustracje – ładne, kolorowe, naprawdę wciągające – choć są ważną częścią książeczek, nie przeszkadzają w czytaniu. Wyraźna jest granica między tekstem a ilustracją i można nawet zajmować się nimi osobno. 
W książeczkach z poziomu A znajdujemy krótkie, proste zdania. Składające się z niedługich słów. Właściwie, żeby być precyzyjnym, po jednym zdaniu na każdą stronę, Tak, by nie zniechęcić małego Książkogryzaka zbyt wielkim wysiłkiem. Książeczki typu B są już trochę bardziej skomplikowane. Mianowicie zdania są bardziej złożone i jest ich na każdej stronie więcej. Nawet do pięciu. Przy okazji jest też o kilka stron więcej, więc globalnie tekstu znacznie więcej niż dla początkujących. Dodatkowo z tyłu znajduje się "słowniczek trudnych wyrażeń", który sprawi, że młody czytelnik nie będzie musiał co chwilę pytać o coś swych rodziców i poczuje się jeszcze bardziej samodzielny. Książeczka z poziomu C to już właściwie całkiem spora nowelka dla maluchów. Dłuższe zdania złożone, całe strony zapisane tekstem. Im, oczywiście, towarzyszą całe strony z ilustracjami, ale to już poważny kawał literatury dla małego czytelnika. Wprowadzone zostają tu również trudne ortograficznie wyrazy. Na końcu również słowniczek. 
We wszystkich książeczkach znajdują się na końcu pytania kontrolne, dzięki którym dzieci (a także ich opiekunowie) mogą sprawdzić, jak wiele zrozumiały i zapamiętały z przeczytanego właśnie tekstu.
Na samym końcu książeczek znajdują się naklejki. Niestety, nie do końca jeszcze zrozumiałam, jakie mogą mieć ciekawe zastosowanie. Być może dlatego, że moje dzieci dopiero uczą się literek i to ja im czytałam wszystkie historyjki.
Właśnie. Historyjki. O czym właściwie są? O dzieciach – i to bardzo duży plus, bo mały czytelnik od razu może poczuć więź z bohaterami. Pierwsza książeczka jest o chłopcu, który dostaje na urodziny konsolę, z którą nie może się rozstać. Niestety, w związku z tym przydarzy mu się pewna przykra historia. Na szczęście, wszystko skończy się dobrze. Druga książeczka to historia detektywistyczna, opowiadająca o młodym rodzeństwie, które postanowiło pomagać znajomym w rozwikływaniu różnych zagadek. Będą zatem poszukiwali właścicieli zaginionego kotka. Trzecia książeczka również opowiada o rodzeństwie. Tym razem jednak młodsza siostra, zapatrzona w starszego brata, przeskrobie co nieco, chcąc przymierzyć kurtkę marzeń, czyli tytułową bomberkę. Wyniknie z tego ciekawa historia, która może nauczyć dzieci całkiem sporo i to o kilku ważnych w życiu kwestiach. 
Uwagi krytyczne? Niestety są dwie. Nasze książeczki już przy pierwszym czytaniu wyglądają, jakby się miały za minutę rozkleić. Mam nadzieję, ze to tylko mylne wrażenie i tak się jednak nie stanie. Gorsza sprawa to to, że w książce "Akcja Jogi" jest błąd – konkretnie brakuje jednej litery. Ja, jako wprawiony czytelnik, mogłabym to pominąć milczeniem, ale zważywszy na to, że książka jest jednak przeznaczona dla dzieci i to do nauki czytania, to jest to poważne zaniedbanie. Można jedynie liczyć, że zostanie poprawione w przypadku ewentualnego dodruku.
Ogólnie zatem – książki z serii Książkożercy są naprawę ciekawą i przyjemną propozycją skierowaną do dzieci zaczynających swą przygodę z czytaniem. Interesująca treść, ładne wykonanie, wygodne do trzymania w małych rączkach. Kolorowe, zabawne i mądre. Spokojnie mogę polecić.



 




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Wilga

poniedziałek, 18 lutego 2019

Żeglarze nocy i inne opowiadania – George R. R. Martin

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2019
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 342 
Tytuł oryginału: Nightflyers & Other Stories
Przekład (z j. angielskiego): Michał Jakuszewski i Darosław J. Toruń 
ISBN: 978-83-8116-412-2





 
Jestem wielką fanką serialu "Game of Thrones".  I choć na Worldconie 2014 w Londynie kilka godzin staliśmy z mężem w kolejce po autograf G. R. R. Martina (dostaliśmy go w pierwszym tomie Sagi lodu i ognia), to... żadnej jego książki dotychczas nie zdołałam przeczytać. Ciągle nie ma czasu, bo wiadomo, krótkie te księgi nie są, a na dodatek wciąż brakuje im zakończenia. Dlatego też tym chętniej sięgnęłam po "Żeglarzy nocy" jako tekst zupełnie oderwany od świata Westeros. Zresztą zawsze lubiłam sci-fi bardziej od fantasy, nie powinno więc to nikogo dziwić. Czy jestem zadowolona z możliwości zapoznania się z tym tomem?
"Żeglarze nocy i inne opowiadania" to sześć niezwiązanych (kilka pojawiających się nazw planet i ludów je zamieszkujących powtarza się w niektórych tekstach, ale powiązania te są znikome i naprawdę subtelne, ledwie zauważalne) ze sobą tekstów pochodzących z lat 1973-1981. Nie jest to więc w żadnym razie nowość na rynku, nawet u nas. Wydanie związane jest raczej z pojawieniem się na platformie Netflix serialu, który ponoć (piszę ponoć, bo go nie widziałam) powstał na podstawie tytułowej powieści. Powieść to zresztą dość krótka i to nie tylko jak na standardy Martina. Cała książka to nieco ponad 300 stron, a tytułowi "Żeglarze..." to zaledwie 120 stron. Powieść bardzo ciekawa, choć nie aż tak mroczna jak ją reklamują. O wielkim potencjale filmowym, ale czy serialowym? Nie bardzo mogę sobie wyobrazić, co też będzie się działo przez kilka(naście/dziesiąt) odcinków. Z drugiej jednak strony serial Haven miał bodaj pięć sezonów, a powstał na podstawie opowiadania Kinga. Sezonów rewelacyjnych i naprawdę godnych polecenia. Pożyjemy zatem i zobaczymy, tymczasem wróćmy do wydanej nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka książki. 
Tytułowi "Żeglarze nocy" to wciągająca historia o eksploracji kosmosu, która to jednak eksploracja zdaje się być jedynie swoistą scenografią do pokazania pewnych zachowań bohaterów. Z drugiej strony bez niej sama opowieść byłaby zdecydowanie mniej ekscytująca. Otóż na niemalże bezzałogowym statku kosmicznym podróżuje zespół naukowców. Ich celem jest odnalezienie tajemniczych wolkrynów, przemierzających kosmos przez miliony lat i pojawiających się w mitach i legendach licznych ras. Jednak to nie spotkanie z kolejnymi obcymi uczynił Martin osią powieści, ale samą podróż. Podróż obfitującą w straszliwe i niewyjaśnione wydarzenia. Niczym na jakimś nawiedzonym statku. Śmierć zbierze obfity plon, a winnym okaże się ktoś, kogo nikt nie mógł o to podejrzewać. Czy ktokolwiek z załogi przeżyje i czy wolkryni w ogóle istnieją? Tego, rzecz jasna, Wam nie zdradzę. Mogę natomiast napisać, że czyta się to naprawdę dobrze.
"Skrzynka obejścia" trochę mnie znużyła. Pomysł na to, by do ciężkiej fizycznej pracy wykorzystywać ciała umarłych kontrolowane przez wyspecjalizowanych Operatorów jest w rzeczy samej intrygujący. Czy dobry, czy moralny, to już zupełnie inna kwestia. I o tym warto sobie pomyśleć. Tym bardziej więc opowiadanie jest ciekawe, bo zmusza do zastanowienia się nad pewnymi ważkimi kwestiami. Natomiast warstwa fabularna jest bardzo przewidywalna i właściwie w ogóle mnie nie wciągnęła. To zdecydowanie najsłabszy tekst tego zbioru.
"Weekend w strefie wojny" trzyma w napięciu aż do samego końca. Jest wstrząsającą opowieścią o tym, do czego człowiek jest w stanie się posunąć by rozładować własne napięcie i dostarczyć sobie oraz innym rozrywki. Jednocześnie, jak wskazuje pierwszoosobowy narrator, sposób zaproponowany w tej historii doprowadził do tego, że od dawna ludzkość nie zna już prawdziwej wojny... Czy jednak cel uświęca środki? Fantastyczna opowieść o bardzo głębokim przesłaniu, przerażająca zdecydowanie bardziej od tytułowych "Żeglarzy nocy". I najkrótsza w całym zbiorze.
"Nie wolno zabijać człowieka" to opowiadanie, które spodobało mi się najbardziej. Chciałabym napisać, że jest genialne, ale... zakończenie totalnie mnie rozczarowało. Wystarczyło by kilka zdań więcej, może nawet jedno słowo, kto wie, ale niestety czegoś na końcu zabrakło Na szczęście od samego początku aż do przedostatniego akapitu jest to wyśmienicie napisany, mądry, przemyślany tekst, charakteryzujący się dobrze zarysowanymi postaciami, wartką akcją, doskonale skonstruowanym światem przedstawionym. Mówiący o sile wiary i religii. Zarówno w kontekście tego, jak potrafią nieść dobro, jak i... totalne zniszczenie. Miasto Stalowych Aniołów, ludzi wierzących w Bakkalona, blade dzieciątko z mieczem kontra włochate (zdaje się, że misio-podobne) "zwierzęta" zwane Jaenshijczykami toczą nierówną walkę o ziemię.  Walkę, która czytelnikowi na długo zapadnie w pamięć. Choćby już dla tego jednego opowiadania warto zakupić "Żeglarzy nocy...".
"Wszystkie barwy pierścienia gwiezdnego" zaskakują teologicznym wymiarem. Nicość zdaje się być czymś znacznie gorszym niż piekło, a jednocześnie jest na wyciągnięcie ręki. Czy naukowcom na stacji badawczej uda się rozwikłać tajemnicę Nicości? A może chociaż zadanie, dla którego się tu znaleźli okaże się sukcesem? Byłby to wielki krok dla ludzkości. Jednocześnie być może naprawił by to, co zepsuło się w związku dwojga głównych bohaterów, którzy z racji bliskości Nicości oddalają się od siebie i już nie potrafią się zrozumieć. I nie, nie jest to żadna love story w kosmosie. Miłość wszak jest normalną rzeczą wśród ludzi i nie można jej ograniczyć tylko do Ziemi. Zaskakujące, powiedziałabym wręcz szokujące i bardzo mocne zakończenie wbiło mnie w fotel. Tego się nie spodziewałam. Naprawdę świetna historia.
Na koniec Martin proponuje nam opowiadanie "Pieśń dla Lyanny" – nieco przerażającą i trochę mroczną, a trochę obrzydliwą historię o... śmierci? Samotności? Potrzebie bliskości? Niezrozumieniu? Bólu? O wszystkim tym i znacznie więcej. Rewelacyjna opowieść telepaty z jego podróży na planetę, której mieszkańcy po ukończeniu czterdziestu lat oddają swe życie obrzydliwemu pasożytowi. Oddają nie tylko dobrowolnie, ale właściwie całe życie marzą o tej chwili, czekają na nią i są szczęśliwi, kiedy w końcu się zbliża. Czy Greeshka zagraża w jakiś sposób ludzkości? Czy ludzie potrafią pojąć Shkeenów? Co odkryje para kochających się telepatów zatrudnionych do zbadania sprawy? Opowiadanie o naprawdę głębokim przesłaniu. O tym, jak wiele jesteśmy w stanie uczynić, by nie czuć bólu samotności i niezrozumienia. Tylko zakończenie trochę rozczarowujące.
Ludzkość w kosmosie, stosunki międzyludzkie oraz pomiędzy ludźmi a obcymi rasami. Zdolności psioniczne, walka na umysły, wiara. Napięcie, w większości wartka akcja, sporo głębokich przemyśleń, ciekawi bohaterowie, intrygujące rozwiązania. Tematy, o których można później rozmawiać godzinami. Jeśli to jest to, czego szukacie w literaturze to "Żeglarze nocy..." są książką idealną dla Was. Na dodatek naprawdę ładnie wydaną i nawet w przyzwoitej cenie. Jeśli poszukujecie wielkich intryg, zdrad, smoków w kosmosie czy innych tego typu akcentów – lepiej chyba zainwestować w coś innego. "Żeglarze nocy i inne opowiadania" można najkrócej scharakteryzować jako dobre, stare, klasyczne sf. Takie, jakie ja bardzo lubię.
 
 

 





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

środa, 30 stycznia 2019

Podniebna Pieśń – Abi Elphinstone

Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2019
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 318
Tytuł oryginału: Sky Song
Przekład (z j. angielskiego): Agnieszka i Karol Stefańczykkowie
ISBN: 978-83-280-6256-6






Na załączonym zdjęciu okładka prezentuje się bardzo ładnie. W rzeczywistości jednak jest sto razy piękniejsza. Srebrne litery, takież płatki śniegu. Wszystko to zaprasza nas do niesamowitej, tajemniczej, mroźnej krainy powstałej w wyniku tchnienia... Gwiazdy Polarnej. Zresztą nie tylko okładka jest klimatyczna, na każdej stronie czujemy oddech zimy, a to dzięki przepięknie nadrukowanym śnieżynkom. Jednak... nie szata graficzna świadczy o wartości książki, a przede wszystkim jej treść. Co zatem można napisać o "Podniebnej Pieśni" Abi Elphinstone?
Kiedy nad mroźnym królestwem Erkenwald zapanowała upadła Mała Niedźwiedzica, zwana powszechnie Królową Lodu, wszystko się zmieniło. Piękna kraina skuta lodem i pokryta śniegiem, w której szczęśliwie żyły trzy plemiona ludzi stała się miejscem niemal dla nich wymarłym. Królowa porwała wszystkich dorosłych, a dzieci pochowały się gdzieś. Władczyni szuka ich, bo... potrzebuje ukraść ich głosy. Przepowiednia mówi bowiem, że jeśli zawładnie głosami wszystkich mieszkańców Erkenwaldu – stanie się nieśmiertelna. 
Poszukiwanie dzieci trwa zatem w najlepsze, choć jest pewne dziecko, które może przeważyć szalę zwycięstwa każdej ze stron. Problem w tym, że owa dziewczynka sama nie wie, jaka jest ważna dla ocalenia Erkenwaldu. Na dodatek została uwięziona przez Królową Lodu i wydaje się, że nigdy już nie odzyska wolności. Nagle, w komnacie, w której stoi zaklęta pozytywka, pojawia się chłopiec z Plemienia Futer. W tej chwili na zawsze już splączą się losy Eski i Flinta. Młodego wojownika, który czuje się bardziej odkrywcą i dziewczynki spoza plemion, która szuka swego miejsca w świecie i swej tożsamości, ponieważ Królowa pozbawiła ją pamięci.
Przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa, tęsknota, oddanie bliskim, odwaga. Walka o przetrwanie i o pozostanie  sobą. Idealna baśń, która uczy jak ważne one są. 
"Czasem jednak, kiedy się boisz, jedyne, co możesz zrobić, to zaufać." Gdyby nie zaufanie, jakim w pewnym momencie zaczęły darzyć się dzieci nawzajem, a także to, które było udziałem Eski i pewnej orlicy – z pewnością ludzkość (oraz dzikie zwierzęta zamieszkujące Erkenwald) nie miałaby żadnej szansy na pokonanie Królowej Lodu. Choć początkowo nie było mowy nie tylko o przyjaźni i zaufaniu. Pierwsze spotkanie Eski i Flinta zdecydowanie nie należało do udanych.
Towarzyszymy bohaterom w magicznej i cudownej podróży, która jednak dla nich samych jest przerażającym i bardzo trudnym wyścigiem z czasem. Zbliża się bowiem chwila, w której Królowa Lodu zatriumfuje i... nie będzie już odwrotu. Ciężkie do pokonania rozległe równiny, lód i śnieg, dzikie zwierzęta, magiczne stwory i zaklęci przez Królową wojownicy z Plemienia Kłów to tylko niektóre niebezpieczeństwa, na które napotkają Eska, Flint i jego malutka siostrzyczka Blu.  
Porywająca przygoda, szybka akcja, charakterystyczni bohaterowie, piękne opisy przyrody, bardzo ciekawa fabuła. Wszystko to razem sprawia, że "Podniebną Pieśń" czyta się wyśmienicie i z wielką przyjemnością. 
Czy przyjaźń, odwaga i magia są w stanie zwyciężyć Zło? Czy żądna władzy i nieśmiertelności Królowa ulegnie? Odmieni swe serce? A może po prostu będzie musiała pogodzić się z przegraną? Może natomiast...? Nie, więcej nie napiszę. Czytajcie sami, bo warto poznać tę ciepłą i mądrą historię.
Autorka uważana jest za godnego następcę C. S. Lewisa. Czy słusznie? Jej opowieść jest rzeczywiście pięknie napisana, klimatyczna i wciągająca. Jednak ani nie jest tak złożona, ani nie niesie w sobie tyle teologicznych prawd. Jest cudowna i gorąco polecam ją każdemu czytelnikowi, zarówno młodszemu, jak i starszemu, ale do "Kronik Narnii" jeszcze trochę daleko. 
Do polskiego wydania nie mam absolutnie żadnych uwag krytycznych. Książka jest doskonała.
 
 
 
 




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Wilga