Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 12 września 2017

Wyjątkowe terminarze od wydawnictwa Jedność

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2017
Oprawa: twarda z gumką (4 wersje kolorystyczne)
Liczba stron: 320
Tekst: Agnieszka Porzezińska
Ilustracje: Ola Makowska
ISBN: 978-83-7971-790-3





Jako że jestem wielką fanką planowania, kocham wszelkiej maści kalendarze, terminarze, plannery i listy, skusiła mnie tegoroczna oferta wydawnictwa Jedność i postanowiłam wypróbować czegoś nowego, mimo że od lat byłam wierna innemu plannerowi (nie podam tutaj nazwy, choć niektóry wiedzą). Tym sposobem w moje ręce trafiły dwa naprawdę wyjątkowe terminarze. Jeden z nich ma szanse stać się moim ukochanym, choć...
Zacznijmy od początku. Komplet składa się z "Terminarza wyjątkowej mamy" i "Terminarza wyjątkowej dziewczyny". Oczywiście nikt nie musi kupować kompletu, można nabyć jeden z terminarzy i to w zupełności wystarcza, jeśli nie macie się potrzeby kupowania dla siebie i kogoś jeszcze. 
Czym poza zwykłym kalendarzem wyróżniają się terminarze od Jedności? Co sprawia, że są w pewien sposób wyjątkowe i mogą stanowić doskonałą konkurencję dla tych wszystkich plannerów, którymi na początku roku kalendarzowego i szkolnego jesteśmy właściwie zasypywani we wszystkim sklepach? Jak wyglądają jednościowe terminarze w środku?
Każdy tydzień zajmuje dwie strony i jest przedstawiony graficznie w bardzo ładny sposób. Subtelny, delikatny, bardzo kobiecy, a jednocześnie praktyczny. Nie ma co prawda rozpisanych godzin, co dla osób, które mają naprawdę dużo godzinowo zaplanowanych zajęć może to stanowić pewien dyskomfort. Z drugiej jednak strony terminarz dziewczyny zawiera plany lekcji, a w terminarzu dla mam jest aż 10 planów lekcji na jesień i tyle samo na drugi semestr szkoły. Spokojnie więc zajęcia powtarzalne można umieścić tam.
Na dole każdej prawej strony jest również mały kalendarz z podglądem na cały miesiąc. Ponadto w niedziele i uroczystości kościelne – cytat z Ewangelii czytanej tego dnia. 
Każdy miesiąc rozpoczyna się od przedstawienia postaci świętego bądź błogosławionego. Tutaj ciekawostka – różnią się te osoby między terminarzami. Są dopasowane do potrzeb wieku matki i córki. Przeczytałam wszystkie biogramy i uważam, że dopasowanie jest idealne. Wszak czego innego oczekują od życia i szukają w nim dorosłe kobiety, "matki dzieciom", a czego innego nastolatki.
Ponadto w terminarzu można znaleźć całe mnóstwo różnych porad, jest coś dla ciała i coś dla ducha. I tu znów – różnice między terminarzem dla mamy i dla córki. 
Całkiem sporo miejsca na notatki, tzw. "bazgroły". Do tego różne gry i kolorowanki. Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy znajdę chwilę wolnego na kolorowanie. Na końcu kilka przydatnych modlitw oraz typowo kobiece tematy – m.in. kalendarzyk menstruacyjny, rozmiarówki ubrań i butów oraz leki z naturalnej apteki.
Bardzo dobrym pomysłem jest wprowadzenie różnych kolorów w kolejnych miesiącach. Dzięki temu od razu z boku widać, gdzie kończy się jeden miesiąc, a zaczyna następny, co może być bardzo pomocne. Dodatkowo terminarz ma również tasiemkę-zakładkę, której (choć mogło by się zdawać, że jest już ona od dawna standardem) w niektórych kalendarzach brakuje.
Terminarze dostępne są w czterech kolorach: fioletowym, różowym, niebieskim i żółtym.Terminarz mamy jest w formacie A5, terminarz dziewczyny jest mniejszy.
Jednym słowem ideał. Niestety, ma jeden mankament. Liczę na to, że w przyszłym roku zostanie poprawiony. Wówczas zdecydowanie przerzucam się na stałe na "Terminarz wyjątkowej mamy". Zupełnie jednak nie pojmuję, dlaczego miesiące lipiec i sierpień są jedynie w skrócie, tzn. na jednej stronie cały miesiąc? Czy my, matki, mamy wtedy wolne? Wydaje mi się, że nawet jeśli by pominąć fakt, że należy wówczas dzieciom zagospodarować czas, który na ogół zajmuje im szkoła, to przecież mamy również swoje życie. Imieniny, urodziny, rocznice, wyjazdy, własne zajęcia. Dlaczego nie ma na nie miejsca? Nawet kalendarze nauczycielskie uwzględniają porę letnią.
Gorąco polecam wypróbować, również tym, którzy już przywykli do pewnej kalendarzowej rutyny. Może tego właśnie potrzebujemy – świeżości i trochę innego spojrzenia na naszą codzienność.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność

środa, 6 września 2017

Płomienna korona – Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2017
Cykl: Odrodzone Królestwo, tom III
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 1082
ISBN: 978-83-8116-058-2




Trzy lata czytelnicy czekali (z pewnością z niecierpliwością, jak i ja) na zakończenie cyklu "Odrodzone Królestwo". I oto jest "Płomienna korona". Elżbieta Cherezińska znów przenosi nas w czasy rozbicia dzielnicowego, dając o 300 stron więcej niż miały poprzednie tomy. Dzieje się, oj dzieje, jak to na piastowskie średniowiecze przystało!
Władek wraca z banicji i stara się o połączenie polskich ziem. Rzecz w tym, że... wciąż coś traci. Miasta, dzielnice. Pomorze! Och, strasznie mu współczułam. Na lekcjach historii wyglądało to zdecydowanie mniej dramatycznie. Urodził się, powalczył, zdobył koronę, odbudował królestwo, spłodził syna, któremu zostawił koronę. Dobrze, to spore uproszczenie, ale... Władek Cherezińskiej to zupełnie inna postać i właśnie takiego Łokietka wolę.
W "Płomiennej koronie" widzimy trochę więcej świata, nie tylko Polskę. Więcej zawirowań, zdaje się, jest w Czechach niż w Polsce. Tam dopiero możemy obserwować naprawdę niesamowite intrygi. I to również wśród kobiet, wszak po śmierci Wacława III nie pozostał żaden męski spadkobierca. 
Tak jak żaden człowiek nie jest samotną wyspą, tak żaden kraj nie żyje w oderwaniu od tego, co dzieję się naokoło jego granic. Szczególnie kraj, który de facto nie istnieje i granic nie posiada. Dlatego tak ważne jest ukazanie wydarzeń w Czechach, na Węgrzech, czy na ziemiach będących pod zwierzchnictwem Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Jak się okazuje nawet obrona Akki nie pozostaje bez wpływu na losy rozbitej Polski.
Jakub Świnka, który w pierwszym tomie wybijał się na czoło bohaterów, został tu potraktowany trochę po macoszemu. Już nie jest pierwszoplanową postacią, przez większość powieści w ogóle się nie pojawia, jest co najwyżej wspominany. Zdecydowanie więcej możemy teraz poczytać o krzyżakach, jest także wątek templariuszy i joannitów. Cherezińska wprowadza nową osobę wśród cichych ludzi i jest to postać naprawdę nietuzinkowa. Pojawią się oczywiście również herbowe bestie, kapłani Trzygłowa, zielone dziewczyny od Dębiny. Ludzie Starej Krwi i... ktoś o wiele, wiele od nich starszy.
Ubawimy się czytając o "intrygach" i ploteczkach wśród klarysek. Zresztą i tam pojawi się prawdziwa tajemnica, która będzie powodowała wypieki na naszych policzkach. Och, poznać ją, co za gratka...
Moimi zdecydowanie ulubionymi bohaterami tej części cyklu są Rikissa, bis regina oraz Michał Zaremba. Choć jeszcze kilka osób bardzo polubiłam, to córka Przemysła jest najbliższa memu sercu (jak w pierwszym tomie Kinga). Michał zaś, cóż... Kryje w sobie niesamowitą tajemnicę.
W recenzjach poprzednich tomów pisałam, że głównym ich bohaterem jest Polska (zresztą zdanie to z recenzji "Korony śniegu i krwi" znalazło się później na okładce "Niewidzialnej korony"). Tym razem tego nie powtórzę. To powieść przede wszystkim o Władysławie Łokietku i o władzy. Nie o Polsce, a o koronach, nie tylko o koronie polskiej.
"Nie daj Boże zjazd piastowski!" – można by podsumować wszystkie intrygi, zdrady, zabójstwa. Ja tam jednak cieszę się niezmiernie, że Cherezińska pisze o moich kochanych Piastach. I niech pisze dalej. Czy będzie ciąg dalszy? Niby Autorka nie mówi nie, a nawet... W końcu tyle pytań pozostało bez odpowiedzi. Ja natomiast z niecierpliwością czekam na powieść o królu Jadwidze.
Rozdziały, jak w poprzednich tomach, rozpoczynają się zawsze od wskazania, o kim dany fragment opowiada. Pomaga to nie pogubić się wśród tych wszystkich Henryków, Władysławów, Jadwig i Elżbiet. Niestety zrezygnowano tym razem z drzew genealogicznych, co jest, moim zdaniem, posunięciem bardzo niefortunnym. Cieszy mapa na wyklejce, ale to za mało.
No i problem podstawowy. Czas, który upłynął od lektury "Niewidzialnej koron" sprawił, że wiele już zapomniałam. Początki czytania były trudne, nie od razu umiałam się odnaleźć w tym bogato przedstawionym, pełnym ciekawych postaci, świecie. Gdybym dysponowała nadmiarem czasu, najpierw chętnie przeczytałabym powtórnie poprzednie tomy. Jednak przy dzieciach to niemożliwe. Polecam jednak, jeśli ktoś dopiero zaczyna "przygodę" z "Odrodzonym Królestwem", przeczytać wszystkie trzy tomy jeden za drugim. Przerwy lekturze nie służą, szczególnie trzyletnie.
Powieść napisana jest ładnym językiem. Postaci są przekonujące. Wydarzenia opisane tak barwnie, że czujemy, jakbyśmy byli ich świadkami. Akcja trzyma w napięciu, choć niby wiadomo, że Władysław i tak zwycięży i zostanie królem, a jego następcą będzie Kazimierz, który rodzi się dopiero gdzieś w połowie książki. Co do treści nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Do tego dochodzi jeszcze cudna okładka, która oczarowała nawet moje siedemnastomiesięczne córeczki.
Polecam z całego serca.









Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka: