Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło


Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Filia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Szczęśliwy dom – Krystyna Mirek

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2015
Seria: Jabłoniowy Sad, tom I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 358
ISBN: 978-83-8075-024-1







Książki pani Krystyny Mirek przenoszą czytelnika w inny świat. Są pełne magii i miłości, a przecież tak naprawdę pokazują to, co mamy wokół siebie na co dzień. Ludzkie marzenia, tęsknoty, problemy. Tajemnice, bóle, cierpienie, małe i duże radości. Często ciężką drogę do celu i czekającą na końcu tej drogi nagrodę. Łączą w sobie ciepło, jakim epatuje Autorka, piękny język, dogłębny obraz psychologiczny współczesnych Polaków z dozą humoru i iskierką magii. I tym razem też się nie zawiodłam, dostałam to, czego oczekiwałam po jej najnowszej powieści... a nawet więcej.
"Szczęśliwy dom" to pierwszy tom nowej współczesnej sagi rodzinnej zatytułowanej, bardzo swojsko, a jednocześnie romantycznie – "Jabłoniowy Sad". 
W sadzie stoi dom, który Jan Zagórski wybudował dla swej pięknej żony Heleny i czterech córek. Dziewczynki już dawno przestały być dziećmi, wyfrunęły z domowych pieleszy, szukając własnego szczęścia. Każdego dnia jednak, o każdej porze, mogą powrócić do rodzinnego domu, porozmawiać z rodzicami, szukać u nich wsparcia, rady i po prostu bliskości. Taka jest właśnie rodzina Zagórskich. Zawsze razem, zawsze służąca pomocą. Jak ciotka Marta, która przez długie lata pomagała siostrze w wychowaniu córek i prowadzeniu gospodarstwa. 
Jan prowadzi wyjątkową, klimatyczną księgarnię, w której każdy klient może porozmawiać o książkach, pijąc jednocześnie aromatyczną herbatę skomponowaną specjalnie przez właściciela. Pomaga mu najmłodsza córka, Anielka. Helena, będąca już na emeryturze urzędniczka, opiekuje się domem i ogrodem, a w tej chwili szykuje właśnie wystawne ogrodowe przyjęcia z okazji czterdziestej rocznicy ślubu. Zjawią się na nim wszystkie córki ze swymi życiowymi partnerami i dziećmi. Wygląda bajecznie? Owszem, z tym, że... 
Marylka jest po rozwodzie i samotnie wychowuje dwóch synków, Gabrysia od lat stara się o dziecko i wciąż jej się nie udaje, a na dodatek jej mąż, by zarobić na lekarzy, pracuje na co dzień w Berlinie. Julia jest w stałym związku i właśnie ma się zaręczyć, wszyscy jednak czują, że coś jest nie tak. A Anielka? Anielka ma śliczną i cudowną córeczkę, o której ojcu nikt z rodziny absolutnie nic nie wie. Czyżby rodzina Zagórskich nie była idealna? Myśl o tym, że coś im w życiu nie wyszło męczy Jana już od pewnego czasu, a zbliżająca się rocznica ślubu tylko to uczucie potęguje. Czy problemy córek są karą dla niego – za to, że kiedyś, przed czterdziestu laty, odbił ukochaną swemu najlepszemu przyjacielowi?
Jak w każdej rodzinie, tak i Zagórskich, nie wszystko jest jasne, a każdy trzyma w sercu pewne tajemnice. Ból, cierpienie, tęsknotę za tym, czego – mimo całej miłości i szczęścia – jednak w życiu nie otrzymał. Czy Gabrysia, pochłonięta myślą o zajściu w ciążę, ocknie się na czas i zawalczy o męża z bezwzględną, piękną i młodą Elizą? Czy Marylka w końcu zrozumie, że nie musi się dopasowywać do mężczyzn i czasem któryś mógłby dopasować się do niej? Co postanowi Julia – zgodzi się przyjąć oświadczyny Ksawerego, czy wciąż będzie marzyła o namiętnej miłości z czasów matury? Czy rodzina w końcu dowie się, kto jest ojcem małej Ani, a Jan pogodzi się z przyjacielem z dzieciństwa? I czy Helena ostatecznie zacznie żyć własnym życiem, dając córkom swobodę, o którą wcale nie prosiły?
"Szczęśliwy dom" to wzruszająca historia, której ciągu dalszego będę wyczekiwała z prawdziwą niecierpliwością. Powieść ma wszystko to, co lubię. Wartką akcję, ciekawych bohaterów, w których widzę odbicie znanych mi osób (w tym siebie), ciepło, walkę o lepsze jutro. Jest napisana pięknym językiem, co nie dziwi, jeśli zna się twórczość Autorki. Dodatkowym atutem jest wyjątkowa, urzekająca okładka i fakt, że historia nie kończy się z ostatnią stroną. Dwa kolejne tomy w przygotowaniu, a nie wiemy jeszcze, na ile tomów Krystyna Mirek zaplanowała całą sagę. Nic dodać, nic ująć, po prostu trzeba przeczytać. I gwarantuję Wam, nie zawiedziecie się. 


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości WydawnictwaFilia

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Ekspozycja – Remigiusz Mróz

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2015
Trylogia z komisarzem Forstem, tom 1
Oprawa: miękka
Liczba stron: 474
ISBN: 978-83-8075-021-0






Mindblowing! Tyle by wystarczyło, by opisać tę książkę. Ją po prostu trzeba przeczytać, wgryźć się we wszystkie szczegóły i drobiazgi, poznać bohaterów i ich psychikę, pobudki, by choć spróbować zrozumieć. Chociaż do zrozumienia daleka droga.
Mrożące krew w żyłach, okrutne morderstwo, do którego dochodzi na Giewoncie to dopiero małe preludium do tego, co będzie się działo na niemal pięciuset stronach tego niesamowitego kryminału. Na dodatek "Ekspozycja" to dopiero pierwszy tom trylogii, więc czytelników czeka prawdziwa uczta. 
Wiszący na giewonckim krzyżu starszy, nagi mężczyzna to upiorny widok. Czy doszło do mordu na tle religijnym? Dla niektórych to oczywiste, inni jednak nie do końca chcą wierzyć w taką teorię. Którzy mają rację? Och, długo się nie dowiecie, właściwie do samego końca Remigiusz Mróz będzie Was trzymał w niepewności, a ostatnia scena "Ekspozycji"... zaostrzy apetyt na ciąg dalszy, zdenerwuje, spowoduje niemałą frustrację... Lepiej nie jedzcie i nie pijcie w tym czasie, bo szczęka opadnie Wam bardzo, bardzo nisko i obserwatorom Waszych zmagań z książką może się ukazać niezbyt apetyczny widok.
Zresztą nie zdradzę za wiele, gdy napiszę, że Giewont to tylko jedno z wielu miejsc, w których pojawią się zwłoki. Ludzie w tej powieści giną często, a dostrzeżenie jakiegoś punktu, który połączyłby ofiary okrutnego seryjnego mordercy nie jest wcale łatwe. Nie poradziły sobie z nim służby mundurowe z Zakopanego, a komisarz Wiktor Forst z pomocą prezenterki telewizyjnej, ślicznej Olgi Szrebskiej przemierzą pół świata w poszukiwania rozwiązania tej zagadki. I, do licha, kiedy będą blisko, będzie się okazywało, że trop jest dobry, ale... I tak w kółko. Bo każdy trop prowadzi do kolejnego, lecz niestety morderca wciąż grasuje i, nie tylko w Polsce, ludzie giną, a i główni bohaterowie nie raz i nie dwa będą zmuszeni ryzykować własnym życiem, by odkryć makabryczną prawdę. 
"Ekspozycja" to rewelacyjne połączenie mrożącego krew żyłach kryminału i powieści historycznej. Wartka akcja, świetnie stworzeni bohaterowie, których w żadnym wypadku nie można nazwać papierowymi, zagadka, za którą warto polecieć nawet na druga półkulę. Do tego piękny język, dobrze napisane dialogi (których jest bardzo dużo), realistyczne tło, odpowiednia doza specyficznego humoru. Czy można chcieć więcej? Można. Na przykład dobrej korekty i redakcji. Dostajemy. Ładnej okładki. Dostajemy. Dalszego ciągu jak najszybciej. Mam nadzieję, że to również dostaniemy, bo w przeciwnym razie pan Remigiusz powinien zacząć się obawiać o własne życie, kiedy tabun zniecierpliwionych czytelników zacznie się domagać dokończenia "opowieści o Wiktorze i Oldze na tropie mordercy podpisującego się starożytnymi monetami".
Poza intrygującymi i okrutnymi zbrodniami, dodatkowym atutem książki jest to, że duża część jej akcji rozgrywa się na naszym podwórku, czyli w Polsce, na Białorusi i w Rosji (przy czym w Polsce najczęściej). To w tych krajach dojdzie do licznych pościgów, bijatyk, strzelanin, ale także "rycia" po dokumentach i poszukiwania prawdy o... pierwszych chrześcijanach.
Powieść jest wymagająca i to nie tylko ze względu na swoją objętość. Należy się skupić na wielu wątkach prywatnego śledztwa prowadzonego przez Forsta i Szrebską. Na dodatek zakorzenienie motywów zbrodni w dalekiej i bliskiej przeszłości może się okazać utrudnieniem dla osób nie lubiących historii. Mimo to, uważam, że nawet takie osoby polubią tę powieść. Bo jakże można nie polubić Forsta?
Od "Ekspozycji" bardzo ciężko się oderwać. Oczywiście nie przeczytałam całości za jednym zamachem, bo życie mi miłe i jednak poszłam spać. Powieść czyta się wyśmienicie, bardzo szybko, z wypiekami na twarzy. Choć wiadomo, że Forst musi przeżyć, bo przecież to pierwszy tom trylogii o jego "przygodach", to co do pozostałych bohaterów tej pewności nie mamy. Wiele jest natomiast takich sytuacji, w których ich życie wisi na włosku i to naprawdę bardzo, bardzo cienkim.Emocje rosną.
Nie czytałam dotąd wcześniejszych książek Remigiusza Mroza. Nie było mi dane. Myślę jednak, że nadrobię te zaległości, bo po tym, co przeżywałam w trakcie lektury "Ekspozycji" (i nadal jeszcze przeżywam) jestem przekonana, że ten Autor nie raz mnie jeszcze zaskoczy. I dobrze, ciesze się, tym bardziej, że to już przynajmniej drugi młody polski prawnik z mojego pokolenia, który spełnia się świetnie w świecie literackim. Gratuluję wybornej pomysłowości, wytrwałości i wyśmienitego warsztatu. Czekam na dalszy ciąg.



Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

niedziela, 17 maja 2015

Francuska opowieść – Krystyna Mirek

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 342
ISBN: 978-83-8075-007-4
 
 
 
 
 
 
 
Pamiętacie opowieść o Berenice zwanej Beatą, która miast wymarzonych wakacji na Krecie, spędzanych w ramionach ukochanego mężczyzny, została tam sprzątaczką i zrozumiała, że jej związek jest toksyczny i należy go zakończyć? Być może i Was zmyliła Krystyna Mirek i myśleliście, że to już koniec perypetii bohaterów "Szczęście all inclusive". Niezależnie od tego, czy ulegliście temu złudzeniu, czy nie – oto dalsze losy Bereniki, Jakuba i Oliwii (a w tle także kilka słów o Agnieszce i Kostasie).
Na powrót ze słonecznej Krety Berenika czekała z wytęsknieniem, bo choć to przecudna wyspa, to jednak serce rwało się do domu i Jakuba, którego oświadczyny przyjęła. Wystrojona wsiadła do samolotu, marząc już o romantycznym powitaniu na lotnisku, o wspaniałym zakończeniu wakacyjnego romansu i szczęśliwym życiu u boku zaradnego mężczyzny, jakże innego od Kacpra. Lądowanie okazało się jednak twarde i Beacie przydał się twardy... wiecie co. Zderzenie z rzeczywistością spowodowało u niej wielki zalew wątpliwości. Bo czy Jakub na pewno jest tym jednym jedynym? Jakie mają gwarancje, że ich związek będzie szczęśliwy i przetrwa długie lata, dopóki śmierć ich nie rozłączy? Jak może być tego pewna widząc kłócących się wciąż, właściwie bez powodu, rodziców? Oglądanie pleców Jakuba, kiedy ten próbuje napisać zaległy artykuł wywołuje u niej mnóstwo wspomnień z czasów, kiedy Kacper też wciąż "próbował", "pisał", "starał się", a ona musiała zając się bardziej przyziemnymi sprawami – rachunkami, zakupami, domem – rezygnując jednocześnie ze swoich marzeń. Czy rzeczywiście kobiety wchodzą dwa razy do tej samej rzeki i nie potrafią znaleźć wymarzonego mężczyzny? Przecież Agnieszce się udało. Może jednak ona wyczerpała pulę i dla pozostałych kobiet nie ma już szans...
Kolejna ciepła i mądra powieść autorstwa Krystyny Mirek przenosi nas tym razem do pięknej, południowej Francji. Słońce, winnica i stary zamek, w którym żyje tajemniczy pan hrabia. Stary, kamienny dom, koty, wredny zarządca i na dodatek... Oliwia i Kacper – oto podróż przedślubna Bereniki i Jakuba. Co będzie dalej? Przekonajcie się sami.
Autorka wprowadza nowe postaci, które odegrają niebagatelną rolę w życiu znanych nam już bohaterów, a w niektórych chwilach wysuną się wręcz na pierwszy plan. Wzruszy Was z pewnością tragiczna historia Aleksa i jego rodziny. Nie wątpię, że i romantyczna opowieść sprzed lat, która zaważyła na losach hrabiego i jego winnicy zakręci Wam łezkę w oku. Trochę rozbawi też chemia, która wywiązuje się od pierwszej chwili pomiędzy Kacprem i piękną Marie, choć ona nie zna polskiego, a on francuskiego. Cóż, mowa ciał bywa czasem znacznie ważniejsza...
Krystyna Mirek skupia się tym razem na temacie poczucia bezpieczeństwa. Każdy z nas przecież czegoś się obawia, szczególnie w chwilach, w których życie niesie zmiany. są jednak na świecie ludzie pewni siebie, którzy zdają się nie bać niczego. Taką osobą jest Oliwia – kobieta sukcesu, budząca postrach i poważanie pani redaktor poczytnego czasopisma. Do wszystkiego doszła sama, dzięki własnej ciężkiej pracy. Skrywa jednak tajemnice z dzieciństwa, tajemnice, które może odkryć tylko ktoś bardzo dobrze potrafiący czytać z ludzi. 
Są też i tacy, którzy nigdy w siebie nie uwierzyli. Którzy zawsze i na każdym kroku zdają się wszystkich zawodzić. Którzy wciąż, cokolwiek by nie robili, dostają "kopa w tyłek" – od innych, albo po prostu od życia. Którzy nawet dla najbliższych są skończonymi zerami, niewartymi niczego. Do nich zaliczyć można Aleksa. Czy znajdzie w sobie siłę, by uwierzyć we własne siły i podjąć właściwą decyzję? Czy będzie się kierował przede wszystkim dobrem swoich małych córeczek, czy znów uprze się i postawi po prostu na swoim, niezależnie od tego, jak wiele osób przy tym skrzywdzi?
"Francuska opowieść" bowiem to także powieść o podejmowaniu wyborów i radzeniu sobie w trudnych życiowych sytuacjach.
Żaden ludzki związek nie jest prosty. To ciągłe kompromisy, rozmowy, czasami próba sił. Jednak prawdziwa miłość jest w stanie zwyciężyć wszystko. Czy wyjazd do słonecznej Francji okaże się dla Bereniki i Jakuba lekarstwem, czy może unaoczni im, że nie są dla siebie stworzeni? Czy Oliwię i Aleksa rzeczywiście coś połączy, potwierdzając regułę, że kto się czubi ten się lubi, czy to jedynie przyciąganie się dwóch ciał, które nie są w stanie być ze sobą? Czy zraniona w przeszłości Marie będzie potrafiła odnaleźć szczęście w ramionach wiecznego chłopca, który w gruncie rzeczy myśli jedynie o sobie?  I w końcu, czy hrabia znajdzie ukojenie i spokój duszy w ostatnich dniach swego życia?
Najnowsza powieść Mirek wydaje mi się jeszcze jeszcze dojrzalsza od wcześniejszych. Widać, że Autorka z każdym kolejnym tekstem głębiej wnika w ludzką duszę i serce. Zdaje się być doskonałym psychologiem. Dotyka tematów, które są powszechne, a o których jednak się nie mówi ani nie pisze/czyta. W mądry sposób, pełen ciepła i delikatnego humoru, roztacza przed czytelnikami nie tylko widok pięknych winnic, ale również niezbadane ścieżki ludzkich uczuć. Już nie mogę się doczekać jej kolejnej powieści.
Czy mam jakieś zastrzeżenia? Chciałabym napisać, że nie. Niestety, nie ma tak dobrze. W książce znalazłam zdecydowanie zbyt wiele literówek, by móc ją pod tym kątem ocenić jako dobrą. Komuś się chyba trochę przysnęło.
 
 
 
 
 
 

niedziela, 23 listopada 2014

Cicha 5 – K. Bonda, M. Kalicińska, K. Michalak, K. Mirek, N. Socha, M. Warda, M. Witkiewicz

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 378
ISBN: 978-83-7988-235-9







Śnieg prószy za oknami, na latarniach ozdoby świąteczne. W witrynach sklepowych już od dawna Mikołaje i choinki. W marketach rozbrzmiewają dźwięki kolęd, kusząc nas i przypominając, że najwyższy czas zacząć rozglądać się za bożonarodzeniowymi prezentami. Wydać jak najwięcej, zrobić prawdziwe Święta. Tylko... czy o to na pewno chodzi? O suto zastawiony stół i górę zapakowanych w lśniący papier pudełek pod przystrojonym drzewkiem? O kolejne chwilówki, które w styczniu trzeba będzie spłacić? O stres, czy wszyscy będą zadowoleni? O ciągły bieg? A może... Może czas najwyższy, by się zatrzymać i skupić na najbliższych?
Czy "Cicha 5" jest idealną książką do znalezienia pod choinką? Z pewnością się nie zawiedziecie, chociaż... Wydaje mi się, że znacznie lepiej zapoznać się z tym zbiorem opowiadań teraz, gdy do Bożego Narodzenia pozostał jeszcze miesiąc. W Święta może już być za późno, a przecież Wigilia to magiczna noc, w którą zdarzają się prawdziwe cuda.
Siedem autorek i siedem opowiadań. Każde z nich inne, każde o mieszkańcach jednego z mieszkań przy ulicy Cichej 5 w Warszawie. Poznajcie ich i dowiedzcie się, jakie podarunki znaleźli pod swoimi bożonarodzeniowymi drzewkami.
Zdradzony mężczyzna, który nie potrafi sobie ułożyć życia. Piękna kobieta, która szuka szczęścia u boku młodego kochanka. Ojciec, który został sam, bo zatracił się w pracy i gdzieś zagubił swoją rodzinę. Artysta, dla którego rzeźbienie było ważniejsze od zapewnienia dostatku żonie i synom. Starsza pani, która lubi nosić różowe sukienki a'la baletnica i nie chce się poddać starości i chorobie. Młoda kobieta, która oddała serce tragicznie zmarłego męża, by inny człowiek mógł nadal żyć. I na koniec – nawiedzona sąsiadka, za którą nikt nie przepada, choć jej serce jest czystsze niż kryształ, a dobro, jakie bezimiennie rozdaje, większe niż ktokolwiek może się spodziewać. Oto oni – bohaterowie opowiadań siedmiu znanych polskich pisarek, które połączyły swe siły i stworzyły nastrojowy, czasem rozczulający, czasem gorzki w odbiorze zbiór w sam raz na... każdą porę roku.
Czy człowiek zasługuje na drugą szansę? Tak? A  na trzecią, na czwartą? Czy dostajemy to, czego pragnęliśmy, czy może los lepiej od nas wie, czego naprawdę potrzebujemy?
Nie będę tym razem dogłębnie omawiać każdego opowiadania. Powiem tylko, że wszystkie są godne przeczytania. Choć oczywiście jedne są lepsze, inne słabsze. Najbardziej podobały mi się "Powrót na Cichą", "Niebieski język" i "List do Mikołaja". Duże wrażenie zrobiło "Serce". Najmniej emocji wzbudzały "Przypadki senatorowej K.", co oczywiście nie znaczy, że opowiadanie M. Kalicińskiej jest kiepskie. Po pierwsze – już je znałam, bo zostało opublikowane w antologii "2012". Po drugie – naprawdę trzeba było się mocno skupić, by dostrzec w nim elementy bożonarodzeniowe, a i Cicha 5 została tam wprowadzona jakby na siłę i właściwie nic się pod tym adresem nie działo. Choć samo opowiadanie jest ciekawą wariacją na temat Anny Kareniny, nie pasuje trochę do tego zbioru. Wzruszyła mnie do głębi opowieść Katarzyny Michalak, o starszym panu, który tak bardzo chciał zapewnić swym osieroconym przez matkę córkom dobre życie na poziomie, że nie zdążył już dać im ojcowskiej miłości. Aż pewnego dnia dotarło do niego, że został sam na świecie, a z córkami nic już go właściwie nie łączy. "Niebieski język" Nataszy Sochy przypomniał mi, że młodym się jest duchem, nawet jeśli ciało wymagałoby prasowania. I że zawsze warto mieć nadzieję i nigdy nie wolno się poddawać. Bo z dobrym nastawieniem do życia, niepotrzebny jest Święty Mikołaj. "List do Mikołaja" Magdaleny Witkiewicz z kolei jest świetną kompozycyjnie opowieścią o tym, jak dobro może być przekazywane z pokolenia na pokolenie – zupełnie bezwarunkowo, za darmo, z czystego serca. I że dobro zawsze do nas wraca, kiedy się tego najmniej spodziewamy.
Czy każdemu należy się od życia druga szansa, czy może jednak nie wszyscy sobie na nią zasłużyli? Oto pytanie, na które chyba nie ma odpowiedzi. Nie znajdziecie jej też z zbiorze "Cicha 5". Na pewno jednak poznacie ciekawych bohaterów, których historie na dłuższy czas pozostaną w Waszej pamięci.
Przepiękna okładka przykuwa wzrok i zdaje się szeptać słodkim głosem: "Weź mnie, kup mnie, poczytaj mnie". Książka jest porządnie zredagowana i nie znalazłam jakichś większych felerów, chyba ze dwie literówki się trafiły. Ogólnie wydanie zasługuje na pochwałę. Podpowiem Wam jeszcze, byście przed lekturą spojrzeli na ostatnią stronę, na której znajduje się rysunek kamienicy przy ulicy Cichej. Może i Wam pomoże w głębszym zrozumieniu sąsiedzkich stosunków.
Podsumowując więc – zbiór opowiadań, który właśnie przeczytałam godny jest polecenia i całkiem wysokich ocen. Ładnie wydany, a przede wszystkim dobrze napisany, świetnie wpasowuje się w listopadowo-grudniowy klimat oczekiwania na Boże Narodzenie. W większości opowiadania zostały dobrane idealnie (mam tylko jedno zastrzeżenie) i widać, że wszystkie Autorki wykonały kawał dobrej roboty, przekazując nam bardzo pozytywne literackie wibracje ubrane w ładny język i ciekawą fabułę. Szkoda tylko, że w zbiorze nie znalazło się żadne opowiadanie napisane przez mężczyznę. Byłoby jeszcze ciekawiej. Może w przyszłym roku...







Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Filia
  http://www.wydawnictwofilia.pl/

piątek, 14 listopada 2014

Podarunek – Krystyna Mirek


Wydawnictwo: Filia
Poznań 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 375
ISBN: 978-83-7988-248-9








To moje trzecie w ostatnim półroczu spotkanie z prozą Krystyny Mirek i nie potrafię powiedzieć, które z nich było najprzyjemniejsze. Każde wnosi do życia trochę radości, trochę smutku, sporo dojrzałych uwag na temat świata i przemyśleń, którymi zdecydowanie warto się zainteresować. Do tego jeszcze wartka akcja, wspaniale stworzeni bohaterowie i piękny język, którym posługuje się Autorka. Jej kolejna powieść to rzeczywiście prawdziwy podarunek.
Niestandardowo zacznę dzisiaj od okładki, ponieważ całkowicie mnie urzekła. Owszem, to, co jesteście w stanie zobaczyć jest ładne. I ja taką okładkę widziałam choćby na fanpage;u Autorki. Ładna, jak na Filię przystało. Romantyczna i radosna – idealnie pasująca do twórczości Krystyny Mirek. Kiedy jednak książkę wyjęłam z paczki i mogłam się jej przyjrzeć na żywo... na mojej buzi pojawił się banan, w nozdrza uderzył zapach piernika, a w uszach usłyszałam dźwięk dzwoneczków z zaprzęgu Świętego Mikołaja. Sezon przedbożonarodzeniowy uważam zatem za oficjalnie otwarty. Co mnie tak urzekło? Musicie zobaczyć sami, gdyż nie da się tego opisać słowami, ani oddać na fotografii. Naprawdę olbrzymi plus za okładkę.
"Podarunek" to nie tylko świetny prezent pod choinkę. To również – i przede wszystkim – bardzo udana, ciepła, pełna miłości powieść, nad którą uśmiechniecie się wiele razy, a kilkukrotnie uronicie też łzy. Jak w prawdziwym życiu, które bywa słodkie i słone zarazem. 
Marta wydaje się być szczęściarą. Ma męża, dwójkę dzieci, dobrą pracę. Teściowa-hetera to niezbyt udany "bonus" w małżeństwie, ale wszystko można przetrwać. Tak przynajmniej jej życie wygląda z zewnątrz. W rzeczywistości nie jest szczęśliwa. Mąż stał się ostatnio oziębłym Obcym Człowiekiem, z którym nie da się rozmawiać, który zobojętniał tak na żonę, jak i na dzieci. Te natomiast wchodzą w okres pierwszych buntów i przestają już przypominać te słodkie aniołki, które jeszcze nie tak dawno tuliła do serca i woziła w wózeczku. Na domiar złego ta nieszczęsna teściowa-hetera. Marcie marzą się prawdziwe Święta Bożego Narodzenia. W rodzinnej atmosferze, z uśmiechami na twarzach, w pachnącym domu, w którym wszystko będzie przygotowane tak, jak ona zaplanuje. Nie teściowa, ale ona, Marta. Dość ma już tych smutnych posiłków z matką swego męża, która co i rusz wyrzuca jej, że coś zrobiła źle, że coś jej nie wyszło, że sobie nie radzi. Niestety, samotna starsza pani nie daje za wygraną. Marta ma dość. Skoro mąż przedkłada matkę ponad żonę, to... niech zamieszka z matką. Wypędzenie Krzysztofa z domu w wigilijny wieczór zdaje się być początkiem końca, a jednak... staje się początkiem czegoś nowego i zupełnie niespodziewanego. Rzucone do gwiazd życzenie zostanie spełnione w zupełnie inny sposób, niż Marta mogłaby to sobie wyobrazić. Przyniesie zaskoczenie dla wszystkich, choć życie nie będzie usłane różami. Stara prawda mówi, że małżeństwo to ciągła praca dwojga ludzi, nawet jeśli mężczyzna świeci jedynie "światłem odbitym" swej żony. 
"Podarunek" jednak to nie tylko opowieść o Marcie. Spotkacie tu również Kaję, która marzy o radosnym, pełnym adrenaliny życiu bez zobowiązań, o niezależności finansowej i przystojnych mężczyznach. Wszak należy się to osobie, która skończyła studia i pracuje, czyż nie? Niestety... tonie w długach, nie potrafi oszczędzać, a na domiar złego właśnie zostaje sama. To się nazywa Boże Narodzenie! 
Jeśli myślicie, że to powieść o zawiedzionych kobiecych marzeniach i poszukiwaniu idealnego mężczyzny, mylicie się. "Podarunkowi" daleko do klasyki Harlequinów. To mądra historia kilku osób, które na ten sam problem patrzą z różnych perspektyw. Bo czy na pewno Marta jest taka nieszczęśliwa, a jej mąż taki oziębły? Czy na pewno Eleonora,znienawidzona teściowa Marty, to taka wiedźma? I czy rzeczywiście wszystko w życiu Kaja przelicza na pieniądze? 
Krystyna Mirek stawia bardzo celne diagnozy całemu społeczeństwu oraz wskazuje na to, dokąd zmierzamy i robi to w charakterystyczny dla siebie sposób. Szuka rozwiązań, nie narzeka, nie chowa głowy w piasek. W końcu szczęście można znaleźć tuż za rogiem, tylko... trzeba umieć szukać i chcieć je znaleźć. Tak naprawdę chcieć, wiedząc, że łączy się to często z postawieniem całego życia do góry nogami i pewnym poświęceniem. Szczęście jest wszędzie, ale nie rozdają go za darmo. Trzeba za nie zapłacić.Cena bywa gorzka, ale nagroda jest zawsze słodka. Przekonajcie się sami.
Krystyna Mirek wysoko plasuje się wśród współczesnych autorek. Bardzo ją polubiłam za jej "Szczęście all inclusive" i "Pojedynek". Teraz upewniłam się, że nie był to przypadek i Autorka utrzymuje wysoki poziom. Bardzo cieszy mnie, że są osoby, które z takim optymizmem potrafią napisać naprawę dobrą jakościowo i językowo powieść. Dodatkowo Filia postarała się o rzetelną korektę i redakcję. Znalazłam jedynie dwie literówki na prawie 400 stron, czyli dobry wynik. Nic dodać, nic ując – polecam zakupić i przeczytać. A gdy już będziecie zakopani w kocyk, z książką w ręku i parującą herbatką na stole... zwróćcie w czasie lektury uwagę na pewną tajemniczą babcinke, która potrafi nieźle zamieszać w cudzym życiu i być swego rodzaju Świętym Mikołajem. Przyjemnej lektury, Kochani.



Autorka udzieliła mi wywiadu:



Książka przeczytana w ramach Projektu:


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

czwartek, 24 lipca 2014

Szczęście all inclusive – Krystyna Mirek

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2014
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-7988-055-3



Książka zachwyciła mnie okładką od pierwszej chwili, kiedy ujrzałam jej reklamę w Internecie. Mam słabość do Grecji. Być może już o tym wspominałam. Kocham ją miłością całkowicie odwzajemnioną. Zresztą ta okładka jest po prostu piękna, nawet dla kogoś, kto Grecji nie miłuje. Mam rację?
Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy udało mi się zdobyć tę powieść. Tym bardziej, że poza przecudną okładką mamy jeszcze ponad 360 stron naprawdę dobrej literatury i to nie tylko na lato.
Akcja toczy się na Krecie, choć początkowe rozdziały opowiadają historie głównych bohaterów tuż przed wylotem – częściowo w Warszawie, częściowo w Krakowie. To w Polsce poznajemy Berenikę, na którą wszyscy mówią Beata. Sympatyczną, dość uroczą magister geodezji, która właśnie oczekuje na przedłużenie umowy o pracę i zaległą premię. Wówczas wybierze się na wymarzony urlop do Grecji. Taki wyśniony, zaplanowany od dawna, urlop marzeń. Razem ze swym ukochanym, który czeka na nią w domu. Rzecz w tym, że życie nie jest usłane różami, a szef Beaty okazuje się zwykłym naciągaczem. Bez pracy, bez perspektyw, z chłopakiem, którego od lat utrzymuje, Beata zostaje na lodzie i musi zapomnieć o wakacjach. Wówczas otrzymuje propozycję podjęcia pracy na Krecie. W roli... pokojówki. Niełatwa decyzja dla marzącej o czymś więcej, wykształconej, młodej kobiety.
Beata nie jest jedyną bohaterką, trudno nawet powiedzieć, że jest główną. W powieści Krystyny Mirek właściwie zdecydowana większość osób to postaci pierwszoplanowe. Poznajemy więc Jakuba, który marzył kiedyś o pisaniu mądrych artykułów, a trafił do pisma dla kobiet, w którym pisze pod pseudonimem (jako kobieta). Na Kretę wybrał się z narzeczoną, która jest także jego szefową. To Oliwia zdecydowała dokąd lecą, kiedy i... za wszystko zapłaciła. Jakub ma nadzieję, że ten wyjazd pozwoli im uporządkować pewne sprawy i w końcu on również będzie miał coś do powiedzenia w kwestii tego związku. Oliwia natomiast, cóż, skrywa pewien sekret, ma pewne wielkie marzenie, a Jakub ma jej pomóc w jego osiągnięciu. Czy rzeczywiście jest taką zołzą, za jaką ma ją polski personel hotelu?
Alina jest matką Franka i poznajemy ją w sytuacji, która niezbyt pochlebnie o niej świadczy. Od pierwszej chwili mamy wrażenie, że jest matką wyrodną, że najchętniej zostawiłaby synka gdziekolwiek i z kimkolwiek, byleby tylko mieć trochę spokoju. Racja, Franek do potulnych baranków nie należy, wszak orzeczenie o ADHD to nie tylko jego wymysł. Czy jednak rzeczywiście Alina jest taka podła, czy może jedynie...?
Czy wiecznie roześmiana, lubiąca się zabawić Agnieszka, którą na Krecie nazywają Agnes, naprawdę jest takim lekkoduchem? Właściwie co złego jest w byciu radosnym? Szczególnie, gdy od pięciu lat mieszka się na wspaniałej greckiej wyspie, ma stałą pracę, zarabia całkiem dobrze, jest się szanowanym przez resztę zespołu i ma przyjaciela, na którego zawsze można liczyć?
Wiele pytań. Ważnych pytań. "Szczęście all inclusive" to mądra powieść o ludzkich losach, walce o szczęście, o marzeniach i iluzjach. Bo nie wszystko jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Pozory mylą – nawet w ostrym i ciepłym słońcu przepięknej Krety.
Ciężkie tematy przeplatane są wspaniałymi opisami kreteńskiej plaży i kąpieli w morskich falach. Ludzkie dramaty maja miejsce nawet w urokliwych gajach oliwnych, wśród poskręcanych drzewek i zapachów prawdziwej greckiej kuchni. Miłość potrafi pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Nie myślcie jednak, że to jakiś zwykły romans a'la Harlequin. O nie, tej powieści daleko do takich banałów.
Ciepła i pogodna powieść o trudnościach, na które może napotkać każdy z nas. Choć nikomu ich nie życzę. O wyborach, które z boku wydają się znacznie prostsze, iż wówczas, gdy dotyczą nas samych. Mądra opowieść o tym, że trzeba patrzyć w przyszłość, a nie oglądać się za siebie. I czasami... warto się trochę poświęcić, bo bez pracy nie ma kołaczy.
Jedynym minusem książki jest nie najlepsza korekta. Trochę to dziwi, bo ogólnie Filia raczej dobrze radzi sobie z literówkami, a tym razem znalazłam ich zdecydowanie za dużo. Mimo wszystko jednak, najgoręcej polecam. Niezależnie, czy w te upalne dni jesteście na urlopie, czy pracujecie.



Książka przeczytana w ramach Wyzwania


Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Filia
  http://www.wydawnictwofilia.pl/

środa, 23 lipca 2014

List z Powstania – Anna Klejzerowicz

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2014
Liczba stron: 326
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-63622-90-9







Mam ostatnio ogromne szczęście do naprawę dobrych książek. Sami zresztą możecie spojrzeć na moje wcześniejsze wpisy. To jest w większości literatura z górnej półki. Tymczasem okazało się, że trafiłam na coś, co nie podlega żadnym dotychczasowym klasyfikacjom. Na książkę, która wymyka się z półek i żyje własnym życiem. Bo choć już trzy dni minęły od chwili, gdy przeczytałam ostatnią stronę (a lektura całości zajęła mi zaledwie jeden dzień) i zabrałam się już do kolejnej książki... wciąż wracam myślami do "Listu z Powstania". I wciąż nie mogę przestać... się bać.
Na tę powieść polowałam przez długi czas. Brałam udział w kilku konkursach i wciąż uparcie wybierałam ten właśnie tytuł. Jednak nie mam szczęścia do konkursów. Za to dopisało mi większe i takie, z którego naprawdę jestem bardziej zadowolona. Udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem Filia i to dzięki niemu mogłam poznać tę niesamowitą historię.
Czego się spodziewałam? Wojennej historii i jej kontynuacji w niedalekiej przyszłości (licząc od Powstania). Co dostałam? Coś zupełnie innego. Bo Powstanie, choć przecież tak ważne dla całej fabuły, zdaje się być "jedynie" pretekstem. O samym zrywie Autorka pisze niewiele, a jednak ciężko powiedzieć, że nie jest to książka o Powstaniu. Jak to możliwe? Nie wiem. Może to po prostu niesamowity talent Anny Klejzerowicz, która tak umiejętnie i pięknie splata wszystkie wątki, buduje napięcie, kreuje nietuzinkowe postaci, które nie są ani trochę papierowe...
"List z Powstania" to powieść o... obsesji, o poznawaniu prawdy, o życiu w wiecznym lęku, o przegranej, o wygranej, o stracie i nadziei. Jednym słowem o życiu. Jego głównymi bohaterkami są dwie kobiety (choć i parę innych osób można by do tego grona zaliczyć) – matka i córka. Julia i Marianna, zwana Majką. Pierwsza straciła w Powstaniu właściwie wszystko – rodziców, dom i ukochaną siostrę. Rodzice zginęli, a Hanka przepadła. Krążyły jakieś plotki, że uciekła, że miała romans, że ktoś ją gdzieś jeszcze później widział, ale tak naprawdę nic nie jest pewne. Julia nie potrafi pogodzić się z tym, że ukochana starsza siostra nie żyje. Całe swoje życie poświęca na jej odnalezienie. Swoją obsesją zaraża męża, a później także córkę. Choć Marianna nie od początku jest zainteresowana historią Hanki. Urodziła się w innych czasach, w których Powstanie przedstawiano jako głupi zryw, który pochłonął tysiące ofiar i nie przyniósł Polakom żadnych korzyści. Marianna jest młodziutka, chce żyć po swojemu, chce się bawić, mieć przyjaciół, a nie wciąż żyć w strachu przed kolejnymi rewizjami. Jednak bunt kończy się w pewnym momencie i samoczynnie niejako "ulega" tej obsesji. Obu kobietom przyjdzie za te poszukiwania zapłacić bardzo wysokie stawki.
Powieść rozpoczyna się od ostatnich dni września 1944 roku, kiedy Powstanie miało się już ku upadkowi, kiedy Warszawa płonęła, a ostatni walczący przedzierali się kanałami. Historię zaś kończymy w roku 2013, kiedy to... o, nie, tego Wam nie zdradzę, ale przyznam, że zakończenie robi wrażenie. Z tym, że to nie jest książka, którą czyta się dla zakończenia, ale dla wszystkiego tego, co pomiędzy pierwszą i ostatnią stroną.
Poszukiwanie prawdy o Hance kojarzyło mi się z historią opowiedzianą w serialu "Dom". Choć okoliczności zniknięcia siostry są zupełnie inne, to Julia żyje taką samą obsesją, jak Martyna (i nawet ich nazwiska są podobne).
W pierwszej części powieści obserwujemy świat z dwóch perspektyw. Wszechwiedzący narrator opowiada o zdarzeniach z perspektywy Julii, rzadziej innych osób. Każdy rozdział zbudowany jest jednak z dwóch części i w tej drugiej zapoznajemy się z osobistymi notatkami Marianny. Narracja zmienia się dopiero z chwilą śmierci Julii. Uważam, że to był bardzo dobry zabieg, który sprawił, że bardzo zżyliśmy się z Majką, a jednocześnie jeszcze bardziej budował napięcie.
Tak, napięcie. Rzadko mi się zdarza, że tak się boję w czasie lektury. Szczególnie, że przecież ta powieść to nie jest żaden horror. Można ją na upartego nazwać kryminałem z wątkiem historycznym, ale kiedy słyszę o takiej kategorii mam od razu przed oczyma książki Dana Browna. Nie, żebym ich nie lubiła, ale to zupełnie inna półka, inna kategoria. Powieść Klejzerowicz bardzo by na takim porównaniu ucierpiała.
Dodatkowym atutem jest bardzo dobra korekta. Żadne nieszczęsne literówki, przecinki, czy inne paskudztwa nie burzą odbioru lektury. Jako wisienkę na tym pysznym (choć ciężkim tematycznie i wymagającym) torciku można uznać okładkę, która mnie osobiście urzekła od pierwszego wejrzenia.
Jeśli więc szukacie mądrej książki, która zawładnie Wami na kilka dobrych godzin (a pewnie nawet i dni), to gorąco polecam "List z Powstania" Anny Klejzerowicz. Ja natomiast z pewnością będę chciała w najbliższym czasie zapoznać się z innymi jej powieściami.





Książka przeczytana w ramach Wyzwania


Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Filia
  http://www.wydawnictwofilia.pl/

wtorek, 18 czerwca 2013

Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata - Susan Ee

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2013
Cykl: Angelfall, tom I
Okładka: miękka
Liczba stron: 308
Przekład: Jacek Konieczny
ISBN: 978-83-63622-15-2



Intrygująca okładka, pieknie do tego wykonana. Tytuł, który wskazuje, że bądź, co bądź będzie o aniołach, a ja anioły uwielbiam. Do tego zachęcający opis z tyłu:
"Ziemię ogarnęły ciemności. Państwa upadły, szpitale, szkoły i urzędy stoją puste, nie działają komórki. Na ulicach rządzą brutalne gangi. Prawdziwą grozę budzą jednak oni – bezwzględni Najeźdźcy. Anioły. Niektóre piękne, inne jakby wyjęte z najgorszych koszmarów, a wszystkie nadludzko potężne. Przez wieki uważaliśmy je za swoich stróżów, teraz okazały się agresorami siejącymi śmierć. Dlaczego zstąpiły na ziemię? Z czyjego rozkazu? Jaki mają plan? Czy ludzie zdołają im się przeciwstawić?"
Czegóż więcej można chcieć? W moim wypadku dużo więcej, bo już sporo takich książek przeszło przez moje ręce, a później trochę się zawiodłam, nieco przeliczyłam. Czy postapokaliptyczny świat Susan Ee sprostał moim wymaganiom? Owszem, nie mogę powiedzieć, że nie. Powieść wciągnęła mnie i właściwie ani się nie obejrzałam, a dotarłam do ostatniej strony.
Opowieść Penryn o końcu świata... Kim jest więc ta bohaterka, która w pierwszej osobie (i na dodatek w czasie teraźniejszym, o czym jednak nieco później) opowiada historię tego, co zostało z naszego świata (czy raczej ze Stanów Zjednoczonych, bo nie ukrywajmy, że akcja toczy się tam właśnie, bez jakichś częstszych odniesień do reszty globu) po... ataku aniołów. Tak, te śliczne stworzenia, do których co noc się modlą dziesiątki tysięcy dzieci okazały się żądnymi krwi okrutnikami, które napadły na biednych ludzi, zrównały większe miasta z ziemią i teraz sobie nad rasą ludzką panują. A najgorszy w tym wszystkim jest powód tego całego ludobójstwa... powód, którego Wam, oczywiście, nie zdradzę. Wracając do Penryn. Niby zwykła nastolatka. Ani specjalnie ładna, ani brzydka. Zwykła dziewczyna, która jednak potrafi walczyć (karate, judo i jeszcze różne inne sztuki walki, których nazw nie przytoczę są jej przynajmniej nieobce, a powód, dla którego jest z nimi tak dobrze obeznana okazuje się wstrząsający do bólu i szokujący) i przeżyć w naprawdę ciężkich warunkach. Opiekuje się matką, która jest chora psychicznie i młodsza siostrzyczką jeżdżącą na wózku inwalidzkim. Właściwie to ona jest głową tej rodziny, jedyną osobą odpowiedzialną za jej przetrwanie. Kiedy więc pewnego dnia jeden z aniołów porwie jej siostrzyczkę, Penryn zrobi wszystko, by odnaleźć i wyswobodzić małą Paige. Już samo to jest niesamowite, że Penryn wcale nie będzie ratować świata przed paskudnymi krwiopijcami. Ona po prostu chce odzyskać siostrę.
Konstrukcja bohaterów jest bardzo mocną stroną tej powieści . Są wyraziści, a każdy inny. Niby ludzie dobrzy, a anioły złe, ale nie do końca. Wiele tu odcieni szarości i przydymionej bieli. Nie ocenia się książki po okładce, a istoty tylko po tym, czy posiada skrzydła. Pierwszoplanowe postaci są wykreowane na naprawdę najwyższym poziomie, drugoplanowym tez niczego nie brakuje. Ot, choćby matka Penryn, która raczej nieszybko wyleci mi z pamięci, choć nawet nie poznajemy jej imienia. Bez niej cała ta historia nie trzymałaby się kupy...
Na początku trochę wkurzała mnie ta pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym. Próbowałam więc sobie wyobrazić poszczególne zdania w innym szyku i okazało się, że... najlepiej jest tak, jak jest. 
Nic w tej powieści nie jest oczywiste, niczego nie możemy się spodziewać. Autorka często zaskakuje i to jest genialne. Dzięki temu zaś, że zastosowała właśnie zabieg opowieści Penryn język jest prosty i przystępny. Książkę czyta się szybko i gładko i nikt nie może Susan Ee zarzucić tego, że nie pisze w sposób wyszukany. Proszę państwa, jaka amerykańska nastolatka, która ma na głowie szaloną matkę, siostrę na wózku i koniec świata wyrażałaby się jakoś super elokwentnie i w literackim stylu? Chyba bym takiej specjalnie nie polubiła, a Penryn po prostu nie da się nie lubić. Już o wiele trudniej jest podjąć decyzję, czy lubi się anioła, który jej towarzyszy – Raffego. Jak bowiem wspomniałam, nie każdy anioł jest zły, choć nie przesądza to wcale faktu, że Raffe jest jakoś specjalnie pokojowo do ludzi usposobiony. Zresztą, przeczytacie to się dowiecie, bo postać tego nieziemnskiego stworzenia o prawdziwy majstersztyk, który potrafi nieźle zaszokować. Ja nie mogę się już doczekać drugiego tomu, którego premierę światową zaplanowano na jesień tego roku, Na polską przyjdzie nam pewne poczekać przynajmniej do początków przyszłego...
Olbrzymim plusem tej powieści jest to, że bohaterowie są prawdziwi. Nie maja jakichś wyszukanych problemów, jak z brazylijskiej telenoweli. Każdy ma swoje problemy, swoje priorytety i swoje demony. opowiedzenie się po jednej ze stron światowego konfliktu wcale nie musi być takie proste, jasne i oczywiste. Świetnie, że Autorka wprowadziła tu watek ruchu oporu przeciwko najeźdźcy – pozwolił on ukazać różne postawy ludzi. Ciekawa jestem, jak się on rozwinie w kolejnych częściach cyklu. 
Strona techniczna? Okładka jest piękna, książka wydana na ładnym papierze. Korekta spisała się dobrze i tylko raz się zdenerwowałam, bo... Ludzie, co to, u diabła, jest niby... minimetr??? Nie wychwycić czegoś takiego to niemal grzech! reszta – absolutnie bez zarzutu. Czekam na drugi tom, na film, który jest w planach i polecam gorąco do dołączenia do fanów twórczości Susan Ee. Rewelacyjny debiut!