Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 18 grudnia 2018

Wielki dzień Małej Króliczki – Swapna Haddow

Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2018
Tytuł oryginału: Little Rabbit's Big Surprise
Przekład (z j. angielskiego): Ewa Kleszcz 
Ilustracje: Alison Friend
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
ISBN: 978-83-280-6133-0 










Prostota i elegancja okładki są pięknym zaproszeniem do cudownej, ciepłej historii, trochę przywołując na myśl "Opowieści Beatrix Potter" (choć oczywiście są one zupełnie inne).
Trudno mówić (czy też pisać) o tej książce rozdzielając słowo od obrazu. Ilustracje Alison Friend są tak integralną częścią "Wielkiego dnia Małej Króliczki", że zupełnie nie umiem  sobie wyobrazić tej powiastki bez nich. Dałoby się pewnie czytać i nie oglądać, z pewnością byłoby to jednak znacznie mniej przyjemne.
"Wielki dzień..." to pełna ciepła, radosna opowieść o miłości, przyjaźni, chęci niesienia pomocy. O wielkim sercu, jakie można dać innym w swym zwyczajnym, codziennym życiu. O pracy, która nie przynosi majątku, ale daje wielką satysfakcję i poczucie dobrze wykonanego zadania. W końcu to rewelacyjna lekcja dla każdego dziecka o tym, że najważniejsze jest słuchanie drugiego człowieka i pomaganie mu, jak tylko można. Nawet jeśli jest się jeszcze naprawdę małym.
Mała Króliczka, choć ma wielką rodzinę – wielu braci i wiele sióstr – nudzi się. Każdy jest czymś zajęty, a ona chciałaby się po prostu pobawić. Dołącza więc do swego dziadka, Wielkiego Królika. Ten jednak mówi jej, że o zabawie nie może być teraz mowy, ponieważ musi pracować. Mała Króliczka dziwi się bardz,o wie bowiem, że dziadek nie pracuje, a spędza całe dnie z przyjaciółmi i innymi mieszkańcami lasu, pól i łąk. Wielki Królik zaprasza ją zatem do wspólnej podróży po okolicy – aby Mała Króliczka sama przekonała się, na czym polega jego codzienna praca. 
W ten oto sposób Mała Króliczka i jej dziadek odwiedzą Babcię Jeżową, Kreta, Wiewiórkę i Pana Orzesznicę. Wśród wspólnych gonitw, zabaw na powietrzu, mnóstwa śmiechu i radości Mała Króliczka przekona się, że niektóre zwierzęta potrzebują pomocy. Nieraz jest to oczywiste, nieraz nie, ale Wielki Królik potrafi naprawdę doskonale słuchać i dobrze wnioskować z tego, co widzi i słyszy. Dzięki temu w lot zrozumie, że jest w okolicy przynajmniej kilka zwierzaków, którym przydałaby się pomoc, nawet jeśli o nią wprost nie poproszą. Na dodatek będzie umiał całkiem sporo zrobić. A Mała Króliczka mu w tym pomoże, mimo że w pewnym momencie totalnie rozminie się to z jej własnymi planami i marzeniami. Przekona się również, że uśmiech na twarzy innych jest znacznie ważniejszy od nowej zabawki, a to, że niesie pomoc potrzebującym sprawia znacznie więcej frajdy niż zwykłe brykanie po łąkach, do którego przywykła. Jednocześnie wzrośnie jej szacunek wobec dziadka, a ich więź stanie się jeszcze silniejsza.
Towarzyszymy Małej Króliczce i Wielkiemu Królikowy w dwudniowej eskapadzie i razem z dziewczynką poznajemy, czym są przyjaźń, oddanie, poświęcenie, szacunek. Dzieciaki mogą się z tej książki naprawdę wiele nauczyć. Dodatkowo powieść napisana jest przepięknym językiem, przyjemnie brzmiącym i łagodnym, pełnym ciepła, po prostu idealnym dla młodego czytelnika. Imiona zwierzątek, opisy ich domków i zmagań, rozterek, które pojawiają się w serduszku Małej Króliczki – wszystko to pozwala dziecku lepiej zrozumieć, co jest naprawdę ważne w życiu.
Moje Dziewczynki są totalnie zauroczone tą książką. I wcale się im nie dziwię, bo ja również. To jedna z piękniejszych historii, jakie czytałam w ostatnich latach, odpowiednia dla dzieci w naprawdę dużym przedziale wiekowym. Dzięki temu, że ma ilustracje na każdej stronie, jest świetna już dla dwuletnich maluchów, jeśli tylko potrafią skupić się na kilka minut. Natomiast jej ponadczasowe przesłanie i wartości, o jakich opowiada są ważne przecież nawet w edukacji dzieci szkolnych. Nie bójcie się więc kupić "Wielkiego dnia..." swoim dzieciakom, niezależnie od ich wieku. Na pewno będą miały frajdę z lektury – czy będą czytać samodzielnie, czy słuchać jak Wy to robicie. Koniecznie jednak pozwólcie maluchom oglądać na bieżąco ilustracje.
Minusy? Jeden. Na razie jesteśmy na etapie, że to ja czytam, a dzieci słuchają i oglądają. Lubimy czytać "na głosy", tzn. staram się, by każdy z bohaterów mówił nieco innym głosem. Mój głos to nota bene narrator. Niestety było kilka takich przypadków w tej książce, że dialogi nie są dobrze wyszczególnione od narracji, co bardzo utrudniało taki sposób czytania, ponieważ wydawało by się na logikę (przecież jednak wiem, jak oddziela się narrację od dialogu), że czytam dalszą wypowiedź któregoś z bohaterów, a tu nagle... narrator. Trochę kiepsko, można by nad tym popracować. Jednak poza tym – książka jest genialna pod każdym względem i z pewnością będzie przez długi czas jedną z naszych ulubionych.






Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Wilga
Swapna Haddow,

Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści – Louisa May Alcott

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 197 
Tytuł oryginału: A Merry Christmas: And Other Christmas Stories
Przekład (z j. angielskiego): Mira Czarnecka
Ilustracje:Lena Grzesik
ISBN: 978-83-65521-46-0






Boże Narodzenie (dosłownie) tuż, tuż. Jeszcze tylko sześć dni do Wigilii, czas więc już na to, by w domu pachniało piernikiem i pierwszym podejściem do kapusty z grzybami czy karpia. Tak jest i u nas. Dzisiaj ubierałyśmy choinkę. Po raz pierwszy Aria i Rebeka (32 miesiące) brały w tym czynny udział, a właściwie wiodły prym w działaniu. Jakże więc w takim cudownym nastroju nie napisać kilku słów o równie uroczej, typowo bożonarodzeniowej książce, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka?
Louisa May Alcott żyła w XIX wieku i wówczas była pionierką literatury kobiecej i powieści dla dziewcząt. Nic więc dziwnego, że styl jej opowiadań odbiega dość mocno od współczesnych tekstów. I dobrze, naprawdę czuć w nim klimat Bożego Narodzenia. Bez pośpiechu, bez ciągłego zabiegania, gonienia za nie wiadomo czym, bez wszędobylkich smartfonów, deadlinów, czy kredytów branych na to, by kupić drogie i wyszukane prezenty, na które nas nie stać. 
W środku znajdujemy siedem opowiadań, które łącznie zawierają się na niespełna dwustu stronach. Oczywiście niektóre są lepsze, inne trochę słabsze, ale wszystkie jednako trzymają wysoki poziom. Całość rozpoczyna fragment powieści "Małe kobietki" i to jest chyba właśnie ten tekst, który najmniej mnie zauroczył. 
W mojej skromnej opinii na największe wyróżnienie zasłużyły sobie opowiadania "Wybór Kate", "Cicha mała kobietka" oraz "Imbryk pani Podgers". Ujmujące za serce są także – zresztą dość podobne do siebie – "Boże Narodzenie Tilly" oraz "Co może uczynić miłość".  Ładna, choć w zupełnie innym stylu jest też "Opowieść Rosy", choć najmniej świąteczna, bo choć pojawia się w niej element wigilijnej legendy o mówiących zwierzętach, to z samym Bożem Narodzeniem ma jednak niewiele wspólnego (choć narratorem jest... mówiący w wigilijną noc koń).
Wzrusza do łez opowieść o dziewczynce, która straciła rodziców i teraz "tuła się" poniekąd od jednego domu do drugiego. Nie są to domy obce, bo mieszkają w nich wujowie i ciocie i takie właśnie było ostatnie życzenie jej ojca. By Kate poznała każdy z tych domów i sama zdecydowała, gdzie zapragnie zamieszkać. Jest zamożna i miła, każdy więc byłby szczęśliwy z takiego domownika. Nikt jednak nie śmiał przypuszczać, że podejmie taką, a nie inną decyzję. Przy okazji uszczęśliwiając wiele osób, a w szczególności tę jedną, najbardziej pomijaną i zapomnianą w całej rodzinie. To jest prawdziwa magia Świąt.
"Cicha mała kobietka" to również historia sieroty. Patty mieszka jednak od zawsze w sierocińcu i choć jest dobrą, mądrą i bardzo pracowitą dziewczynką, nikt jej stamtąd nie bierze. Inne dziewczynki znajdują kochających opiekunów, albo trafiają do innych domów na służbę, Patty jednak nie. Marzy o dobrych ludziach, którzy by ją wzięli i otoczyli miłością. Jak każda dziewczynka chciałaby być kochana i mieć dobrze. Oczywiście skrycie liczy na to, że będą bogaci, a co za tym idzie i ona taka się stanie. Pewnego dnia zdarza się cud i Patty dostaje się na służbę i... Wcale nie jest tak, jak myślała. Ona kocha swoich pracodawców i stara się być dla nich dobra, uczynna i przydatna, niestety nikt tego nie zauważa. A przecież wystarczyłby jeden uśmiech, jeden pocałunek, jedno ciepłe słowo. Czy zdarzy się świąteczny cud? Czy marzenia Patty się spełnią?
"Imbryk pani Podgers" to historia niespełnionej miłości mężczyzny do kobiety, i wierności wynikającej z poczucia złej oceny swego męża, którą ta kobieta odczuwa. Jednocześnie to ból po stracie dziecka i przywiązanie do pewnych rzeczy, Czy jeden kawałek papieru może coś zmienić? Może uszczęśliwić na raz troje ludzi i dać im szansę na dobre wspólne życie? W Święta Bożego Narodzenia wszystko zdaje się być możliwe. Przynajmniej w opowiadaniach Louisy May Alcott. Może właśnie dlatego trudno się od nich oderwać.
Wszystkie teksty napisane są pięknym językiem. Nawet jeśli w niektórych momentach zdają się być nieco naiwne i zbyt cukierkowe, to przecież tak naprawdę wszyscy tego w tym okresie szukamy. Nadziei, miłości, wiary. Zwykłego i prostego szczęścia. Odrobiny spokoju i radości. Także tej, która płynie z niesienia pomocy innym. Autorka doskonale to rozumie. I choć opowiadania napisano w czasach naszych pradziadków (albo i dawniej, zależy ile pokoleń wstecz możecie policzyć do tamtych dni) to nadal ich treść jest bardzo aktualna.
Urzeka już od  pierwszego wejrzenia elegancka, gustowna i bardzo klimatyczna okładka. Nie można mieć wątpliwości, że trafia w nasze ręce prawdziwa świąteczna perełka. Jeśli dodać do tego również przepiękne ilustracje Leny Grzesik, gruby, lekko kremowy papier, świetnie wykonaną pracę redakcyjną (nie znalazłam błędów, co zdarza się coraz rzadziej), a nawet tasiemkową zakładkę to naprawdę jest to idealny prezent dla każdego miłośnika literatury. Na dodatek nie trzeba brać kredytu, by go zakupić, gdyż stosunek jakości do ceny jest co najmniej niewspółmierny.





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka: