Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Gar'Ingawi. Wyspa szczęśliwa, Tom 1. Oczekiwanie – Anna Borkowska

Wydawnictwo: Zona Zero
Warszawa 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 190
ISBN: 978-83-947599-0-2






Kiedy zaproponowano mi tę książkę, miałam wątpliwości. Czy zdążę przy dzieciach przeczytać kolejną pozycję i jeszcze napisać dla Was kilka słów o niej? Przekonałam się jednak dość szybko. Posiadam dwie inne książki Anny Borkowskiej – nie powieści, ale książki naukowe. Jest ona bowiem nie tylko benedyktynką (tak, zakonnicą piszącą fantasy), ale również naukowcem, ma tytuł doctor honoris causa KUL i wydała kilkadziesiąt książek. "Gar'Ingawi. Wyspa szczęśliwa" to jej fantastyczne dzieło spisane w stanie wojennym. Aktualne tak samo dzisiaj, jak wówczas. Kultowe i na szczęście wznowione. Podzielone tym razem na trzy tomy i już teraz mogę Wam zdradzić, że z wielką niecierpliwością czekam na kontynuację.
W wielkim skrócie jest to powieść przede wszystkim o wielkiej tęsknocie człowieka do boga (Boga?). To jednak naprawdę ogromny skrót, bo na tych niecałych 200 stronach, które już za mną (a to przecież dopiero jedna trzecia powieści) dzieje się naprawdę wiele. Przyznam, że pierwsze 20-30 stron nie było przyjemnością. Nie mogłam się zupełnie połapać kto jest kim. Takie wrzucenie trochę na głęboką wodę, bo świat, o którym czytamy jest stworzony przez Autorkę od podstaw i trzeba się z nim zapoznać. Trochę pomagają mapki i bardzo cieszę się, że zostały w książce zamieszczone. Bez nich chyba dłużej zajęłoby mi ogarnięcie całego terenu, na którym rozgrywają się szalone i fascynujące przygody głównych bohaterów.
Wyspa szczęśliwa... Mieszkający na niej lud żyje w spokoju i (podtytułowym) oczekiwaniu. Choć właściwie powinnam napisać Oczekiwaniu. Na kogo czekają? Na tajemniczego Ora, który mniej więcej raz na cztery, pięć pokoleń przemierza wyspę wszerz. Kim jest? Skąd pochodzi? Co właściwie robi i dlaczego przybywa właśnie na Gar'Ingawi? Tego wszystkiego mam nadzieję dowiedzieć się w kolejnych tomach powieści. Na razie wiemy jedynie, że wszyscy na niego czekają i są po prostu szczęśliwi. Niczym się nie przejmują, niczego właściwie nie boją. Nie znają pojęć takich jak kara czy zabójstwo, nie pragną władzy. Czekają na mityczną postać, na swoistego zbawcę. Raz po raz na wyspę przybywają przedstawiciele innych ludów, podbijają ją, wprowadzają jakieś swoje zwyczaje, ale... nigdy nie zabijają wiary, nie potrafią zwyciężyć z Oczekiwaniem. Aż do czasu, kiedy pojawia się... Or. Czy jest prawdziwy? My, czytelnicy, od razu wiemy, że nie. Mieszkańcy wyspy, przynajmniej niektórzy, też się o tym przekonają. Większość jednak uwierzy w przybycie Ora i to wówczas zacznie się prawdziwa przemiana Gar'Ingawi i wielka przygoda, która wyśle nas na inne lądy i na rozległe morza i każe nam razem z nastoletnim Tagunem poszukiwać bliskości z bogiem. Zaprowadzi nas też do pięknego, cudownego Larri, w którym sama chciałabym zamieszkać, gdyby tylko było rzeczywiste. Do Larri, które mnie całkowicie urzekło, choć droga do niego to prawdziwa droga krzyżowa...
"Gar'Ingawi. Wyspa szczęśliwa" to niesamowita, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i wyrazistych postaci powieść, na której wznowienie warto było czekać. Ja nie czekałam, bo wcześniej się z tym tytułem nie spotkałam, ale po poruszeniu w Sieci, jakie zauważyłam, było trochę osób, które... oczekiwały. Książkę mogę z czystym sercem polecić miłośnikom fantastyki, ale także tym, którzy wcześniej niespecjalnie ten gatunek lubili. To powieść o poszukiwaniu, o głębokiej wierze, o strachu, o misji i powołaniu i odwiecznej walce dobra ze złem. Z pewnością znajdą w niej coś dla siebie osoby wierzące i poszukujące. Oraz takie, które po prostu lubią literaturę z najwyższej półki – napisaną pięknym językiem (właściwie językami, bo Borkowska stworzyła własne języki na potrzeby powieści) historię tratującą o ważnych dla każdego sprawach. Rzeczywiście ci, którzy porównują Borkowską do Tolkiena mają dużo racji. Polecam gorąco.
Kilka literówek znalazłam, ale nie było źle. Ostatnio mam szczęście do książek, które są naprawdę porządnie wydane. 








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zona Zero i Fronda:

sobota, 8 kwietnia 2017

Alicja w krainie czasów. Czas odzyskany – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2017
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom III
Oprawa: miękka
Liczba stron: 305
ISBN: 978-83-65456-52-6








Trzeci, długo przeze mnie wyczekiwany, tom trylogii "Alicja w krainie czasów" dotarł do mnie, kiedy Dziewczynki ząbkowały, a na domiar złego właśnie nastąpiła zmiana czasu na letni. Może właśnie dlatego było mi tak ciężko i ta historia usatysfakcjonowała mnie mniej od poprzednich. Może byłam zbyt zmęczona i dlatego w pewnym momencie pogubiłam się już w kryminalnej intrydze. A może... coś jednak nie do końca wyszło.
Zakończenie trylogii to powieść sensacyjno-szpiegowska. W połowie dzieje się w czasie II wojny światowej, druga część akcji rozgrywa się po dwóch dekadach od zakończenia działań wojennych. Alicja, wciąż piękna, "młoda", potrafi nadal zakręcić wokół palca wielu mężczyzn. Przyciąga ich, wykorzystuje jak przystało na szpiega i robi swoje. Robi swoje bardzo dobrze, jest świetną agentką – szanowaną, cenną, wykorzystywaną w wielu delikatnych akcjach, w których poza doskonałym warsztatem niezmiernie przydaje się również wdzięk osobisty. I, oczywiście, wciąż pracuje w szpitalu, gdzie również przysługuje się dobrej sprawie.
Wciąż jednak jest samotna po śmierci ukochanego Daniela. Czy jeszcze kiedyś pokocha, czy na zawsze pozostanie wdową, przy której wiernie stać będzie jedynie "młodszy braciszek", Franek? Cóż, kilku mężczyzn się przy niej pojawia, ale czy któryś zawładnie sercem kobiety, której czas się nie ima? Musicie się przekonać sami. 
Bogata galeria nowych postaci w niczym nie ustępuje tym, które poznaliśmy i pokochaliśmy wcześniej. Są bohaterowie pozytywni i negatywni, są i tacy, co do których niemalże do ostatniej strony nie potrafimy się zdecydować. I ci są najciekawsi, to rzecz oczywista. 
Wzrusza w tej powieści wątek Kodorowa (choć wcale nie piszę, że Alicja wraca na "stare śmieci"), bawią próby znalezienia jej jakiegoś mężczyzny, na które to wpada rodzina Franka, wstrząsa praca w szpitalu dziecięcym w okupowanym Paryżu, powoduje przyspieszone bicie serca scena na pewnym moście. Wiele emocji towarzyszy najnowszym przygodom naszej Alicji vel Aliny. Wszystko to zaś opisane z polotem, ciepłem i pewną dozą dobrego humoru (tam, gdzie to możliwe, bo trudno żartować sobie na wojnie). 
Zachwycił mnie wątek bułgarski i aż żałuję, że nie było go więcej. Szkoda również, że historie dzieci ze szpitala nie zostały pociągnięte dalej, choćby w jakichś wspomnieniach czy niespodziewanych spotkaniach po latach. Aż chciałoby się przeczytać jeszcze jeden tom, w którym Autorka rozwinęłaby te tematy. Bardzo podobał mi się również epilog. Naprawdę rewelacyjny pomysł.
Podsumowując zatem – zakończenie trylogii jest ciekawe, ale trzeba je czytać naprawdę uważnie, bo można się pogubić. I, niestety, jest nieco słabsze od poprzednich tomów. Nie trzyma już tak w napięciu, choć to właśnie ta powieść ma wątki sensacyjne i jest osadzona w najciekawszym okresie. Liczyłam na coś trochę bardziej porywającego, bo można się tego było spodziewać po dwóch wcześniejszych tomach. Choć nadal polecam, bo Autorka ładnie pozamykała wszystkie wątki. I czekam na kolejną jej powieść.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło