Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 18 grudnia 2018

Wielki dzień Małej Króliczki – Swapna Haddow

Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2018
Tytuł oryginału: Little Rabbit's Big Surprise
Przekład (z j. angielskiego): Ewa Kleszcz 
Ilustracje: Alison Friend
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
ISBN: 978-83-280-6133-0 










Prostota i elegancja okładki są pięknym zaproszeniem do cudownej, ciepłej historii, trochę przywołując na myśl "Opowieści Beatrix Potter" (choć oczywiście są one zupełnie inne).
Trudno mówić (czy też pisać) o tej książce rozdzielając słowo od obrazu. Ilustracje Alison Friend są tak integralną częścią "Wielkiego dnia Małej Króliczki", że zupełnie nie umiem  sobie wyobrazić tej powiastki bez nich. Dałoby się pewnie czytać i nie oglądać, z pewnością byłoby to jednak znacznie mniej przyjemne.
"Wielki dzień..." to pełna ciepła, radosna opowieść o miłości, przyjaźni, chęci niesienia pomocy. O wielkim sercu, jakie można dać innym w swym zwyczajnym, codziennym życiu. O pracy, która nie przynosi majątku, ale daje wielką satysfakcję i poczucie dobrze wykonanego zadania. W końcu to rewelacyjna lekcja dla każdego dziecka o tym, że najważniejsze jest słuchanie drugiego człowieka i pomaganie mu, jak tylko można. Nawet jeśli jest się jeszcze naprawdę małym.
Mała Króliczka, choć ma wielką rodzinę – wielu braci i wiele sióstr – nudzi się. Każdy jest czymś zajęty, a ona chciałaby się po prostu pobawić. Dołącza więc do swego dziadka, Wielkiego Królika. Ten jednak mówi jej, że o zabawie nie może być teraz mowy, ponieważ musi pracować. Mała Króliczka dziwi się bardz,o wie bowiem, że dziadek nie pracuje, a spędza całe dnie z przyjaciółmi i innymi mieszkańcami lasu, pól i łąk. Wielki Królik zaprasza ją zatem do wspólnej podróży po okolicy – aby Mała Króliczka sama przekonała się, na czym polega jego codzienna praca. 
W ten oto sposób Mała Króliczka i jej dziadek odwiedzą Babcię Jeżową, Kreta, Wiewiórkę i Pana Orzesznicę. Wśród wspólnych gonitw, zabaw na powietrzu, mnóstwa śmiechu i radości Mała Króliczka przekona się, że niektóre zwierzęta potrzebują pomocy. Nieraz jest to oczywiste, nieraz nie, ale Wielki Królik potrafi naprawdę doskonale słuchać i dobrze wnioskować z tego, co widzi i słyszy. Dzięki temu w lot zrozumie, że jest w okolicy przynajmniej kilka zwierzaków, którym przydałaby się pomoc, nawet jeśli o nią wprost nie poproszą. Na dodatek będzie umiał całkiem sporo zrobić. A Mała Króliczka mu w tym pomoże, mimo że w pewnym momencie totalnie rozminie się to z jej własnymi planami i marzeniami. Przekona się również, że uśmiech na twarzy innych jest znacznie ważniejszy od nowej zabawki, a to, że niesie pomoc potrzebującym sprawia znacznie więcej frajdy niż zwykłe brykanie po łąkach, do którego przywykła. Jednocześnie wzrośnie jej szacunek wobec dziadka, a ich więź stanie się jeszcze silniejsza.
Towarzyszymy Małej Króliczce i Wielkiemu Królikowy w dwudniowej eskapadzie i razem z dziewczynką poznajemy, czym są przyjaźń, oddanie, poświęcenie, szacunek. Dzieciaki mogą się z tej książki naprawdę wiele nauczyć. Dodatkowo powieść napisana jest przepięknym językiem, przyjemnie brzmiącym i łagodnym, pełnym ciepła, po prostu idealnym dla młodego czytelnika. Imiona zwierzątek, opisy ich domków i zmagań, rozterek, które pojawiają się w serduszku Małej Króliczki – wszystko to pozwala dziecku lepiej zrozumieć, co jest naprawdę ważne w życiu.
Moje Dziewczynki są totalnie zauroczone tą książką. I wcale się im nie dziwię, bo ja również. To jedna z piękniejszych historii, jakie czytałam w ostatnich latach, odpowiednia dla dzieci w naprawdę dużym przedziale wiekowym. Dzięki temu, że ma ilustracje na każdej stronie, jest świetna już dla dwuletnich maluchów, jeśli tylko potrafią skupić się na kilka minut. Natomiast jej ponadczasowe przesłanie i wartości, o jakich opowiada są ważne przecież nawet w edukacji dzieci szkolnych. Nie bójcie się więc kupić "Wielkiego dnia..." swoim dzieciakom, niezależnie od ich wieku. Na pewno będą miały frajdę z lektury – czy będą czytać samodzielnie, czy słuchać jak Wy to robicie. Koniecznie jednak pozwólcie maluchom oglądać na bieżąco ilustracje.
Minusy? Jeden. Na razie jesteśmy na etapie, że to ja czytam, a dzieci słuchają i oglądają. Lubimy czytać "na głosy", tzn. staram się, by każdy z bohaterów mówił nieco innym głosem. Mój głos to nota bene narrator. Niestety było kilka takich przypadków w tej książce, że dialogi nie są dobrze wyszczególnione od narracji, co bardzo utrudniało taki sposób czytania, ponieważ wydawało by się na logikę (przecież jednak wiem, jak oddziela się narrację od dialogu), że czytam dalszą wypowiedź któregoś z bohaterów, a tu nagle... narrator. Trochę kiepsko, można by nad tym popracować. Jednak poza tym – książka jest genialna pod każdym względem i z pewnością będzie przez długi czas jedną z naszych ulubionych.






Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Wilga
Swapna Haddow,

Cudowne Boże Narodzenie i inne świąteczne opowieści – Louisa May Alcott

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 197 
Tytuł oryginału: A Merry Christmas: And Other Christmas Stories
Przekład (z j. angielskiego): Mira Czarnecka
Ilustracje:Lena Grzesik
ISBN: 978-83-65521-46-0






Boże Narodzenie (dosłownie) tuż, tuż. Jeszcze tylko sześć dni do Wigilii, czas więc już na to, by w domu pachniało piernikiem i pierwszym podejściem do kapusty z grzybami czy karpia. Tak jest i u nas. Dzisiaj ubierałyśmy choinkę. Po raz pierwszy Aria i Rebeka (32 miesiące) brały w tym czynny udział, a właściwie wiodły prym w działaniu. Jakże więc w takim cudownym nastroju nie napisać kilku słów o równie uroczej, typowo bożonarodzeniowej książce, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka?
Louisa May Alcott żyła w XIX wieku i wówczas była pionierką literatury kobiecej i powieści dla dziewcząt. Nic więc dziwnego, że styl jej opowiadań odbiega dość mocno od współczesnych tekstów. I dobrze, naprawdę czuć w nim klimat Bożego Narodzenia. Bez pośpiechu, bez ciągłego zabiegania, gonienia za nie wiadomo czym, bez wszędobylkich smartfonów, deadlinów, czy kredytów branych na to, by kupić drogie i wyszukane prezenty, na które nas nie stać. 
W środku znajdujemy siedem opowiadań, które łącznie zawierają się na niespełna dwustu stronach. Oczywiście niektóre są lepsze, inne trochę słabsze, ale wszystkie jednako trzymają wysoki poziom. Całość rozpoczyna fragment powieści "Małe kobietki" i to jest chyba właśnie ten tekst, który najmniej mnie zauroczył. 
W mojej skromnej opinii na największe wyróżnienie zasłużyły sobie opowiadania "Wybór Kate", "Cicha mała kobietka" oraz "Imbryk pani Podgers". Ujmujące za serce są także – zresztą dość podobne do siebie – "Boże Narodzenie Tilly" oraz "Co może uczynić miłość".  Ładna, choć w zupełnie innym stylu jest też "Opowieść Rosy", choć najmniej świąteczna, bo choć pojawia się w niej element wigilijnej legendy o mówiących zwierzętach, to z samym Bożem Narodzeniem ma jednak niewiele wspólnego (choć narratorem jest... mówiący w wigilijną noc koń).
Wzrusza do łez opowieść o dziewczynce, która straciła rodziców i teraz "tuła się" poniekąd od jednego domu do drugiego. Nie są to domy obce, bo mieszkają w nich wujowie i ciocie i takie właśnie było ostatnie życzenie jej ojca. By Kate poznała każdy z tych domów i sama zdecydowała, gdzie zapragnie zamieszkać. Jest zamożna i miła, każdy więc byłby szczęśliwy z takiego domownika. Nikt jednak nie śmiał przypuszczać, że podejmie taką, a nie inną decyzję. Przy okazji uszczęśliwiając wiele osób, a w szczególności tę jedną, najbardziej pomijaną i zapomnianą w całej rodzinie. To jest prawdziwa magia Świąt.
"Cicha mała kobietka" to również historia sieroty. Patty mieszka jednak od zawsze w sierocińcu i choć jest dobrą, mądrą i bardzo pracowitą dziewczynką, nikt jej stamtąd nie bierze. Inne dziewczynki znajdują kochających opiekunów, albo trafiają do innych domów na służbę, Patty jednak nie. Marzy o dobrych ludziach, którzy by ją wzięli i otoczyli miłością. Jak każda dziewczynka chciałaby być kochana i mieć dobrze. Oczywiście skrycie liczy na to, że będą bogaci, a co za tym idzie i ona taka się stanie. Pewnego dnia zdarza się cud i Patty dostaje się na służbę i... Wcale nie jest tak, jak myślała. Ona kocha swoich pracodawców i stara się być dla nich dobra, uczynna i przydatna, niestety nikt tego nie zauważa. A przecież wystarczyłby jeden uśmiech, jeden pocałunek, jedno ciepłe słowo. Czy zdarzy się świąteczny cud? Czy marzenia Patty się spełnią?
"Imbryk pani Podgers" to historia niespełnionej miłości mężczyzny do kobiety, i wierności wynikającej z poczucia złej oceny swego męża, którą ta kobieta odczuwa. Jednocześnie to ból po stracie dziecka i przywiązanie do pewnych rzeczy, Czy jeden kawałek papieru może coś zmienić? Może uszczęśliwić na raz troje ludzi i dać im szansę na dobre wspólne życie? W Święta Bożego Narodzenia wszystko zdaje się być możliwe. Przynajmniej w opowiadaniach Louisy May Alcott. Może właśnie dlatego trudno się od nich oderwać.
Wszystkie teksty napisane są pięknym językiem. Nawet jeśli w niektórych momentach zdają się być nieco naiwne i zbyt cukierkowe, to przecież tak naprawdę wszyscy tego w tym okresie szukamy. Nadziei, miłości, wiary. Zwykłego i prostego szczęścia. Odrobiny spokoju i radości. Także tej, która płynie z niesienia pomocy innym. Autorka doskonale to rozumie. I choć opowiadania napisano w czasach naszych pradziadków (albo i dawniej, zależy ile pokoleń wstecz możecie policzyć do tamtych dni) to nadal ich treść jest bardzo aktualna.
Urzeka już od  pierwszego wejrzenia elegancka, gustowna i bardzo klimatyczna okładka. Nie można mieć wątpliwości, że trafia w nasze ręce prawdziwa świąteczna perełka. Jeśli dodać do tego również przepiękne ilustracje Leny Grzesik, gruby, lekko kremowy papier, świetnie wykonaną pracę redakcyjną (nie znalazłam błędów, co zdarza się coraz rzadziej), a nawet tasiemkową zakładkę to naprawdę jest to idealny prezent dla każdego miłośnika literatury. Na dodatek nie trzeba brać kredytu, by go zakupić, gdyż stosunek jakości do ceny jest co najmniej niewspółmierny.





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

środa, 21 listopada 2018

Serce na sznurku – Małgorzata Domagalik

Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2018
Ilustracje: Marcin Piwowarski
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
ISBN: 978-83-280-5890-3









Ksawery doskonale zna swoje miejsce na świecie. Jest niedźwiedziem polarnym – silnym, dzielnym, walecznym i honorowym. Choć ma swoje nawyki i jest trochę samotnikiem, to zawsze pomoże drugiemu polarnemu. Szczególnie w nierównej walce przeciwko osobnikom w czarnych buciorach. Szczyci się również tyn, że jest doskonałym łowcą fok i dobrym kucharzem.
Mała foczka traci mamę w czasie ataku osobników w czarnych buciorach. Zostaje na świecie zupełnie sama i przez zbieg okoliczności pewnego dnia przymarza do drzwi wejściowych Ksawerego. Tak zaczyna się prawdziwa przygoda, której zakończenia żaden z bohaterów nie mógł się spodziewać.
"Serce na sznurku" nie jest jednak li tylko tkliwą opowiastką. O, nie. To mądra i wartościowa, bardzo wzruszająca, ciepła powieść o sile charakteru, o prawdziwej odwadze, o duchu walki i w końcu o przyjaźni. Na ostatnich stronach żaden z bohaterów nie jest już tym, kim był na początku. Bo wydarzenia, które rozgrywają się pomiędzy nimi na zawsze zmieniają polarne zwierzęta.
"Serce na sznurku" nie jest też banalną powiastką o przyjaźni, w której wszystko jest łatwe do przewidzenia. Owszem, zakończenie pozytywne być musiało, wszakże to bajka dla dzieci, ale... Bohaterowie najnowszej książki Małgorzaty Domagalik zmierzą się z wieloma problemami. Samotność, brak zrozumienia, kwestie tolerancji, honoru. Poczucie zdrady przez bliskich, opuszczenia. Zaufanie i poświęcenie. 
Ładnie napisana opowieść porywa czytelnika i przenosi do krainy wiecznego śniegu i lodu. Zimnej i nieprzyjaznej człowiekowi, w której to jednak on właśnie okazuje się najmniej... ludzki.  On jest tam obcym, niszczycielem i mordercą. Postrachem wszystkich zwierząt. One zaś muszą sobie z tym jakoś radzić. Czy w związku z nieoczekiwanym pojawieniem się Foki zajdą jakieś zmiany w społeczności niedźwiedzi polarnych? Czy jedna mała, bezimienna foczka jest w stanie zmienić serca groźnych polarnych?
Jednym słowem to piękna historia o tym, co najważniejsze w życiu. 
Plusem jest znajdująca się na początku książki lista bohaterów, która pomaga od razu ogarnąć wszystkie postaci, a jednocześnie jest tak zgrabnie przedstawiona, by nie zdradzić niczego istotnego z akcji opowieści. Miłym dodatkiem są również dwa zamieszczone z tyłu przepisy kulinarne na ulubione dania Ksawerego i Foczki.
No i na sam koniec jeszcze: bardzo ładne ilustracje – można by się spodziewać, że w takiej książeczce znajdziemy kolorowe obrazki, a tu nagle niespodzianka. Tylko biel, szarość i czerń. W pierwszej chwili byłam tym trochę zaskoczona, ale w miarę przyglądania się ilustracjom doszłam do wniosku, że tak jest o wiele lepiej. Można dostrzec prawdziwy kunszt artysty, a poza tym pięknie wpisują się w zimny, raczej mało barwny krajobraz polarny. Brawa dla Marcina Piwowarskiego.
Minusy? Dochodzimy do końca i nagle dowiadujemy się, że... to koniec części pierwszej. Nie spodziewałam się, że to nie będzie zamknięta całość. Choć z drugiej strony to dobrze, że jeszcze przyjdzie mi się spotkać z Foką, Ksawerym i resztą polarnej ekipy.
Polecam, nie tylko na zimowe wieczory.

 
 
 
 

 
 
 
 

Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Wilga

czwartek, 8 listopada 2018

Watykan. Sztuka, architektura i ceremoniał – M. Boiteux, A. Campitelli, N. Marconi, L. Simonato, G. Wiedmann (wsprowadzenie: F. Buranelli)

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2018
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-7971-407-0









Kiedy uświadomiłam sobie, że ta księga ma ledwie ponad 350 stron, nie mogłam w to uwierzyć. Waży naprawdę sporo i... wygląda doprawdy imponująco. Nie ma się jednak co dziwić. Jej rozmiary, jak i grube karty pokryte chyba tysiącami fotografii, rycin, grafik. Do tego twarda, porządnie wykonana okładka. Wszystko to składa się na fizyczny ciężar woluminu i... na jego wyśmienity kształt. Choć oczywiście najważniejsza jest treść.
Watykan, centrum życia Kościoła katolickiego, a jednocześnie najmniejsze państwo na świecie.  Choć wielu może myśleć, że jest nim od bardzo dawna, to przecież Watykan istnieje dopiero od niespełna 90 lat (sic!). Oczywiście wcześniej było Państwo Kościelne, a jeszcze wcześniej Lateran. Nie wdając się jednak tak głęboko w szczegóły nazewnictwa (a i na historii starożytnej i średniowiecznej książka ta się raczej nie skupia) – nie sposób nie przyznać, że jest to miejsce szczególne, i to nie tylko dla katolików, czy nawet chrześcijan ogółem.
Co zatem tworzy tę niezwykłą atmosferę? Jaka jest historia tamtejszych zabudowań, z Bazyliką św Piotra na czele? Jak je budowano? Dlaczego właśnie tak? Przy użyciu jakich technik i założeń – zarówno czysto architektonicznych, jak i teologicznych? Jaki wiąże się z nimi ceremoniał?
Najbardziej rozpoznawalną budowlą Watykanu jest oczywiście wspomniana przed momentem Bazylika św. Piotra, ze swą monumentalną kopułą i wspaniałą kolumnadą, o której powstały różne legendy. Kto czytał powieści Dana Browna, ten wie. Watykan jednak to również Pałac Apostolski, to Ogrody Watykańskie, cały Plac św. Piotra. To również wnętrza i... ludzie.
Książka podzielona została na 5 rozdziałów. Każdy z nich został napisany przez wybitnego rzeczoznawcę i jest prawdziwą kopalnią wiedzy. 
Jeśli spojrzeć na Watykan pod kątem stylu architektonicznego, to dostrzec można z łatwością, że przeważa tam barok. I nic dziwnego – w końcu to właśnie w tej epoce powstały najważniejsze budowle watykańskie. Stąd bogate zdobienia, mnóstwo złota, typowe dla tego okresu rzeźby. I na tej epoce zaczyna się właściwa opowieść o Watykanie – przynajmniej ta zawarta w niniejszym wydaniu.

Bardzo ciekawy jest rozdział o ceremoniale watykańskim. To chyba element, o którym wspomina nie za wiele innych książek, które skupiają się raczej na architekturze i historii. Od razu rzuca się w oczy powiązanie pomiędzy kulturą, liturgią a historią. Historią, na który przeogromny wpływ miał Sobór Trydencki z jego ostatecznym ukształtowaniem liturgii, co bardzo mocno odbiło się właśnie na wystroju wnętrz przeznaczonych m.in. do odprawiania liturgii. Dla mnie to rozdział wyjątkowy i chyba najważniejszy w tej pozycji, choć oczywiście to już bardzo subiektywna opinia wynikająca z moich własnych zainteresowań. 
Jak wspomniałam na początku książka została bardzo ładnie wydana. Na wysokiej jakości, grubym papierze, bardzo bogato ilustrowana. Wszystkie zdjęcia są dokładnie opisane, często możemy oglądać mnóstwo szczegółów, detali jednego i tego samego dzieła, jak np. kilka różnych elementów jednego ołtarza. Rzeźby z kolei przedstawiono np. na kilku zdjęciach, z kilku różnych ujęć, by czytelnik mógł je sobie wyobrazić w trójwymiarze. Wszystko to sprawia, że album o Watykanie to nie tylko książka, ale coś znacznie więcej. Nie powiem, że to tak, jakby się tam znaleźć na żywo, bo nigdy czegoś takiego nie osiągniemy oglądając zdjęcia, ale... Daje wspaniały przedsmak dla tych, którzy wybierają się do Watykanu, a i z pewnością jest wyśmienitą lekcją historii, kultury, architektury, sztuki i teologii. Dla każdego, niezależnie, czy był, czy będzie, czy też nigdy nie zamierza wybierać się do Watykanu.










Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność

sobota, 20 października 2018

365 stron życia. 2019

Wydawnictwo: Jedność
Kielce 2018
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-7971-998-3







To już szósta edycja terminarza wydawnictwa Jedność zatytułowanego "365 stron życia". Wcześniej nie miałam okazji się z nim zapoznać, teraz jednak z czystym sercem muszę przyznać, że bardzo cieszę się z tego, iż ten kalendarz trafił do moich rąk.
Już sama okładka jest bardzo klimatyczna i pozytywnie nastawia do nadchodzącego roku i tego, co mogą nam przynieść te kolejne 365 dni. Na skrzydełkach okładki natomiast od razu ważne informacje: z przodu są to wybrane, najważniejsze święta i wydarzenia roku 2019, z tyłu natomiast – terminy ferii zimowych. Jak wiemy różne województwa mają obecnie ferie w różnych terminach i często trudno się w tym połapać. Tutaj natomiast wszystko jest od razu jasne.
Strona graficzna terminarza jest elegancka, dobrze rozplanowana, intuicyjna. Delikatna, nieprzeszkadzająca w skupieniu się na tym, co dla nas najważniejsze. A jednocześnie każda ze stron niesie ze sobą wiele informacji. I tak poza oczywistymi dniami miesiąca i tygodnia mamy (to akurat dość klasycznie) wschody i zachody słońca oraz imieniny przypadające danego dnia. Dodatkowo jednak podano nam również patronów danych dni, co już zdaje się być charakterystyczne jedynie w niektórych kalendarzach "religijnych". Moim zdaniem całkiem przydatna wiedza.
Każdy dzień opatrzony został również jakimś cytatem z Biblii (na czerwono, od razu rzuca się w oczy), który może nam towarzyszyć od samego rana. W niedziele i święta kościelne natomiast otrzymujemy Ewangelię i komentarz do niej, zgodnie z kalendarzem liturgicznym rzecz jasna. 
Poza tym wiele innych ciekawych dodatków. M. in. porady, propozycje życzeń, zagadki, cytaty (w większości chyba papieża Franciszka). Całkiem sporo miejsca do zapisków, dodatkowe przestrzenie na notatki i wydatki, co może niektórym pomóc w planowaniu i trzymaniu w ryzach domowego budżetu. Z tyłu kalendarza plany zajęć, w szczególności przydatne dla rodziców bądź studentów.
W tegorocznej edycji na każdej stronie znalazły się również przepisy z tradycyjnej kuchni śląskiej. Przejrzałam je dość dokładnie i już na samym początku znalazłam przynajmniej kilkanaście takich, które zamierzam w najbliższym czasie wypróbować.
Jeszcze na zakończenie mała wisienka. Zawsze szukając nowego kalendarza zwracałam uwagę na to, czy sobota i niedziela są ujęte na jednej stronie czy osobno. Uważam, że weekend weekendem, ale każdy z tych dni ma prawo do swojego miejsca i w każdym może się dużo zdarzyć. Dlatego te terminarze, które łączyły weekend w jedno przegrywały w przedbiegach. Terminarz Jedności nie tylko nie łączy soboty z niedzielą, ale... niedziela ma aż dwie strony (głównie ze względu na czytania z Biblii). 
Jedyne, czego mi trochę brakuje, to brak tasiemkowej przekładki/zakładki. Może w kolejnym roku...
Jeśli więc szukacie ładnego kalendarza, który chcecie traktować jako coś więcej niż tylko miejsce, w którym zapiszecie wizyty u lekarza czy urodziny i imieniny najbliższych, to jest coś dla Was. Polecam z całego serca.







Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność
Brak komentarzy:

piątek, 19 października 2018

Posłańcy uśmiechu – Jan Grzegorczyk

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2018
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 270 
ISBN: 978-83-8116-475-7







Jeśli się nie pomyliłam to moja dwunasta książka Jana Grzegorczyka. Jest on autorem, którego czytam właściwie w ciemno, wiedząc, że się nie zawiodę. Mam wysokie wymagania i zawsze jest w stanie im sprostać.
"Dziesięć wyśmienitych tekstów, które poruszają do głębi i każą przystanąć w naszym zabieganym życiu. Zastanowić się nad jego prawdziwym sensem." Tymi słowami opisywałam w skrócie "Niebo dla akrobaty". "Posłańcy uśmiechu" to w pewnym sensie kontynuacja tamtej książki, choć i nie do końca. Tym razem temat "ugryziony" został z innej strony. "Posłańcy..." to 25 wywiadów na 25-lecie hospicjum św. Kamila. Bo to właśnie o nim było "Niebo...", choć dopiero teraz się o tym dowiadujemy.
Grzegorczyk już we wstępie zapowiada, że bał się wracać do tematu. Nie chciał też tworzyć swoistej laurki dla tego gorzowskiego miejsca. Szczególnie, że w przeciągu tego ćwierćwiecza istnienia przeżywało ono i wzloty i upadki. Także wiele nieciekawych, przykrych sytuacji, które wielu ludziom wyrządziły krzywdę.
Nie chciał stworzyć laurki... i nie stworzył. O ile "Niebo..." tak ciężkie w temacie, było – oprócz ogromnego smutku, bólu, cierpienia – opowieścią o miłości i nadziei, o tyle "Posłańcy..." są w wydźwięku bardzo przygnębiający. Muszę przyznać, z wielkim smutkiem, bo nie tego się spodziewałam – męczyłam się nad tą lekturą. Choć przebijają przez te teksty miłosierdzie, miłość, przyjaźń, dobro to... głównym wątkiem większości opowieści są różne kryzysy i niesnaski pomiędzy pracownikami i wolontariuszami. To nie jest opowieść o pacjentach, nie jest opowieść o byciu przy nich, z nimi, dla nich. Choć na początku tak się wydaje, kiedy rozmowy dotyczą powstania "Kamila", to niestety dalej jest coraz smutniej.
Oczywiście jest kilka takich tekstów, dla których warto by się było przebijać nawet przez dwukrotnie dłuższą książkę i dla nich tej pozycji nie przekreślam, a wręcz mogę nieśmiało polecić. Przykładami niech będą "Jezus ze śmietnika" czy "Boża minimalistka". To ważne rozmowy, które z pewnością na długo jeszcze pozostaną w mojej pamięci. Szczególnie ten drugi, który jest swego rodzaju drogowskazem, jak pozostać człowiekiem pełnym dobra i nadziei mimo naprawdę ciężkiego krzyża.
W książce znajduje się dużo zdjęć, trochę szkoda, że biało-czarnych, ale i tak bardzo wartościowych, ukazujących wiele ważnych chwil z "życia" hospicjum. Razem z "Niebem dla akrobaty" "Posłańcy uśmiechu" tworzą pewną całość, z którą warto zapoznać się łącznie. Druga część jest jednak znacznie słabsza od pierwszej. Czy to zmęczenie materiału, czy może moje oczekiwania były zbyt wygórowane i nie do końca idące w tę stronę, w którą podążył Grzegorczyk – trudno orzec.. W każdym razie i tak czekam z niecierpliwością na jego kolejne książki i z pewnością po nie sięgnę.





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

wtorek, 16 października 2018

Polska i jej święci – red. Hubert Wołącewicz, Bogusław Nosek

Wydawnictwo: Jedność

Kielce 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 367
ISBN: 978-83-7971-981-5








Jest to bez wątpienia jedna z najładniejszych książek w moim księgozbiorze, choć mogę się pochwalić naprawdę pięknymi wydaniami. Już samo ten fakt zasługuje na to, by zwrócić Waszą uwagę na to wydawnictwo.
Piękna, elegancka, czerwona twarda oprawa ze złoceniami. Jasne, to tylko kolor, a nie prawdziwe złoto, kogo jednak dzisiaj stać na złocone okładki? No dobrze, niektórych stać, ale to już byłoby nie tylko bardzo luksusowe wydanie, ale i cena  raczej mogłaby powalać na kolana, tymczasem wydaje mi się, że te niecałe 30 złotych to niemalże grosze za taką książkę.
Otwórzmy ją zatem i przekonajmy się, czy zawartość przystaje do zachęcającej oprawy.
Ładny kredowy papier, kilka klasycznych wywijasów, elegancka strona tytułowa w sepii. Dalej słowo wstępne od naszego świętego papieża, Jana Pawła II. Zanim dochodzimy do sedna sprawy jeszcze lista głównych, drugorzędnych i pozostałych patronów Polski wraz z niewielkimi ich podobiznami, które znajdujemy również dalej.
Korowód świętych rozpoczyna oczywiście Najświętsza Maryja Panna, Królowa Polski. Kolejni święci wymienieni są w kolejności ich "narodzin dla nieba". 
Schemat opisu 49 świętych (w tym kilku błogosławionych) jest podobny. Duża podobizna, maksymalnie kilkuwyrazowe określenie go, np. męczennik, pustelnik, król, zakonnik. Wskazanie dnia jego wspomnienia według obecnego kalendarza liturgicznego. Dalej, krótsza bądź dłuższa, biografia. Modlitwa do danego świętego, wskazania skąd pochodzi i co oznacza jego imię oraz czyim jest patronem. I kolejne modlitwy, jeśli takie istnieją. Wiadomo, do niektórych świętych jest ich więcej, do innych mniej. Nieraz są i litanie, nieraz pieśni. 
Wszystko to ładnie i przejrzyście umieszczone i zilustrowane podobiznami świętych, zdjęciami czy obrazami ukazującymi miejsce ich życia czy śmierci. Ogólnie rzecz biorą – całkiem sporo wiedzy o każdym z nich. Przynajmniej na dobry początek, by zachęcić zarówno do poznawania ich życiorysów, jak i do odmówienia modlitw za ich wstawiennictwem. 
Ponadto znajdziemy również wypisy z kronik czy dokumentów papieskich dotyczące danych świętych. M.in. z Roczników Jana Długosza, homilii Jana Pawła II czy Benedykta XVI.
Warto też być może wspomnieć, że choć książka przedstawia polskich świętych,  nie wszyscy oni byli pochodzenia polskiego, co może w pierwszej chwili dziwić. Kiedy jednak wczytać się w ich życiorysy, wszystko staje się oczywiste.
Książkę kończy Litania narodu polskiego.
Czy warto nabyć? Jak najbardziej. Dla siebie lub na prezent dla kogoś bliskiego. To piękne wydanie, ukazujące jak bardzo łączą się losy Polski i chrześcijan. Jak właściwie polska historia tworzona była przez chrześcijan, którzy gotowi byli poświęcać każdy dzień swego życia, a nawet je oddać (wszak wielu pośród nich męczenników), dla Boga i Ojczyzny. Pięknie wydana, z doskonale dobranym materiałem historycznym i równie pieczołowicie zaprezentowanymi modlitwami o orędownictwo świętych. Książka, do której będziecie często zaglądali. Polecam gorąco.
 
 
 


 






Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Jedność