Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 19 listopada 2015

Biała jak mleko, czerwona jak krew – Alessandro D'Avenia

Wydawnictwo: Znak Literanova
  Kraków 2011
Oprawa: miękka
Liczba stron: 309
Tytuł oryginału: Bianca come il latte, rossa come il sangue 
Przekład (z włoskiego): Alina Pawłowska
ISBN: 978-83-240-1653-2





Okładka książki skutecznie mnie zniechęcała, toteż ta niezwykła powieść przez półtora roku stała na półce i czekała na swoją kolej. W końcu jednak po nią sięgnęłam i nie żałuję, ponieważ lektura okazała się nie tylko niezwykłą, wzruszającą przygodą, ale również bardzo ważną podróżą do wnętrza mnie samej. Po kolei jednak.
Powieść-pamiętnik. Świat widziany oczami szesnastolatka, który poszukuje swego marzenia, życiowego celu, dla którego warto się poświęcić. Zwyczajnego włoskiego chłopca, który lubi muzykę, jazdę na skuterze i piłkę nożną. Chłopca jednak o tyle niezwykłego, że widzącego i czującego świat w kolorach. Ukochana dziewczyna jest czerwona jak miłość. Najlepsza przyjaciółka niebieska. A pustka i nicość codzienności jest znienawidzoną przez Leo bielą. 
Zwyczajna młodość, pełna beztroski, średniego zainteresowania nauką i narzekaniem na rodziców zmieni się, gdy Leo dowie się, że jego ukochana Beatrice jest śmiertelnie chora. Znienawidzona biel wdziera się w czerwień miłości. Wyrok jest straszny – białaczka. Jak sobie z tym poradzić? Jak pomóc Beatrice, która nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia Leo? Jak jej wyznać miłość? Czy ofiarowanie własnej krwi wystarczy?
W tym samym czasie na zastępstwo przychodzi nowy nauczyciel historii i filozofii, ochrzczony przez chłopca Naiwniakiem. Będzie miał niemały udział w procesie dojrzewania Leo. To on zada mu najważniejsze pytania, nie udzieli jednak odpowiedzi. Tych chłopak musi szukać sam. I to właśnie to poszukiwanie, które nie jest usłane różami jest tą niesamowitą podróżą do wnętrza człowieka. 
Choć Leo ma dopiero szesnaście lat i wcale nie jest nad wiek dojrzały to... przyznać muszę, że niektóre problemy egzystencjalne, z którymi się boryka są aktualne nawet dla mnie, choć jestem ponad dwukrotnie od niego starsza. W tym tkwi chyba największy atut powieści – w bezpośredniości i bardzo subiektywnym, ludzkim, spojrzeniu na otaczający świat. 
Powieść napisana jest w formie pamiętnika, narratorem jest więc sam Leo. To jego oczami widzimy wydarzenia, słyszymy jego myśli, odczuwamy jego rozterki, wzloty i upadki. Język, którym się posługuje jest bardzo sugestywny, a jednocześnie poetycki. Co ciekawe, zupełnie ta poetyckość nie razi w połączeniu z trochę zbuntowanym nastolatkiem. To kolejny atut tej książki. D'Avenia jest prawdziwym mistrzem pióra, który potrafi porwać czytelnika na długie godziny i zostawić go z barwną ciszą. Może i Wy macie ochotę na taką podróż?
"Biała jak mleko, czerwona jak krew" to powieść bardzo dojrzała, jednocześnie realistyczna i czasami trochę magiczna, poruszająca do głębi. Jak życie – słodko-gorzka. A raczej... czerwono-biało-niebieska. 
Nie mam żadnych zastrzeżeń co do wydania, jeśli wyjąć okładkę, która nie tylko mi się nie podoba, ale nijak ma się do treści powieści. A i uwaga, że jest to "współczesne Love Story" (umieszczona na okładce) dość daleka jest, moim zdaniem, od prawdy.

czwartek, 12 listopada 2015

W obcym domu – Sabina Waszut

Wydawnictwo: Muza
Warszawa 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-775-8998-4





Akcja kontynuacji "Rozdroży" rozgrywa się w latach 1945-1950. Znów spotykamy Sophie i Władka, znów ich oczami oglądamy Śląsk. Choć wojna się już zakończyła, mieszkańcom Katowic i okolic czasami ciężko uwierzyć w tę wolność, którą przyniosła im armia i władza zza wschodniej granicy. Życie stawia przed nimi nowe mury, które trzeba pokonać, jeśli chce się żyć godnie i nie umrzeć z głodu, wycieńczenia, albo zakatowania w... więzieniu.
Obraz to smutny, choć wciąż pełen nadziei. Bo pomimo okropnych warunków życiowych bohaterowie nie przestają liczyć na to, że kolejny dzień będzie lepszy od poprzedniego. Jednak trudno jest patrzeć przez różowe okulary, gdy za oknem brudny śnieg, sąsiedzi pochowani w swoich maleńkich klitkach, każdy boi się odezwać do obcego, w obawie, że zostanie zatrzymany. Każde słowo należy przynajmniej dwukrotnie przemyśleć, nad każdym gestem porządnie się zastanowić. Cieniem kładą się obóz na Zgodzie oraz wysiedlenia górników do kopalń w ZSRR. Każdy, komu udaje się stamtąd wrócić jest wielokrotnie prześwietlany przez władzę, szykanowany, w pewien sposób opuszczony przez społeczeństwo.
Jak w tej nowej rzeczywistości odnajdą się Zosia i Władek? Czy ich rodzinom uda się pomyślnie przejść rehabilitację i czy znajdą dla siebie miejsce w nowej socjalistycznej Polsce? Jak zareagują powracający do ojczyzny mężczyźni, gdy odkryją, że ich ukochane urodziły dzieci radzieckim żołnierzom-gwałcicielom?
Poza zwyczajną codziennością i walką o przetrwanie – "W obcym domu" to powieść o miłości i ludzkich dramatach. O tym, że bracia mogą stać po przeciwnych stronach barykady, a siostry patrzeć na świat w zupełnie inny sposób. O łamiących się sercach setek tysięcy matek, które utraciły swe dzieci w czasie wojny i niewiele mniejszej rzeszy tych, których dzieci w taki czy inny sposób zaginęły już po zakończeniu działań wojennych. To przeplatająca się codzienność śląskiego miasta, którego klimat Autorka oddała z wielką pieczołowitością i cieni wojny, które na zawsze zostaną w tych, którzy ją przeżyli. Codziennie pojawia się pytanie czy lepsze jest czekanie na lepsze jutro czy może jednak jedynym wyjściem jest emigracja. Którą z tych opcji wybiorą bohaterowie najnowszej powieści Sabiny Waszut?
Książkę czyta się niesamowicie szybko, strony uciekają, jakby je jakiś ubek gonił i ani się obejrzeć, a docieramy do ostatniej strony. Narracja pierwszoosobowa dodaje historii dynamizmu i dramatyzmu. Jednocześnie spojrzenie – jakby nie było – Niemki na sytuację panującą w Polsce jest bardzo ciekawe, a dodatkowym atutem jej wypowiedzi jest dość częste używanie gwary śląskiej. Na szczęście dla tych, którzy jej nie znają (jak ja), każde z tych wyrażeń jest wytłumaczone. Pozwala to poczuć klimat powojennych Katowic, a jednocześnie wszystko doskonale zrozumieć.
"W obcym domu" jest doskonałym przykładem tego, jak zręczny i dobry pisarz może połączyć ze sobą literaturę obyczajową i historyczną, tworząc powieść, która ma porywającą akcję, a jednocześnie oddaje realia minionych czasów i jest przesiąknięta lokalnym klimatem, stawiając przy tym ważkie pytania o naturę ludzi i ich podejście do trudnych spraw. 
Jeśli chodzi o samo wydanie to nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Na srebrnym globie – Jerzy Żuławski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kraków 1956
Cykl: Trylogia księżycowa, tom 1 
Oprawa: miękka
Liczba stron: 341
Ilustracje: Stefan Żechowski
ISBN: brak (książka wydana przed rokiem 1966)





Na początku warto zauważyć, że choć książka wydana została w roku 1956 to w rzeczywistości jest znacznie starsza. Żuławski, jak sam podaje, pisał ją w zimie 1901/1902 roku i już wówczas doczekała się na pierwszego – gazetowego – wydania. Dziś więc trafia do nas powieść z gatunku fantastyki stworzona przeszło 11 dekad temu. Co może zaoferować współczesnemu czytelnikowi? Wbrew pozorom – bardzo dużo.
Młodopolski pisarz stworzył dzieło wybitne i porywające. Pod przykrywką (doskonale napisaną, o czym za chwilę) podróży na Księżyc, ukazał nam de facto podróż do wnętrza człowieka. Niesamowity, głęboki obraz homo sapiens samotnego, tęskniącego, oszalałego w końcu, który przecież zaczynał od marzeń i snów o wielkich odkryciach. Czy Autor próbował nam przez to powiedzieć, że nie zawsze dobrze lokujemy swe marzenia, a ich spełnienie może nam przynieść więcej szkody niż dobrego? Być może. Myślę jednak, że Żuławskiemu chodziło o znacznie, znacznie więcej.
Sto kilkanaście lat po śmierci Juliusz Verne'a, czyli mniej więcej w dniu dzisiejszym (umarł on w 1905 roku) został zrealizowany jeden z jego fantastycznych pomysłów – wysłano ludzi na Księżyc. Niestety misja nie powiodła się, na Ziemię nie dotarły żadne informacje o stanie statku, ani tym bardziej o tym, co stało się z jego załogą. Podobny los spotkał kolejną ekipę. Po latach zupełnie o nich zapomniano. Do dnia, gdy pewien naukowiec obwieścił, że odnalazł rękopis wysłany z Księżyca. Na Ziemi minęło 50 lat, na Lunie – 707 dni księżycowych. 
Powieść można czytać według kilku kluczy, choć z pewnością ten psychologiczno-socjologiczny jest dzisiaj najbardziej aktualny. Zauważa to już Stanisław Lem, w napisanej w 1956 roku przedmowie do książki. To, co dla Żuławskiego i jemu współczesnych było fantastyczną przyszłością dzisiaj zdaje się trochę skostniałe. Wiele kwestii jest źle rozwiązanych. Księżyc znamy znacznie lepiej niż nasi dziadowie, zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, że nie ma na nim atmosfery – ani na półkuli widocznej z Ziemi, ani na tej drugiej. Kondycja człowieka, jak można sobie uświadomić w czasie lektury, niewiele się jednak zmieniła.
"Na srebrnym globie" podzielono na trzy części. Pierwsza opowiada o podróży na Księżyc i po jej widocznej półkuli. Jest ona bardzo dokładna, przedstawia nazwy miejsc, w których znajdują się bohaterowie, czas potrzebny do przebycia kolejnych etapów podróży. Pomocna jest również mapa Księżyca, którą można znaleźć na początku książki. W drugiej części Żuławski opisuje los kosmicznych rozbitków w nowym świecie. Próby zbudowania sobie przyszłości, pogodzenia się z losem, znalezienia nowego celu. W części trzeciej dowiadujemy się, jak wygląda społeczeństwo księżycowe na przestrzeni kolejnych czterdziestu ziemskich lat. Czy się Wam spodoba? Musicie sprawdzić sami.
Jak już napisałam – wielka podróż na Księżyc jest również wielką podróżą wgłąb człowieczej duszy. To powieść o  marzeniach, tęsknocie, walce z samotnością. O szale, w jaki potrafi wpaść człowiek pozbawiony drugiego człowieka. O procesach tworzenia się nowych społeczeństw, dostosowywaniu się do otoczenia, o tym, jak powstaje religia. O moralnych dylematach i próbie zdefiniowania człowieka. W końcu o tym, że póki ma się ochotę i siłę walczyć, można przetrwać wszystko.
Powieść pisana jest w formie pamiętnika, a więc w pierwszoosobowej narracji. Autorem tego lunarnego dzieła jest Polak, Jan Korecki. To jego oczami widzimy całą podróż i wszystkie wydarzenia. Poznajemy jego myśli, jego uczucia. On w końcu przedstawia nam swoich kompanów. Robi to pięknie i wzruszająco, choć młodopolska maniera jest czasem w tekście wyczuwalna. Czy przeszkadza? Ja nie miałam nic przeciwko niej. Przyznam, że nadawała opowieści swoistego, magicznego klimatu.
Wspaniałym dopełnieniem tego wydania "Na srebrnym globie" są ilustracje Stefana Żechowskiego. Ma się wrażenie, że razem z Koreckim i jego załogą był na Księżycu, a może... to on jest Koreckim. Wykonał kawał naprawdę wyśmienitej roboty.
Jeśli chodzi o korektę i redakcję, jest mi niezmiernie ciężko oceniać. Co prawda jakichś rzucających się w oczy błędów ne znalazłam, jednak... Powieść napisano w okresie Młodej Polski. Potem wydawano kilka razy, zanim doczekaliśmy się wydania Wydawnictwa Literackiego. Minęło ponad pół wieku pomiędzy pierwszym wydaniem a tym, które czytałam. Język uległ wielu zmianom. Teraz upłynęło kolejne niemal sześć dekad. Język polski wciąż ewoluuje, rozwija się, zmienia. Dodatkowo wydawca korzystał z kilku wcześniejszych wydań, próbując przy tym tekst ujedolicić i unowocześnić. Część słów zmieniło formy, niektóre więc zostały pozmieniane, inne pozostawione. Czuję z tego powodu pewien niedosyt. Nie otrzymałam powieści jednolitej językowo, nie wiem, jak wyglądał tekst napisany rzeczywiście przez Żuławskiego. I to moje jedyne zastrzeżenie do "Na srebrnym globie"
Myślę, że w niedalekiej przyszłości zapoznam się z kolejnymi tomami trylogii księżycowej.


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książka przeczytana w ramach Wyzwania: