Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 18 października 2016

Saga Grzech pierworodny (26 tomów) – Anne-Lise Boge




Wydawnictwo: Elipsa
Warszawa 2006 (1. wyd.) – 2007 (2. wyd.)
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału: Arvesynd 
Poszczególne tomy przekładali różni tłumacze
Łączna liczba stron: ok. 5000



Dzisiaj urodziny bloga. Piąte, okrągłe. Zatem coś specjalnego i zupełnie innego niż dotychczas. Nie recenzja pojedynczej książki, ale całej serii, obejmującej, bagatela, 26 tomów!
Muszę przyznać, że zabieram się do tej recenzji od bardzo dawna, mianowicie od lutego (a mamy już przecież drugą połowę października). Dlaczego? Nie jest łatwo opisać tak rozległą historię, która składa się w jedną całość, choć czytana jest, jakby nie spojrzeć, na raty. Dodatkowo, jak pewnie już wiecie, na ten okres przypadła końcówka ciąży i pojawienie się na świecie moich ślicznych Córeczek, więc czasu wciąż nie starcza. Pomyślałam jednak, że to naprawdę dobra okazja, by opowiedzieć Wam o Mali Buvik i jej życiu. O sadze, po której przez kolejne dwa miesiące nic mi się nie podobało.
Wszystko rozpoczyna się od pewnego fatalnego spotkania. Na weselu Mali wpada w oko bogatemu Johanowi, który, nawet jej nie znając, postanawia, że zostanie ona jego żoną. Szanowany właściciel ziemski jest wielką szansą dla młodziutkiej i biednej Mali, a szczególnie dla jej zadłużonego ojca. I to właśnie dlatego dziewczyna ostatecznie zgadza się na zamążpójście, choć przez wiele, wiele lat będzie tego żałowała. Życie u boku pana ze Stornes to pasmo upokorzenia, bólu i nieszczęścia. Gdy więc w majątku pojawia się pewnego dnia miły, czarujący, radosny i czuły Jo, Mali zaczyna czuć motyle w brzuchu. Chwila zapomnienia zaważy na przyszłości całych pokoleń zamieszkujących Stornes i okoliczne majątki.
Nie chciałabym zdradzać za wiele z fabuły, byście mogli czerpać jak najwięcej radości z lektury. Napiszę jedynie, że akcja rozgrywa się w pierwszej połowie XX wieku, w Norwegii i obejmuje cztery pokolenia. Znajdziecie więc na stronach kolejnych tomów całą plejadę gwiazd – część bohaterów pokochacie, część znienawidzicie. Niektórzy będą Was irytować, innych będziecie żałowali. Z pewnością jednak na długo pozostaną w Waszej pamięci. Och, do dzisiaj nie mogę Stornesów wyrzucić z głowy choć już tyle miesięcy i lektur za mną. 
Anne-Lise Boge pisze takim językiem, że strony się po prostu połyka. Jej opisy są żywe, postaci naturalne, opowieść wielowątkowa i zagmatwana jak na dobra sagę przystało. Jest tu miłość, wierność, zdrada, śmierć, narodziny (Mali jest w pewnym stopniu również akuszerką). Jest spory kawałek historii Norwegii, a poniekąd również całej Europy ogarniętej dwiema wojnami i dwiema dekadami pokoju. W końcu piękne widoki, mroźne, ciemne zimy, kiedy właściwie nie widać słońca i krótkie lata kończące się wspólnymi pracami na pastwiskach. Połowy ryb i pewna szopa na łodzie, która wielokrotnie będzie ważna dla całej opowieści. To również wspaniały portret norweskiego społeczeństwa ówczesnych czasów – tradycji, kuchni, historii – jednym słowem, codziennego życia doprawionego delikatnie szczyptą wielkiej polityki.
Jak dla mnie rewelacja! Niedługo zabieram się za kolejną sagę Autorki. Mam nadzieję, że będzie równie wciągająca i zapadająca w pamięć, szczególnie że pojawia się w niej również Mali.
Poniżej okładki kilku wybranych tomów. 



















czwartek, 13 października 2016

Królowa – Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 590
ISBN: 978-83-65521-38-5







Dalszy ciąg fascynującej opowieści o moich ukochanych Piastach, a szczególnie Świętosławie i naszym pierwszym królu, Bolesławie.
"Żadna sztuka stracić życie na wojnie. Prawdziwy wyczyn to je zachować, nie tracąc honoru." I na tych dwóch, wypowiedzianych przez Bolza, zdaniach mogłabym poprzestać, ponieważ wyśmienicie oddają klimat "Królowej". Wojen bowiem w tej powieści wiele – i dosłownie i w przenośni.
Walka o cesarski tron, wojny czeskie, sprzymierzenie się wszystkich wrogów – to tylko niektóre przeciwności, na które natknie się książę Bolesław, który dąży do stworzenia silnej Słowiańszczyzny i niezależnej Polanii. Podboje angielskie, walki o władze w Skandynawii... Zdrady, romanse, śluby, śmierci. Mnóstwo śmierci i mnóstwo zdrad. I ciągłe, nieustające próby, by schrystianizować zarówno Europę środkową, jak i północną.
Życie Świętosławy zostaje wywrócone do góry nogami, kiedy pewien zaufany człowiek zdradza jej tajemnicę. Giną po kolei jej bliscy, a ona... dostaje koronę kolejnego królestwa. Dlaczego zatem nie jest szczęśliwa? Gdzie popełniła błąd?
Bolesław jest bliski osiągnięcia celu, kiedy jednak zupełnie się tego nie spodziewa, otrzymuje cios prosto w plecy. Jak to się dzieje, że wśród najbardziej oddanych przyjaciół znajduje się zdrajca?
Dzieci dorastają, a rodzice – jak to rodzice – wraz z nimi przeżywają ból. Bolesław i Świętosława chcą dla swych potomków jak najlepiej, ale nie każdemu jest dane, by spełniać swe marzenia. Drogi Bolesława i jego pierworodnego syna, Bezpryma, coraz bardziej się rozchodzą. Świętosława i Olof również widzą świat z zupełnie różnych perspektyw. A jej młodsze dzieci? 
Odmalowane z wielką pieczołowitością początki polskiej państwowości i toczących się procesów, które ukształtowały dzisiejszą Europę środkową i północną to dokładnie to, czego oczekiwałam po tej lekturze. Czytając "Królową" miałam wrażenie, jakbym tam była, widziała, słyszała... Do tego całe mnóstwo intryg, niespodziewanych zwrotów akcji, barwnych postaci. 
Wydaje się, że na stronicach tej księgi dzieje się jeszcze więcej niż w "Hardej". Na dodatek mniej jest północnej poezji, która mnie raczej rozpraszała i nie dość, że nie wnosiła niczego istotnego, to po prostu zupełnie nie trafiła w mój gust. Myli się jednak ten, kto pomyśli, że "Królowa" nie jest poetycka. Oj, jest i to bardzo. 
Ponadto postaci są bardziej dopracowane niż w pierwszej części. Nikt już nie jest tylko biały czy tylko czarny. Charaktery są nie tylko cechą wrodzoną, ale również wypadkową życiowego doświadczenia, może dlatego z wiekiem bohaterowie Cherezińskiej stają się bardziej... ludzcy. A Świętosława to już nie ta harda dziewczyna, która nikomu nie pozwala na działanie niezgodne z jej wizją – do dojrzała, mądra kobieta, która bacznie obserwuje otaczający ją świat i potrafi wysnuwać wnioski, również z działań innych osób. Oj, przydałaby nam się teraz taka Sigrida, przydała. 
I co chyba również nie bez znaczenia – tym razem Cherezińska skupia się bardziej na Polanii i cesarstwie, mniej tu wikingów i północnych wojen. Nie, żebym coś przeciwko wikingom miała, jednak zdecydowanie wolę wątki piastowskie.
Do wydania mam nadal tę samą krytyczną uwagę, co przy "Hardej" – nieszczęśnie zrobione drzewa genealogiczne, z których tak naprawdę niezbyt wiele wynika.
Z pewnością chętnie obejrzałabym film (czy nawet serial) nakręcony na podstawie tej niesamowitej dylogii. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że wkrótce otrzymamy zakończenie trylogii "Odrodzone Królestwo", na które chyba wszyscy miłośnicy prozy Cherezińskiej z wielką niecierpliwością czekają. 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

poniedziałek, 10 października 2016

Musza góra – Bohdan Głębocki

Wydawnictwo: Media Rodzina
Poznań 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 559
ISBN: 978-83-8008-009-6





Trochę mi ta lektura zajęła. Jednak nie dlatego, że źle się czyta. Po prostu permanentny brak czasu młodej matki Bliźniaczek (ja młoda może nie jestem, ale mamą zostałam niedawno), a także brak sił (fizycznych i mentalnych). Kto nie ma dzieci, ten nie pojmie. Mówię Wam – nawet, kiedy są takie kochane jak Aria i Rebeka (czyli nasze Księżniczki), nawet jeśli przesypiają praktycznie całą noc i niewiele płaczą to wysysają energię do upadłego. I rzeczywiście po całym dniu zabaw, spacerów, karmienia, przewijania, przebierania, tańczenia dla nich (np. do Smerfnych hitów) i czytania im bajeczek i wierszyków... człowiek zamyka oczy na stojąco. Albo odmiennie – zasnąć nie może, ale jak tu włączyć lampkę i czytać skoro obok śpi drugi zmęczony rodzic. Tak więc trwało to długo (ponad dwa miesiące), ale się udało i jestem zadowolona. Czułam, że to będzie ciekawa lektura i się nie pomyliłam. Przejdźmy zatem do meritum.
W powieści przeplata się kilka historii. Z początku trochę trudno się połapać w bohaterach, ale z czasem nie tylko z łatwością ich rozpoznajemy, ale odkrywamy,że ich losy w różny sposób splatają się. Wszystkich łączy Poznań w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Właściwie w powietrzu czuć już zbliżający się konflikt zbrojny. Na pewno przeczuwają go mundurowi, których na stronicach "Muszej góry" przewinie się wielu.
Do grona głównych bohaterów należy z pewnością detektyw Kaczmarek, były poznański policjant, który, chcąc podleczyć nieco firmowy budżet, przyjmuje nowe zlecenie. Do głowy mu nie przyjdzie, że to kiepska sprawa, którą wielu zapłaci własną krwią i już nie ujrzy wschodzącego słońca. Nie lada rolę będzie miała do odegrania również jego wychowanica i pracownica. Ich śledztwo zazębi się w pewnej chwili z postępowaniem prowadzonym przez aspiranta Szuberta. A co z kapitanem owianej sławą :dwójki", Mieczysławem Apfelbaumem? Jakie będzie jego miejsce w tej zagmatwanej, trochę przerażającej, trochę zabawnej, z pewnością dostarczającej mnóstwo wrażeń opowieści? 
W "Muszej górze" jest właściwie wszystko – rzeczowo odmalowane przedwojenne miasto (dlaczego nikomu z bohaterów się ówczesny Poznań nie podoba i wszyscy na niego narzekają?!), wiele różnych perspektyw (polska, żydowska, niemiecka), zagadka, której czytelnikowi nie sposób rozwikłać. Zarysowany mocno problem polskiego antysemityzmu tuż na przednówku wojny, nazistowski tajny projekt, tajemnicze moce i... kopanie na cmentarzu. 
Czy są jakieś minusy? W pewnym momencie poczułam jednak pewien przesyt. Autor chciał dobrze, ale za dużo magii jak dla mnie – golem, duchy, demony, wilkołak, berserkerzy... Można by spokojnie połowę z nich usunąć, a powieść nie tylko nadal byłaby wciągająca, ale wręcz ciekawsza. Sądzę jednak, że wielu się to niecodzienne połączenie spodoba.
Niestety to nie wszystko. Autor popełnił również kilka błędów. Uparcie nazywa poznaniaków poznańczykami, po czym nagle, ni stąd ni z owąd czytamy o poznaniakach. Lekarz, bądź co bądź człowiek z pewnej wyższej klasy, inteligent (pamiętajmy, że jeszcze wtedy nie każdy mógł iść na studia) w rozmowie z Kaczmarkiem wypowiada się językiem typowym bardziej dla ejbra z Rybak niż pana doktora. Dlaczego Autor pisze o Niemcach szwaby zamiast Szwaby też nie potrafię pojąć. Kwiatków takich jest nieco więcej, nie miejsce jednak, by zabierać chleb redaktorom Wydawnictwa. Sprawia to niestety, że – bądź co bądź – bardzo zajmującą książkę czyta się, wciąż zastanawiając się, czy przypadkiem i w warstwie społecznej i historycznej nie ma jakichś podobnych błędów, których czytelnik, nie będący zaznajomionym z owym okresem na poziomie historyka, po prostu nie wyłapie.
Ogólnie rzecz ujmując – "Muszą górę" naprawdę warto przeczytać. Polecam. Myślę jednak, że dobrze by było zapoznać się nieco lepie z ówczesnym Poznaniem i panującym w nim klimatem. Na szczęście dla nie-poznaniaków jest z tyłu książki słowniczek zawierający wyrażenia gwarowe, niemieckiego pochodzenia, a także w jidysz i określenie współczesnych nazw miejsc, które nazywają się inaczej niż w dwudziestoleciu międzywojennym (to akurat przydatne nawet dla rodowitych poznaniaków).


sobota, 8 października 2016

Alicja w krainie czasów. Czas opowiedziany – Ałbena Grabowska

Wydawnictwo: Zwierciadło
Warszawa 2016
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tom II
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 377
ISBN: 978-83-65456-23-6








Mówią, że drugi tom cyklu jest zawsze najsłabszy. Ałbena Grabowska udowadnia, że nie warto używać takich określeń jak "zawsze". "Czas opowiedziany" nie tylko w niczym nie ustępuje pierwszemu tomowi "Alicji w krainie czasów", on jest po prostu jeszcze lepszy. 
Alicja, po wybuchu, w którym próbowała zakończyć swe życie, zostaje wysłana do Wiednia, do kliniki neurologicznej. To tam naprawdę zacznie się prawdziwa przygoda dorastającej panny. Niegościnność i bariera językowa nie tylko jej nie zniechęcą, ale spowodują, że znajdzie w sobie siłę, by walczyć. O co? O dalsze życie. O osiągnięcie czegoś. O spełnienie marzeń, odnalezienie prawdziwej siebie. A pomoże jej w tym nie kto inny, jak Sigmund Freud we własnej osobie. To pod jego wpływem, za jego namową i za jego wstawiennictwem Alicja Księgopolska – kobieta, Polka – rozpocznie studia medyczne na wiedeńskim uniwersytecie i nie raz, nie dwa pokaże zaborcom, że nie warto z nią zadzierać.
Wiedeń okaże się dla Alicji na długi czas dość łaskawym miejscem i bezpieczną przystanią, choć niestety wszystko pewnego dnia ulegnie zmianie. Jakiej? Tego nie napiszę. Dość zdradzić, że jej status społeczny zmieni się diametralnie, kiedy Europę ogarnie wojenna zawierucha. Zanim to jednak nastąpi Alicja przeżyje zawód miłosny, utratę kilku bliskich osób i niemalże całkowite zerwanie więzów z tymi, których przez długie lata miała za swych rodziców.
Więcej z fabuły nie zdradzę. Napiszę jedynie, że "Czas opowiedziany" toczy się na przestrzeni około czterech dekad i pięknie pokazuje ówczesną Europę zachodnią – Austrię i Francję (to z Wiednia Alicja zawędruje do Paryża, choć po drodze odwiedzi jeszcze kilka innych miejsc).
Drugi tom cyklu to opowieść o sile intelektu i dobrym sercu. O przyjaźniach, miłościach, zdradach. To wspaniale zilustrowana "wielka historia" widziana oczami zwykłej (choć naprawdę niezwykłej) kobiety. To w końcu opowieść... szpiegowska. Tak, dobrze przeczytaliście. 
Na stronicach książki znajdziecie całą plejadę ciekawych postaci, zarówno fikcyjnych, jak i rzeczywistych. Oprócz Freuda największy wpływ na życie Alicji będzie miała... Coco Chanel, choć i Alicja dla niej będzie bardzo ważną osobą. Poza tym wspaniała ciotka Kundzia, tajemnicza Emily, kochający Franek, zakochany Jacob i... Alina, o której więcej ani słowa.
Autorka wspaniale snuje swą opowieść, raz zwalniając, innym razem przyspieszając akcję. Choć przyznam, że ostatnie 30 stron powieści przeleciało zbyt szybko. Chyba jednak wolałabym się bardziej rozkoszować latami '30. Miałam wrażenie, że wszystko jest takie w pośpiechu, jakby to miał być jakiś epilog do całości, a nie końcówka drugiego tomu. Z drugiej jednak strony, przygotowywałam się na wielkie "bum" na zakończenie i... dostałam je. Dorównuje wybuchowi kończącemu pierwszy tom, choć jest zupełnie innego rodzaju. I to jest naprawdę cudowne.
Wyśmienite są nawiązania do literatury światowej opisywanych czasów. Bohaterowie, nie tylko Alicja, czytają książki i można niemalże poczuć ówczesny klimat, to, co ludzi zajmowało, fascynowało, co było w literaturze swoistą nowością. Zresztą aspekty społeczno-obyczajowe są w tej powieści bardzo ważne i przeplatają się z historiami różnych osób. Bo "Czas opowiedziany" to już nie tylko opowieść o Alicji, to wiele równoległych historii i to jest chyba największy plus tej powieści. Płynne przechodzenie od jednej do drugiej opowieści, a wszystkie pięknie połączone niesamowitą obecnością naszej rodaczki.
Podobają mi się również uśmiechy do czytelników, którzy Autorkę znają trochę lepiej. Na stronicach powieści pojawiają się Alina (imię jej córki), Franek (synek Autorki i bardzo ważna osoba w całej tej historii; Pani Ałbeno – czy możemy liczyć na książeczkę o prawdziwym Franku?), Bułgaria (stamtąd pochodzi rodzina Grabowskiej). To tylko niektóre takie "perskie oczka", które puszcza do nas, a które udało mi się odnaleźć. 
Jednym słowem – nie mogę się doczekać zakończenia cyklu. Jeśli Ałbena Grabowska nie zawiedzie – a wątpię, by miało to miejsce – "Czas odzyskany" może się okazać jeszcze ciekawszy. Przynajmniej takie mam wrażenie po zakończeniu lektury drugiego tomu. Zatem pozostaje mi jedynie czekać z cierpliwością (a o to w tej sytuacji trudno) na tom trzeci.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zwierciadło