Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 9 lipca 2019

Książki Luizy Borkowskiej-Ziółkowskiej od Wydawnictwa PETRUS

Wydawnictwo: PETRUS
  Kraków 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 36
Ilustracje: Katarzyna Kurdziel
ISBN: 978-83-7720-291-3
 
 
 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wydawnictwo: PETRUS
Kraków 2019
Oprawa: twarda
Liczba stron: 44
Ilustracje: Luiza Borkowska-Ziółkowska
ISBN: 978-83-7720-537-2








Tym razem moje córeczki zostały obdarowane kompletem czterech książeczek od Wydawnictwa PETRUS. Dzisiaj przedstawię dwie z nich, obie autorstwa Luizy Borkowskiej-Ziółkowskiej. Choć tematycznie różne, mają sporo cech wspólnych. Mimo to zostały odebrane przez Dziewczynki w zupełnie różny sposób.  Dlaczego tak się stało? Przeczytajcie.
"Proszę, przepraszam, dziękuję. Małe wielkie słowa" to wierszowana historia opowiedziana przez miłą babcię o imieniu Adelajda. To ona jest narratorką tej powiastki z morałem. Rzecz dotyczy kilkuletniego chłopczyka, Filipka, który własnie ma spędzić swój pierwszy dzień w przedszkolu. Niestety Filip nie należy do grzecznych dzieci. Jest krnąbrny, złośliwy, niemiły. Obraża się na swoją mamę za to, że w ogóle przyprowadziła go do przedszkola, od razu nie  lubi swojej pani, a dzieci z grupy traktuje z wyższością i łapie każdą nadarzającą się okazję, by napsocić i coś im zaszkodzić. Nie pomagają ani prośby mamy, ani tłumaczenia pani. Jednak w pewnym momencie miarka musi się przebrać. Czy chłopiec w końcu pojmie, jak ważne jest bycie posłusznym? Czy zrozumie, że tytułowe, magiczne, słowa mają olbrzymie znaczenie, a zjednywanie sobie ludzi jest znacznie bardziej korzystne, i przyjemniejsze w skutkach, niż zniechęcanie ich do siebie? 
Chyba sami domyślacie się, że tak właśnie będzie. Wszak książeczka ma na celu nauczyć dzieci szacunku do drugiego człowieka, życzliwości, empatii i zwyczajnej grzeczności. A wszystko to w przyjaznej, przyjemnej, rymowanej formie. Czytałyśmy tę książeczkę z Rebeką przez trzy kolejne wieczory i podobała jej się. Jednak szału nie było. Słuchała, ale nie zadawała żadnych pytań (to u nas jeden z wyznaczników sukcesu). A pod koniec zdawała się już trochę znudzona. Za dużo moralizowania dla trzylatki? Być może. Zobaczymy, jak pójdzie z Arią. Jeśli historia się powtórzy, wrócimy do książki za jakiś czas, chociaż prawda jest taka, że właśnie kładziemy ostatnio dość duży nacisk na trening dobrego wychowania, więc opowieść o Filipku jest dla nie jak znalazł. 
Dopełnieniem pozytywnej oceny niech będzie słowo o bardzo ładnych ilustracjach Katarzyny Kurdziel oraz wpadający w ucho, powtarzający się wielokrotnie, niczym refren, dwuwiersz: "Grzeczność dobrym jest nawykiem. Grzecznym chłopcem bądź, Filipie!".
"Skąd się wziąłem w brzuszku, tato?" to kolejne spotkanie z babcią Adelajdą i Filipkiem. Tym razie już nie w przedszkolu, ale w domowych pieleszach i w sytuacji bardzo osobistej. Filip właśnie doszedł do tego momentu w swoim dziecięcym życiu, kiedy zaczyna się zastanawiać, skąd pochodzi. Wie już, że dzieci rodzą się z mamusi, a konkretnie z jej brzuszka, ale... skąd biorą się w tym brzuszku to już zupełnie inna historia.
Dlatego Filip prosi o pomoc swojego tatę. Siadają zatem na łóżku i tatuś stara się wybrnąć jakoś z niespodziewanej sytuacji. Wszak pytanie nie jest błahe, wypada na nie rzeczowo odpowiedzieć. Z pewnością wielu z Was stanęło już przed tym dylematem, wielu ma to jeszcze przed sobą. U nas temat ciąży, brzuszka i tego, gdzie dzieci były, kiedy ich jeszcze nie było jest na topie już od pewnego czasu, więc książka wywołała wielki entuzjazm. I co najważniejsze, pięknie odpowiedziała na pytania. Dziewczynki są zachwycone, tak jak i ja. W delikatny  sposób, z dużą dozą humoru, babcia Adelajda przekazuje nam opowieść mamusi (tatuś jednak nie podołał) o tym, jak doszło do zapłodnienia, jak plemnik z komórką jajową połączyły się i utworzyły dzidziusia, który jest częściowo z ciała mamy, częściowo z ciała taty, a któremu duszę dała Bozia (nie lubię tego określenia, ale to chyba jedyny "minus" całości, jeśli o takowym można pisać). Piękne ilustracje Luizy Borkowskiej-Ziółkowskiej są dopełnieniem historii. Pełen sukces, Aria i Rebeka co chwilę zadawały dodatkowe pytania, słuchały z wielką uwagą. Przeczytałyśmy książkę na dwie raty, czyli bardzo szybko, tak były zainteresowane tym, co dalej. Połączenie czystej biologii z wiarą katolicką, poczuciem humoru, wierszykiem, pięknymi ilustracjami to strzał w dziesiątkę. Idealne pokazanie dzieciom, skąd się biorą i podkreślenie, że są NAJWIĘKSZYM SKARBEM na świecie.
Obie pozycje są bardzo ładnie wydane –  w twardych oprawach, na grubym, kredowym papierze. Oczywiście zero błędów, na co jestem bardzo przeczulona, szczególnie jeśli chodzi o książki dla dzieci. Wygląda na to, że nasze nowe nabytki nie tylko zagościły w sercach Dziewczynek, ale jeszcze długo przetrwają, są bowiem szyte, a nie klejone, co już chyba nie zdarza się specjalnie często.
Naprawdę mogę gorąco polecić obie te pozycje, choć u nas prawdziwym hitem okazała się oczywiście opowieść o dzidziusiu w brzuszku.
 
 
 



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PETRUS
https://www.wydawnictwopetrus.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz