Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 12 marca 2012

Saga Wielkich Rodów - Tom 1 - Tryptyk krwi (cz.11)

W ostatnich dniach matka całkowicie przestała zwracać uwagę na Paula, więc w ogóle nie wychylał się ze swojego pokoju. Nowa gra komputerowa, słuchawki na uszach i zero zainteresowania tym, że jego brat nadal się nie odnalazł. Udawał chorego, żeby nie musieć chodzić do szkoły, ale nawet tym stanem rzeczy specjalnie się nie przejęła. Zaczynał się już nudzić. Słyszał, że do matki ktoś przyszedł i postanowił posłuchać, o czym rozmawiają. Może wiedzą coś na temat Michaela. Nie zależało mu specjalne na powrocie brata, wiedział jednak, że będzie miał kłopoty, jeśli ktoś widział go tamtego popołudnia, gdy dał Michaelowi wycisk. Nic mu nie zrobią, ale matka go znienawidzi i wtedy nic już nie pomoże – straci ją na zawsze. Gdzie on się podziewa? Idiota! Doprowadzi tę kobietę do szaleństwa. Już on mu zleje skórę, jak tylko go zobaczy. Uchylił drzwi, żeby słyszeć rozmowę matki z dwoma dziwnymi mężczyznami. Z każdym kolejnym słowem usta otwierały mu się szerzej ze zdziwienia…
*
Fiodor został jeszcze u Sary. Alexander wrócił do hotelu sam i po długim, zimnym prysznicu zszedł do bufetu, by zamówić obiad. Jednak nie miał apetytu. Cały czas nie mógł uwierzyć w to wszystko, czego się właśnie dowiedział. Jego rodzina zawsze miała tajemnice – jednak były to tajemnice przed „obcymi”. Tajemnice w rodzinie? Jego matka umierała z rozpaczy, kiedy oddawała najmłodszą córkę na czyjeś wychowanie, wiedziała jednak, że to być może jedyna szansa, by Jana przeżyła.
Wrócił do pokoju, jednak nadal nie mógł opanować tych wszystkich uczuć, które nim zawładnęły – złości, litości, zazdrości, że Nikołaj o wszystkim wiedział, a także szacunku dla matki i Fiodora za ich poświęcenie. Zadzwonił do Magdaleny i zaproponował wspólną kawę. Nie chciał być sam. Nie dzisiaj.
Była w olbrzymim szoku, kiedy opowiedział jej przebieg rozmowy z Fiodorem. Właściwie nie był pewien, czy ma prawo jej o tym mówić, w końcu to była prywatna sprawa Fiodora i Sary. Jednak nie potrafił sam się uporać z natłokiem myśli.
- Sądzisz, że twój ojciec wiedział? – trochę niestosowne pytanie Magdaleny wprowadziło go w konsternację.
- Zapewne nie – odpowiedział, próbując wypić łyk kawy. – Jak widać nasza rodzina ma więcej tajemnic, niż można się było spodziewać, jednak znałem mojego ojca. Przeżyliśmy razem kilkaset lat. Właściwie nie wiem, co by zrobił. W końcu Jana była Nowicką, więc z pewnością kazałby ją otoczyć opieką, jednak co do losu Fiodora nie byłbym już taki pewny.
- Czyli to nie mogło mieć nic wspólnego z jego samobójstwem?
- Nie. Śmierć Juliana zabolała bardzo, a dobiła go jeszcze reakcja Nikołaja. To były powody.
*
Sara wyszła na chwilę do sklepu, poprosiła jednak Fiodora, żeby na nią zaczekał. Oto szansa dla Paula. Jeśli to była prawda – jakże niewiarygodna! – to przecież ten mężczyzna był nie tylko dziadkiem Sary i pradziadkiem Michaela. Był również jego pradziadkiem! Dlaczego nikt nie myślał o nim? Podszedł do Fiodora, przyglądając mu się bacznie i usiadł na fotelu. Nalał sobie herbaty i jeszcze chwilę się nie odzywał.
- Wiesz, że jesteś też moim pradziadkiem? Nie tylko mojego brata? – to pytanie, tak pełne żalu, zabolało Fiodora bardziej, niż mógł przypuszczać, jakby nigdy nawet nie przyszło mu to na myśl. – Dlaczego niby on jest ważniejszy ode mnie? Tylko dlatego, że może kiedyś uzyska pamięć czegoś, co działo się wieki temu? Jakie to ma teraz znaczenie, co? Ja też jestem twoim prawnukiem! – upuścił filiżankę na podłogę, rozlewając resztę herbaty i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Fiodor siedział jeszcze sparaliżowany przez dobre kilka minut. Chłopak miał rację – wszyscy mówili tylko o Michaelu, zupełnie zapominając o istnieniu Paula.
*
Knut pozbył się już Chiary, a mały nawet nie odważył się o nic pytać. Oczywiście nie zamierzał informować gówniarza, co się stało z dziewczyną. Dosypał mu do kolacji środków nasennych, by pobrać krew i teraz chował do metalowej walizeczki sporej wielkości flakon pełen cennej substancji. Mike obudzi się za parę godzin, zupełnie nieświadomy, co się działo. Jedynie nieco osłabiony. Zje porządne śniadanie i obiad i będzie dobrze. A później już tylko pokazać się Magdalenie. Tak, żeby myślała, że popełnił błąd, że go nakryli. Alexander złapie się w tę pułapkę, jak mucha w lep. Dwa, góra trzy dni i będzie po Nowickich. A on będzie jedynym posiadającym ich DNA. Niech ten głupi kot cierpi i myśli, że wszystko, o co wałczył latami, przestało istnieć.
*
Fiodor nie wierzył, że to przypadek sprawił, iż Magdalena spotkała Knuta. To mogła być równie dobrze pułapka. Alexander zdawał się z nim zgadzać. Jednak ona nie chciała w to wierzyć. Jaki niby miałby powód, żeby ją zwodzić?
Fiodor i Alexander skończyli naradę. Zaryzykują. Nawet jeśli to pułapka – muszą spróbować odbić chłopca. Może rzeczywiście Knut stał się zbyt pewny siebie i popełnił błąd, pozwalając jej odkryć swoją kryjówkę.
Siedziała przed lustrem, szykując się do snu. Czy uda jej się w ogóle zmrużyć oczy? Czy którekolwiek z nich będzie spało tej nocy? Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.
- Mogę, Magdaleno? Nie chciałbym przeszkadzać – powiedział Alexander, wchodząc.
- Co cię gnębi?
Rozmawiali dłuższą chwilę. Bał się, że nie uda im się uwolnić chłopca, że stracą go na zawsze. Po przeszło dwóch tysiącach lat rodzina przestanie de facto istnieć. Próbowała go pocieszyć, jednak nie znajdowała właściwych słów. Ciągle twierdził, że on się nie liczy, a ona starała się przekonać go, że to nieprawda.
- Połóż się i odpocznij – powiedział, wstając. – Czeka nas ciężki dzień.
- Alexandrze, – wyszeptała, chwytając go za rękę – obiecaj, że będziesz na siebie uważał. On jest ważny, ale ty też.
„Dla mnie” – pomyślała. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, że czuje do niego coś więcej, niż powinna w stosunku do szwagra? Spojrzeli sobie prosto w oczy. Tak – on też ją kochał. Zaskoczenie niespodziewanym odkryciem ustąpiło miejsca namiętności – objął ją w pasie, przyciągając do siebie i gorąco pocałował. Przeszył ją dreszcz, gdy poczuła jak jego palce gładzą jej plecy i delikatnie zdejmują ramiączka błękitnej nocnej koszulki. Nie przestawał całować, a ona nie pozostała bierna. Pragnęła go całym sercem i ciałem. Świat mógłby się skończyć nawet jutro – ta noc była tego warta.
Po wspólnym śniadaniu udali się do kryjówki Knuta. Fiodor pozostał w hotelu i czekał na informacje od nich.
- Zostań tu, Magdaleno i czekaj na nas – znów ten rozkazujący ton, który tak ją początkowo irytował. Wiedziała jednak, że chce ją chronić. – Postaram się, żeby Mike wyszedł pierwszy. Ja pójdę zaraz po nim. Kiedy go zobaczysz, łap i biegnijcie do samochodu.
- Alex, proszę, uważaj na siebie – trzymała go za rękę i nie chciała puścić. – Obiecaj, że będziesz ostrożny.
- Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze – ucałował ją, jakby żegnał się na zawsze.
Poczuła dreszcz. Musi się udać. Nie może go stracić. Po tym wszystkim, co razem przeżyli, gdy zrozumieli, jak wiele dla siebie znaczą. Gdyby pozwolił jej tam wejść. Tylko ona widziała Knuta, ona i dzieci. Nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego.
*
Od chwili, gdy zniknęła Chiara, Mike czuł się samotny. Możnaby się spodziewać, że zacznie tęsknić za matką, jednak zupełnie wymazał ją z pamięci. Pamiętał jedynie doskonale Paula i chciał się zemścić. I na Alexandrze, który podobno zakazał Nikołajowi się z nim widywać. Tak przynajmniej powiedział Knut, a jemu wierzył.
Nagle usłyszał głosy na korytarzu. Może Knut odnalazł Chiarę. Jak wspaniale byłoby znów zobaczyć kuzynkę. Jednak nie poznał ich głosów. To był ktoś inny. Gość? Złodziej? Ktoś próbował wyważyć drzwi. Po chwili wypadły z zawiasów, głośno uderzając o podłogę. Zobaczył wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę.
- Jestem Alexander – przedstawił się nieznajomy, wyciągając w jego stronę rękę. – Nie bój się. Chodź, zabiorę cię do mamy.
- Moja matka nie żyje, a ciebie nienawidzę i nigdzie z tobą nie pójdę! Jak Knut wróci… – nie zdążył dokończyć zdania. Poczuł jedynie nagły, chwilowy ból, a później już nic.
*
Knut miał nad Alexandrem olbrzymią przewagę – Magdalena wiedziała o tym doskonale. Jeśli się spotkają, Alex nie będzie go nawet w stanie zobaczyć. Mijały kolejne minuty, a oni nie wychodzili. Gdzie są? Chciała wejść do środka. Może będzie mogła jakoś pomóc. Zadzwonił telefon komórkowy – Fiodor. Odrzuciła połączenie. Odpowie mu, kiedy będzie po wszystkim. Bum!
Spojrzała na budynek, do którego wszedł Alexander – stał w płomieniach. „Bomba. Knut podłożył bombę.”
- Alex!!! – krzyknęła przerażona.




To już koniec pierwszej części "Tryptyku krwi", który jest pierwszym tomem "Sagi Wielkich Rodów". Mam nadzieję, że się Wam podobało i będziecie mieli ochotę przeczytać ciąg dalszy, kiedy uda mi się w końcu znaleźć wydawcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz