Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Jak najbardziej subiektywnych słów kilka o Pyrkonie 2012




No dobrze – minęły dwa tygodnie, czas na podsumowanie Pyrkonu. Przyznaję, że trochę mi to zajęło, ale przeprowadzka i odejście z pracy zajmują znacznie więcej czasu, niż przypuszczałam. Ponadto – pozytywnie zakręcona i zdumiewająco natchniona – bardzo dużo napisałam w ciągu tych ostatnich dziesięciu dni.
Na dzień dobry kolejka… Normalka, zakręca, łączy się z drugą, znowu zakręca. Tłum ludzi (ostatecznie ponad 6 tysięcy konwentowiczów!!!). Ale jak zwykle jest wyjście – w kolejkach w głębi po kilka osób – po 10 minutach mam już identyfikator, pięknie wydany program i opaskę na ręce. Ludzie – rewelacja. W końcu ładna, czerwona (nie zielona, nie pomarańczowa) opaska z eleganckiego materiału. Noszę ją do dzisiaj z dumą i radością :)
Na pierwszy punkt programu nie zdążyłam (niestety jechałam prosto z pracy i trochę to zajęło w korkach), ale pozwoliło mi to rozeznać się w lokalizacjach. Dodatkowy budynek okazał się świetnym pomysłem – dzięki niemu rozładowano malusieńkie salki literacie i naukowe, zamieniając je na znacznie przestrzenniejsze. Przy okazji zwiedzania stoisk pełnych magicznych różności (Rany, jaki sobie cudowny zegarek z Drobin Czasu kupiłam w pierwszych 20 minutach Pyrkonu!), udało mi się spokojnie obejrzeć wystawę prac Rosińskiego, kiedy na konwencie było jeszcze umiarkowanie mało osób.
Pierwsza prelka – Diuna versus Nekroskop. „Diuna” czyli to, w czym w pewnym stopniu się specjalizuję (przebywając non stop z Mężem – nie ma innej opcji), natomiast „Nekroskop” to kompletna nowość. Z pewnością, gdyby nie Pyrkon, nawet nie wiedziałabym o tych 17 (sic!) tomach. Bardzo ciekawe podejście do tematu i próba odpowiedzi na pytanie, czy warto kontynuować te serie. Całkiem prawdopodobne, że o Nekroskopie jeszcze napiszę, kiedy się do niego dorwę, co mam w planach.
Sława – wierzeń Słowian odsłona trzecia. Jak zwykle rewelacyjna godzina z Wielebnym. Zawsze tak jakby o tym samym, a jednak za każdym razem inaczej i trochę o czymś innym. Notatki ze wszystkich trzech spotkań różnią się informacjami – w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi o nieścisłości, ale ciągle nowe ciekawostki dotyczące wierzeń naszych przodków… i nie tylko przodków.
Panel wydawców – chyba spodziewałam się czegoś innego, co wcale nie znaczy, że nie jestem zadowolona, że wzięłam w nim udział. Kilka ważniejszych wydawnictw, kilku reprezentantów rynku książki. Ciekawa dyskusja na temat tego, co i dlaczego się teraz sprzedaje i czy rzeczywiście mamy kryzys na rynku wydawniczym. Parę istotnych podpowiedzi dla kogoś takiego, jak ja – kto marzy o wydaniu własnej powieści, ale i spojrzenie jakby z drugiej strony lustra, na to, co się dzieje w Polsce i jakie rzeczywiście znaczenie ma podniesienie stawki VAT i – powolne, ale jednak – pojawianie się ebooków i audiobooków.
„Przekład w praktyce – czyli jak wygląda praca tłumacza” – prelekcja odwołana. Zastąpiona przez spotkanie z panem Łukaszem Śmiglem – zdecydowanie najbardziej udany punkt piątkowego programu. Młody autor, a także wydawca opowiedział nam, jak wydać swój debiut – na co zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy, jak się wypromować i ile tak naprawdę można na tym zarobić (pieniędzy i nerwów). Bardzo pozytywne skutki wywarła na mnie ta godzina – zajrzałam na jego stronke internetową, przeczytałam jego podręcznik pisania i nawet się zainspirowałam. Postanowiłam wypróbować moich sił i za radą pana Śmigla napisać kilka krótkich opowiadań. Zobaczymy, co z tego wyjdzie – na razie mam dwa.
Kolejny panel – o tworzeniu literatury dla dzieci i młodzieży – bardzo pouczający, szczególnie, że swego czasu zaczęłam powieść dla dzieci i nadal mam zamiar ją skończyć. Myślę, że uwagi, którymi podzielili się autorzy, bardzo mi się przydadzą.
Zmęczona, wypompowana, wsiadłam za kółko i pojechałam do domu. Z uśmiechem na ustach i w – zamykających się – oczach. Szczęśliwa, że wreszcie nastał Pyrkon, a już pierwszy dzień zaowocował w udane punkty programu i niespodziewane, acz wspaniałe zakupy.
Sobotę zaczęłam od odwiedzenia konwentowej księgarni – to taka moja niepisana świecka tradycja :) Na szczęście trochę – z pewnością nieświadomie – popierana przez twórców Pyrkonu, ponieważ zawsze o 10 rano w sobotę nie ma punktów programu, które by mnie zainteresowały, mogę więc pobuszować po sklepikach i stoiskach, póki jeszcze nie opustoszały. Kolejne 2 książki zakupione, do listy ‘must have’ co nieco dopisane. Udało mi się dostać kolczyki, za którymi chodziłam od kilku miesięcy. Rewelacja! To się nazywa udany poranek :)
Świat od cyrkla. Geometria i porządek w średniowiecznych głowach – pierwsza sobotnia prelekcja powaliła mnie na kolana. Zainspirowana, już zaczęłam dopisywać kolejny rozdział mojej powieści. Na dodatek, zainteresowałam się książką, na którą pewnie w innym przypadku nie zwróciłabym uwagi (o tym post niżej, patrz – „Morrigan” Piotra Olszówki).
Pana Piotra spotkałam również godzinę później na panelu „Seks w imię religii”, na którym – jak w temacie – rozmawiano o religijnym wymiarze stosunków. Interesująca dyskusja, jednak widziałam, że trochę ludzi się przeliczyło i wyszło w trakcie. Ja zostałam do końca.
Byle do świtu – historie harfą malowane to – wpisujący się w pyrkonową tradycję – koncert Basi Karlik. Maskotka znów dała czadu prezentując nam tym razem trochę nowych utworów, w tym kołysanek. Działają – dziękuję Basiu za te kilka minut snu, które na mnie zesłałaś w ten ciężki dzień :) To było piękne – jak zwykle w Twoim wykonaniu. Nie mogę się doczekać nowej płyty.
"Młot na Czarownice – fakty i mity związane z działalnością Świętego Oficjum" – świetny prelekcyjny debiut! Rzeczowo, na temat, ciekawie, z ładnie wykonaną prezentacją. Prelegentka wiedziała doskonale, o czym mówi, a jednocześnie potrafiła się przyznać, kiedy ktoś na sali przekazywał nam jakąś ciekawostkę, o której nie miała pojęcia. Bardzo ładnie poprowadzone. Dodatkowo – przepiękny strój :)
Kolejny panel, na którym nie mogło mnie zabraknąć – „Bohaterowie zbyt idealni”, czyli rozważań kilka nad tym, jak naturalnie opisać bohatera, by wydawał nam się bliski i… z krwi i kości. Jakich wpadek unikać i czy to dobry pomysł, by swe literackie postaci wzorować na znajomych. Ciekawe starcie dwóch spojrzeń na tę kwestię.
Na szczęście zmęczenie opanowało nie tylko mnie, ale również prelegenta z mojego ostatniego punktu programu i skończył niemal godzinę przed czasem. W normalnych warunkach może bym mu miała za złe, ale cóż – zasypiałam już i było mi strasznie głupio. Przepraszam – to naprawdę ja… Nawet nie byłam w stanie wrócić do domu i musiałam oddać Mężowi kluczyki do samochodu, bo bałam się, że zasnę za kółkiem.
Kiepska noc, zdecydowanie za krótka – jak ja nie cierpię tej zmiany czasu i dlaczego ona zawsze musi przypadać właśnie w czasie Pyrkonu???
Zaczynamy niedzielę od bardzo interesującej prelekcji pod wdzięcznym tytułem – Czym się różni Tyrion od Pigmeja, czyli przypadki medyczne w "Pieśni Lodu i Ognia". Sagi jak na razie jeszcze nie zaczęłam, ale jestem całkowicie zauroczona serialem i w planach zakupowych już jakiś czas temu uwzględniłam literacki pierwowzór. Świetnie przeprowadzona analiza różnych choróbstw i innych pokrewnych paskudztw na świecie i porównanie z bohaterami. Do tego stopnia udana prelekcja, że po wyjściu z niej zaczęłam się zastanawiać, co mi dolega…
Nowa słowiańska fantasy historyczna to moje kolejne spotkanie z Arturem Szrejterem (dlaczego w sobotę rano nie można już było kupić żadnej jego książki?). Krótkie wprowadzenie tym razem zaowocowało jednak dość burzliwą dyskusją na temat twórczości w tej gałęzi literatury. Kilka mądrych zagadnień do rozważenia, nadal nieosiągnięty cel ze zdobyciem autografu i kolejna pozycja na liście książek do przeczytania – „Dagome iudex” Z. Nienackiego.
Bardzo pozytywna niespodzianka – Kolonizacja obcych planet dla początkujących, czyli punkt programu, który wybrałam, ponieważ… nie było niczego innego. Dobrze się stało, gdyż… teraz mogę sobie wygenerować własną planetę :)
Nie opisałam tych punktów programu, które nie przypadły mi do gustu – idąc za rada pana Tomasza Kołodziejczaka (warsztaty pisania recenzji) i kilku innych osób, które radziły, by jednak personalnie na nikogo nie najeżdżać i pisać jedynie o tych ludziach/książkach/opowiadaniach (ja tu sobie robiłam małą nadinterpretację), które się podobają.
Wielkie dzięki organizatorom i wszystkim uczestnikom. Zainspirowaliście mnie w wielu dziedzinach i naładowaliście mi bateryjki na przynajmniej pół roku. Byle do Polconu, choć i tak marzę już o kolejnej Pyrce (może się jednak odważę poprowadzić jakąś prelekcję…).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz