Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 4 kwietnia 2012

Morrigan - Piotr Olszówka



Na okładkę raczej nie zwróciłabym uwagi (ciekawe, czy jej autorem jest sam pan Olszówka, który przecież pięknie rysuje) – chyba ewentualnie, gdybym szukała powiastki dla siostrzenicy Męża (10-latki). Wcale nie znaczy to, że jest brzydka – po prostu nieśmiało zapowiada bajeczkę. Czy „Królewskie psy” są bajeczką? Trudno mi powiedzieć, ponieważ ich jeszcze nie czytałam. Dlaczego więc o nich piszę? Piszę konkretnie o jednym opowiadaniu wchodzącym w skład tej książki. Mianowicie o tytułowej „Morrigan”.
Czego się spodziewałam? Ciekawej średniowiecznej historii w świecie pełnym magii. Co otrzymałam? Zapierającą dech w piersiach opowieść drogi, w której nikt nie jest absolutne dobry i niewinny, ani też do szpiku kości przesiąknięty złem. Nawet straszliwa wiedźma, Pani Zemsty, Kochanka Ginących zaskakuje swoim szarym charakterem. I niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię, że nie mogłam się doczekać dalszej lektury, kiedy musiałam sobie zrobić przerwę w czytaniu.
Rzecz dzieje się… właśnie – gdzie? Mamy tu bowiem rycerza Huberta z Brodzidołków i jego mistrza Jakuba. Wędrujemy z wiedźmą Alą i docieramy do Łysej Góry. Jednak nijak ma się tutaj bogini celtycka, czyli tytułowa Morrigan. A jednak – nie razi to pomieszanie światów. Być może – nie mogę tego obiektywnie stwierdzić – pomogło tu wytłumaczenie samego autora na jednej z prelekcji, na które trafiłam.
Ok. – wiemy, że jest to fantasy, mamy rycerzy i czarownice, nasi bohaterowie wędrują, korzystając z pomocy rumaków. Średniowiecze? Można się domyślać, że rzecz dzieje się w jakichś równoległych do naszego świata wiekach średnich. Język? Teraźniejszy. I znów możnaby się zastanowić, dlaczego autor nie pokusił się o nadanie choćby samym rozmowom postaci troszkę archaiczności. Obawiam się jednak, że gdybyśmy mieli przeczytać „Morrigan” stylizowaną na średniowieczny polski – nie dałoby się tego zrobić jednym tchem, a zamiast przyjemności czytania, część z nas poświęciłaby przynajmniej drugie tyle czasu na ślęczenie nad słownikami. Ja bym tak na pewno zrobiła. Kto wie – może bym się nawet poddała. Nie przeżyłam „Chłopów”, nie toleruję Kochanowskiego i Reja – właśnie z tych powodów, że zamiast na jednym wdechu poznawać piękno przedstawionego świata, łamię sobie głowę nad każdym słowem, którego nie pojmuję. Owszem – Olszówka mógł napisać dialogi troszkę archaizując, a opisy pozostawić współczesne – chyba jednak nie podobałaby mi się taka papka. Zdecydowanie dobrze czytało mi się „Morrigan” w takiej formie, w jakiej została napisana.
Napisałabym więcej, gdybym była już po lekturze całości – do tematu z pewnością wrócę. Niestety, na razie trochę kiepsko z finansami i na zakup kolejnej książki muszę nieco poczekać. Na szczęście – mam co czytać J Nie ma jednak wątpliwości, że „Królewskie Psy” jeszcze tu powrócą, ponieważ zachwycił mnie ten świat.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz