Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Syberia 2012. Dziennik podróży - Adrian Dlaboga

Wydawnictwo: SOWA
Warszawa 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron:147
Fotografie: Adrian Dlaboga
ISBN: 978-83-64033-80-3






Z niektórymi książkami mam problem. Nie lubię ich, ponieważ nie potrafię jednoznacznie określić, czy je polecam, czy może jednak nie. "Syberia 2012. Dziennik podróży" należy właśnie do nich. Waham się, mam dość mieszane uczucia. Dlaczego? O tym już za chwilę.
Tak o swojej książce pisze sam Autor:
"Książkę moją kieruję dla podróżników, którzy chcą poznać specyfikę narodu rosyjskiego, a Sybiraków w szczególności oraz przyrodę Syberii, z którą chcą się przymierzyć. Znajdziecie w niej Państwo zarówno walkę z tą przyrodą, jak również atmosferę w słynnej kolei transsyberyjskiej. Jest to pewnego rodzaju przewodnik, w którym starałem się przekazać wiele praktycznych informacji zdobytych podczas mojej podróży, przebytej zarówno samochodem terenowym Land Rover Defender jak i koleją."
Zachęcające? A jakże. Dla każdego, kto lubi podróżować i czytać o podróżach. Muszę przyznać, że ta część Autorowi naprawdę dobrze wyszła. Książkę czyta się jednym tchem, wciąga dokładnie jak syberyjska rzeka, która uwięziła samochód pana Adriana. Jest klimatyczna, pełna napięcia i przygód, opisuje znakomicie każdy aspekt tej nietuzinkowej podróży.  Do tego jest bardzo bogata w naprawdę dobrze zrobione fotografie, których jest całe mnóstwo. Aż chce się wsiąść w samochód i pojechać na Wschód. Choć z pewnością nie samotnie, czy w dwuosobowym zespole, jak to zrobił Autor. Podziwiam go za odwagę, a jednocześnie zastanawiam, czy od początku ten wyjazd nie był skazany na niejaką klęskę właśnie dlatego, że brało w nim udział za mało osób. Cóż, treść i oprawa graficzna to olbrzymi plus tej pozycji i z ręką na sercu daję im wysokie noty.
Co więc nie podobało mi się w "Syberii..." do tego stopnia, że się waham? Procent zawartości błędów w błędach przekracza normy dobrego smaku... Cóż, już w trzeciej linijce na pierwszej stronie jest dość znaczący błąd, a potem jest już tylko coraz gorzej. Korekta się nie spisała? Nie o to chodzi. Jest to książka wydana w ramach self-publishingu, korekty nie było w ogóle i to widać. Oj, widać. Myślę, że nawet kogoś, kto na ogół nie zwraca na to uwagi, będzie to denerwować. To moje jedyne zastrzeżenie, ale niestety znaczące, ponieważ odbiór książki jest dość ciężki, kiedy błędy rzucają się w oczy, niczym odłamki lodowe w czasie śnieżnej zamieci na Syberii. Szkoda, bardzo szkoda.
Czy więc warto? Jeśli nie macie uczulenia na błędy ortograficzne, jeśli ich nie widzicie, albo jesteście na nie znieczuleni – koniecznie postarajcie się o tę opowieść. Jeśli sprawia Wam to problem... cóż – wybór należy do Was, choć rzeczywiście dla treści i zdjęć warto zapoznać się z historią opowiedzianą przez pana Adriana.

Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa SOWA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz