Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Tajemnice Pigalonii - J. J. Renert

Wydawnictwo: SOWA
Warszawa 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 288
Przekład (z pigalońskiego): Jarek Krawczyk
Ilustracje: Joanna Ziombka
ISBN: 978-83-64033-20-9





Niesamowita, wciągająca, zabawna – całkowicie uzależniająca świńska opowieść, którą z czystym sercem można polecić każdemu, kto lubi dobrą literaturę.
Przenosimy się do Pigalonii. Gdzie to jest? Otóż Pigalonia to wyspa, piękna, stworzona przez Świniowida kraina, którą, rzecz jasna, zamieszkują wszelkiej maści świnie. Nie da się z niej jednak tak łatwo wydostać. Otaczają ją morza, a może tylko jedno morze... Wszakże nie ma to wielkiego znaczenia. Grunt w tym, że terytorium ma kształt trójkąta i żyją w nim całkiem szczęśliwe świnie.
Inteligentne, rozmowne, mające swą filozofię, wiarę, religię, politykę, a nawet nieźle zorganizowaną armię, tajne archiwa, Wielkiego Kapłana Świniowida, coroczne zawody w Taplaniu, prezydenta, Biały Chlew, Pętogon... Z moralnością może bywa nieco gorzej, ale cóż... My, kuloczaszkowce nie jesteśmy wcale dużo lepsi...
Świniom wiedzie się więc całkiem, całkiem. Wszakże tak wiele im nie trzeba – ot, błota przede wszystkim, dobrych pomyj (a najlepiej Glempomyja) i swobody. Prezydent jest lubiany, w piglamencie nawet spokojnie, wszystko jakoś się kręci. Może nie tak, jak zakręcony świński ogonek, ale to chyba nawet lepiej. Nagle cały dotychczasowy spokój zostaje wystawiony na wielką próbę – prezydenta Stanleya McPiga posądzono o... stosunki ryjalne z sekretarką, na dodatek w Gabinecie Owalnym! Przypomina Wam to coś? Szybka akcja odwołania, zesłania i przejęcia władzy przez Wielkiego Kapłana (wcale nie tak wielkiego wzrostem) Ni Czi, a następnie niezaplanowane usunięcie Wielkiej Kurtyny, która odgradzała Pigalonię od reszty świata to dopiero początek prawdziwie dzikich przygód.
"Tajemnice Pigalonii" wyjaśniają nam, skąd się wzięły dziwne zniknięcia w okolicy Trójkąta Bermudzkiego, kto zaatakował World Trade Center, skąd się wziął wielki kryzys bankowy rozpoczęty od załamania się banku Lehman Brothers. To nic! Kto wymyślił komputery? Świnie wszakże! Kto rozwinął technologię na tyle, by człowiek mógł polecieć w kosmos? No, jakże – świnie! Macie jeszcze jakieś głupie pytania, czy ruszycie swoimi mózgami w kulistych czaszkach i dotrze do Was wreszcie, że bez Świni nie ma człowieka?!?
Powieść jest przezabawna, a jednocześnie bardzo mądra. Dotyka tematów na czasie, odziera człowieka z zasłony niewinności i wyższości, zadaje ważne pytania. Co, jeśli nie jesteśmy na tej planecie jedynymi myślącymi i naprawdę inteligentnymi istotami? Nie wspominając już o tym, że ten drugi gatunek może się pewnego dnia na nas zemścić. A może już to robi, tylko jesteśmy zbyt głupi, by zdać sobie z tego sprawę? Poza tym powieść daje sporo do myślenia w kwestiach stanu moralności dzisiejszych władz oraz tego, czym się kieruja w swych działaniach zwykli obywatele.
Autor (o nim słów kilka za moment) opowiada barwną i pełną humoru (czasem naprawdę świńskiego) historię, której bohaterowie są stworzeni doprawdy fantastycznie. Szczerze mówiąc, pomijając błoto i brud, których osobiście bardzo nie lubię, chętnie spędziłabym kilka dni wakacji w PigCity. Nie chciałabym chyba tylko spotkać na swojej drodze Kosmoświń, czyli świń z kosmosu, z tymi ich straszliwymi anihilatorami.
Język pigaloński również jest skonstruowany bardzo przyzwoicie i miałam początkowo problem jedynie ze zrozumieniem wypowiedzi Wielkiego Kapłana. Mąż mi jednak podpowiedział, że tak być musi, bo przecież im bardziej on zagmatwany, tym większy prestiż, bo przecież żaden szanowany wyznawca prawdziwego Świństwa (sic!) nie przyzna się, że nie rozumie, a tylko Kapłan urośnie w jego oczach jako ten, który tak mądrze się wyraża. Wielki plus dla Autora.
Autor przysporzył mi chyba najwięcej problemu. Kim jest pan J. J. Renert? Jak głosi krótka notka na tylnej okładce:
.
J. J. Renert to słynny pigaloński pisarz, który w niewyjaśnionych okolicznościach opuścił swój kraj po pierwszym ataku wojsk USA.  Prawdopodobnie porwany. Podejrzewa się, że to właśnie J. J. Renert był więziony w tajnych ośrodkach CIA na Mazurach w Polsce. Jarek Krawczyk odnalazł dziwne zapiski sporządzone pismem staropigalońskim. Udało mu się rozszyfrować ten alfabet oraz przetłumaczyć powieść Renerta na język polski. 
 
Ja mam na ten temat swoją  teorię spiskową, jednak się nią z Wami nie podzielę. Pozwalam Wam popuścić wodze fantazji, jednocześnie gorąco polecając spotkanie ze Stanleyem i całą przewspaniałą bandą mieszkańców Pigalonii (i nie tylko).
Słów kilka o samym wydaniu. Intrygująca okładka, rewelacyjne ilustracje w środku, które nadają książce charakteru ni to pamiętnika, ni to sprawozdania z wydarzeń. Ładny papier, czcionka idealna na wakacje. Jedynie dwie literówki, więc korekta spisała się właściwie na medal. Jedyne, co mnie denerwowało w niektórych momentach, to zapis dialogów. Jakby brakowało im drugiego myślnika przy wypowiedziach przerywanych komentarzem autora. Może jednak tak być powinno, wszakże to tłumaczenie z pigalońskiego. Ogólnie książka ma u mnie bardzo wysoką notę, a przypowieści w niej zawarte, kawały i powiedzonka weszły już do mojego codziennego słownika. Nie mogę po prostu przestać się śmiać i bawić pigalońskim słowem. Coś niesamowitego (szczególnie, że ja naprawdę nie lubię komedii, fars i śmiesznych historii).


Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa SOWA





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz