Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 2 czerwca 2016

Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość – Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

Wydawnictwo: WAM
Kraków 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 246 (+16 stron fotografii)
ISBN: 978-83-277-1012-3






Trudna, wymagająca, niesztampowa – takich słów użyłam niedawno w recenzji powieści Ałbeny Grabowskiej zatytułowanej "Lot nisko nad Ziemią". Dokładnie te same wyrazy w idealny sposób określają tę książkę. Różnica jest taka, że tę powieść napisało samo życie.
Ksiądz Jan Kaczkowski był osobą medialną, znaną przez wielu, nie tylko katolików. Był kapłanem cenionym zarówno przez tzw. tradycjonalistów, jak i tzw. oazowców. Księdzem, synem, bratem, przyjacielem. Dla wielu wzorem do naśladowania. Założycielem puckiego hospicjum im. św. Ojca Pio. W końcu człowiekiem ze zdiagnozowanym glejakiem IV stopnia. Mimo swej choroby i wyroku (pół roku życia), wciąż aktywny, wciąż robiący wszystko dla ludzi. Zmarł przed dwoma miesiącami, w drugi dzień Wielkanocy. Z pewnością, przynajmniej w moim przypadku, ma to pewien wpływ na odbiór tej lektury. Przedstawiam Wam zatem wywiad-rzekę, autobiografię tego nietuzinkowego kapłana.
O czym mówi? O swoim rodzinnym domu i o tym, jak z niewierzącej rodziny wyszedł młody chłopak czujący kapłańskie powołanie. O tym, jak nie udało mu się zostać zakonnikiem i jak wyglądały lata w seminarium duchownym. O swoim kapłaństwie. O chorobie, o swych podopiecznych z hospicjum i ze szkoły, w której uczył. W końcu o trudnych sprawach wiary i współczesnego Kościoła. Jako kapłan i jako bioetyk stara się odpowiedzieć na pytania o homoseksualistów, aborcję, eutanazję, in vitro, sumienie i nieuleczalną, śmiertelną chorobę. Mówi o katolicyzmie kucanych, o pluszowych katolikach i księżach niewierzących. O problemach polskiego Kościoła i swoich autorytetach. W końcu o Ewangelii i tym, co czeka nas po śmierci.
Bezpośrednio, bez owijania w bawełnę, szczerze opowiada o swojej drodze do wiary i kapłaństwa. O swoich sukcesach i porażkach, o chwilach słabości i zwątpienia, w końcu o tym, jak stanął w obliczu śmierci. Niełatwa to lektura, szczególnie teraz, gdy nie ma go już wśród nas. Choć i wtedy, gdy był i wciąż walczył o każdy kolejny dzień, nie była to książka, którą można było połknąć i odstawić na półkę. Choć użyty w niej język nie jest podniosły i pompatyczny, choć czyta się całość dość szybko, to w każdej przerwie w lekturze atakują nas różne przemyślenia księdza Kaczkowskiego. Wyważony z jednej strony, odważny i bezkompromisowy z drugiej – taki był on i jego osąd dzisiejszych czasów. Taka jest też ta książka.
Nie ma co się specjalnie rozpisywać. Trzeba po prostu przeczytać, przemyśleć, przeanalizować. Ja natomiast lada chwila sięgam po kolejną książkę księdza Kaczkowskiego.



2 komentarze:

  1. Wczoraj minął dokładnie rok od jego śmierci... Wierzę jednak, że teraz jest mu lepiej niż tutaj na ziemi. Książkę, o której piszesz czytałem. Mimo że nie przepadam za wywiadami-rzekami to tę odebrałem bardzo pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie tak samo. Zupełnie inny wywiad, zupełnie inna książka. Wyjątkowa, jak sam ksiądz Jan, któremu teraz na pewno jest znacznie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń