Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Powiastki Beatrix Potter - Beatrix Potter

Wydawnictwo: Wilga
Warszawa 2010
Oprawa: twarda z obwolutą (w tekturowym etui)
Przekład: Małgorzata Musierowicz
Ilustracje: Beatrix Potter
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-259-0108-0


Przeurocza księga (bo trudno ją zwać książką),  która przeniesie Was w magiczny świat pełen przyjaznych (prawie zawsze) zwierząt. Cudowna, bajeczna i rozkoszna, a przy okazji mądra – tymi słowy najkrócej można określić tę właśnie pozycję, czyli „Powiastki Beatrix Potter”.
Uwielbiam baśniowe światy, ten jednak, który stworzyła Potter zachwycił mnie jeszcze bardziej, niż mogłam się tego spodziewać. Powiastki są przezabawne, a jednocześnie klimatyczne, urocze i napisane tak, że bawią i uczą zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jakże nie pokochać Piotrusia Królika, albo panny Mopci? Jak nie marzyć o takich wspaniałych pomocników, jakich miał Krawiec z Gloster, czy nie śmiać się z głupotki (bo to nie głupota) Księżnej? Wszelkie „ochy” i „achy” oraz śmiech będzie towarzyszył Wam przez całe 400 stronic.

Historyjki opowiedziane przez panią Potter zapadają w pamięć, a czyta się je niezmiernie łatwo i z olbrzymią przyjemnością. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie, że nie byłyby pięknie ilustrowane przez samą autorkę. Te ilustracje – zarówno rysunki, jak i kolorowe obrazki – są integralną częścią tej niesamowitej przygody. Właściwie – z tego, co można przeczytać w krótkiej biografii tej niezwykłej kobiety – to od nich wszystko się zaczęło.
W „Powiastkach Beatrix Potter” znajdziemy przeróżne wiejskie zwierzątka – króliczki, kotki, psy, gęsi i kaczki, żaby, prosiaki i konie. Ponadto też zwierzątka leśne – lisy, wiewiórki i borsuki. Są też myszki i szczury. Wszystkie one zaś takie ludzkie, takie wspaniałe – jak nasi przyjaciele. Narysowani i namalowani  wielką miłością – to po prostu widać. Beatrix Potter kochała zwierzęta i miała prawdziwy talent do ich opisywania – tak piórem, jak i pędzlem. Do tego scenki rodzajowe są jak wyjęte z życia.
Na końcu księgi znajdują się utwory publikowane po raz pierwszy. I one zachwycają, niemniej od swych znanych angielskiemu czytelnikowi poprzedników.
Szkoda i o wielka, że kiedy byłam dzieckiem te powiastki nie były dostępne. Z pewnością pokochałabym wszystkie futrzaste stworzenia przedstawione przez panią Potter. Choć, jak widać, na te miłość nigdy nie jest za późno!
Najbardziej podobały mi się historyjki o króliczkach i chyba ich jest najwięcej, choć i te o kotkach (jestem typową kociarą) były przerozkoszne.
Och, długo by pisać i rozczulać się, tak wspaniały to prezent dla każdego czytelnika – tak małego, jak i dużego. W końcu, zgodnie z filozofią Małego Księcia – każdy z nas na zawsze ma w sercu dziecko.
Historyjki – choć można je czytać w dowolnej kolejności – zostały nam zaprezentowane zgodnie z datami ich pierwszych publikacji – a więc od roku 1902 do 1930. Wszystkie one w pewnym względzie się łączą, nawiązują do znanych już z poprzednich powiastek postaci, czy miejsc. Poznajemy losy kolejnych członków rodzin przemiłych zwierzaczków i ich perypetie.
Księgę wydrukowano na pięknym kredowym papierze (i to w Singapurze, sic!), zamknięto w twardej eleganckiej oprawie, na której wytłoczono Piotrusia Królika. Do tego wszystkiego dotrzymujemy jeszcze śliczną obwolutę, którą widać powyżej, a całość mieści się w kartonowym etui. Wspaniałe!
Z pewnością jest to księga do czytania dla dzieci,  nie przez same maluchy – przynajmniej, kiedy mówimy o tych naprawdę małych – jest bardzo ciężka. Czterysta stron, gruby papier i twarda obwoluta – to chyba dlatego, by rodzice spędzali więcej czasu ze swoimi pociechami. To absolutnie nie są minusy wydania.
Jeśli już miałabym się czegoś uczepić to braku justowania, które zawsze straszliwie mnie razi i denerwuje. Nie znoszę go z całego serca i muszę przyznać, że… „Powiastki…” są tak cudowne, iż tym razem nawet mi nie przeszkadzało! Pierwszy raz w życiu się nie złościłam z tego powodu, a to już doprawdy niesamowite osiągnięcie.
Nie znalazłam absolutnie ani jednego błędu! A może… po prostu tak wciągnął Mnie ten wspaniały świat pełen ciepła i miłości, że po prostu moja czujność została uśpiona, kiedy fantazja się rozbudziła? Gorąco polecam!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz