Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 17 września 2015

Stawka większa niż kłamstwo – Maciej Replewicz

Wydawnictwo: Fronda
Warszawa 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-64095-93-1






"Inspiracje były różne: angielska książka szpiegowska, artykuł w tygodniku »Stolica«, książeczka z popularnego cyklu »Biblioteka Żółtego Tygrysa«, powieść Dold-Mychajłyka. Plus dużo fikcji. Wszystko podlane sosem o słusznym ideologicznie smaku. Z tak różnych składników w literackiej kuchni firmowanej pseudonimem »Andrzej Zbych« powstał pierwszy i zarazem ostatni superbohater PRL – Hans Kloss."
Czy i Wy słyszeliście zawsze, że "Stawka większa niż życie" to po prostu bajka dla dorosłych? Że to absolutna i stuprocentowa fikcja, wymysł filmowców? Opowiastki wpisane w tło II wojny światowej? Jeśli tak, możecie się bardzo zdziwić. Otóż wielu bohaterów tego serialu wszechczasów istniało naprawdę, a i miejsce miało sporo wydarzeń, które oglądaliście na ekranie telewizora. Nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych...
Maciej Replewicz prowadzi swoiste reporterskie śledztwo, w którym stara się wykazać – co mu się zresztą udaje – że "Stawka większa niż życie" w dużej mierze czerpała z rzeczywistych historii, łącząc różne wątki, urozmaicając je nieco i, oczywiście, przystosowując do odpowiedniej linii politycznej. Co więcej, olbrzymie znaczenie miała nie tylko dla filmowców, ale również dla władz PRL. Jak to możliwe? Ot, proste – należy stworzyć bohatera, którego rzesze telewidzów polubią, o którym będą rozmawiać w pracy, domu i na urodzinach u cioci, który będzie w pewnym stopniu symbolem, a jednocześnie będzie osobą, która zawsze przechytrzy wroga i zwycięży. Jednym słowem – superbohatera na miarę tych największych. Miłego, przystojnego, młodego Polaka, który pokaże, że Polska nie zawsze dostaje po dupie, ale potrafi również na wielu frontach odnosić, całkiem spektakularne, zwycięstwa. Ot, przepis na Klossa gotowy. I nikomu nie przeszkadza nawet, że paraduje on w znienawidzonym, niemieckim mundurze.
Tu nazwisko okrutnego nazisty, tam nazwisko oprawcy, tu imię zdrajcy i oto mamy złych Niemców. Tu historia dzielnego partyzanta, tam opowieść o pokonaniu niemieckiego patrolu, tu kilka słów o sowieckiej pomocy i oto gotowe sceny przedstawiające dzielnych Polaków i niosących im wyzwolenie sąsiadów ze Wschodu. Odrealnienie w postaci pominięcia sprawy żydowskiej, zero słów o obozach koncentracyjnych, jakieś pojedyncze łapanki. Owszem, Niemcy są źli, ale lepiej nie poruszać niektórych kwestii. Po co drażnić sąsiadów? Po co znów przypominać widzom, że przed dwudziestu laty było naprawdę strasznie? Dość już tej okrutnej i wszechobecnej martyrologii. Tak właśnie powstawały kolejne opowieści o dzielnym kapitanie Klossie. Najpierw w formie spektakli Teatru Telewizji, a później serialu, którego emisja rozpoczęła się w 1968 roku.
Replewicz nie ogranicza się jednak tylko do odnalezienia pierwowzorów postaci i prawdziwych wydarzeń. idzie dalej. Opowiada o fenomenie klossomanii. O próbach kontynuacji serialu, o jego kolejnych wznowieniach w kraju i zagranicą. O książkach i komiksach. O różnicach między nimi i powodach, dla których te różnice się pojawiły, często w wyniku zmiany obsady na stanowiskach władzy. Historia to niezmiernie ciekawa. Przedstawia również późniejsze nawiązania do powieści o J-23 w popkulturze PRL i III RP, dochodząc w końcu do, niezbyt pochlebnie przyjętego, filmu "Stawka większa niż śmierć" z 2012 roku.
Autor sięga do wielu źródeł. Przeprowadza wywiady, zapoznaje się ze scenariuszami oraz z protokołami spotkań kolaudacyjnych. Analizuje wiele wypowiedzi, felietonów, artykułów prasowych. W końcu przedstawia biogramy twórców Klossa. Bo przecież choć "bzdur historycznych jest tam całe masy, nieprawdopodobieństw otchłanie" to "rzecz chwyta ogromnie, cała Polska to ogląda". Do dziś, choć minęło już przecież niemal 50 lat od pierwszej emisji "Stawki...".
Książka jest wydana bardzo dobrze, nie znalazłam błędów. Urozmaicają ją fotografie jej "bohaterów". Po okładce w ogóle nie widać, że książkę czytałam, co również jest wielkim plusem. Z czystym sercem mogę polecić.




Książka przeczytana w ramach Wyzwania:
Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Fronda

1 komentarz:

  1. Pierwsze co mi się skojarzyło po przeczytaniu "zero słów o obozach koncentracyjnych", to jak w odcinku "Poszukiwany gruppenführer Wolf", Zapasiewicz krzyczy do Kęstowicza: "cyklon dostarczałeś do obozu ty! oficerze gospodarczy! to już wiem!".

    OdpowiedzUsuń