Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 11 lipca 2017

Zapisane w gwiazdach – Lucie Di Angeli-Ilovan

Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Poznań 2017
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 583 (+fotografie)
ISBN: 978-83-8116-062-9







"Zapisane w gwiazdach" to prequel doskonale napisanej i zapadającej głęboko w pamięć i serce powieści zatytułowanej "Żniwo gniewu", którą miałam okazję czytać kilka miesięcy temu. Dlatego też bez mrugnięcia okiem zdecydowałam się poznać wcześniejsze losy Kaszmiry i Maruszki. Czy było warto?
W najnowszej powieści Lucie Di Angeli-Ilovan, zamieszkującej w Stanach Zjednoczonych Polki, która sfabularyzowała (zmieniając, choć my nie wiemy, jak bardzo) losy swej własnej rodziny, możemy prześledzić życie głównych bohaterek "Żniwa gniewu" z czasów zanim spotkaliśmy je na pierwszych stronach wcześniejszej powieści. Nie ma tu tym razem mostu łączącego przeszłość z teraźniejszością, nie ma wielkiej rodzinnej tajemnicy, która wstrząsa wszystkimi. Narracja jest zupełnie inna, tak jak i sama historia. Bo tym razem to nie tylko opowieść o Kaszmirze i Maruszce, ale i ich braciach i rodzicach, którzy w "Żniwie gniewu" pojawiali się tylko we wspomnieniach i to dość rzadko. Teraz dopiero możemy dobrze zrozumieć, z jakiej rodziny pochodziły kobiety i co wpływało na ich doświadczenie i wybory życiowe.
Po krótkich przedstawieniu zamierzchłej historii rodu i pewnego mezaliansu, w wyniku którego na świat przyszły między innymi siostry Sabina i Paulina, matka Maruszki i Kaszmiry, Autorka ukazuje nam młodzieńcze lata obu głównych bohaterek i ich braci. Możemy też całkiem dobrze poznać samą Paulinę i jej męża Bazylego, który jest bardzo ciekawą postacią. Zresztą, prawdę powiedziawszy, wszyscy bohaterowie Ilovan są nietuzinkowi. Niezależnie czy się ich lubi, czy nie, są interesujący i naprawdę dobrze opisani. 
Koleje losu poszczególnych bohaterów były przeróżne, a kierowały nimi najróżniejsze pobudki. Na wszystkie zaś decyzje miały wpływ, większy bądź mniejszy, wydarzenia z tzw. wielkiej historii. Bo jakże mogłoby nie wpłynąć na rodzinę o polsko-rosyjskich korzeniach odzyskanie przez Polskę niepodległości i wyrwanie się spod carskiego jarzma? Jakże nie miałaby mieć znaczenia wojna z bolszewikami? Jakże miłość jednej z sióstr do polskiego oficera, a drugiej do komunisty żydowskiego pochodzenia nie miałyby zachwiać jedności w tym domu? W końcu  jakże... Nie, już i tak sporo napisałam. O pozostałych ważnych wydarzeniach w rodzinie Góreckich musicie przeczytać sami. 
Plejada doskonale stworzonych postaci, barwne opisy, wielka historia w tle. Łzy, radości, śmierci i narodziny. I w końcu wojna, wojna, która na kresach wschodnich przybrała jeszcze inny charakter niż ten, który znamy choćby z historii powstania warszawskiego. Kresy same w sobie stanowią już bardzo ciekawy wątek tej opowieści. U Ilovan wszystko się ze sobą pięknie przeplata, jak to w życiu. I nie brakuje tu, mimo straszliwych wydarzeń i przelanej krwi, delikatnego i taktownego humoru. Ot, choćby wtedy, gdy jedna z bohaterek dziwi się, że jest w ciąży... po raz drugi. Jakby kobiety w tamtych czasach kompletnie nie potrafiły "powiązać końca z końcem" i samodzielnie dojść do pewnych, prostych, wniosków. Może i w moim opisie zdarzenie to wcale nie wydaje się zabawne, jednak Autorka przedstawiła je w taki właśnie sposób. 
Dodatkowym atutem powieści są, zamieszczone na końcu książki, fotografie z rodzinnego archiwum Ilovan. Możemy więc tym razem zobaczyć jak wyglądały prawdziwe Kaszmira, Maruszka, Zygmunt i Szuryk. Osoby, które żyły i stały się pierwowzorami bohaterów powieści. 
Historia jest porywająca i czyta się ją z zapartym tchem. Choć jest zupełnie inna od "Żniwa gniewu", czytelnik otrzymuje kawał (niemalże 600 stron) świetnej literatury, od której trudno mu się oderwać. 
Minusy? Niestety trochę błędów się znalazło. I kilka logicznych nieścisłości. Z czego wynikały, trudno stwierdzić. Fakt, że Autorka ich nie uniknęła. Nie rzutują na ogólną ocenę książki, ale od pewnych książek i wydawnictw oczekuje się więcej niż od innych i byłoby wspaniale, gdyby w przyszłości, jeśli dojdzie do dodruków czy kolejnych wydań, dokonano poprawek.
Już wkrótce na Dune Fairytales pojawi się recenzja "Żniwa gniewu". Niestety, nie wyrabiam się z pisaniem wszystkich recenzji. Wiem, że ostatnimi czasy niewiele się tu dzieje, chociaż czytam naprawdę dużo. Może kiedyś da się nadrobić. Postaram się. Tymczasem oczekujcie recenzji "Żniwa gniewu".






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Zysk i S-ka:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz