Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 17 stycznia 2012

Saga Wielkich Rodów - Tom 1 - Tryptyk krwi (cz.10)

Jana wiedziała, że nie jest córką Irene. Nie dlatego, że źle się czuła w tej rodzinie – wręcz przeciwnie. Zawsze była traktowana, jak siostra i córka. Ale nie była głupia, umiała liczyć. Wiedziała, że mąż Irene zmarł kilka lat przed jej narodzinami. Raz tylko zapytała, kim jest i skąd się wzięła. Widząc smutek w oczach kobiety, która wychowała ją, jak własne dziecko, postanowiła nigdy więcej nie wracać do tematu. Jej rodzice jej nie chcieli, albo może nie żyli. Irene ją kochała i tylko to się liczyło.
W dniu, w którym skończyła osiemnaście lat, zaczęła miewać dziwne sny. Jakby wspomnienia z innego życia. Z wielu żywotów. Nie chciała martwić rodziny, więc nikomu nic nie mówiła. Bała się, że uznają ją za szaloną i oddalą. Udawała więc, że nic się w jej życiu nie zmieniło, że nadal jest tą samą osobą. Jednak wewnątrz czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Może jej prawdziwi rodzice wiedzieli, że tak właśnie będzie i dlatego ją oddali? Myślała w pewnym momencie, żeby zapytać Irene, ta jednak była wtedy bardzo chora. Nie zdążyła już wrócić do sprawy – Irene zmarła, gdy Jana miała dwadzieścia lat. Rodzina szukała dla niej męża, dziewczyna nie chciała jednak z nikim wiązać życia, obawiając się zdemaskowania. Potrzebowała prawie dwustu lat, by zrozumieć, kim jest. Dwustu lat młodości…
*
- Obiecaj, że nikt się nie dowie. Chcę, by choć jedno moje dziecko było bezpieczne, żeby Knut nie dopadł naszej córeczki. Obiecaj, Fiodorze.
- Obiecuję, Nataszo – odparł, tuląc ją do piersi. – Przecież wiesz, że tak właśnie będzie. Nie martw się. Nasza córka jest bezpieczna. A ty powinnaś gdzieś wyjechać na parę dni i odpocząć. Josif staje się coraz bardziej nerwowy i zaczyna węszyć. Musisz, najdroższa, zacząć się zachowywać, jakby nic się nie stało, bo inaczej odkryje Janę.
- To takie trudne, nie myśleć o niej… – łkała.
Wyjechała na parę dni na wieś. Chciał jej towarzyszyć, jednak Josif był temu przeciwny. Uznał, że za dużo czasu spędzała ostatnio z Fiodorem. Znalazł dla niego pracę na miejscu, sam zaś postanowił dołączyć do żony po kilku dniach. Żaden z nich już jej nie zobaczył. Jeszcze nie zapadła noc, gdy Knut wpisał na swą listę kolejną ofiarę z rodu. Tydzień później Fiodor dostał od niego wiadomość, mówiącą, że zna jego tajemnicę i wie, że byli kochankami. Groził ujawnieniem tego Josifowi. Jednak nigdy się nie odważył. I zdawał się nie wiedzieć, że z tego związku narodziło się dziecko. To dawało Fiodorowi nadzieję, że Jana nie zginie, jak jej matka. Dotrzymał tajemnicy aż do zeszłej dekady. Gdy z całej rodziny Nowickich pozostali już jedynie Konstancja, Alexander i Nikołaj, wyjawił sekret temu ostatniemu i kazał odszukać potomków Jany i się nimi zająć. Tak też Nikołaj wprowadził się do mieszkania sąsiadującego z Sarą, córką Jany.
*
Jana dawno już pochowała wszystkich członków rodziny. Wędrowała po świecie, przeprowadzając się z jednego kraju do drugiego, zmieniając nazwisko, porzucając wszystko i zaczynając ciągle od nowa. Wyglądała na trzydziestolatkę i uczyła historii w podstawówce w Nowym Jorku. Geografię zaczął właśnie wykładać nowy nauczyciel – Przemysław, przystojny Polak, który wyjechał z kraju z powodu swego żydowskiego pochodzenia. Jak to się stało, że się zakochali? Trudno powiedzieć. Tylu mężczyzn znała w swoim życiu, jednak żaden nie działał na nią tak, jak ten. Poddała się temu uczuciu i związała z nim. Pół roku po ślubie przyszła na świat dziewczynka. Jakże miała teraz odejść, zostawić ich? Własne dziecko… Przez lata farbowała włosy, stosowała różne sztuczki z makijażem, by nikt nie widział, że się nie starzeje. Gdy Sara skończyła piętnaście lat, Jana wiedziała, że to ich ostatnie wspólne dni. Po prostu zniknęła, nie zostawiając żadnego listu. Wyszła do pracy i już nie wróciła do domu. Poszukiwania trwały jeszcze przez pewien czas, jednak nie znaleziono żadnego śladu. Czy matka odeszła, czy ją uprowadzono – Sara będzie się nad tym zastanawiać przez długie lata.
*
Chiara nie była mu już potrzebna. Spełniła swoje zadanie – przekonała Michaela do tego, że to Knut jest dla niego dobry, a nie matka. Czas się jej pozbyć. Jest już jedynie balastem. Alexander i tak się nią nie interesuje. Wie zapewne, że przebywała z Knutem na tyle długo, że nie była już sobą. A on niby co miałby z nią zrobić? Była zupełnie bezużyteczna. Teraz liczy się jedynie chłopiec. Pozbędzie się dziewczyny szybko i tak, że Mike się niczego nie domyśli. Jeśli chłopak będzie się dopytywał, to powie mu, że Chiara zwariowała i uciekła. Coś wymyśli. Trzeba się jej pozbyć.
*
- Usiądźcie proszę – rozpoczął rozmowę Fiodor. Alexander i Sara popatrzyli na siebie zdziwieni. W ogóle nie spodziewali się, że będzie chciał z nimi rozmawiać. Zdawali sobie sprawę, że jest bardzo poirytowany całą tą sytuacją i wściekły na Sarę za to, że nie pozwoliła im od razu zająć się Michaelem. – Bóg mi świadkiem, że nie chciałem do tego dopuścić i mogę mieć jedynie nadzieję, że mi wybaczy złamania danego słowa.
- Wierzysz w Boga, Fiodorze? – zapytała nieco zdziwiona Sara, która dopiero co dowiedziała się, że może on się zmieniać w kota.
- Nie widzę powodu, dla którego miałbym nie wierzyć. To, że nie jestem w pełni człowiekiem nie czyni mnie tak bardzo innym od was. Też zostałem przez niego stworzony. Usiądźcie. Wszystko, co wiecie dotychczas, jest niczym. Teraz dowiecie się, dlaczego Mike jest tak nadzwyczajny i dlaczego musimy go za wszelką cenę odbić Knutowi. Nawet jeśli już zupełnie nie pamięta swojego wcześniejszego życia.
Nie mogli uwierzyć. Każde jego słowo zaskakiwało bardziej od poprzedniego. Byli rodziną. Był dziadkiem Sary i pradziadkiem Michaela. Sara była przyrodnią siostrzenicą Alexandra. Mike był nie tylko Nowickim, płynęła w nim również krew Fiodora. Nie do wiary. Nikołaj wiedział o wszystkim. Bolało, jednak Alexander zdawał sobie sprawę, że powierzenie tej tajemnicy jemu niewiele by dało, a Fiodor starał się zapewnić ciągłość rodziny..
- Czy wiesz, co się stało z moją matką? Czy ona… żyje? – Sara miała łzy w oczach. Tak bardzo bała się, że pewnego dnia odkryje, iż Jana ją po prostu zostawiła. Teraz wiedziała, że to wszystko dla jej dobra, że przez wieki zrobiono wszystko, by była bezpieczna. Gdyby Mike nie był synem Nikołaja, Knut nigdy by się nim nie zainteresował. Czy jednak mogła winić za to jego, albo Fiodora?
- Nie, Saro, nie żyje – odpowiedział Fiodor, którego Alexander jeszcze nigdy nie widział tak przygnębionego. – Zmarła kilka lat temu.
- Jednego nie rozumiem, Fiodorze. Skoro Jana mieszkała z ciotką Nowicką, dlaczego nie powiedzieli jej, że tak się właśnie stanie z chwilą wejścia w dorosłość? Przecież oni też mieli te same zdolności.
- Nie mieli. Irene miała poważny defekt krwi, jej dzieci również. Wszyscy umarli w średnim wieku, nigdy nie doświadczając tego, co Jana. Irene oczywiście się domyślała, że tak się może stać, ale nie zdążyła z Janą porozmawiać. Ta linia Nowickich zdegenerowała się i nawet jeśli w kolejnym pokoleniu rodziło się dziecko – umierało w wieku kilkudziesięciu lat. Dlatego o tamtej części rodziny nie mówiło się już od dawna. Tylko ja pamiętałem o ich istnieniu, a mi przecież zależało, żeby wszyscy zapomnieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz