Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 19 lutego 2013

Endemia - Michał Gacek

Wydawnictwo: Atropos
Kraków 2012
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 215
Ilustracje: Dagmara Matuszak
ISBN: 978-83-927239-6-7



Horrorowo-trillerowo-lunatyczna wizja dziwnej choroby psychicznej występującej cyklicznie w niewielkiej polskiej miejscowości? Rany, nie mój klimat, sorry, będzie ciężko. Nie, nie lubię się bać. 215 stron i tydzień z głowy, na dodatek w złym humorze i z nieprzespanymi nocami…
Tak, dwie noce zawaliłam, ponieważ… lektura tak mnie wciągnęła, że nie mogłam się od niej oderwać! Jako, że pracuję do późna i do książki zasiadam nałóg późnym wieczorem, a kończę w środku nocy, czy też nad ranem – musiałam czytanie „Endemii” podzielić na dwie noce.
Nietuzinkowa, fascynująca, szokująca, czasami obrzydliwa, często dziwna, zawsze trzymająca w napięciu. Próbując ją do czegoś przyrównać trafiły mi się takie oto myśli: wciągająca, jak „2358 kroków” Pilipiuka, zakręcona, jak „Twin Peaks” Lyncha, tajemnicza, jak opowiadania Edgara A. Poe, lunatyczno-narkotyczna wizja, niczym z „Końca pieśni” Zembatego. Zaś tak naprawdę – coś zupełnie innego, niespodziewanego, przerażającego i… bez wątpienia oczekującego na dalszy ciąg.
Deszcz żab, dziwne tańce mieszkańców, zmutowane, chore, koślawe noworodki… Morderca, narkomanka, samobójca, dziennikarka, podejrzanie zachowujący się wykładowca akademicki, niebyt ogarnięta i pogodzona ze swym życiem młoda dziewczyna i jej zdecydowanie tajemnicza i dziwna matka… No i główny bohater – Kniecieniec. Niewielka miejscowość, w której od dawien dawna dochodzi co jakiś czas do tytułowej endemii, czyli choroby stale występującej w danej okolicy.
Porywająca fabuła, która przeraża w miarę zagłębiania się w nią, tragiczni bohaterowie, którzy są zagubieni w dzisiejszym świecie i Lena, która chyba jako jedyna wie, o co w tym wszystkim chodzi. Autor bawi się z nami w kotka i myszkę, by na końcu pozostawić sytuację „niby” wyjaśnioną. Nic się jednak nie zmienia, wiemy, że historia znów się za jakiś czas powtórzy i… pozostaje nam mieć nadzieję, że o tej kolejnej endemii w Kniecieńcu Michał Gacek jeszcze napisze.
Wyraźnie nakreśleni bohaterowie, którzy żyją właściwie w jakiejś sennej marze, czasem nie mogąc właściwie zdecydować, czy to sen, czy jawa… Kniecieniec, który zapewne nie jest zwyczajnym miejscem na Ziemi… Krwawe zbrodnie i zjawy, a do tego kryjący się po okolicznych lasach ludzie-nieludzie… Koślawe stwory, na pół dzikie, które kiedyś urodziły się z ludzkich rodziców.
Wyśmienita lektura, która spodobała mi się już od pierwszych słów. Cóż, mam słabość do imienia Lena, więc nie mogło się stać inaczej, jednak nie dlatego dwie pierwsze strony wywarły na mnie wrażenie. Zapowiedź Tajemnicy przez bardzo duże T i niesamowitych postaci – oto, co sprawiło, że czytałam dalej i po każdym kolejnym zdaniu przekonywałam się, że nie popełniłam błędu.
Wszystkiemu temu smaczku dodają jeszcze przerażające ilustracje…
Genialnie napisana historia, opowiedziana w ciekawy sposób, trzymająca w napięciu, ładny język, zakręcone wizje i całkiem nawet niewiele błędów. Z resztą, kto by zwracał uwagę na błędy, kiedy ma gęsią skórkę na plecach, a później boi się ruszyć z bezpiecznego fotela i pójść w ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz