Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 26 stycznia 2014

Zamek Laghortów – E. M. Thorhall

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RW2010
Poznań 2013
Cykl: Zbrojni, tom I
Liczba stron: 174
ISBN: 978-83-7949-006-6 (format pdf)




Czytuję e-booki, najczęściej w podróży.  W domu raczej zasiadam z książką papierową, choć różnie bywa. Tak, wolę papier. Pachnie farbą drukarską, czasem można ją nawet wyczuć pod palcami. Jest przyjemna, można ją przytulić. Z czytnikiem, tabletem, czy telefonem (czasami czytam na smartfonie) tego nie zrobię. Jednak mimo wszystko bardzo sobie chwalę nowoczesną technologię, dzięki której w podróż mogę zabrać cały zbiór książek, nie dokładając tym samym do bagażu ani grama. Zresztą, coraz częściej zdarza się, że niektóre pozycje czytelnicze są wydawane jedynie w e-booku. wówczas brak wyboru, a jeśli oferta jest ciekawa... Cóż, chce się czytać. Tak też jest w tym przypadku. "Zamek Laghortów", pierwszy tom czteroczęściowego cyklu "Zbrojni" można dostać jedynie w formie elektronicznej (w trzech formatach, do wyboru).
Czy warto? Owszem. Historia może się wydać niezbyt górnolotna, a jednak... Jeśli lepiej się wczytać, okazuje się naprawdę bardzo dobra. To ciekawa fantasy, w której wątki fantastyczne – przynajmniej na razie, w pierwszym tomie – są jedynie wspomniane kilka razy i odgrywają rolę raczej poboczną. ciekawa jestem, co będzie dalej. Autorka (kryjąca się pod inicjałami i niezbyt polsko brzmiącym nazwiskiem – ciekawe, czy to pseudonim, czy prawdziwe nazwisko) świetnie sobie radzi w średniowiecznym klimacie. Tak na zamku, jak i w gospodzie. Zna się na rzeczy, trzeba jej to przyznać. Gdy wchodzimy do zamkowej zbrojowni nie mówi nam o mieczach i szablach, ale dokładnie opisuje każdy oręż, ze szczegółami, których pewnie nie powstydziłby się specjalista od broni białej. Jedynie stosunki społeczne nie wychodzą jej najlepiej. Można to jednak położyć na karb konwencji i uznać, że w świecie przedstawionym przez panią Thorhall to, że lady Lyanna, pani na zamku, niemalże przyjaźni się ze swą służbą, a to, że pożycza własną suknie córce karczmarza, w której zakochał się jeden ze służących na zamku zbrojnych nie jest niczym dziwnym. Trochę razi, ale jakieś minusy pojawiają się nawet w powieściach nominowanych do literackiej nagrody Nobla, a myślę, że "Zamek Laghortów" do takiego miana nie pretenduje.
O czym? O dziewczynie, co ciekawi, kiedy wziąć pod uwagę tytuł cyklu. Ma na imię Kyla i jest sierota. Wychowuje ją wujostwo, choć właściwie o wychowaniu trudno tu mówić, a tym bardziej o miłości. Jednak jakoś sobie radzi. Do czasu... kiedy postanawiają ją, piękną siedemnastolatkę kochająca polowania, oddać za mąż za paskudnego, tłustego karczmarza i nawet nie ukrywają przed nią, że to dla nich świetny interes, gdyż u "narzeczonego" mają sporawy dług, który przyrzekł im darować. Co więc czyni urocza dzieweczka i wspaniałych włosach koloru zboża? Rzecz jasna, ucieka z domu. Pech chce jednak, że w lesie napotka na swej drodze pewnego stwora, a do tego jeszcze upiora... "Uratują" ją z opresji zbrojni sir Eryka i zabiorą na Zamek. Tam dla Kyli wszystko się zmieni. Pozna np. prawdziwą historię swych, zmarłych przed siedemnastu laty, rodziców. Przyjdzie jej jednak zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, a przede wszystkim z pewnym czarnowłosym mężczyzną, który od pierwszego wejrzenia budzi w niej lęk...
Morht...Tajemniczy, czarnowłosy, czasami brutalny, choć przecież umie się śmiać, dowcipkować i zawsze staje w obronie kobiety... Bohater, którego do końca nie znamy. Unosi się wokół niego chmurka dziwnej magii, która przyprawia o dreszcze. Kyla go nie lubi, a jednak... On jej nie znosi, a mimo to... Coś, jakaś tajemnicza siła, przyciąga ich do siebie i – prawdę mówiąc – nie tylko ich. Co prawda jest dla mnie trochę za młody, ale gdyby miał jakieś dziesięć lat więcej, byłby wymarzonym księciem na białym rumaku. A nawet na jakiejś szarej, wygłodzonej szkapie, o ile tylko byłaby w stanie unieść jego wspaniałą... osobowość. Na dodatek jest... Vartheńczykiem. Co to właściwie znaczy i dlaczego napawa Kylę takim przerażeniem? Mam nadzieję, że dowiemy się prawdy w kolejnych tomach, ponieważ umieram niemal z ciekawości.
Początkowo miałam mały problem z ogarnięciem, kto jest kim. Imiona zdawały się takie dziwne i wszystkie do siebie podobne. Na szczęście nie trwało to długo i dość szybko załapałam, a potem czytało się już naprawdę wyśmienicie. Nawet nie spostrzegłam, że zbliżyłam się niebezpiecznie blisko ostatniej strony, a potem... Cóż, wszystko, co dobre, szybko się kończy (chyba, że jest kiełbasą).
Do 70 mniej więcej strony nie znalazłam żadnych błędów, a to niemały wyczyn. Niestety potem pojawiło się kilka, z czego większość polegała na niepoprawnej odmianie...imienia głównej bohaterki i to już raziło. Rzuciła mi się w oczy jedna powtórka słowa (dwa razy pod rząd ten sam wyraz w jednym zdaniu). Poza tym plik (osobiście czytałam w wersji pdf) jest bardzo ładnie wykonany i dopracowany. Na dodatek książka ma ładną okładkę i żałuję, że nie mogę jej postawić na półce.
Liczę, że kolejne części ukażą się jak najszybciej i będzie mi dane poznać dalsze dzieje mieszkańców Zamku Laghortów i ich najbliższych.



Książka przeczytana w ramach Projektu:
https://www.facebook.com/pages/Polacy-nie-g%C4%99si-i-swoich-autor%C3%B3w-maj%C4%85/199492823568700
 
Książka przeczytana w ramach Wyzwania


Książka przeczytana w ramach Wyzwania

5 komentarzy:

  1. To muszę przeczytać :)
    PS> hmm... może by tak wyłączyć tą weryfikację obrazkową? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam :)
    Weryfikacja obrazkowa wyłączona – wedle życzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna jest! Muszę muszę przeczytać! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję :) Chociaż książka znacznie lepsza od recenzji :D

    OdpowiedzUsuń