Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 12 grudnia 2014

Amor fati – Kazimierz Brakowiecki

Wydawnictwo: FORMA
Szczecin 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 79
ISBN: 978-83-63316-75-4






Na początek kilka słów o Autorze. Tekst pochodzi z tylnej okładki:
"(ur. w 1952 r.) – olsztyński poeta, pisarz, tłumacz poezji francuskojęzycznej, animator kultury, kurator wystaw sztuki polskiej XX wieku, współzałożyciel i jeden z liderów pisma, stowarzyszenia oraz fundacji Wspólnota Kulturowa ,,Borussia”. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Debiut w 1975 roku. Od 1995 r. kieruje samorządowym Centrum Polsko-Francuskim w Olsztynie. Otrzymał m.in. nagrodę im. Stanisława Piętaka (1991), paryskiej „Kultury” (1996), Ministra Kultury (2002), Laur UNESCO (2007), Literacki Wawrzyn Warmii i Mazur (2008). Jest autorem trzydziestu książek poetyckich oraz eseistyczno-autobiograficznych. Ostatnio opublikował: tom prozy Historie bliskoznaczne (2008), książkę eseistyczno-podróżniczą W Bretanii (2009), zbiór esejów Dziennik berliński (FORMA 2011) oraz tomy wierszy: Ciałość (2004), Europa minor (2007), Glosolalie (2008), Obroty nieba (FORMA 2010), Chiazma (2012), Terra nullius (2014) i Amor fati (FORMA 2014)."
Przyznam, że robi wrażenie. Chyba się ze mną zgodzicie. Otwieram więc tę niegrubą książeczkę z ciekawą okładką. A może nie. Na początek o okładce, bo to ciekawy projekt. Książka wyszła w ramach serii "Tablice" i wszystkie okładki w tejże serii przedstawiają właśnie różne tablice – domów, ruchu drogowego, czy sklepów. Uważam, że to interesujący projekt, który z jednej strony jest bardzo zwyczajny i prozaiczny, a z drugiej poetycko ujmuje codzienność. I to jest chyba właśnie sedno sprawy, przynajmniej w przypadku tego tomiku – to przemieszanie prozy z poezją, codzienności z magią, delikatności z brutalnością.
Otwieramy więc książkę o niestandardowym formacie i zaglądamy do spisu treści. Dwie strony, a przecież zalewie 79 stron. Już wiemy, że teksty będą niedługie, by nie rzec, że wręcz krótkie. Czy to dobrze? Okaże się w trakcie lektury.
"Amor fati" to zbiór 52 wierszy. Czy rzeczywiście wierszy? Trudno nazwać te teksty, ciężko je sklasyfikować, gdyż są zupełnie inne od wszystkiego, co dotychczas czytałam. Choć przyznaję, że od skończenia szkoły niewiele czytuję poezji, a współcześni poeci są mi właściwie nieznani. Będę więc je nazywać tekstami, bo jako takie właśnie żyją w moim umyśle. 
Są różne... Niektóre romantyczne, niektóre drastyczne. Część naprawdę wbiła mnie w fotel, inne nie zrobiły żadnego wrażenia. Kilka sprawiło, że w oczach pojawiły się łzy, dwa mnie zniesmaczyły. Nie wszystkie potrafiłam zrozumieć. W niektórych przypadkach zupełnie nie pojmowałam tytułu. No tak, tytuły są w tym zbiorze specyficzne, wszystkie utwory stanowią bowiem swego rodzaju monologi skierowane do konkretnej osoby... albo rzeczy, albo miejsca. Tak, ponieważ Brakoniecki kieruje słowa nie tylko do ludzi. Znajdziecie więc tutaj utwory zatytułowane "Do krowy", "Do niziny", "Do jabłka miłości", czy choćby "Do siebie samego leżącego na podłodze w galerii sztuki pod obrazem Leszka Korolkiewicza »Autoportret«". Niektóre tytuły same w sobie budzą mnóstwo emocji, nawet jeśli dopiero po przeczytaniu całego tekstu nabierają znaczenia. 
W utworach Brakonieckiego bez wątpienia można znaleźć amor fati, czyli miłość do losu, do życia, do świata, w którym każdy z nas spotyka zarówno dobro, jak i zło. Życiowe prawdy, obserwacje świata, uczucia – wszystko to przeplatane jest biografią rodziny Autora. Tu babka, tam kuzyn, tu ojciec, a tu on jako mały chłopiec. Nie w kolejności, nie tak, jak popularnie przedstawia się rodzinne biografie, ale tak, jak woła serce. Jak wyrywa się do konkretnych wspomnień, chwil przeżytych, przez innych już zapomnianych. Tak, jak działa ludzki umysł, nie jak pisze się sagi. Poetycki opis obrazami. Ciekawa jestem, jakby takie obrazy wyglądały, gdyby jakiś malarz postanowił wykonać 52 prace do utworów Brakonieckiego...
Trudno mówić o redakcji utworów, które nie do końca są prozą. Bo jakże ocenić, czy przecinki dobrze wstawione, czy justowanie odpowiednie, czy słowa właściwe? Kiedy poezja rządzi się przecież nieco innymi prawami. Nie oceniam więc tym razem, zaznaczę jedynie, że znalazłam tylko jedną literówkę, więc korekta poradziła sobie dobrze.







Książkę przeczytałam dzięki życzliwości portalu Sztukater




Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz