Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Opowieści wigilijne – Charles Dickens

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2014
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 264
Tytuł oryginału: A Christmas Carol. In Prose.
Being a Ghost Story of Christmas The Haunted Man
and the Ghost's Bargain
Przekład (z angielskiego): Jerzy Łoziński
Ilustracje: John Leech (oryginalne)
ISBN: 978-83-7785-293-4







Z "Opowieściami wigilijnymi" Dickensa – śmiem twierdzić – każdy się w jakiś sposób zetknął. Książka została wydana niemalże 170 lat temu i nadal zachwyca. Czym? Naturalnością narracji, pięknym językiem, elegancją wiktoriańskiej Anglii, magią Świąt i ciepłem bijącym z każdej niemal strony (pomijając te, gdy przenikliwy mróz chwyta za serce, jak np. w chwili, kiedy stoimy nad grobem głównego bohatera).
Zacznijmy jednak od początku – dla tych, którzy jakimś dziwnym trafem nie widzieli żadnego filmu, a i książka nie przeszła przez ich ręce (choć naprawdę trudno mi w to uwierzyć). Mroźna zima, śnieg wokoło, przedświąteczna gorączka, a w tym tłumie rozentuzjazmowanych ludzi, którzy cieszą się ze zbliżającej się Wigilii – Scrogge. Ebenezer Scrooge – bogaty przedsiębiorca, dla którego jedyną cnotą jest bogactwo, a przelicznikiem wszystkiego – pieniądz. Wszystko w księgach musi się zgadzać, na wszystkim należy oszczędzać, a świąteczne nastroje oczywiście temu nie sprzyjają. Dzieci oczekujące na prezenty, dorośli z utęsknieniem myślący o świątecznym indyku i puddingu, grom organizacji charytatywnych, które w grudniu zbierają datki na co biedniejszych mieszkańców Londynu. O nie! To nie jest klimat dla Ebenezera. On czegoś takiego nie uznaje – Święta są niepotrzebną bzdurą (słynne już "humbug", które w nowym wydaniu pozostawiono bez tłumaczenia) i jedynie generują koszty.
W kantorku Scrooge’a pracuje Bob Cratchit – ojciec licznej rodziny – który zarabia przysłowiowe grosze. Marznie przy pulpicie i marzy o tym, by choć odrobinę rozpalić w kominku, jednak szef się na to nie godzi. Świąteczną atmosferę próbuje wprowadzić do życia swego wuja również Fred, jego bratanek – niestety od lat bezskutecznie.
Wszystko to ma się wkrótce zmienić za sprawą pojawienia się w domu Ebenezera… duchów. Najpierw odwiedza go upiór jego – dawno już zmarłego – wspólnika, Jakuba Marleya i przepowiada mu równie ciężki los w zaświatach, jeśli nie zmieni swego życia i nie przestanie wszystkiego przeliczać na funty. Zapowiada również wizytę trzech kolejnych duchów, które mają za zadanie pokazać Scrooge’owi Święta minione, obecne i przyszłe. Zaczyna się nocna wędrówka głównego bohatera.
Co zobaczy i jak zareaguje na trudną sytuacje rodziny Cratchitów i samotny grób z jego własnym nazwiskiem, nad którym nikt się nie pochyla? Czy zatwardziały materialista i przeciwnik Bożego Narodzenia będzie potrafił się zmienić? Nietrudno się domyśleć, że owszem, jednak czytając "Opowieści wigilijne" (nawet – jak ja – po raz któryś w życiu) nie raz uronimy łezkę wzruszenia i smutku, nie jeden raz na naszych twarzach pojawi się nieśmiały uśmiech i przynajmniej kilka razy zastanowimy się, co tak naprawdę jest w życiu ważne.
Powieść Dickensa pozostaje nadal w stu procentach aktualna. Kto wie, czy nawet nie bardziej, niż w chwili, gdy ją pisał. Coraz bardziej bowiem liczy się w naszym życiu pieniądz, a coraz mniej międzyludzkie relacje i zwykła gotowość niesienia pociechy i pomocnej dłoni. "Opowieści wigilijne" przypominają nam o tym, że Boże Narodzenie to nie tylko zapełniony pysznościami stół i duża góra prezentów pod choinką (na którą niejednokrotnie wydajemy więcej, niż nas stać), ale przede wszystkim – bycie z bliskimi i dzielenie się z nimi swoim – nawet niewielkim – szczęściem.
Nowe wydanie, które możemy nabyć dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka jest fantastyczne. Oprawa graficzna powali na kolana każdego, a wykorzystanie oryginalnych ilustracji autorstwa Johna Leecha to cudowny prezent dla każdego czytelnika. Twarda oprawa z obwolutą dają przedsmak uczty, na jaką zabiorą nas panowie Dickens i Leech. Zresztą nie tylko ilustracje, ale całe opracowanie graficzne należy szczerze pochwalić. Oddaje ducha dziewiętnastowiecznej powieści. Grube, delikatnie pożółkłe karty i kreślone złotym atramentem numery stronic są swoistą wisienką na tym bożonarodzeniowym puddingu. 
Nic dodać, nic ująć. To jeden z najładniejszych prezentów świątecznych, jaki może dostać w tym roku mol książkowy.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zysk i S-ka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz