Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 11 grudnia 2014

Oficjalny album Assasin's Creed Unity – Paul Davies

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2014
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 192
Tłumaczenie (z języka angielskiego): Tomasz Zysk
ISBN: 978-83-7785-579-9








Od razu i bez bicia przyznaję się, że nigdy dotąd w żadną grę z serii Assasin's Creed nie grałam, choć niejednokrotnie o tym myślałam. Po prostu nie jestem specjalnie graczem. Za to potrafię docenić dobrą grafikę w grze. To zaś, co zobaczyłam na stronach wydanego właśnie albumu zdecydowanie przekracza pojęcie grafiki. To Sztuka przez duże S.
Kiedy słyszę słowo "Assasin" zawsze mam dreszcze. Kiedyś bardzo się tym tematem interesowałam (właściwie nadal mnie pociąga) – w ogóle krucjatami i walkami w Ziemi Świętej, dużo czytałam i tak już zostało. Niedawno przyszło mi tłumaczyć dość długie opowiadanie dotyczące kasty Asasynów i pamietam, że w tym czasie używałam całkiem często zakładki promującej "Assasin's Creed. Objawienia". Wielka była więc moja radość, kiedy na rynku pojawił się album "Assasin's Creed Unity", a jeszcze większa, gdy znalazł się w moich dłoniach i mogłam go godzinami chłonąć wszelkimi zmysłami.
Od pierwszej chwili uwagę zwraca okładka, a właściwie obwoluta. To pierwsza podpowiedź dotycząca tego, co znajduje się w środku. Otóż gilotyna... Wielka rewolucja francuska, a do tego uzbrojony po zęby asasyn. Już mi się podoba. Zdejmuję obwolutę, ponieważ nigdy nie czytam z obwolutami, by ich nie uszkodzić. Moim oczom ukazuje się fantastycznie zaprojektowana i wykonana, gruba oprawa z granatowym, błyszczącym symbolem asasynów. Jest dobrze, bardzo dobrze, a to dopiero początek. Na dodatek cały czas czuję zapach świeżej farby drukarskiej. Jestem w siódmym niebie, mimo że przecież jeszcze nie zdążyłam otworzyć albumu.
Wiedziałam mniej więcej, że mogę spodziewać się czegoś z wyższej półki. Po pierwsze Ubisoft (wszak co dzień widzę Settlersów), po drugie Zysk i S-ka (nie wydają bubli), po trzecie w końcu – Asasyni, których widziałam nie raz – na okładkach gier, na okładkach książek, na zakładkach, na jakichś pojedynczych grafikach w sieci. Do tego doszła jeszcze niespodzianka, bo nie wiedziałam, że ta część gry rozgrywa się w moim ukochanym Paryżu. 
Powoli kartkuję, wdycham przyjemne opary, przenoszę się do świata przeszłości... Na razie tylko przeglądam, nie czytam, nie poświęcam pracom zbyt wiele czasu. Chcę jedynie poczuć smak tego świata. Jest wspaniały. Barwny, wielowymiarowy, fantastyczny. Paryż, jaki znam miesza się tu z Paryżem, o jakim tylko czytałam i słuchałam. Wspaniałe wrażenie, niewiarygodna podróż do przeszłości. Wracam do początku, czytam przedmowę. Dowiaduję się kilku podstawowych rzeczy o grze i o założeniach, jakimi kierowali się twórcy AC Unity.
Głównym bohaterem gry i albumu jest Arno Dorian, młody szlachcic, któremu udaje się zbiec z Bastylii. Tam też poznaje człowieka, który odmienia całe jego życie. Teraz Arno jest asasynem, a towarzyszyć mu będzie piękna Elise. Bohaterom gry zdaje się nie przeszkadzać specjalnie fakt, że on jest asasynem, a ona templariuszką, choć te dwa zgromadzenia walczą ze sobą od wieków. Przynajmniej takie wrażenie miałam oglądając album – być może, gdybym zagrała w AC Unity, zmieniłabym zdanie.
W albumie poznamy kolejne etapy prac nad postaciami występującymi w grze oraz miejscami, w których rozgrywa się jej akcja. Cała gra została stworzona na bazie hasła: "światło – dym – rozpad – barwa", co prace przedstawione w albumie oddają bardzo drobiazgowo.
"Oficjalny album Assasin's Creed Unity" to właściwie ilustrowana encyklopedia po świecie gry i po historii Francji. Nie tylko z czasów rewolucyjnych, ponieważ w grze (i albumie) występują trzy anomalie czasowe. Jedna z nich przenosi nas w czasy tzw. la belle epoque, druga do okupowanego przez hitlerowców Paryża, a trzecia do średniowiecza. Przejścia te dały twórcom wiele możliwości rozbudowania świata, a nam – czytelnikom, graczom, miłośnikom sztuki – piękne grafiki i obrazy, które możemy podziwiać na kartach albumu i prawdopodobnie w jeszcze lepszej (bo "żywej") wersji w grze.
Poza zapierającymi dech w piersiach widokami Paryża, pięknymi wnętrzami królewskich komnat, śmierdzącymi kanałami i scenkami rodzajowymi opowiadającymi Historię przez duże H, mamy również możliwość dogłębnie poznać strój i uzbrojenie Arna. W albumie znajduje się bowiem mnóstwo prac koncepcyjnych dotyczących tej postaci – od pierwszych szkiców, które powstały jeszcze zanim dokładnie ustalono treść gry, do ostatecznej wersji, w którą możecie się wcielić w AC Unity. Niesamowita gratka dla osób interesujących się historią mody i broni. Prawdziwa perełka.
Poświęciłam albumowi wiele godzin, choć tekstu jest niewiele. Ani za mało, ani za dużo. Dokładnie tyle, ile być powinno. A mimo to czas mijał, a ja wciąż byłam w Paryżu. Czułam jego zapach, jego smak, odgłosy, które dochodziły z szeleszczących stron zadrukowanych naprawdę niesamowitymi pracami graficznymi. Jakbym uczyła się historii od nowa. I wciąż z tyłu głowy ta jedna myśl: "Chciałabym zagrać, chcę tę grę". 
Album mogę porównać chyba jedynie do artbooka Diablo III. Choć ich tematyka jest kompletnie różna (pomijając fakt, że oba dotyczą gier komputerowych), to oba zapierają dech w piersiach i kradną z życia długie godziny.
Znalazłam w tekście jedną literówkę i pominęłabym to zupełnie milczeniem, gdyby nie inny minus dotyczący tekstu. Dlaczego ktoś postanowił, że będzie on wyjustowany jedynie lewostronnie? Te szlaczki, które zdania tworzą z prawej strony, powodują straszliwy chaos na tak dopracowanym tle prac. Choć to jedyny minus całego albumu, to jednak dla mnie dość znaczny, bo burzy porządek i elegancję całego wydania.
"Oficjalny album Assasin's Creed Unity" to idealny prezent nie tylko pod choinkę i nie tylko dla miłośników gry. Gorąco polecam.






Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zysk i S-ka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz