Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 27 lipca 2015

Tajemnica Domu Helclów – Maryla Szymiczkowa


Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 283
ISBN: 978-83-240-3505-2






 



„Nie jestem pewien, co tu jest dla czego tłem: czy XIX-wieczny Kraków dla misternej i zabawnej intrygi kryminalnej, czy też owa intryga dla szczegółowo odtworzonego XIX-wiecznego Krakowa i jego socjety. Jestem natomiast pewien, że to pyszna lektura.” (Michał Rusinek)
Właściwie te słowa powinny starczyć za całą recenzję, bo zawiera się w nich jej esencja. Rękami i nogami podpisuję się pod słowami Michała Rusinka. Lektura „Tajemnicy Domu Helclów” była doprawdy pyszna. Nic dodać, nic ująć, a jednak wypada napisać kilka słów więcej.
Zacznijmy od Autorki, bo już na tym etapie zabawa jest przednia. Otóż pani Maryla Szymiczkowa… nie istnieje. Została stworzona przez duet w składzie: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. Pierwszy jest pisarzem, poetą i tłumaczem, drugi historykiem, tłumaczem i amerykanistą. Postanowili wspólnie przeprowadzić swoisty eksperyment literacki i trzeba przyznać, że wyszło im to wyśmienicie. Możliwe, że po „Tajemnicy…” pojawią się kolejne tomy cyklu o profesorowej Szczupaczyńskiej – wszystko zależy od tego, czy jej postać oraz fabuła i styl powieści przypadną do gustu czytelnikom. W to jednak nie wątpię, liczę więc, że będę miała okazję do kolejnych intrygujących i pełnych emocji spotkań z ciekawską krakowską Panną Marple.
„Tajemnica Domu Helclów” to wspaniale napisany kryminał retro. Miejscem akcji jest XIX-wieczny Kraków, a czasem ostatnie miesiące roku 1893. Dom Helclów to dom (nie)spokojnej starości, ale również ośrodek dla rekonwalescentów. Ufundowany przez państwa Helclów, jest od kilku lat jedynym tego typu miejscem w Krakowie. Wkrótce ma się to zmienić, ale na razie nie zajmujmy sobie tym myśli. Chorymi i starszymi wszelkich stanów (na parterze mieszkają najbiedniejsi, im wyżej, tym bogatsi) opiekują się siostry szarytki.
Co wspólnego ma z tym miejscem profesorowa Zofia Szczupaczyńska, z domu Glodtowa? Otóż początkowo może niewiele, ale wszystko się zmieni. Po kolei jednak. Niesamowita, ciekawska, typowa dla XIX-wiecznego Krakowa mieszczka z wielkimi ambicjami planuje organizację loterii, z której dochód ma zostać przekazany dzieciom skrofulicznym. Do Domu Helclów udaje się z prośbą o pomoc w postaci przekazania fantów na loterię. Być może wszystko by się wówczas zakończyło, gdyby nie fakt, że z Domu zniknęła jedna z pensjonariuszek. Czy uciekła, czy ktoś ją porwał? A może gdzieś się ukryła? Jak to się stało, że nikt niczego nie zauważył? W Szczupaczyńskiej wrze krew, budzi się żądza poznania prawdy. Zrobi wszystko, by doprowadzić sprawę do końca. Końca innego, niż chciałaby tego krakowska policja. Tej bowiem zależy jedynie na przykładnym ukaraniu winnego, nawet jeśli miałoby się okazać, że tak naprawdę za więziennymi kratami znajdzie się osoba zupełnie niewinna. Pani profesorowa natomiast żąda sprawiedliwości. Sprawa skomplikuje się tym bardziej, gdy w Domu Helclów popełniona zostanie ewidentna zbrodnia.
Powieść nie należy do tych, w których krew leje się gęstym strumieniem, a pościgi za mordercami są szybkie i efektowne. Szczupaczyńska za nikim biegać nie będzie, ale przeprowadzi śledztwo godne samego Sherlocka Holmesa i… oczywiście zakończy je pełnym sukcesem. Na dodatek rozwiązanie tajemnicy Domu Helclów jest dla czytelnika kompletnie nie do przewidzenia. W życiu nie potrafiłabym wymyśleć tak skomplikowanej, a jednocześnie eleganckiej i kunsztownej intrygi.
Jednak powieść ta to coś znacznie więcej niż kryminał, czy nawet kryminał retro. To wspaniała opowieść o Krakowie, o jego architekturze, tradycjach, historii. O ludziach tam żyjących, ich zwyczajach, przypadłościach, cechach charakterystycznych. Choć profesorowa pochodzi z Przemyśla, jest już typową krakowianką – liczy każdy grosz, a najważniejsze jest dla niej, by jej dom i rodzina były dobrze widziane w środowisku. A socjeta krakowska końca XIX stulecia jest krytyczna, zawistna i nigdy nie zapominająca choćby najmniejszych przewin.
Należy również pamiętać, że Kraków (Galicja) był w owym czasie pod zaborem austriackim, o czym zarówno narrator, jak i bohaterowie często wspominają. Nie narzekają jednak na ucisk i nie myślą o odzyskaniu wolności. Dobrobyt i fakt, że Kraków jest niejako drugim Wiedniem sprawiają, że krakowianie są dumni z przynależności do Austro-Węgier i czują się ich ważną częścią.
Szczupaczyńska została przedstawiona jako kobieta, która z jednej strony stara się być dobrą żoną i panią domu, dba o przygotowanie obiadów, zrobienie zakupów i godne reprezentowanie interesów męża, a z drugiej – jako żądna emocji i stawiająca prawdę ponad wszystko pani detektyw niczym z najlepszych powieści gatunku.
Dodatkowymi atutami powieści są wyśmienite, błyskotliwe dialogi, kąśliwe uwagi profesorowej, małe złośliwości, jakie świadczą sobie bohaterowie i wspaniale oddany język epoki. Wisienką na torcie niech będzie pogrzeb Matejki, który jednak… nie był tak wspaniały jak pogrzeb Mickiewicza.
Książka urzeka od samego początku – klasyczną, intrygującą okładką, lekko pożółkłymi kartami, genialnymi, stylizowanymi tytułami rozdziałów – tak, jak pisano w końcu XIX wieku. Intryga wciąga już od pierwszych stron i po prostu nie można się oderwać od lektury. Nie mam absolutnie żadnych uwag na niekorzyść tej pozycji. Nie mogę się już doczekać kolejnej części.



Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa ZNAK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz