Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 23 września 2012

Dom z pyłu i snów - Brenda Reid

Chciałabym napisać, że to porywająca książka, od której nie można się oderwać. Że całkowicie pochłania. Że wzrusza do łez. Że jest genialna, wielka, czy – ostatnio modne słowo – epicka. Chciałabym, jednak nie napiszę. "Dom z pyłu i snów" po prostu... żyje. W moich myślach, wspomnieniach, wylanych właściwie od pierwszej strony łzach. To powieść tak prosta, a zarazem głęboka, jak kobieca dusza.
Brenda Reid dokonała czegoś niemożliwego. Spowodowała, że już po pierwszych dwóch stronach, czytałam jej opowieść przez łzy. Czy łatwo się wzruszam? Kiedyś z pewnością tak bym o sobie powiedziała. Dzisiaj jest trochę trudniej – typowe babskie wyciskacze łez nie ruszają mnie, potrzebuję czegoś bardziej subtelnego, mądrego, delikatnego. I tym czymś jest właśnie ta książka.
"Dom z pyłu i snów" to nie tylko pudełko chusteczek, które wyrzuciłam (chyba domyślacie się, dlaczego), ale również wiele uśmiechów, a nawet śmiechu. Nie tylko przez łzy To wzruszenia, głębokie przemyślenia, wyobrażenie niesamowitej Krety. W tę bajkową scenerię wdziera się niestety groza wojny, a zakazana miłość, którą obiecują nam na okładce jest znacznie silniejsza i dojrzalsza, niż możnaby przypuszczać.
Cudownie pokazany świat oczami dwóch kobiet, które wywodzą się z zupełnie różnych środowisk.
Evadne, zwana przez Kreteńczyków Heavenly, jest żoną brytyjskiego dyplomaty. Jednak to nie typowa brytyjska dama, która kocha bankiety i drogie suknie. Heavenly jest zachwycona starym, zrujnowanym domem, do którego przyjeżdża z ukochanym Hugh. Wioska zdaje się dla niej niebem – ucieczką przed nudnym życiem w ambasadach, bieganiem od fryzjera do fryzjera i rozmów i pogodzie i sukniach z żonami pozostałych dyplomatów. Marzy o spokoju i prywatności, a jednocześnie nie przeszkadza jej, że w Panagii nikt nie zamyka drzwi i sąsiedzi nagminnie się odwiedzają bez zapowiedzi.
Anti natomiast to wiejska dziewczyna, która miała kiedyś marzenia. Chciała jechać do szkoły, do miasta, uczyć się. Po śmierci ojca została jednak szybko wydana za dużo starszego i brutalnego mężczyznę, który rządzi w domu. Heavenly marzy o dziecku, ale niestety mąż nie potrafi spełnić jej marzenia. Anti ma dwie córeczki (poroniła raz, tracąc synka). Heavenly marzy o życiu w kreteńskiej wiosce, Anti – o tym, by jej córki kiedyś się stamtąd wydostały. Zrządzeniem losu te dwie kobiety staną się bliskimi przyjaciółkami. Przeżyją razem niejedno piekło, nie tylko w wojennej zawierusze.
Każda z nich inna, a jednak… Kobiety, wbrew temu co sądzą mężczyźni – nie są aż takie skomplikowane. Reid doskonale to ukazuje. W nas wszystkich drzemią te same marzenia, tyle, że nie wszystkie potrafimy je uporządkować i sobie z nimi poradzić. Każda z nas jest podobna, niezależnie z jakiego pochodzi środowiska, jaki niesie ze sobą bagaż doświadczeń.
Nie czytałam tej powieści przez jeden dzień. Ani nawet dwa. Zajęło mi to chyba ze cztery, Smakowałam ją, jak dojrzałą grecką figę. Razem z bohaterami sączyłam rakiję, jadłam gulasz warzywny i modliłam się w niewielkim kościółku świętego Kosmy i Damiana. Z nimi przeżywałam rozterki, z nimi radowałam się w dobrych chwilach. Trudne decyzje, które przyszło podjąć tym kobietom, mogły się przydarzyć każdemu. Z pewnością na świecie miliony są takich, które się z nimi borykały. Ponieważ Heavenly i Anti to przedstawicielki kobiet – a mimo to są tak żywe, tak prawdziwe, że nie sposób po prostu zakończyć książkę i o nich zapomnieć. Ja nie mogę ich wyrzucić z pamięci, a minął już prawie tydzień, odkąd skończyłam. Cały czas mam przed oczami te rude nieokiełznane włosy Heavenly i Anti idącą na pole z córeczką na plecach.
Zakończenie? Nie zamierzam Wam go zdradzić. Powiem jedynie, że nie takiego możnaby się spodziewać. Co wcale nie znaczy, że mnie zawiodło. Wręcz przeciwnie – bohaterki podjęły decyzje – ciężkie, bolesne, niezależne. Każda poszła drogą, którą sobie świadomie wyznaczyła. To sprawia, że historia zamyka się w równie prawdziwy sposób, w jaki się zaczęła. I życie toczy się dalej.
Nie rzuciły mi się w oczy jakieś rażące błędy. Kilka literówek, ale naprawdę niewiele. Okładka bardzo  klimatyczna, gustowna, nieprzesadzona. Szkoda jedynie, że Heavenly (bo nikt mi nie wmówi, że to nie miała być ona) na okładce ma pięknie ułożone i ciemne włosy. Co jednak nie zmienia faktu, że tę okładkę uwielbiam, ponieważ przypomina mi moje własne greckie wakacje. Może więc następnym razem Kreta i Panagia Sta Periwolia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz