Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 2 października 2012

Lewiatan - Scott Westerfeld

Zacznę od słów samego autora: „ Lewiatan w równym stopniu opiera się na możliwej przyszłości, jak i alternatywnej przeszłości. Wybiega w przód, w czasy, w których maszyny będą wyglądać jak żywe istoty i będzie można tworzyć żywe istoty na podobieństwo maszyn. Mimo to jednak książka jest osadzona w czasach wcześniejszych, w których świat był podzielony na arystokratów i plebejuszy, a kobiety w większości krajów nie mogły wstępować do wojska czy nawet głosować. Taka jest natura nurtu steampunk, który miesza przyszłość z przeszłością.”
To moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem, jeśli chodzi o literaturę. Dlaczego się zdecydowałam? Ponieważ lubię historię, a także historie alternatywną. Ponieważ podoba mi się styl wykreowany przez ten nurt. Ponieważ… zachwyciła mnie okładka (o czym jeszcze później).
„Lewiatan” jest pierwszym tomem trylogii (o tej samej, z resztą, nazwie). Kolejne tomy noszą tytuły „Behemot” i „Goliat”. Wszystkie maja piękna Orawę graficzną, którą zawdzięczamy ilustratorowi, Keithowi Thompsonowi. Tym razem – jak widać – zabieram się do recenzji od innej strony, ponieważ ilustracje w książce są równie fascynujące, jak opowieść i nic sobie z tego nie robie, że „cofnęłam się” w rozwoju do czasów czytania książek z obrazkami. Prace Thompsona urzekają. Są genialne, piękne, jednym słowem – wzbogacają treść książki. Wręcz nie mogę jej sobie bez nich wyobrazić.
Wróćmy jednak do samej powieści. Dla młodzieży? Z pewnością tak, chociaż i dla starszych czytelników jest prawdziwą gratką. Owszem, znajdziemy w niej pewne uproszczenia, które mogą niektórych wytrawnych dorosłych razić, jednak osobiście nic bardzo rażącego nie znalazłam.
Mamy rok 1914. Europa to wielki kocioł, w którym musi się w końcu zagotować. Ostatecznie – co każdy z nas wie z lekcji historii – zagotowało się na kolejne kilka lat. W Sarajewie zostają zamordowani arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego żona, Zofia. Dzieje się to jednak w inny sposób, niż  znanej nam rzeczywistości. Mimo to wojna wybucha. Świat jednak wygląda zupełnie inaczej niż te, który znamy.
Dziękuję, z całego serca dziękuję, za wspaniała mapkę, która pomogła mi na początku zorientować się w sytuacji panującej na Starym Kontynencie. Państwa Ententy to u Westerfelda… Darwiniści, którzy tworzą nowe żywe istoty (a także przywracają światu dawno wymarłe gatunki). Jednym z takich stworzeń jest właśnie tytułowy Lewiatan – olbrzymi statek latający, zbudowany na bazie nici życia wieloryba (w połączeniu z setkami innych stworzeń, np. nietoperzy, ptaków i pszczół). Na pokład Lewiatana – trochę przypadkiem – dostaje się nastoletnia Szkotka, Deryn Sharp. Dziewczyna w lotnictwie w początkach dwudziestego stulecia? Cóż, Deryn udało się dostać do Brytyjskich Sil Powietrznych, ponieważ… udaje chłopaka, Dylana. Może się wydać czytelnikowi trochę dziwne, że żaden z bohaterów tego krętactwa nie zauważył przez ponad czterysta stron, jednak połóżmy to na karb stylistyki powieści młodzieżowej, mając nadzieję, że jednak prawdziwa natura Deryn zostanie ujawniona jej współtowarzyszom w następnych tomach i… zaakceptowana.
Jak n powieść młodzieżową przystało, May tez chłopaka. Nic w tym dziwnego, szczególnie zważywszy na fakt, że w tamtych czasach świat należał przecież do rodzaju męskiego. Chłopaka nie byle jakiego – syna zamordowanego arcyksięcia, który musi uciekać przed swoimi rodakami, którzy chcą go zgładzić. Historia się komplikuje, nieprawdaż? A takich komplikacji będzie tylko więcej i więcej. Alek ujmie nie raz za serce i okaże się zwykłym chłopcem, chociaż… jego zachowanie jest iście dworskie, co, niestety, nie ułatwia mu życia w pogrążonej w wojennej zawierusze europie.
Deryn lata więc na Lewiatanie, Alek przemierza kontynent w wielkiej maszynie kroczącej. Państwa Osi bowiem w „Lewiatanie” o tzw. Chrzęsty. Odkrycia Darwina uważają za abominację i bluźnierstwo, skupiają się więc na tworzeniu nowoczesnych maszyn (wysoko zaawansowanych nawet w stosunku do tych, które posiadamy dzisiaj, a przecież akcja rozgrywa się niemal 100 lat temu).
I to właśnie ta różnica w światopoglądzie narodów sprawi naszym młodym bohaterom znacznie więcej problemów niż fakt, że pochodzą z całkowicie różnych środowisk. Natomiast sama wojna jest jedynie tłem wydarzeń, które rozgrywają się na przemian na pokładzie Lewiatana i w pożodze, czyli wielkiej kroczącej maszynie, którą prowadzi Alek wraz z zaufanymi opiekunami. Pozostaje mieć nadzieję, że trochę więcej ze świata zewnętrznego przyjdzie nam zobaczyć w kolejnych tomach, ponieważ to jedyne, czego mi brakowało w powieści Westerfelda.
Osobiście – „Lewiatan” mnie urzekł. Wciągnął całkowicie. Bardo szybko przeczytałam tę powieść, delektując się zarówno opowiedziana historią, jak i ilustracjami. Z pewnością niedługo zajrzę do kolejnych części. Przyznać też musze, że steampunk jako literatura zasłużył sobie na to, by go wychwalać i się nim poważnie zainteresować.
Książka jest – jak wspomniałam na początku – pięknie wydana (nie ma się co dziwić, w końcu nakładem Domu Wydawniczego REBIS). Szkoda jedynie, że usłana jest brakującymi przecinkami (czyli właściwie nie jest usłana, a jakby wymazana). To jednak chyba wina tłumacza, niż samego autora, gdyż w naszym języku obowiązują nieco inne zasady interpunkcji, o czym tłumacz zdał się zapomnieć. Poza tym nie nalazłam błędów, co się chwali (chociaż ja bardzo zwracam uwag na przecinki).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz