Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 17 października 2012

Wilczyca z Francji - Maurice Druon

Cóż, możecie być znudzeni moim pianiem zachwytów nad kolejnymi tomami cyklu „Królowie przeklęci”. Nawet się Wam nie dziwię. Trochę przynajmniej. W końcu ileż razy można czytać, że to doskonałe powieści, wybitny autor, fascynujące postaci i porywająca fabuła? Gdzieś tam w głębi serca chyba chciałabym napisać, że piąty tom nie sprostał wyzwaniu, że jest znacznie słabszy od poprzednich, że nawet Druon stracił już polot. Chciałabym? Może… Jednak tego nie napiszę, ponieważ musiałabym skłamać, a tego nie lubię. Szczególnie w kwestii książek.
„Wilczyca z Francji” w niczym zatem nie ustępuje poprzednim czterem tomom serii. Jest tak samo zachwycająca, inteligentna i wciągająca. Na dodatek autor zastosował bardzo ciekawy chwyt, by czytelnik nie miał szans się znudzić. Otóż nadal spora część akcji rozgrywa się na dworze francuskim, jednak mniej więcej jedna trzecia powieści przenosi nas do Londynu, na dwór króla Edwarda, małżonka Izabeli (która jest córką Króla z żelaza).
Dzieje się, oj dzieje. Izabela od szesnastu lat żyje w nieudanym małżeństwie. Choć starała się być przykładną żoną i dała swemu królowi czwórkę dzieci – nie może powiedzieć, że czuje się spełniona. Jej zacny małżonek zdecydowanie bowiem woli w łóżku towarzystwo mężczyzn. Poniżana, odtrącona, szykanowana przez nowego królewskiego faworyta, chce wydostać się z Anglii, gdzie niewiele jej już pozostało poza dziećmi. Królewski kochanek powoli otrzymuje wszystkie jej dobra – ziemie, klejnoty, nawet jej ukochane woluminy.
Izabela znajduje więc sposób, by – wykorzystując polityczną sytuację po śmierci swego brata – króla Francji, Filipa Długiego – dostać się na dwór francuski. Tam natomiast czeka już na nią wierny sługa Roger Mortimer – jeden z największych antagonistów jej małżonka, człowiek, któremu pomogła w ucieczce z londyńskiej Tower, wieży, z której przecież nie ma ucieczki.
„Wilczyca z Francji” to przede wszystkim powieść o miłości – pięknej, czystej, wiernej, ale także odtrąconej i wzgardzonej. Wielka polityka jest tu jedynie przyczyną takich, a nie innych kroków, czasami wymówką, by móc o czymś powiedzieć, by móc pokazać światu prawdziwe ja. Oczywiście – mamy tu wielkie intrygi pałacowe, do których przywykliśmy w powieściach Druona, jednak zdaje się, że są tym razem zdecydowanie drugoplanowe. To uczucia Izabeli są najważniejsze. Później także Guccia, który jednak pojawia się dopiero w drugiej połowie tomu.
W dzisiejszym świecie być może postępowanie władców byłoby odmienne. Być może Edward pozwoliłby Izabeli odejść i znaleźć szczęście, które on znalazł w ramionach Hugo Despencera. Być może Izabela nie gardziłaby małżonkiem tak bardzo tylko dlatego, że woli mężczyzn. Być może… Jednak powieść dzieje się wtedy i tam. A wtedy i tam… nie było litości dla takich królów. Wtedy i tam nie było litości dla takich faworytów. Wtedy i tam… pokazuje nam w niesamowity sposób Maurice Druon, opisując czasy, w których za zdradę zamęczano winnego na śmierć w straszliwych katuszach. Czasy, kiedy złożony przed Bogiem ślub miłości i wierności był najważniejszy. Czasy okrutne, ale mające w sobie pewną prostotę życia i przez to chyba właśnie urzekające. Gdzie zasady były znacznie prostsze, a ludzie bardziej biali i czarni, a mniej szarzy.
Dreszcz przechodzi po plecach w czasie kaźni królewskiego faworyta. Niesmak budzi scena śmierci zdetronizowanego Edwarda. Śmieszy z pewnością jego epistografia do koronowanych głów i papieża, w której żali się, że żona nie chce do niego wrócić, choć przecież on ją miłuje i za nią tęskni. Chwilę głębokiego przemyślenia i zastanowienia się nad ludzką duszą powoduje długie umieranie Karola Walezjusza. Wreszcie nadzieją napawa powrót Guccia do Paryża i jego spotkanie z synem, który przecież nie jest jego dzieckiem. Aż świerzbi ręka, by sięgnąć po kolejny tom i dowiedzieć się, czy Guccio kiedykolwiek pozna bolesną prawdę, która na zawsze rozłączyła go z ukochaną kobietą.
Czytało mi się „Wilczycę z Francji” tym lepiej, że sporą część powieści miałam okazję przeczytać właśnie w samolocie do Paryża i w drodze powrotnej. Czytałam więc często o miejscach, które miałam lada chwila zobaczyć, lub które przed chwila widziałam. Tym głębszy odbiór, tym bardziej rzeczywista historia. Na bieżąco niemal chadzałam ścieżkami bohaterów. Mogę gorąco polecić nie tylko samą powieść, ale także taki sposób czytania. Przyjdzie mi poważnie się zastanowić, jaką książkę zabiorę ze sobą w podróż do Londynu.
O edycji i szacie graficznej nie mogę za wiele nowego powiedzieć. Jak poprzednie cztery tomy – mało błędów (chyba nawet jeszcze mnie, niż poprzednio), okładka elektryzuje i muszę przyznać, że wprost uwielbiam na nią patrzyć.
Druon jest pisarzem wybitnym i z pewnością w obecnej chwili jednym z moich ulubionych. Kiedy zaś skończę „Królów przeklętych” w formie książkowej, obejrzę z miłą chęcią serial.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz