Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 12 listopada 2013

Hellhole – Brian Herbert, Kevin J. Anderson

Wydawnictwo: TOR
New York 2011
Oprawa: miękka
Liczba stron: 677
Język: angielski (oryginalny)
Seria: Hellhole, tom I
ISBN: 978-0-7653-6258-2


Na początek poczuwam się do odpowiedzialności, by uprzedzić Was, że recenzowanej książki nie znajdziecie – przynajmniej na razie – na polskim rynku, ponieważ nie została jeszcze przetłumaczona na język polski. Niestety nic też nie słychać o planach zmierzających do zmiany tego stanu rzeczy, choć nie tracę nadziei (szczególnie, że Kevin J. Anderson był właśnie na XIV Festiwalu Fantastyki Falkon w Lublinie). Tymczasem po angielsku można przeczytać już dwa tomy trylogii, prawdopodobnie znajdziecie również tłumaczenie na kilka innych języków, szczególnie pierwszego z nich.
Kolejna, po sadze osadzonej w świecie Diuny, powieść autorstwa Briana Herberta i Kevina J. Andersona wypada bardzo dobrze. Ciekawemu konceptowi świata towarzyszą nietuzinkowe postaci, wartka akcja, nieoczekiwane jej zwroty oraz liczne intrygi i tajemniczy kosmici. Wszystko to zapowiada się świetnie i w pierwszym tomie rzeczywiście czytelnik się nie zawiedzie. Co będzie dalej? Trudno powiedzieć, choć ja już nie mogę się doczekać, kiedy książka do mnie dotrze (na razie posiadam, czy raczej mój Mąż posiada, jedynie wersję w języku... Braille'a).
Zastajemy świat w piętnaście lat po wielkiej rebelii generała Adolphusa (ok, w  prologu widzimy tę ostatnią bitwę, którą "przegrywa"). Konstelacja (gwoli wyjaśnienia, imion nie odmieniam na polski, bo gdybym nawet kiedyś dostała tę powieść do tłumaczenia – o czym nieskrycie marzę – to bym ich nie spolszczała, ale niektóre nazwy będą bardziej po polsku, niż w anglojęzycznej powieści; to może trochę denerwować, ale jakoś muszę sobie poradzić, skoro recenzuję książkę z oryginału) w dużym stopniu otrząsnęła się i wróciła do status quo ante. Jednakże generał, wygnany na planetę Hellholme (nazwę jej nadano dla upamiętnienia dowódcy Konstelacji, który Adolphusa pokonał) nie zamierza odpuścić. Długoterminowy plan oderwania planet należących do Deep Zone (czyli Głębokiej, Ciemnej Strefy – jednym słowem strefy odległej i na obrzeżach znanego świata) spod władzy znienawidzonej Diadem Michelli. Niedługo ma nastąpić D-Day, a wraz z nim wolność dla setek tysięcy mieszkańców, którzy są eksploatowani przez bogatych, zapatrzonych w siebie, próżnych i knujących na każdym kroku wielmożów z Konstelacji (te główne, bogate planety nazywane są w powieści Crown Jewels, czyli Klejnoty Koronne).
Hellhole... Piekielna dziura... Zaledwie 500 lat temu uderzył w nią asteroid, zabijając całą wegetację, niszcząc wszystko na swej drodze. Planeta, na którą przybywają jedynie najbardziej zdesperowani koloniści. Ludzie nie mający przyszłości, zbrodniarze, sekty religijne, uciekinierzy. Choć niektórzy z nich, a nawet wielu, ma dobre serca i pragnie odkupienia przez ciężką pracę, której wymaga życie na tej planecie pustoszonej każdego dnia przez przerażające burze, huragany, tornada, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkaniczne. To miejsce pełne niepożądanych wyrzutków i szarlatanów różnej maści. Tak przynajmniej postrzega ją Diadem Michella Duchenet, obecna władczyni znanego wszechświata. Nie należy jednak nie doceniać Tiberiusa Maximiliana Adolphusa. Można się bowiem bardzo zdziwić.
Jednakże "Hellhole" to nie tylko opowieść o tym, jak z tak paskudnego miejsca uczynić przystań dla wszystkich szukających ucieczki przed skorumpowaniem, dla tych, którzy potrzebują carte blanche. To także piękne i bogate planety Klejnotów Koronnych, królewskie i dworskie intrygi, zapomniani szlachcice, wielki intergalaktyczny romans, który doprowadzi do wielkiego skandalu i śmierci, odkrycie dawno wymarłej kosmicznej cywilizacji, która kiedyś zamieszkiwała planetę, a która odradza się nagle i niespodziewanie przy pomocy chętnych do współpracy ludzi. Wiele tajemnic i cały czas ten niesamowity dreszczyk emocji. Bo choć możemy się spodziewać, że główni bohaterowie nieszybko opuszczą stronice i raczej dotrwają do końca (wszakże to nie brytyjski serial kryminalny, ani "Game of Thrones"), to non stop nurtują pytania: "czy kosmici nie zdradzą?", "czy generałowi uda się utrzymać D-Day w tajemnicy aż do ostatniej chwili?", "czy Ishop Heer zemści się za upadek swych przodków?" itd. Najważniejsze są jednak postaci. Trzeba przyznać, że ich kreacja wyszła parze Autorów wyśmienicie i za to najbardziej ich cenię. Bo owszem, historia porywa, ale choćby pomysł, by generał Adolphus był podobny do Napoleona (z cech, niekoniecznie o wygląd chodzi), a jego posiadłość nazywała się Elba to już genialne, nie tylko dlatego, że mam słabość do Bonapartego. Główni bohaterowie są nakreśleni z wielką pieczołowitością, ich psychika, ich zachowania, motywacje, wszystko dokładnie przemyślane i dobrze opisane. Jedynie Xayanie pozostają zagadką – i dobrze. nie wyobrażam sobie, byśmy się mieli o nich dowiedzieć wszystkiego już w pierwszym tomie trylogii. Wszakże to kosmici!
"Hellhole" to doprawdy imponująca, fenomenalna historia bawiąca czytelnika zarówno akcją, kreacją postaci, jak i niekiedy lekkim mrugnięciem okiem do tych, którzy znają historię.
Piękna okładka autorstwa Stephena Youlla znakomicie wpisuje się w klimat powieści. Książka jest wydana bardzo ładnie i na dodatek nie znalazłam w niej jakichś większych błędów, ot, kilka drobnych literówek na przestrzeni 650 stron to doprawdy świetny wynik.
Poza tym bardzo przydają się dodatki umieszczone na końcu książki: listy planet oraz artykuł o sieci trasach strunowych (stringline network), która pozwala podróżować pomiędzy rozrzuconymi planetami Konstelacji.
Na zakończenie natomiast czekała niespodzianka od Autorów – fragment powieści "Sisterhood of Dune", która została przetłumaczona na polski i wydana przez Dom Wydawniczy Rebis już jesienią 2012 roku ("Zgromadzenie żeńskie z Diuny").
Polecam "Hellhole" każdemu, kto wystarczająco dobrze włada językiem angielskim – bardzo, bardzo udana powieść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz