Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 22 listopada 2013

Słowem fotografowane – Janusz Guttner

Wydawnictwo: Sowa
Warszawa 2013
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 132
ISBN: 978-83-64033-29-2





Dziś bardzo niestandardowo. Po pierwsze – w większości poezja. Po drugie – zacznę od okładki. 
Mam słabość do maszyn do pisania. W domu moich Rodziców stoi jedna – ta, na której pisałam moje pierwsze opowiadania i "powieści". Do dzisiaj mój Tata z niej korzysta. U mnie w piwnicy stoi druga – odziedziczona, stara, zniszczona, wymagająca dogłębnej renowacji i odrdzewienia. Marzę, by się tym zająć, ale wciąż brakuje czasu. A może... może powinnam się na chwile zatrzymać w tym codziennym biegu, tak, jak zatrzymywałam się nad stronami tego tomu... Zatrzymać się, założyć zniszczone ciuchy i w końcu znaleźć chwilę dla mojej biednej, zardzewiałej maszyny do pisania?
Nigdy nie miałam aparatu Leica, choć związane są z nim dobre wspomnienia pewnej lektury sprzed kilku lat...
Maszyna i aparat fotograficzny na okładce tytułu "Słowem fotografowane"? Czy może być coś bardziej genialnego, przewrotnego i zarazem prawdziwego? Nie wiem, ale jeśli tak, to najwidoczniej moja wyobraźnia jest kiepska, bo wydaje mi się, że to już szczyt fantazji. Naprawdę wyśmienity pomysł. Choć może nie o to Autorowi chodziło w jego tomiku poezji, próz i prózek. Choć właściwie sam te okładkę zaprojektował, więc wiedział doskonale, co będzie do jego tekstów pasować najlepiej...
Tomik niewielkich rozmiarów, a i stron ma niezbyt dużo, a jednak urzeka i to już od samego początku. Drugi wiersz, "Igraszki czasu", powala na kolana i daje nam poznać, że mamy do czynienia z niebywale inteligentnym człowiekiem, który dużo już sobie w życiu przemyślał, a na dodatek... umie te swoje ważne przemyślenia pięknie ubrać w słowa. Czy jest coraz lepiej? Trudno powiedzieć. Są, oczywiście teksty lepsze i słabsze. Nikt nie pisze wszystkiego dobrze. Są teksty trudne, dające do myślenia, są teksty zabawne, ot, choćby "Antycznie". nie sposób obojętnie przejść obok "Rozmowy z ojcem", nie można do niej nie wrócić, by raz jeszcze dokładnie wczytać się w ten dialog, a może jednak monolog, gdy pozna się już zakończenie.
Równie celne obserwacje życia można poznać po prozach Guttnera. Tu na moich faworytów wyrosły teksty: "Pisarz", "Młoda para" i napisane po angielsku "And so it was".
Guttner bawi się słowem, opisując sytuacje, które pojawiły się gdzieś, kiedyś, w życiu. Są to zarejestrowane, właśnie niby sfotografowane słowem obrazy, myśli, wydarzenia, rozmowy. Utrwalone w pięknej polszczyźnie (z wyjątkiem dwóch po angielsku, Autor bowiem od 1970 roku mieszka w Londynie). Korzysta z całego dobrobytu różnych stylizacji. Znajdziemy tu więc wiersz rymowany i wiersz biały. formy krótkie i dłuższe, niczym zalążki wierszowanych opowieści trubadurów.
Nostalgiczne, idealne na jesienne wieczory, pełne głębokich przemyśleń i postrzeżeń, przeplatają się z wesołymi, romantycznymi, czy nawet lekko ironicznymi. Teksty Guttnera urzekają tak pomysłem, jak i samym słowem. Rzeczywiście można je określić jako słowem fotografowane. Bardzo udany zbiór, który mogę z czystym sercem polecić, wiedząc, że to nie będą ani stracone pieniądze, ani – tym bardziej – stracony czas.
Zaczęłam od okładki, zakończę – tradycyjnie – na błędach. W wierszach trudno mówić o braku, czy nadużyciu znaków przestankowych, więc p"przyczepię" się jednej tylko sytuacji, kiedy to przecinek został użyty zdecydowanie o jedno słowo za wcześnie. Ponad to – bardzo udane wydanie. Proza – zdała mi się bezbłędna, co jest dość trudne, więc tym większy plus. Myślę, że jeszcze niejeden raz powrócę do tej lektury. Polecam zatem.



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa SOWA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz