Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 16 kwietnia 2014

Oddziały wyklętych – Szymon Nowak

Wydawnictwo: Fronda
Warszawa 2014
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-64095-17-7






Żołnierze wyklęci przez dziesięciolecia nie istnieli w pamięci społecznej. No, może to za dużo powiedziane. Nie mówiono o nich. Starano się ich wymazać z tej pamięci. Teraz powoli wracają. Od 2011 dzień 1 marca jest Narodowym Dniem Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" (pisałam o tym na: http://fairyliterature.blogspot.com/search?q=wykl%C4%99tych). Coraz częściej też pojawiają się na rynku wydawniczym pozycje traktujące o tych zapomnianych na lata bohaterach. Nie wiem, kiedy dokładnie się to zaczęło, ale chyba pierwszym moim spotkaniem z tematem była książka "Ochotnik" Marco Patricelliego. Uderzył mnie wówczas fakt, że o tak wielkim człowieku, jakim był rotmistrz Pilecki (dzisiaj już chyba postać rozpoznawana i swego rodzaju "wizytówka" żołnierzy wyklętych) napisał nie Polak, a Włoch. Sytuacja się jednak zmienia i – jak wspomniałam – można teraz nabyć coraz więcej książek o tych niesamowitych ludziach, którzy do końca (jeszcze w latach 60.), nawet wbrew logice, walczyli o wolną i niezależną Polskę.
Jedną z takich pozycji jest właśnie grube, oprawione w twardą okładkę, tomiszcze pt. "Oddziały wyklętych" Szymona Nowaka. Autor, nie bojąc się trudnych tematów, przedstawia nam 22 oddziały polskiego podziemia antykomunistycznego. Łatwo przeliczyć, że te "biografie" nie są długie – ich średnia objętość to około 20 stron na jeden oddział. Czy można na tylu stronach zmieścić tak wiele ważnych informacji, nazwisk, dat, miejsc, bitew, itd? Można. Raz wychodzi to Nowakowi lepiej, raz gorzej. Niektóre rozdziały czyta się wyśmienicie. Z niektórymi miałam problem, ponieważ ilość pseudonimów, nazwisk, dat przypadających na jedną stronę okazała się przytaczająca. Czasami miałam wrażenie, że czytam powieść o wartkiej akcji, by zaraz zastanawiać się, czy ja przypadkiem nie dorwałam w ręce podręcznika dla studentów ostatniego roku historii. Choć ten ostatni zarzut jest przesadzony – w "Oddziałach wyklętych" brakuje bowiem podstaw, jakimi charakteryzują się prawdziwe prace naukowe. Nie ma tu w ogóle przypisów, a szkoda, bo nieraz miałoby się ochotę sięgnąć gdzieś głębiej, poszukać czegoś więcej. Denerwuje też to, że raz pseudonimy zapisywane są w cudzysłowie, a raz nie. Odkryłam pewną zależność w zapisie, jednak mimo wszystko, wprowadza to chaos. To chyba jednak tyle w kwestii uwag negatywnych. Książka bowiem jest bardzo ważną pozycją i zdecydowanie warto się z nią zapoznać.
Przydatna, przynajmniej dla mnie, okazała się mapa na wyklejce, na której można śledzik miejsca walk oddziałów opisywanych w książce. Dodatkowo w każdym rozdziale sporo miejsca poświęcono na charakterystykę dowódcy oddziału, jego krótką biografię, zdjęcia. Przybliża to postaci, o których czytamy. Nie są to już jedynie historie jakichś tam oddziałów, które gdzieś tam, kiedyś tam walczyły z kimś, kogo już przecież i tak dzisiaj nie ma. Stają się ludźmi z krwi i kości. Ludźmi, mającymi rodziny, przyjaciół, marzenia...
Co bardzo znaczące Nowak nie ogranicza się do podziemia AKowskiego. To pewna nowość, przynajmniej wśród pozycji, z którymi ja się dotąd spotkałam. Myślę, że tym bardziej po tę książkę powinna sięgnąć młodzież, która w szkołach uczy się właściwie tylko o AK, nie zdając sobie często sprawy, że w Polsce były także inne ugrupowania, które walczyły o wolną ojczyznę. Co również warte zwrócenia uwagi, to fakt, że Autor nie boi się pokazać sytuacji, które nie zawsze są dla Polaków pozytywne. Pokazuje naszych przodków ze wszelkimi ich wadami i uprzedzeniami, które wówczas były powszechne. Nie chowa się w krzaki, lecz przyznaje jasno i otwarcie, że Polacy często mordowali Ukraińców, wysiedlali całe wioski, walczyli z nimi. Że nieraz byli wcale nie lepsi od Niemców, czy Rosjan. Choć oczywiście oni – ludzie,o których pisze – mieli na ten temat inne zdanie.
Podsumowując więc – "Oddziały wyklętych" mogę szczerze polecić. Powiem wręcz, że powinny trafić do jak najszerszych rzesz, szczególnie młodych ludzi. Jednak mają swoje mankamenty. Są czymś pośrednim pomiędzy książką popularnonaukową a naukową i chyba to jest największy minus tej pozycji. Należało się zdecydować, w którą stronę iść. Zdecydowanie lepiej czytało mi się, również wydanego przez Frondę, "Zośkowca" Jarosława Wróblewskiego.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Fronda

Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz