Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 18 marca 2015

Dom z witrażem – Żanna Słoniowska

Wydawnictwo: Znak
Kraków 2015
Oprawa: twarda
Liczba stron: 260
ISBN: 978-83-240-2684-5






W 2013 roku wydawnictwo ZNAK ogłosiło konkurs "To się musi powieść". Pamiętam doskonale, ponieważ sama nadesłałam na niego swoją powieść. Jak to bywa, było mi przykro, że nie zwyciężyłam, teraz jednak rozumiem powód. Przedstawiam Wam powieść i Autorkę, które zdobyły pierwsze miejsce w tym konkursie – całkowicie zasłużenie. Choć oczywiście nie znam pozostałych nadesłanych tekstów (a było ich ponoć niemal tysiąc), nie mam wątpliwości, że "Dom z witrażem" Żanny Słoniowskiej zasłużenie stanął na podium.
Powieść ta ma wiele warstw, niczym cebula i tak samo potrafi wyciskać łzy. Nie takie jednak, jak romantyczne komedie, czy typowe babskie "wyciskacze łez". O, nie! "Dom z witrażem" to książka z wyższej półki. Łzy cisną się do oczu, ale często w nich zostają, nie zalewacie się strumieniami słonawej wody, po prostu czujecie w oczodołach ciągłą wilgoć, czytacie powieść jakby przez mgłę. Płacze raczej Wasza dusza, a nie ciało. Nad kim, nad czym? Nad losami czterech kobiet, które w XX wieku, uwikłane w ciężkie i tragiczne losy Ukrainy chciały de facto tylko jednego – znaleźć szczęście
Centralną postacią "Domu z witrażem" jest Marianna – piękna śpiewaczka operowa, matka Narratorki, córka i wnuczka dwóch pozostałych bohaterek. Kobieta, dla której śpiew był najważniejszy. Aż pewnego dnia całe jej życie wywróciło się do góry nogami, kiedy zrozumiała, że socjalizm nie jest wspaniałym darem, a Związek Radziecki ukochaną ojczyzną. Zaangażowanie w politykę i próby wyzwolenia Ukrainy spod komunistycznego jarzma prowadzą do tego tragicznego dnia, gdy wystrzelona przez nieznanego snajpera kula trafia prosto w jej prawą łopatkę. Nie zdradzam Wam tu nagle zakończenia opowieści, którą Słoniowska snuje przez 260 stron. Śmierć Marianny opisana jest w pierwszym rozdziale. Jest to jednocześnie moment, do którego Narratorka wraca przy różnych okazjach.
Owinięta w żółto-niebieską flagę Marianna zakończy swe życie młodo. Przeżyją ją Aba i Prababka. Każda z nich niespełniona życiowo. Skłócone ze sobą, mające do siebie wieczne żale i pretensje. Czy obecność wnuczki/prawnuczki uleczy te rany, czy może jeszcze bardziej zaogni panującą w domu atmosferę?
Imienia Narratorki nie poznajemy do końca powieści. Czy tą dziewczyną jest Słoniowska, czy nie, trudno orzec. Wiele z pewnością może o tym świadczyć, ale pewności nie mam i pewnie nie będę mieć nigdy (chyba, że Autorka sama określi powieść jako autobiograficzną). Całą opowieść poznajemy właśnie jej oczami – świadka wydarzeń, obserwatora, uważnego słuchacza, w końcu uczestnika. Wychowana w domu, w którym są same kobiety dowie się pewnego dnia, że mężczyźni często idą na wojnę, a samotne życie spada na barki kobiet właśnie. Że mężczyźni są od wojowania, a kobiety od budowania. W końcu też, że nie każda z nich potrafi budować... Niespełniona życiowo śpiewaczka, która spędziła życie u boku wielu mężczyzn, ale kochała tylko raz i to na dodatek bardzo nieszczęśliwie. Niespełniona malarka, Aba, której przyszło wyjść za mąż za kochanka matki. Marianna, spełniona śpiewaczka, która postanawia walczyć o wolność swej wybranej ojczyzny i za nią młodo oddaje życie. W końcu Ona, Narratorka... Kim będzie? Przemienność pokoleń, dążenie do spełnienia, poszukiwanie szczęścia i własnego ja to pierwsza warstwa powieści.
Ukraina. Kraj, który bez wątpienia przeszedł wiele. Dom wielu narodowości. O znanych w Europie symbolach Narratorka nie mówi zbyt często. Wręcz zdaje się, że pomija je celowo, krytykując polityczną batalię o Cmentarz Orląt i Cmentarz Strzelców Siczowych. W rozmowach z Mikołajem, we wspólnych spacerach po Lwowie, stara się odkryć tętniące życiem miasto. Miasto, które zbroczone jest krwią, ale które przecież żyje, które mimo dekad walk, przepychanek, przechodzenia spod jednej władzy pod drugą wciąż trwa i wciąż potrafi urzekać, niczym tytułowy witraż. Nigdy we Lwowie nie byłam, choć od lat o tym marzę. Nawet mieliśmy w zeszłym roku plany odwiedzenie Ukrainy, jednak konflikt, który tam wówczas narastał skutecznie zniechęcił nas do tych wakacji. Poczekamy, wszak Ukraina i Lwów jeszcze powstaną, jak powstawały po każdym upadku. Jak nigdy nie powstanie Marianna...
Kim są te kobiety? Polkami, Rosjankami, "miejscowymi"? Jedna rodzina, cztery pokolenia, a każda czuje inaczej. I każda potrafi się oburzyć, obrazić i odczuwać niejaką zdradę, kiedy druga "wybiera" inną narodowość. Rewolucje i ewolucje, zbrojne wystąpienia ludu i reakcje władzy, wielka rewolucja bolszewicka, druga wojna światowa, zesłania, śmierć mężów, a wszystko to przeplatane zielenią wiosennej trawy i reglamentacją ciepłej wody. Secesyjne balkony odpadają od kamienic, obok budują się nowoczesne hotele, ulicami jeżdżą złote jeepy i pamiętające socjalizm marszrutki. Stary i nowy Lwów koegzystują, tak jak koegzystują ze sobą różne narodowości go zamieszkujące. A może... może jednak walczą ze sobą?
Kim są "oni", o których opowiada Prababka? Dlaczego Aba z takim zniesmaczeniem i pogardą mówi o "miejscowych"? W końcu jak to się stało, że Narratorka pozwoliła sobie na romans z żonatym mężczyzną, którego jedyną prawdziwą miłością była jej matka? Chcecie się dowiedzieć? Kupcie książkę i przeczytajcie pełną sztuki, miłości, wielkiej Historii przeplatanej życiem i magią miejsc opowieść. Opowieść snutą barwnym językiem, który urzeka od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać od lektury aż do jej końca. Dowiedzcie się o domu z secesyjnym wirażem, któremu grozi zagłada, a którego kolorowe szkiełka nadają szaremu i smutnemu wnętrzu nie tylko lekkości, ale i życia. Bo sztuka w tej powieści to trzeci niezmiernie ważny aspekt. Dwie śpiewaczki, dwie malarki i On, Mikołaj, scenograf, rzeźbiarz, wykładowca ASP. Dom z witrażem i Opera, która zdaje się centrum Lwowa. To wokół niej dzieją się najważniejsze wydarzenia. To ona jest chyba, zdaniem Autorki, sercem tego niezwykłego miasta.
Jeśli chodzi o wydanie, to znalazłam kilka literówek, które jednak specjalnie nie utrudniały czytania i można je pominąć milczeniem. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do powieści to to, że nie tłumaczono wypowiedzi obcojęzycznych. Cóż, nie każdy włada rosyjskim, czy tym bardziej ukraińskim. Ja czasami nawet nie wiedziałam, które zdania są po rosyjsku, a które po ukraińsku. Kiedy zważyć, jak ważne było dla całej historii, którego języka w danej sytuacji używali bohaterowie, to delikatnie mówiąc – klapa. Szczególnie, że nie były to pojedyncze słowa, ale nieraz całkiem długie wypowiedzi, z których nie rozumiałam absolutnie ani słowa.





Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa ZNAK



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz