Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 15 marca 2015

Ród – Emil Strzeszewski

Wydawnictwo: Genius Creations
Bydgoszcz 2014
Liczba stron: 233
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7995-007-2




 


Ciężko było z lekturą, ciężko będzie z recenzją. Zabrałam się za książkę, którą zachwalają jako wspaniałą, zwalającą z nóg i uwodzącą. Liczyłam na wiele, zawiodłam się dość mocno. Zaczęłam pełna pozytywnego czytelniczego apetytu, by po 30 stronach zrobić sobie przerwę. Miesięczną... Przeczytałam kilka innych powieści, wróciłam na 10 stron i znowu musiałam odłożyć. Klimat powieści całkowicie zwala z nóg i za to się Autorowi należy pochwała – udało mu się stworzyć świat ponury, oniryczny, pełen niedopowiedzeń, niejasności, czyhającego za każdym rogiem zła i brutalności. Szczególnie w dzielnicy nazywanej Greką.
Zacznijmy jednak od początku. Kto jest głównym bohaterem? W pierwszej chwili może się wydawać, że tytułowy Ród, do którego należą Matka, Ojciec i Syn (tak są zatytułowane kolejne rozdziały). Po pewnym czasie jednak dociera do nas, że to raczej Miasto jest tym bohaterem numero uno. Jakie miasto? Miasto i tyle. Strzeszewski nie nadaje mu żadnej nazwy, nie określa też czasu, w którym rozgrywa się akcja powieści. Można tylko niektórych kwestii się domyślać, ale pozostawia wiele naszej wyobraźni. Niestety, moja w tym przypadku zadziałała w taki sposób, że przy każdym podejściu do tej lektury wpadałam w depresję. 
Wracając jednak do wątku. Miasto jako główny bohater. Bez nazwy, bezpaństwowe, szare, ponure, spływające deszczem i krwią. W nim dwa istotne bary: Babilon i Stoik. W pierwszym pracuje Matka, drugi... Drugi jest tajemniczy, a przy barze podają drinki o nazwie apateja. Jeśli kojarzy Wam się to z apatią to jesteście całkiem blisko. Tylko uważajcie, by się nie upić tym zdradliwym napojem, którego nie ma, ale jest, ale nie ma, ale jest... I to właściwie chyba motto przewodnie całej powieści... Wszak, "czym się różni to, co jest, od tego, co nigdy nie było?" ("Ród").
Akcja. Czasem nawet dość wartka, szczególnie w ostatnich dwóch rozdziałach. W pierwszym i drugim właściwie niewiele się dzieje. Zdecydowanie przeważają w nich przemyślenia i rozterki bohaterów. Normalnie nie miałabym nic przeciwko, ponieważ lubię mądre lektury skupiające się na ludzkim wnętrzu. Tyle, że... Właśnie, znowu deprecha... Kiedy zważyć, że w przerwach czytałam m.in. "Dziewczyny wyklęte" Nowaka i "Niezłomną" Lewandowskiej-Kąkol, to sami możecie się domyśleć, jak ciężko czyta się "Ród", skoro przy takich przygnębiających lekturach to on sprawiał, że moja psychika, mówiąc kolokwialnie, wysiadała. 
Narracja w powieści jest pierwszoosobowa. W pierwszym rozdziale poznajemy historię Matki, w kolejnych Ojca i Syna. Zmienia się więc narrator, choć tak naprawę nie odczułam specjalnej zmiany w samej narracji, a szkoda, bo było by to bardziej wiarygodne i ciekawsze. Najbardziej pozytywne wrażenie zrobił na mnie drugi rozdział i przyznaję, że miałam nadzieję, iż powieść dalej będzie tak dobra i tylko pierwszy rozdział był kiepski. Znowu się przeliczyłam, choć rzeczywiście – rozdział drugi był fantastyczny, wyśmienity, mądry i pełen głębokich przemyśleń. Dowodem na to jest całe mnóstwo kolorowych karteczek powklejanych w miejscach ważnych cytatów. 
Książkę można zakwalifikować jako coś na granicy urban fantasy i kryminału, chociaż właściwie w ogóle daleka bym była od klasyfikowania jej. Wymyka się w dużej mierze wszystkiemu, co dotąd znałam.
Z pewnością powieść ma drugie dno. Musi mieć, skoro, z tego, co się orientuję, spotkała się z wieloma pozytywnymi (i to bardzo) opiniami. Nie wiem, czy do niej nie dorosłam, czy po prostu trafiłam na nią w złym momencie mojego życia. W każdym razie nie zaliczę jej do grona moich ulubionych i nie sądzę, bym kiedykolwiek chciała do niej wracać (poza tymi fragmentami z drugiego rozdziału).
Językowo jest napisana dobrze, czasem nawet wyjątkowo dobrze, choć kilka razy zastanawiałam się nad szykiem zdań. Cóż, każdemu się może zdarzyć jakaś pomyłka. Nie mam wątpliwości, że pomysł był świetny, tylko coś z wykonaniem nie do końca wyszło. Może "Ród" powinien jeszcze trochę poczekać na wydanie, może trzeba by w nim kilka fragmentów zmienić. Nie wiem, nie mam pomysłu. 
Na zakończenie jeszcze dodam, że, bodajże w rozdziale trzecim, pojawiła się bardzo ciekawa perełka. Sekta, czy grupa, trudno właściwie określić, nazywająca się fejsowcami – zakrywają szczelnie każdą część ciała poza twarzą. Takie niesamowite nawiązanie do Facebooka w krzywym zwierciadle. Świat Miasta jest prawdziwą antyutopią, więc i zjawiska społeczne wyglądają tam zupełnie inaczej.
Korekta i redakcja bardzo udane, okładka przyciągająca wzrok. Plusy, które niestety nie zwrócą mi długich godzin poświęconych na lekturę tej niedługiej przecież powieści.








Książka przeczytana w ramach Wyzwania:



Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz