Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Avangarda 8

Avangarda, Avangarda i… po Avangardzie. W końcu dotarłam. Trochę przeciwności losu trzeba było pokonać, ale tym razem się udało.
Zaczęłam od piątkowego poranka (niestety czwartek był nieosiągalny, a że zainteresowała mnie tylko jedna prelekcja, to bolało mniej). Trawka, kocyki – integracja trwa w najlepsze już z samego rana. Szybko i bez kolejek udało mi się akredytować i zdążyć na pierwszy punkt programu.
Nigdy nie mogłam trafić na prelekcję o Vladzie Drakuli – fascynujący temat, który jednak zawsze musiał ustąpić jakiemuś jeszcze ciekawszemu eventowi. Tym razem się powiodło. Było warto zwlekać się z łóżka (to właśnie robię, kiedy musze być na nogach przed 9 rano) o nieprzyzwoitej porze, by zdążyć.
Niech żałują również ci, którzy nie pojawili się na spotkaniu dotyczącym motywów wiktoriańskich w fantastyce. Rewelacyjna motywacja do przeczytania kilku klasyków gatunku. Ja już sobie je zanotowałam na specjalnej zakładce promującej przyszłoroczny Pyrkon (taka specjalna, na której są rubryczki z tytułami, które zobowiązujemy się przeczytać do tego czasu).
Panel „Czy potrzeba nam jeszcze statków kosmicznych?” to dwutorowa dyskusja o  przyszłości fantastyki naukowej, w której udział wzięli Dariusz Domagalski, Marcin Przybyłek i Tomasz Kołodziejczak. Odpowiedź na pytanie – tak, są. Dlaczego? Ponieważ je kochamy. Podpisuję się pod tym obiema rączkami.
Z jednej prelki uciekłam, więc pozwolę sobie o niej nie wspominać. Po prostu – okazała się dla mnie za… inteligentna. Nie mam ścisłego umysłu, nie pojmuję wielu fizycznych i matematycznych kwestii, więc zupełnie nie rozumiałam, o czym prowadzący mówi. Resztę piątku opiszę nieco później.
Sobota: warsztaty z Marcinem Przybyłkiem to prawdziwy hit Avy, jak dla mnie. Było doprawdy genialnie, bawiłam się wyśmienicie, nauczyłam całkiem sporo, poznałam fantastycznych ludzi, z którymi mam nadzieję jeszcze popracować nad naszym światem i historią. Bardzo udane dwie godziny.
Ok., przerwa… Kocyk, kapelusik na głowie i lunch od drzewkiem. Czy raczej – piknik. Fakt, że Avangarda odbywa się na terenie kampusu SGGW to naprawdę coś wspaniałego. Można odpocząć pomiędzy godzinami spędzanymi w aulach wykładowych, w spokoju poczytać, powdychać świeże powietrze, spędzić przyjemny czas ze znajomymi.
Dwie kolejne prelki pominę milczeniem, ponieważ się na nich trochę wynudziłam. Subiektywna opinia, rzecz jasna, ale nauczyłam się już, że lepiej nie krytykować, a po prostu o nich nie wspominać.
„Zbrodnia niemal doskonała” Śmigla to przekrój kilku ciekawych przypadków kryminalnych z całego świata. Spóźniłam się kilka minut, więc być może argument ten wysuwam niesłusznie – brakowało mi jednak czegoś – a przecież jest ich cały ogrom – z naszego własnego, polskiego, podwórka.
Rozważania na temat antropologii były bardzo ciekawe i okazały się przednią zabawą. Szczególnie, gdy przeszliśmy do elfów i krasnoludów. Mam szczerą nadzieję, że na którymś konwencie rozwiniemy temat na kolejne rasy. Mi na pewno ta godzina dała sporo do myślenia (szczególnie, że właśnie piszę na pewien konkurs opowiadanie o elfach) i z pewnością przy tworzeniu kolejnych światów będę brała pod uwagę notatki z tej prelekcji.
„Ciekawe oblicza wampira” – temat interesujący i prowadząca przeprowadziła dogłębną analizę. Przygotowała się świetnie, miała całe mnóstwo przykładów literackich i filmowych. Kilka naprawdę interesujących tropów. Niestety technicznie poprowadziła całość raczej średnio. Tu minus, ale i tak cieszę się, że jej wysłuchałam.
No to niedziela. Zwlekało się strasznie (spałam tylko 3 godziny). Jechało się ciężko, pilnując, by oczy się nie zamknęły za kierownicą. Ale nie żałuję.
„Legendy miejskie 2012” podpowiedziały mi kilka pomysłów – może któryś z nich będzie stanowić bazę pod jeden bardzo ciekawy projekt, o którym jeszcze wspomnę za chwil kilka.
„Wykładnia Picarda, wykładnia Kirka – dwie interpretacje Pierwszej Dyrektywy”. Dla Alka Roja – olbrzymie brawa. Poprowadził prelekcję w formie przemowy adwokata w trakcie przewodu sądowego. Genialny pomysł i świetne wykonanie. Doprowadziło to do ożywionej dyskusji wśród uczestników.
Ostatnia prelekcja mnie znudziła – zamykam więc pewną część ciała na kłódkę…
Ciekawe stoiska, na których można się zaopatrzyć właściwie we wszystko, co tylko konwentowiczowi wpadnie do głowy. Naprawdę fajny klimat, wygodne, klimatyzowane (na szczęście) sale, świetni ludzie, pomocni gżdacze – same plusy.
No i teraz trzy punkty programu z Łukaszem Śmiglem. Przedstawienie dwumiesięcznika „Coś na progu” i możliwości współpracy z nim otworzyło dla mnie właściwie nowy świat pełen ciekawych opcji i mam nadzieję z tego skorzystać. Nadto prelekcja o promocji własnej książki, która pokazała, co zrobić, by wypromować się jak najlepiej i niedużym właściwie kosztem. Byłam na niej już po raz drugi, ale było warto, ponieważ wyniosłam nowe doświadczenia. Sobotnia noc już właściwie – spotkanie dotyczące nowego projektu Łukasza Śmigla, czyli wspólne pisanie antologii. Genialne pomysły tak samego prowadzącego, jak i zebranych na sali konwentowiczów. Myślę, że wyjdzie z tego naprawdę świetny kawałek literatury. Czas przysiąść nad tą pracą.
Na pewno pojawię się tu za rok, a teraz należy zacząć myśleć o Polconie.
Ogólnie – jestem wypompowana fizycznie, ale naładowana taką psychiczną energią, że aż mnie nosi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz