Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Spisek przeciwko Ameryce - Philip Roth

Dla kogoś takiego, jak ja – czyli osoby uwielbiającej historię i się nią interesującej, początek był bardzo przykry. Otóż ilość danych przekazanych przez autora całkowicie mnie przytłoczyła – zasypał mnie nazwiskami lokalnych polityków z 1940 roku, o których nigdy wcześniej nie słyszałam… Pomyślałam sobie jednak, że przecież się nie poddam. W końcu autor, Philip Roth, otrzymał już tyle literackich ważnych nagród, jest nawet laureatem Pulitzera – nie, czytam dalej. Dobrze zrobiłam, ponieważ to powieść wyjątkowa.
„Spisek przeciwko Ameryce” to alternatywna historia lat 1940-1942. Franklin Delano Roosevelt przegrywa wybory prezydenckie po drugiej kadencji. Fotel w Białym Domu zajmuje Charles A. Lindbergh – kandydat republikanów, pilot-pionier, chwalący hitlerowski reżim, izolacjonista. Jego głównym hasłem – tym, które porwało Amerykanów – było nieprzystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny w Europie. Prezydent sygnował tak zwany Pakt Islandzki, w którym zobowiązywał się nie włączać do walk.
Wszystko to – rodzący się w USA antysemityzm, początkowo słowny, który jednak przeradza się w pogromy i śmierć niewinnych współobywateli widzimy oczami… Philipa Rotha, kilkuletniego chłopca żydowskiego pochodzenia. Rodzina Rothów mieszka w Stanach przynajmniej od kilku pokoleń. Czują się Amerykanami, wychwalają amerykańską demokrację i równość obywateli, prawość administracji i piękne ideały Konstytucji. Nie należą do osób specjalnie wierzących i praktykujących – raczej od święta. Pan Roth jest agentem ubezpieczeniowym, jego małżonka zajmuje się domem i działa w różnych społecznych komitetach. Brat Philipa, Sandy to uzdolniony mały artysta, który pięknie rysuje, jego starszy kuzyn Alvin to obibok i chuligan, którego rodzice Philipa próbują sprowadzić na właściwą drogę. A sam Phil? To kolekcjoner znaczków, z zamiłowania filatelista, który wszystko przelicza i porównuje do swojej kolekcji. To również zwyczajne dziecko, które kocha rodziców, patrzy na nich przez prymat ich wielkości i stałości, chodzi do szkoły, bawi się na podwórku i podziwia starszego brata.
Wszystko to jednak zmieni się, a przyjemne i spokojne życie rodziny Rothów zostanie niejednokrotnie zachwiane prze burzliwe dzieje narodu amerykańskiego w latach 1940-1942. Alvin ucieknie do Kanady i wstąpi do oddziału komandosów, by wrócić do kraju bez nogi i z wielką raną na duszy. Sandy zostanie wciągnięty w wir politycznych agitacji, a Philip zagubi swój cenny klaser. Przy tym wszystkim zobaczymy niejedną śmierć i niejedno cierpienie zwyczajnych ludzi, którzy po prostu chcieli normalnie żyć. Owszem, USA nie przystąpiły do wojny, póki Białym Domem zarządzał Lindbergh, jednak do spokojnych ten kraj nie należał.
Opowiedzenie tej historii z perspektywy dziecka, które nie wszystko rozumie, albo rozumie i tłumaczy na swój własny sposób, było rewelacyjnym pomysłem, godnym genialnego autora. Przytoczę choćby jeden przykład. Otóż Philip w pewnym momencie znalazł sobie ciekawą rozrywkę – razem z kolegą wsiadali do autobusu i śledzili chrześcijan. W pewnym momencie Philip miał takie oto przemyślenia: (to nie cytat, tylko moje wolne przywołanie) Wszystko to wina Chrystusa. Gdyby nie było Chrystusa nie byłoby chrześcijan. Gdyby nie było chrześcijan, nie byłoby antysemityzmu. Gdyby nie było antysemityzmu, nie byłoby Hitlera. Gdyby nie było Hitlera, nie byłoby Lindbergha. Gdyby nie było Lindbergha, FDR (Roosevelt) wgrałby wybory… (Trzeba tu wspomnieć, że cała rodzina Rothów uwielbiała wręcz swojego byłego prezydenta, nie mniej jednak większość Amerykanów w tym okresie ubóstwiała Lindbergha.)
Powieść to mądra i ciekawa. Wciąga i zastanawia. Nie ma tam niczego pewnego – wszakże historia, jaką znamy ze szkoły nie ma tu zastosowania. Czy rzeczywiście przeciwko Ameryce został zawiązany spisek, a jeśli tak, to przez kogo? Którzy z bohaterów dożyją – i w jakiej kondycji fizycznej i psychicznej – do kolejnych wyborów prezydenckich? Dowiecie się tego i wielu innych interesujących spraw, jedynie czytając tę książkę.
Bardzo przydatny jest też dodatek w postaci życiorysów głównych bohaterów w realnym świecie, który znamy z lekcji historii. Krótkie notki biograficzne najważniejszych osób, które pojawiły się w powieści - dzięki nim możemy dowiedzieć się, jak naprawdę potoczyły się ich losy.
Może zachwyciłam się narracją, może dialogami, może samym pomysłem, a może wszystkim tym razem – ale nie znalazłam żadnego błędu, żadnej literówki. I jedynie zszokowało mnie na samym początku, kiedy pan Roth mówił „O, Jezu”. Czy rzeczywiście autor tak napisał, czy to wolność tłumaczenia, nie wiem, ale było to przynajmniej dziwne w ustach Żyda.
Już sama okładka przyciąga uwagę i zachęca do zajrzenia do środka. Co to za znaczek? Przeczytajcie, a się dowiecie. Polecam.




2 komentarze:

  1. Merytorycznie dobra, ciekawa recenzja, ale nad kompozycją i stylem musisz jeszcze popracować.

    M.in. sugestia: unikaj powtórzeń informacji. Jeśli uwielbiasz historię, to jest oczywiste, że się nią interesujesz. Jeśli ktoś zbiera znaczki, to nie trzeba dodawać, że jest filatelistą, bo to jak powiedzieć "Nie jem mięsa i jestem wegetarianinem".

    Jeden z innych błędów:
    "Bardzo przydatny jest też dodatek w postaci życiorysów głównych bohaterów w realnym świecie, który znamy z lekcji historii." ---> to nie dodatek znamy z lekcji historii, a życiorysy wspomnianych w dodatku postaci historycznych.


    Osobiście ja sama też mogę polecić tę książkę. Chwilami trudno było mi przebrnąć przez dłużyzny odnoszące się do polityki, ale generalnie było warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za wszystkie cenne uwagi. Nie ze wszystkimi się mogę zgodzić, ale bardzo mnie cieszy, że ktoś zwraca uwagę na szczegóły. Z pewnością postaram się zmienić złe nawyki przy kolejnych recenzjach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń