Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 29 lipca 2012

Pan Samochodzik i sekret Alchemika Sędziwoja - Tomasz Olszakowski

Jakoś nigdy nie trafiłam na "Pana Samchodzika". W dzieciństwie Rodzice nie wspominali o nikim takim, a dowiedziałam się o jego istnieniu, gdy już byłam na etapie pisania pracy magisterskiej. Stwierdziłam więc, że jestem za stara. Otóż, nie jestem. Już wiem, że nie ma takiej kategorii, jak za stary na Pana Samochodzika.
Moją przygodę z tą niewiarygodnie ciekawą osobą rozpoczęłam nieprzypadkowo od tomu 28, którego autorem nie jest Zbigniew Nienacki, a  Tomasz Olszakowski, czyli nikt inny, jak Andrzej Pilipiuk. Chyba się trochę wyjaśniło.
„Pan Samochodzik i sekret Alchemika Sędziwoja” to dla osób – takich, jak ja – które już spotkały się ze Stasią i Kasią Kruszewskimi, fascynująca historia alternatywna kuzynek – ciekawa, niebagatelna, zdecydowanie krótsza i znacznie się różniąca oraz opisana przez osobę z zewnątrz – Pawła, asystenta i pracownika Pana Samochodzika. Dla pozostałych – być może przyczynek, by zabrać się do Trylogii Pilipiuka.
Chronologicznie – to pierwsze pojawienie się tych niesamowitych bohaterek w literaturze.
Genialnie napisana – czego można się było, rzecz jasna, spodziewać znając Pilipiuka, trzymająca w napięciu, pobudzająca do doczytania o różnych poruszonych w niej kwestiach, barwna, tajemnicza i magiczna.
Jako, że znałam już Trylogię, gdzieś do połowy tej pozycji zastanawiałam się, czy to się w jakikolwiek sposób wpisuje w świat przedstawiony w „Kuzynkach”, „Księżniczce” i „Dziedziczkach”, czy niekoniecznie. Uzyskałam odpowiedź, Wam jej nie zdradzę, by nie spanować. W każdym razie – opowieść, którą snuje Pilipiuk jest naprawdę „must read” dla każdego, komu Stasia i Kasia przypadły do gustu. Historia Sędziwoja i cadyka Storma wciąga, jak wir wodny, a my do ostatniego (to nie jest przenośnia) słowa nie wiemy, czy naszym bohaterom udało się przy pomocy starego atanatora i odnalezionych stronic „Niemej Księgi” uzyskać czerwoną tynkturę, czy może słynny kamień filozoficzny jest jedynie alchemiczną bujdą, trickiem.
W kwestiach korekty i edycji tym razem zamilknę – czytałam to w wersji elektronicznej (spiraconej przez kogoś całe lata temu i nagle cudem znalezionej na dysku przy okazji robienia backupu). Jednak obiecuję się poprawić – już szukałam książeczki na Allegro, ponieważ bez wątpienia chcę ją posiadać i postawić w swojej biblioteczce.
Czy warto? Oj, warto, warto. Ja gorąco polecam, a sama zamierzam iść za ciosem i nadrobić zaległości – zacząć od pierwszych opowieści o historyku-detektywie, który ukształtował już pokolenia młodzieży. Choć nie będzie łatwo, gdyż Pan Samochodzik drobił się już… 98 (!) tomów


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz