Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 29 maja 2015

Malowanki na szkle – Beata Gołembiowska


Wydawnictwo: COMM
Poznań 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 300
ISBN: 978-83-62518-13-5










Kolejne moje spotkanie z twórczością Beaty Gołembiowskiej zaowocowało nową fascynacją. Malowanki na szkle, które z takim ciepłem i pietyzmem opisała w swej powieści Autorka to coś, o czym nigdy wcześniej nie słyszałam. I choć są jedynie tłem opowieści o zwyczajnych ludziach, to okazały się idealnym dopełnieniem tak fabuły, jak i cech i uczuć bohaterów. Wspaniały pomysł i naprawdę wyśmienite wykonanie.
Zostałam wciągnięta w historię Joli i jej rodzicielki, Michaliny, od pierwszej strony. Ani się spostrzegłam, a magiczna setna strona była za mną, oczy piekły, a ja nie mogłam się oderwać od lektury.  Co jest tak niesamowitego w opowieści Gołembiowskiej? Przede wszystkim to, że dotyka głębi ludzkiej duszy, wyciąga z niej nadzieje i rozterki, zwątpienia, żale, ból. Rozlicza bohaterów z przeszłością. Zmusza ich do stanięcia naprzeciw złym, tragicznym, bolesnym wspomnieniom i do przemyślenia wielu spraw. W końcu każe im je zrewidować i po raz kolejny zadać sobie pytanie, czego naprawdę chcą i czego oczekują od życia i innych ludzi. Głęboka analiza ludzkiego umysłu i serca, którą przeprowadza Autorka, urozmaicona jest naprawdę ciekawą fabułą. Bohaterowie są pełnowymiarowi i naturalni, a tło barwne i interesujące. Nawet dla kogoś, kto nie lubi gór, kogo normalnie nie podnieca ludowa sztuka i kogo nie wprawiają w oniemienie górskie szczyty przykryte poranną mgłą.
Jola nieuchronnie zbliża się do pięćdziesiątki. Nie założyła własnej rodziny, nawet nigdy nie była tak naprawdę zakochana. Chyba, że w pająkach. Zrobiła pewną karierę naukową, wykłada na poznańskim Uniwersytecie, jeździ czasami po kraju i poza jego granice z jakimiś odczytami naukowymi z arachnologii. Nie marzyła dotąd o mężu, gotowaniu obiadków i gromadce dzieciaków burzących jej spokój. Jednak nadszedł czas, w którym zaczyna się zastanawiać, czy potrafiłaby założyć rodzinę i znaleźć szczęście. Bo, że nie jest szczęśliwa – o tym jest przekonana. Czego jej brakuje? Chyba przede wszystkim wolności. Czuje się uwiązana do mieszkania, za którym raczej nie przepada, do chorej matki, która nigdy nie okazywała jej czułości, do psa, którym ktoś się musi opiekować, a który od Michaliny otrzymuje więcej miłości niż rodzona córka.
Czy Michalina zawsze była zgorzkniałą, smutną, żalącą się na wszystko i złośliwą kobietą? Czy to wojenne losy sprawiły, że nie potrafi kochać ani wywoływać ciepłych uczuć u innych? Kim właściwie była zanim stała się tą starszą, zrzędliwą panią, przesiadującą na bujanym fotelu i wciąż mającą pretensje do swej, już przecież niemłodej, córki?
"Malowanki na szkle" to coś znacznie więcej niż losy czterech kobiet, o czym wspomniano na tylnej okładce. Znajdziecie w tej powieści wiele postaci, które warto poznać. Nad niektórymi się zlitujecie, innych nie polubicie, któreś mogą Was zdenerwować. Ot, życie. Z pewnością jednak będziecie ciekawi, co doprowadziło ich do tego miejsca, co sprawiło, że stali się takimi właśnie ludźmi. I czy mogą się jeszcze zmienić, czy już dla nich za późno.
Książki takie, jak "Malowanki na szkle" powinny częściej znajdować się na księgarskich półkach. To o nich powinno być głośno. O powieściach mądrych, przenikliwych, dotykających ważnych w życiu kwestii – miłości, przyjaźni, przywiązania, obowiązków, zdrady, żalu, przebaczenia... Być może jestem zbytnią optymistką, ale wierzę, że jeszcze doczekam dnia, kiedy to właśnie takie teksty zaczną trafiać do czytelników i o nich będą toczyły się rozmowy przy rodzinnym stole, w szkolnej ławce i na studenckiej imprezie. Chciałoby się walczyć z zalewem literackiej tandety i pierwszym krokiem niech będzie promowanie autorów, którzy naprawdę mają o czym pisać i potrafią to robić. Beata Gołembiowska do nich należy. Udowodniła to już wcześniej swoją „Żółtą sukienką”, a teraz potwierdza, że nie jest jedynie autorką jednego dobrego tekstu. 
Pełna emocji opowieść, która rozgrywa się na przestrzeni ponad sześćdziesięciu lat, napisana pięknym językiem, zmuszająca do zastanowienia się nad ludzkimi losami została dodatkowo wzbogacona opowieściami o sztuce i Tatrach. Na dodatek Autorka postarała się, by górale byli naturalni i mówili gwarą. Naprawdę kawał dobrej roboty.
Czy mogę się czegoś przyczepić? Na ogół mogę i tym razem nie ma wyjątków. Za dużo literówek.














Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

2 komentarze:

  1. Droga Pani Ewo, ślicznie dziękuję za wspaniałą recenzję!
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam wszystkich czytelników do mojej strony internetowej
    www.beatagolembiowska.studiobim.ca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Beato, to ja dziękuję za fantastyczną powieść :)

      Usuń