Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 13 maja 2015

Meczet Notre Dame rok 2048 – Elena Czudinova

Wydawnictwo: Varsovia
Warszawa 2012
Oprawa: miękka
Liczba stron: 310
Tytuł oryginału: Мечеть Парижской Богоматери. 
La Mosquée Notre Dame de Paris:
année 2048
Przekład (z rosyjskiego): Aleksandra Lewandowska
ISBN: 978-83-61463-03-0
 
 
 
 
 
 
 
Powieść napisana w 2004 roku odbierana mogła być wówczas jako futurystyczna. Czy dziś nadal można ją tak postrzegać? W pewnym sensie tak, choć przez tę dekadę wiele się wydarzyło. Niestety, wiele wskazuje również na to, że obawy Autorki mają poważne podstawy i jeśli Europa nie zastanowi się poważnie nad kwestią poprawności politycznej, a Kościół nad zrównywaniem wszystkich religii... pewna wariacja przedstawionej przez Czudinovą fabuły może stać się rzeczywistością tak naszą, jak i naszych dzieci i wnuków.
Głównym miejscem akcji jest Francja, choć Autorka wspomina również o innych państwach. Często przewija się tutaj Rosja, ważną rolę odgrywają Grecja i Serbia, w pewnym momencie okazuje się także, że Polska jest poniekąd... centrum chrześcijańskiego świata. Jednak kraje te pojawiają się "jedynie" we wspomnieniach bohaterów, choć ich historia na przestrzeni lat, czy nawet wieków jest tym, co tych ludzi ukształtowało i sprawiło, że w ostatecznej walce staną na swoich pozycjach. 
Paryż to strefa szariatu. Euroislam jest silny, jak nigdy dotąd. Chrześcijańska Europa poszła w zapomnienie, gdy powoli państwa oddawały coraz więcej władzy muzułmanom. Gdy w 2030 papież abdykował i Tron Piotrowy pozostał pusty (choć, jak się przekonacie wraz z jednym z głównych bohaterów, nie do końca była to prawda), wyznawcy Allaha osiągnęli zwycięstwo. Palono książki, zamknięto kina, ocenzurowano Internet, kobietom nakazano nosić parandże i być całkowicie posłusznymi mężom. Kościoły już wcześniej zamykano, klasztory podlegały kasacji. Powstawały w nich meczety. Tak też się stało z piękną, gotycką katedrą Notre Dame, która jest przecież także pewnym symbolem nie tylko wiary, ale i długowiecznej kultury europejskiej. Teraz (czyli w roku 2048) nosi ona nazwę meczetu Al-Franconi.
Książkę można czytać i postrzegać w dwóch wymiarach. Pierwszym z nich jest akcja – dość wartka, interesująca, na końcu naprawdę mocno trzymająca w napięciu. Ładnie się rozwijająca i dobrze skonstruowana. Trzeba przyznać, że Autorka miała ciekawy pomysł i całkiem dobrze poradziła sobie z jego realizacją. Choć może nie jest to dzieło wybitne pod kątem literackim, jest naprawdę dobre. Jednak już po kilkunastu stronach wiedziałam, że "Meczet..." czytam zupełnie pod innym kątem. Mianowicie najważniejsze są tu postawy bohaterów, ich przemyślenia i dyskusje, a także – co się z tym wiąże – edukacyjny aspekt tekstu. 
Bohaterów nakreśliła Czudinova wielu, choć można z łatwością wymienić kilka najważniejszych osób. Będą to więc Rosjanka Sonia Sevazmiou, Serb Słobodan, Francuzi: ksiądz Lotair, Jeanne, Eugene Olivier i Valerie, czy prawowierni: Kassim, Asette, Zinab i Abdullah. Ukazując świat ich oczami, Autorka pokazała różne postawy ludzi wobec wyborów, jakich przychodzi im dokonywać. Zobrazowała też Paryż pełen skrajności – bogate domy prawowiernych, szczególnie imama meczetu Al-Franconi i straszliwe warunki, w jakich żyją ci, którzy się nie chcieli "nawrócić". Obraz paryskiego getta, choć pojawia się jedynie w swoistych przebłyskach, jest przerażający. Powraca wspomnienie gett tworzonych przez faszystowskie Niemcy, nie sposób się przed tym obrazem uchronić. Równie okropna jest scena, w której dochodzi do ukamienowania starszego mężczyzny, którego skazano na tę okrutną karę za... wytwarzanie wina. Świat, w którym przyszło żyć bohaterom Czudinovej jest z jednej strony straszliwy, a z drugiej bardzo realny. Można o tej powieści powiedzieć, że jest futuryzmem, który powoli staje się rzeczywistością.
Autorka na samym początku zastrzega, że wszystko, co opisała jest wytworem jej wyobraźni i nie utożsamia się z opiniami swych bohaterów. Jednak nie sposób nie uznać, że powieść jest swoistym ostrzeżeniem. Przy czym, jeśli czytać uważnie, dochodzi się do wniosku, że wbrew wszystkiemu, Autorka wcale nie nawołuje do nienawiści muzułmanów, do zamykania się przed nimi. Przestrzega przed niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą islamizacja Europy, ale przecież pięknie wykazuje, że nienawiść i chęć zemsty wcale nie dają człowiekowi radości i poczucia spełnienia. Że zemsta wcale nie jest słodka, że słodsze jest... wybaczenie.
Książka na poziomie edukacyjnym jest natomiast prawdziwą perełką. W samej treści, jak w licznych przypisach Autorka, Tłumaczka i Redakcja przekazują czytelnikowi naprawdę sporą dawkę wiedzy o historii, filozofii i religii. Osobiście jestem osobą, która żywo interesuje się historią i współczesnością Kościoła. Chyba jeszcze nigdy dotąd nie spotkałam się w beletrystyce z taką ilością informacji dotyczących liturgii i różnic między Kościołem czasów trydenckich a Kościołem tzw. posoborowym (czyli po soborze watykańskim II), choć dużo na ten temat czytam. Żadna powieść nie zwraca na to tyle uwagi. Zresztą to nie tylko kwestia zwracania uwagi na szczegóły – w powieści Czudinovej te szczegóły to nie tylko dodatek, czy tło – one są niezmiernie ważne nawet dla samej akcji książki, a niektórzy bohaterowie w nich właśnie dopatrują się... przyczyn, dla których islam opanował zachodnią Europę.
W pewnym sensie mistyczne zakończenie jest jakby zwieńczeniem licznych symboli, do których zaliczyć można choćby wiek księdza Lotaira (33 lata, jak Chrystus umierający na krzyżu), stygmaty Valerie, czy powrót chrześcijan do katakumb (niczym za czasów apostolskich). 
"Meczet Notre Dame..." nie jest książką łatwą, nie czyta się jej szybko, połykając kolejne strony. Czytelnik co chwile przystaje, by zastanowić się nad sensem tego, o czym właśnie przeczytał. Choć owszem, są takie fragmenty, które czyta się raczej z zapartym tchem i raczej jedynie dla dobrej, wartkiej akcji, ale ich jest jednak mniej. Aktualność tematu i bardzo ciekawa konstrukcja powieści sprawiają, że jest to książka, po którą warto sięgnąć, choć korekta i redakcja zdawała się w niektórych momentach trochę przysypiać. Na szczęście tych momentów było niewiele. Być może... osoby za nie odpowiedzialne również w tym czasie przeżywały głębokie przemyślenia nad przyszłością Europy i świata.
 
 
 
 
 
 
 
Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Varsovia

 
 
 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz