Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 24 lipca 2014

Szczęście all inclusive – Krystyna Mirek

Wydawnictwo: Filia
Poznań 2014
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-7988-055-3



Książka zachwyciła mnie okładką od pierwszej chwili, kiedy ujrzałam jej reklamę w Internecie. Mam słabość do Grecji. Być może już o tym wspominałam. Kocham ją miłością całkowicie odwzajemnioną. Zresztą ta okładka jest po prostu piękna, nawet dla kogoś, kto Grecji nie miłuje. Mam rację?
Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy udało mi się zdobyć tę powieść. Tym bardziej, że poza przecudną okładką mamy jeszcze ponad 360 stron naprawdę dobrej literatury i to nie tylko na lato.
Akcja toczy się na Krecie, choć początkowe rozdziały opowiadają historie głównych bohaterów tuż przed wylotem – częściowo w Warszawie, częściowo w Krakowie. To w Polsce poznajemy Berenikę, na którą wszyscy mówią Beata. Sympatyczną, dość uroczą magister geodezji, która właśnie oczekuje na przedłużenie umowy o pracę i zaległą premię. Wówczas wybierze się na wymarzony urlop do Grecji. Taki wyśniony, zaplanowany od dawna, urlop marzeń. Razem ze swym ukochanym, który czeka na nią w domu. Rzecz w tym, że życie nie jest usłane różami, a szef Beaty okazuje się zwykłym naciągaczem. Bez pracy, bez perspektyw, z chłopakiem, którego od lat utrzymuje, Beata zostaje na lodzie i musi zapomnieć o wakacjach. Wówczas otrzymuje propozycję podjęcia pracy na Krecie. W roli... pokojówki. Niełatwa decyzja dla marzącej o czymś więcej, wykształconej, młodej kobiety.
Beata nie jest jedyną bohaterką, trudno nawet powiedzieć, że jest główną. W powieści Krystyny Mirek właściwie zdecydowana większość osób to postaci pierwszoplanowe. Poznajemy więc Jakuba, który marzył kiedyś o pisaniu mądrych artykułów, a trafił do pisma dla kobiet, w którym pisze pod pseudonimem (jako kobieta). Na Kretę wybrał się z narzeczoną, która jest także jego szefową. To Oliwia zdecydowała dokąd lecą, kiedy i... za wszystko zapłaciła. Jakub ma nadzieję, że ten wyjazd pozwoli im uporządkować pewne sprawy i w końcu on również będzie miał coś do powiedzenia w kwestii tego związku. Oliwia natomiast, cóż, skrywa pewien sekret, ma pewne wielkie marzenie, a Jakub ma jej pomóc w jego osiągnięciu. Czy rzeczywiście jest taką zołzą, za jaką ma ją polski personel hotelu?
Alina jest matką Franka i poznajemy ją w sytuacji, która niezbyt pochlebnie o niej świadczy. Od pierwszej chwili mamy wrażenie, że jest matką wyrodną, że najchętniej zostawiłaby synka gdziekolwiek i z kimkolwiek, byleby tylko mieć trochę spokoju. Racja, Franek do potulnych baranków nie należy, wszak orzeczenie o ADHD to nie tylko jego wymysł. Czy jednak rzeczywiście Alina jest taka podła, czy może jedynie...?
Czy wiecznie roześmiana, lubiąca się zabawić Agnieszka, którą na Krecie nazywają Agnes, naprawdę jest takim lekkoduchem? Właściwie co złego jest w byciu radosnym? Szczególnie, gdy od pięciu lat mieszka się na wspaniałej greckiej wyspie, ma stałą pracę, zarabia całkiem dobrze, jest się szanowanym przez resztę zespołu i ma przyjaciela, na którego zawsze można liczyć?
Wiele pytań. Ważnych pytań. "Szczęście all inclusive" to mądra powieść o ludzkich losach, walce o szczęście, o marzeniach i iluzjach. Bo nie wszystko jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Pozory mylą – nawet w ostrym i ciepłym słońcu przepięknej Krety.
Ciężkie tematy przeplatane są wspaniałymi opisami kreteńskiej plaży i kąpieli w morskich falach. Ludzkie dramaty maja miejsce nawet w urokliwych gajach oliwnych, wśród poskręcanych drzewek i zapachów prawdziwej greckiej kuchni. Miłość potrafi pojawić się w najmniej spodziewanym momencie. Nie myślcie jednak, że to jakiś zwykły romans a'la Harlequin. O nie, tej powieści daleko do takich banałów.
Ciepła i pogodna powieść o trudnościach, na które może napotkać każdy z nas. Choć nikomu ich nie życzę. O wyborach, które z boku wydają się znacznie prostsze, iż wówczas, gdy dotyczą nas samych. Mądra opowieść o tym, że trzeba patrzyć w przyszłość, a nie oglądać się za siebie. I czasami... warto się trochę poświęcić, bo bez pracy nie ma kołaczy.
Jedynym minusem książki jest nie najlepsza korekta. Trochę to dziwi, bo ogólnie Filia raczej dobrze radzi sobie z literówkami, a tym razem znalazłam ich zdecydowanie za dużo. Mimo wszystko jednak, najgoręcej polecam. Niezależnie, czy w te upalne dni jesteście na urlopie, czy pracujecie.



Książka przeczytana w ramach Wyzwania


Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Filia
  http://www.wydawnictwofilia.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz