Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 22 grudnia 2011

Mały opiekun zapomnianych zwierząt - Carmen Bernos de Gasztold



Carmen Bernos de Gasztold to francuska poetka, od lat mieszkająca w opactwie Benedyktyńskim i pisząca wiersze oraz opowiadania dla dzieci. To właśnie o jednym z nich chciałam dzisiaj słów kilka opowiedzieć.
„Mały opiekun zapomnianych zwierząt” to wzruszająca baśń bożonarodzeniowa, w której autorka przypomina nam, co jest tak naprawdę ważne w życiu. I tak okazuje się, że nie były istotne dary złożone przez mędrców ze Wschodu, którzy pojawiają się w wielu kolędach i szopkach, ale ciepły oddech i miłość do Jezusa, okazane mu przez woła i osła. Skąd jednak te zwierzęta wzięły się w żłóbku, w którym położono Dzieciątko? Razem z całą resztą menażerii przyprowadził je tam właśnie tytuły Mały Opiekun Zapomnianych Zwierząt – by mogły złożyć pokłon wielkiemu Bogu pod postacią małego chłopca.
Kim jest tytułowy bohater? To mały aniołek, który uznał się za niegodnego, by stać się aniołem stróżem – tak ludzi, jak i olbrzymich gwiazd. Poprosił więc Pana Boga, by pozwolił mu zaopiekować się czymś biednym i zapomnianym. Tak też stal się opiekunem zwierząt, o których znaczeniu w świecie tak często zapominamy.
To opowieść o czystości serca i pokorze, a także odnalezieniu własnego miejsca. Bo i Aniołek zrozumiał sens swej „służby” i wół z osłem poczuli się we właściwym miejscu i czasie – po prostu potrzebni.
Wiemy wszyscy doskonale, że wół i osioł stali przy żłóbku Pana, a jednak coraz częściej ważniejsze jest, by pokłon złożył mu jakiś lubiany polityk, czy gwiazda filmowa. Jednocześnie zdajemy się zapominać, że to zwierzęta przez długie wiek dawały ludziom ciepło (wełna) i jadło (mięso, mleko). Może należałoby się chwilę zastanowić i idąc odwiedzać żłóbek – po prostu złożyć pokłon Jezusowi, zamiast śpiewać peany na cześć nowych pomysłów – kto tym razem powinien znaleźć się wśród uprzywilejowanych i móc być uwieczniony w postaci bożonarodzeniowej figurki.
Opowiadanie króciutkie, acz urzekające swą prostotą i bijącym od niego ciepłem (nie tylko oddechów woła i osła). Maleńkie arcydzieło warte zapamiętania.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w tym momencie autorka miała niewiele zasług, a podziękowanie należy się tłumaczowi. Dziękuję zatem – za to, że mówi nie tylko o Świętach, Wigilii, czy Bożym Narodzeniu, ale także o… Gwiazdce. Coraz rzadziej spotykamy się z tym określeniem, które zawsze wywołuje szybsze bicie mojego serca – na wspomnienie tych wspaniałych Gwiazdek, gdy byłam małym dzieckiem i ta noc była naprawdę zaczarowana, pełna radości, magii, śpiewanych przez domowników kolęd i zapachu żywej choinki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz