Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

sobota, 12 stycznia 2013

Aparatus - Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka słów
Lublin 2011
Oprawa: miękka
Zbiór opowiadań
Liczba stron:395
Ilustracje: Daniel Grzeszkiewicz
ISBN: 978-83-7574-649-5



 
Kolejny zbiór opowiadań wirtuoza polskiej prozy współczesnej, Andrzeja Pilipiuka. Genialny, nietuzinkowy, cały czas trzymający w napięciu. Nie sposób się od niego oderwać, a gdy już jest to konieczne... czekamy na chwilę, gdy "Aparatus" znów się otworzy i przeniesie nas w zaczarowany świat pełen tajemnic przeszłości...

"Aparatus" to osiem opowiadań. Nie ma tym razem żadnych super shortów. Wszystkie są raczej długie – średnio w końcu z łatwego matematycznego wyliczenia wychodzi, że każde z nich winno mieć około pięćdziesiąt stron. Oczywiście są dłuższe i krótsze, jednak nie spotkamy tu takich poniżej dwudziestu stronic. I dobrze – dzięki temu mamy właściwie jakby dwie krótkie powieści, które – dla kogoś, kto zetknął się w pozostałymi zbiorami Pilipiuka i zna jego głównych bohaterów – komponują się ze znanymi już opowiadaniami autora zebranymi w innych wydaniach oraz dwa opowiadania niezależne.
Po trzy teksty przypadły tym razem na doktora Pawła Skórzewskiego oraz – mojego ulubionego Pilipiukowego bohatera – Roberta Storma. 
Tego pierwszego spotykamy w znkomitych opowiadaniach "Ostatni biskup", "Choroba bialego człowieka" oraz – kończącym tom – "Dzwonie Wolności". Z Robertem spotykamy się natomiast w tytułowym "Aparatusie", " Księgach drzewnych" oraz moralistycznej "Oślej opowieści". 
Dwa pozostale teksty to: "Staw", który jest bardzo fantastycznym opowiadaniem, snutym z perspektywy hitlerowskiego młodzieńca, który marzy o zostaniu ichtiologiem, a w walce (zarówno z Polakami, Żydami, jak i rybami oraz wiewiórkami, sic!) zaprawia się nie gdzie indziej, tylko w warszawskich Łazienkach (nazywanych z niemiecka... Laschienkhi ) oraz "Za kordonem. Lwów" mówiące o czasach już powojennych, kiedy Lwów przestał być miastem polskim, a rozpanoszyli się po nim komuniści.
Po kolei jednak. Właśnie "Za kordonem. Lwów" jest pierwszym opowiadaniem. To porywajaca proza akcji – główny bohater zostaje najęty przez amerykański wywiad, by wrócić do rodzinnego Lwowa i odnaleźć tajemniczą maszynę, która jest w stanie z niczego wytworzyć energię. Jednak ukochane miasto zmieniło się bardzo, a nasz bohater niekoniecznie pała milością do aliantów, którzy sprzedali polskie ziemie Stalinowi. Tego ostatniego też specjalnie nie miłuje. Przyjdzie mu podjąć trudne decyzje, a przy okazji napotka wiele przygód, przyjrzy się komunistycznej propagandzie, dowie niejednego o swoich byłych belfrach i wolności, o którą przecież walczył.
W "Ostatnim biskupie" doktor Paweł będzie poszukiwał legendarnego monastyru Kiżlak, chcąc uczynić zadość przysiędze złożonej umierajacemu na jego rękach zakonnikowi. Nie będzie to łatwa przeprawa, a prawda okaże się... Cóż, by za wiele nie zdradzać, powiem jedynie, że do ostatniej chwili trzyma to opowiadanie w napięciu, a zakończenie jest doprawdy szokujące i niespodziewane. Magia...
W "Oślej opowiesci" mój ulubiony Robert Storm wyrusza do Włoch, by poznać sekret salami lipardyjskiego. Zawędruje do miejscowości Collodi, z której pochodził autor "Pinokia", a to, co odkryje z pewnością zmrozi krew w żyłach niejednego cztelnika. Ja miałam pewną teorię, w miarę czytania tej opowieści, okazała sie jednak dość daleka od prawdy. Tym lepiej, straszliwie nie lubię, kiedy autor nie potrafi mnie zaskoczyć i udaje mi się przewidzieć, co będzie dalej. Z pewnością jednak nie chciałabym tego przysmaku królów i papieży zakosztować, chociaż salami uwielbiam.
Dochodzimy do opowiadania tytułowego. Zachwyca, powoduje mocniejsze bicie serca, po to, by na końcu poruszyć do głębi i zmusić oczy do puszczenia choćby jednej łezki. Tęsknota za tym, co było, co minęło, co już nie wróci. Nostalgia, tajemnica, czasy, miejsca i ludzie, którzy już odeszli. Fantastyczna, ciepła historia, w której Robert znów próbuje rozwikłać sekret przeszłości pewnego niesamowitego przemiotu – jego pochodzenia, sposobu wykonania i przede wszystkim celu, dla którego został zrobiony. Z pewnością Was zaskoczy rozstrzygnięcie tej zagadki, a kto wie – może zechcecie przystanąć na moment i wsłuchać się w głos minionych wieków...
"Choroba bialego człowieka" to poniekąd powrót do modnego ostatnimi czasy i już przez Pilipiuka eksploatowanego tematu wampiryzmu. Doktor Skórzewski popłynie na okrutnie zniszczonej łajbie, poszukiwać zaginionych studentów, a wszystko to dlatego, że poprosil go o to... jego daleki krewniak, Aleksander. Może to i nie dziwi, jednak, gdy poznać, kim ten krewniak jest i jakie wspomnienia w doktorze budzi pamięć o jego przodkach... można zmienić zdanie. Pan doktor jest jednak człowiekiem, któremu przygody nie są straszne, każdemu chętnie poda pomocną dłoń, a jeśli przy tym jeszcze rozwiąże jakieś ciekawe zagadki, tym lepiej. Niesamowitą i barwną postacią jest tu także Jefim Urwanko, który na pokładzie rozlatującej się "Andromedy" umożliwi doktorowi i Aleksandrowi tę niesamowitą i bolesną dla nich podróż.
"Staw"... Chyba najdziwniejsze ze wszystkich opowiadań zawartych w tym zbiorze. To wcale nie znaczy, że złe, ale trochę jakby nie pasujące do pozostałych. Dobre, ciekawe, intrygujące, z dreszczykiem emocji. Jakby Pilipiuk chciał napisać horror, a przynajmniej coś w rodzaju opowieści niesamowitych. Jednak chyba posunął sie trochę za daleko, choć kto wie. Mi się ogólnie podobało, jednak najmniej ze wszystkich. Po prostu w tym zbiorze nie ma opowiadań słabych. Przyznaję jednak, że pomysł jest ciekawy i dodają mu wiele uroku listy pisane przez głównego bohatera do jego ukochanej Grety.
"Księgi drzewne" to kolejne spotkanie z Robertem. Tym razem zajmie sie poszukiwaniem świerku lutniczego, czym będzie chciał pomóc swemu nowemu sasiadowi, lutnikowi i jego wnuczce, Adelajdzie – księżniczce wiewiórek. Tu także powałęsa się po polskich wsiach, górach i dolinach, spojrzy pod strzechy wiejskich chat, stanie w walącej się starej szkole, która pamięta jeszcze z pewnością okres zaborów, a także... w końcu zdobędzie serce Marty. Poszukując niesamowitego drzewa, ktore może istnieje, a może i nie, pozna wielu ciekawych ludzi, a przede wszystkich przyjrzy sie otaczającej przyrodzie i pomyśli o tych, którzy ją doprawdy kochali. Opowiadanie to jest poniekąd hołdem dla tych, którzy położyli podwaliny pod naukę historii i przyrodoznawstwa regionalnego, dla ludzi, którzy mieli prawdziwe pasje i chcieli się nimi dzielić z kolejnymi pokoleniami. Na zakończenie natomiast akcja jak z najlepszego amerykańskiego filmu sensacyjnego, połączona trochę z sf. Smakowity kąsek dla każdego.
"Dzwon Wolności" powstał wiele wieków temu i dzisiaj pozostaje już jedynie legendą. Dzisiaj, to znaczy gdzieś w początkach dwudziestego wieku, kiedy dzieje się akcja opowiadania. Doktor Skórzewski znów ląduje z pozytywistyczną misją krzewienia nauki higieny i szczepień wśród z lekka zacofanej ludności carskich krain. Tym razem trafia bardzo daleko – już tuż tuż Norweska granica, a zaledwie za lasem osada Lapończyków. Nie wspominając już o katorżnikach zesłanych przez miłościwie panującego... Ciekawe i doborowe towrzystwo, które z takich, czy innych powodów wierzy w starą legendę. Co się stanie, gdy dzwon zostanie odnaleziony i zabrzmi jego dźwięczny głos? Czy rzeczywiście pożoga zstąpi na ziemię i obali panujące rody z zajmowanych przez nich od stuleci tronów? Fantastyczna opowieść-wspomnienie, świetnie wpisana w historię wielkich przemian Europy na początku dwudziestego stulecia.
We wszystkich opowiadaniach Pilipiuka zawartych w "Aparatusie" widzimy wyraźnie tęsknotę za tym, co było, a także olbrzymi szacunek dla ludzi przeszłości. Zamiłowanie do zagadek z dawnych lat oraz prawdziwa miłość do rękodzielnictwa, o których świadczy tak częste osadzanie w rolach głównych bohaterów zegarmistrzów, lutników, zbieraczy i antykwariuszy, złotników i sztukmistrzów wszelakiej maści.
Jak przystało na Fabrykę słów – wspaniala okładka, świetne grafiki Dawida Grzeszkiewicza i przepiękna stylizacja papieru na stary i lekko już nadgryziony zębem czasu. Do tego zaledwie cztery błędy. Prawdziwa perełka.
Na zakończenie jeszcze tylko jedno zdanie-cytat, który nie chce opuścić moich myśli: "Od kiedy umiemy pisać, łatwiej zapominamy.Powierzamy myśli papierom. A przecież kiedyś było inaczej. To, czego nie zapamietałeś, przestawało istnieć."



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz