Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 6 maja 2013

Ben-Hur. Opowiadanie historyczne z czasów Jezusa Chrystusa - Lewis Wallace

Wydawnictwo: Instytut Pracy i Wydawnictw NOVUM
Warszawa 1987
Oprawa: miękka
Liczba stron : 303
Przekład: brak informacji
ISBN: brak informacji


Cóż rzec, gdy wzięło się na warsztat TAKĄ legendę? Cóż, od początku. Miałam jakieś dziewięć lat (okolice Pierwszej Komunii Św.), kiedy w telewizji zobaczyłam  film Ben-Hur z 1959. Zachwycił mnie, oczarował i prawił, że zakochałam się... w historii. Miłość trwa niezmiennie do dzisiaj i mogę szczerze powiedzieć, że to dzięki tej niesamowitej historii w dużej mierze. Średnio raz do roku, około Wielkiej Nocy oglądam sobie to arcydzieło kinematografii (bądźmy szczerzy – nikt już dziś tak nie kręci filmów).
W tym roku postanowiłam więc prze obejrzeniem filmu zasiąść do lektury. Zabrałam się za powieść mniej więcej w połowie lutego, więc miałam ponad półtora miesiąca, a utwór Wallace'a ma zaledwie 303 strony. Zasiadłam i... czytałam czytałam, czytałam, Skończyłam dzisiaj, 6 maja... 
Nie podobało mi się? To nawet nie to. Trudno powiedzieć, dlaczego tak wiele czasu zajęło mi przebrnięcie prze te lekturę, bo rzeczywiście było to przebrnięcie. Język jest ładny, historia przecież fantastyczna i porywająca sama w sobie. znam ją doskonale, choć oczywiście pojawia się w filmie kilka zmian. Książka więc nie est do końca zgodna z tym, co wcześniej znałam. Powinno to być wielkim plusem i sprawić, że nie można się przy niej nudzić. A jednak...
Początkowo czułam się, jak we śnie. Niespieszna akcja, pięknie prowadzona narracja, bogactwo wyrażeń. Literatura prawdziwie dziewiętnastowieczna. Im brnęłam dalej, tym było gorzej. To, co na początku urzekało – spokój, przemyślenia, delikatność – zaczęły męczyć i nużyć Pragnęłam więcej akcji. 
Nie – nie skrytykuję tej powieści. Gdyby nie ona, nie powstałby przecież film. Czy to wystarczy? Myślę, że dla osób, które go ei widziały może to być bardzo ciekawa lektura – szczerze. Sam pomysł, fabuła i bohaterowie są interesujący i godni zapoznania się z nimi. Język jest piękny i dostojny, jak przystało na powieść, której jednym z bohaterów jest sam Chrystus. Wszystko wyśmienicie – pod warunkiem, że nie widzieliście filmu z Charletonem Hestonem w roli Judy!
Jeśli chodzi o redakcję – to jest raczej kiepska. Wkurzają sytuacje, kiedy właściwie nie wiadomo, kto wypowiada daną kwestię. Zupełnie  nie przystaje do wymogów literatury w naszym języku. Kalka z angielskiego, jak się patrzy...
Nie wiem, doprawdy nie wiem, czy to wina autora, czy tłumacza – rażą jednak pojawiające się raz po aż wstawki dotyczące Wielkanocy i niedzieli palmowej. Na Boga – gdzie i kiedy Żydzi obchodzili Wielkanoc? I to jeszcze przed ukrzyżowaniem Chrystusa? Strasznie niedorzeczne. Czy to niedopatrzenie? Kurcze – więcej takich niedopatrzeń w literaturze i rzeczywiście kolejne pokolenia rodzą się jedynie głupsze od poprzednich...
Dlaczego nie ma ISBNu? Nie mnie pytać, nie pojmuję. Książka wszakże wydana w roku 1987, więc być powinien. Co z nazwiskiem tłumacza? Tutaj znalazłam przynajmniej informację na tylnej okładce książki, z której można wnioskować... niewiele. Prawdopodobnie (takie informacje znalazłam w sieci, a dotyczą one podobno wdania z 1901 roku) tłumaczenia tej historii podjął się Antoni Marian Stefański. Opis na tylnej okładce mojego wydania informuje, że zostało ono przygotowane na podstawie wydania Karola Miarki z 1901. także można się czegoś domyślać, ale nie jest to w tu procentach pewne.
Czy polecam? Jak wspominałam – każdemu, kto nie widział filmu – z czystym sercem. Tym, dla których Ben-Hur to Charleton Heston... na własną odpowiedzialność, proszę o niewnoszenie pretensji, jeśli się nie spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz