Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 9 maja 2013

Światła września - Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA
Warszawa 2011
Oprawa: miękka
Liczba stron: 255
Przekład: Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodan Casas
ISBN: 978-83-7495-994-0




I została mi już tylko jedna powieść Zafóna do przeczytania – "Więzień nieba" z 2012 roku...
"Światła września" to trzeci tom cyklu "Trylogia mgły". Żeby było śmiesznie ta trylogia składać się ma ostatecznie z czterech części (sic!). Cóż, czegóż to ludziska nie wymyślą. W każdym razie poprzedzają "Światła września": "Książę mgły" oraz "Pałac Północy". Każda z nich jest o innych bohaterach, innych czasach, innym miejscu. Łączą je tajemniczość, nieznane siły, które kierują światem, magia i fantasmagoryczny klimat. 
Czym tym razem zachwyca Zafón? Francja – początkowo Paryż, następnie plaże Normandii – właściwie w przededniu II wojny światowej. Jest rok 1937 kiedy Simone Sauvelle, wdowa z dwójką dzieci  przybywa do Błękitnej Zatoki. Dostała całkiem dobra posadę gospodyni w majątku Cravenmoore. Jako, że od śmierci męża nie tylko klepała biedę, ale była co dzień dręczona przez wierzycieli – praca ta jest dla niej wielką szansą. Szansą na odzyskanie spokoju, pewności siebie, a także na zapewnienie lepszego startu dla nastoletniej Irene oraz jej młodszego brata, Doriana. Trafiają więc do tajemniczego miejsca, w którym zamieszkuje fabrykant zabawek, Lazarus Jann (a także jego małżonka, której nikt nie widział od przynajmniej dwóch dekad).
Majestatyczny budynek i otaczający go las pełen niespodzianek... Zachwycająca Błękitna Zatoka, piękna Plaż Anglika i nad wyraz interesująca Irene... Grota Nietoperzy. Wszystko to doprawione znalezionym w morzu pamiętnikiem z dawnych lat, pierwsza miłością, okrutnym morderstwem i potwornym Cieniem, który z jakichś powodów pragnie zniszczyć naszych bohaterów. Do tego urocze widoki, klimat końca lat trzydziestych oraz przepysznie opisane zabawki i machiny konstruowane przez Lazarusa. Straszliwa przeszłość,która kładzie się cieniem na jego osobowości jest prawdziwym kluczem do rozwiązania makabrycznej zagadki.
Uwodzicielska narracja, która pozwala się zatopić w odległych marzeniach właściwie już o pierwszego zdania. "Światła września" to kolejna powieść, którą Zafón porywa nas do świata magii, który tak niedostrzeganie przenika do naszej szarej rzeczywistości. Jak cienka jest linia między tymi dwoma światami... Pięknie poprowadzona narracja, urzekający monolog Almy Maltisse oraz... niespodzianka – Andreas Corelli we własnej osobie. Postać znana każdemu fanowi twórczości Zafona. 
Przenikanie się światów to specjalność hiszpańskiego pisarza. Potrafi ją ubrać w słowa, jak mało kto. W jego powieści wartkiej akcji jest niewiele (właściwie chyba jedynie w czasie gonitw za Cieniem i ucieczek przed nim). "Światła września" nie niosą, jak rwąca rzeka. Czytając tę książkę płyniecie po spokojnym morzu, zupełnie, jakbyście żeglowali razem z przyjacielem Irene, Ismaelem na jego łodzi, Kyaenosie.
Błędów znalazłam cztery, czy pięć, ale zupełnie nie popsuły mi odbioru tak niesamowitej opowieści. Podoba mi się okładka, która w naturalny sposób nawiązuje do treści "Świateł września" – tak samą latarnią morską, jak i kolorystyką.
Czym są tytułowe światła września? Przeczytaj i dowiedz się sam. Gorąco polecam te niesamowitą przygodę, która właściwie jeszcze się nie zakończyła... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz